Głos milczącego cierpienia

Heschel podkreśla, że Bóg nie odsłania się prorokom jako abstrakcyjny absolut, lecz w osobowej i intymnej więzi ze światem. Zdarzenia i ludzkie działania wywołują Jego radość lub smutek, zadowolenie lub gniew

logo_duze_noweRobert M. Rynkowski, Głos milczącego cierpienia, „Znak” 717 (2015) nr 2, s. 119–123 (pełna wersja tekstu dostępna również na stronie miesięcznika „Znak”).

Pewien profesor, autor opasłego tomu, innemu profesorowi, autorowi niezbyt obszernej książki, wpisał dedykację: „Autor grubej książki autorowi ważnej książki”. Prorocy Abrahama Joshuy Heschela – żydowskiego myśliciela urodzonego w Warszawie, którego szczyt twórczości przypadł na lata 50. i 60. XX w. – to książka i gruba (820 stron!), i ważna. To jedno z ostatnich głównych dzieł Heschela dotąd niedostępnych po polsku – a chronologicznie pierwsza jego ważna praca, która przyniosła mu rozgłos.

Ciekawa jest historia powstania Proroków. Pierwotnie była to praca doktorska Heschela, którą napisał podczas studiów filozoficznych w Berlinie w latach 30. Kiedy w latach 60. w Stanach Zjednoczonych, dokąd wyjechał na początku wojny, adaptował ją do publikacji w języku angielskim, doszedł do przekonania, że musi zaangażować się w ludzkie sprawy, w ludzkie cierpienie w praktyce. Od tego momentu rozpoczęła się działalność Heschela w ruchu na rzecz praw obywatelskich w Stanach Zjednoczonych, i nie tylko.

Nieustanne żądanie

Heschel zmienia nasze spojrzenie na proroków Starego Testamentu. W przekonujący sposób pokazuje, że nie byli to – jak wielu skłonnych jest sądzić – szaleńcy wpadający w prorocki amok ani jedynie prości pośrednicy między Bogiem a ludźmi, dalecy byli również od czystego moralizatorstwa czy zapowiadania z lubością nadchodzących nieszczęść. Zdaniem żydowskiego myśliciela proroka cechuje przede wszystkim wrażliwość na zło. Jednak nie chodzi o zwykłą ludzką wrażliwość na wielkie zło. Dla proroka zbrodnią jest już pojedynczy akt niesprawiedliwości, który ludziom wydaje się drobnostką, naturalnym skutkiem życia społecznego. W jego oczach nawet niewielka krzywda przybiera kosmiczne rozmiary. Heschel podkreśla, że prorokowanie jest głosem, którego Bóg użyczył milczącemu cierpieniu, głosem w obliczu ograbionego nędzarza i sprofanowanego bogactwa tego świata. W słowach proroka słychać krzyk Boga, nie jest on prostym moralizatorem, lecz kimś, kto atakuje nasz umysł. Nierzadko jego słowa wybuchają płomieniem tam, gdzie nie dociera już sumienie. Styl proroka daleki jest od stanu wewnętrznej harmonii czy opanowania, naznaczony jest wzburzeniem, udręką i duchem niezgody. Prorok wiedział, że religia może wypaczyć to, co Bóg nakazał człowiekowi, że sami kapłani dopuszczają się krzywoprzysięstwa, składając fałszywe świadectwo, przymykając oczy na gwałt, tolerując nienawiść, wymagając obrzędów, zamiast wybuchnąć gniewem w obliczu zbrodni, oszustwa, bałwochwalstwa i przemocy. Prorok odrzuca to, co umiarkowane. Prorok pogardza tymi, dla których obecność Boga przynosi pocieszenie i bezpieczeństwo; dla niego jest ona wyzwaniem, nieustannym żądaniem.

Książka Heschela przybliża czytelnikowi postaci proroków i istotę ich przesłania, tym bardziej że autor nie tylko analizuje, ale i obficie udostępnia wypowiedzi proroków, a także przedstawia jakże odmienne sylwetki Amosa, Izajasza, Jeremiasza i innych, ludzi z krwi i kości. Są oni różni od proroków innych kultur, a zwłaszcza od naszych wyobrażeń o nich, chociażby rażąco nieskuteczni jako przepowiadacze przyszłości. To prawda, że w ich wypowiedziach często słychać groźby i wzywania do nawrócenia. Jednak ukazują się one w zupełnie innym świetle, gdy wynikają nie z samego faktu przekroczenia prawa, ale z tego, że Bóg ustami proroka mówi w imieniu milczącego cierpienia. Prorok nie jest więc kimś, kto znajduje upodobanie w zagładzie i zniszczeniu, kto chce wychowywać swoich ziomków strachem. Nie o strach tu chodzi, ale o dostrzeżenie zbrodni i milczącego cierpienia.

Rzecznicy Bożego pathos

Heschel skutecznie zmienia nasze wyobrażenie o Bogu jako Nieporuszonym Poruszycielu, czyli Bogu, który uruchomił świat, ale którego sprawy świata mało obchodzą. Żydowski myśliciel rozprawia się z tym wyobrażeniem za pomocą kluczowego w jego książce pojęcia Bożego pathos. Co ono oznacza? Heschel podkreśla, że Bóg nie odsłania się prorokom jako abstrakcyjny absolut, lecz w osobowej i intymnej więzi ze światem. Nie tyle rozkazuje i wymaga posłuszeństwa, ile przejawia troskę wobec tego, co się dzieje w świecie, a więc przejawia wobec niego określoną postawę. Zdarzenia i ludzkie działania wywołują Jego radość lub smutek, zadowolenie lub gniew. Przekonanie, że Bóg może być osobiście wzruszony, że posiada nie tylko inteligencję i wolę, lecz także pathos, wyznacza podstawy profetycznej świadomości Boga. Bóg nie tylko kieruje światem w majestacie swojej potęgi i mądrości, lecz zajmuje osobistą postawę wobec zdarzeń, które dokonują się w historii. Nie pozostaje poza cierpieniem i smutkiem, lecz jest niezwykle poruszony człowieczym zachowaniem i jego „przewinieniem”. Według Heschela proroków nie można określać jako rzeczników sprawiedliwości, ale jako rzeczników Bożego pathos, mówiących nie w imieniu idei sprawiedliwości, lecz w imieniu boskiej sprawiedliwości, w imieniu Bożej troski o sprawiedliwość. Zapamiętana dzięki współodczuwaniu Boża troska stanowi najgłębszą istotę proroctwa. Trudne położenie człowieka oznacza jednocześnie trudną sytuację Boga, który bierze udział w życiu człowieka. Grzechu, winy, cierpienia nie można oddzielić od sytuacji Boga. Nigdy w historii człowiek nie był traktowany z taką powagą jak u proroków, jest nie tylko obrazem Boga, jest Jego wieczną troską. Każdy czyn człowieka dotyka nie tylko jego życia, lecz również życia Boga, na tyle, na ile nakierowane jest ono na człowieka. Bóg, który objawia gniew i który się troszczy, nie jest dla Heschela „Całkowitą Innością”, przedziwnym, osobliwym Bytem, ukrytym w niezgłębionej ciemności, lecz Bogiem przymierza, który oznajmił prorokom swoją wolę i wezwał do posłuszeństwa. Taki Bóg nie jest kimś odległym, lecz tym, który towarzyszy człowiekowi, okazuje troskę. Pathos Boga wykracza poza przepaść, która oddziela Go od człowieka. Mimo całej niezgłębioności Jego istoty On troszczy się o świat i pozostaje z nim związany. Boskie pathos przypomina most ponad przepaścią, która oddziela człowieka od Boga. Relacja między Bogiem a człowiekiem nie jest nacechowana opozycją i napięciem. Pathos oznacza, że Bóg nigdy nie jest neutralny ani nigdy nie pozostaje poza dobrem i złem.

„Prorok słyszy głos Boga i czuje bicie Jego serca” – pisze Heschel. Charakterystyczny język i odwołanie do pojęcia pathos, którego nie znajdziemy w Biblii, mogą przyczynić się do wrażenia, że Prorocy to czysta medytacja, nie zaś tekst mający mocne oparcie w analizie Biblii. Jednak pathos jako kategoria określająca współodczuwanie i współcierpienie zarówno Boga, jak i proroka jawi się jako fundamentalna dla starotestamentowego profetyzmu. Pokazując takiego Boga – a nie jest to zabieg bezpodstawny – Heschel w istocie nie tylko pozwala Go zrozumieć, ale i ocala dla człowieka. Nieporuszony Absolut, który nie interesuje się problemami człowieka, jego bólem i cierpieniem, bardzo łatwo jest utracić. Boga, który jest z człowiekiem związany dzięki swojemu pathos, dzięki zdolności do współodczuwania, utracić o wiele trudniej.

Miłosierdzie i gniew

Prorocy zmieniają nasze wyobrażenia o Bogu Starego Testamentu, który ma problemy z opanowaniem swego niemal irracjonalnego gniewu. Heschel leczy nas z marcjonizmu, którego kariera bynajmniej nie zakończyła się w II w., wciąż powraca on pod nowymi postaciami.

Żydowski myśliciel zdecydowanie zaprzecza przekonaniu o niekontrolowanych napadach złości u Boga. Wskazuje, że nowością w pismach prorockich w stosunku do innych religii był fakt, że ukazywały one miłosierdzie i gniew Boga nie jako chwilowe emocje, lecz jako przejawy nieustającej opieki i troski. Gniew jest emocją, która niebezpiecznie zbliża się do zła, lecz utożsamianie jej ze złem mija się z prawdą. Zasługuje na naganę, kiedy u jego źródeł leżą złe zamiary, jest jednak moralnie konieczny jako opór wobec zła.

Heschel podkreśla, że dopóki gniew Boga będziemy postrzegać na płaszczyźnie psychologicznych emocji, a nie w perspektywie teologii pathos, dopóty nie będziemy w stanie go zrozumieć. Wybuch Bożego gniewu nie jest czymś przypadkowym, nieprzewidywalnym, irracjonalnym, lecz jest następstwem ludzkich czynów. Jest to świadome i celowe działanie wynikające z troski. Gniew jest jednym z przejawów wrażliwości Boga na los człowieka. Jest uwarunkowany Bożą wolą i jest odpowiedzią na ludzki grzech. Nigdy nie jest emocją nadrzędną i rozstrzygającą, lecz wtórną, ukazującą tylko jedną z postaw Boga wobec człowieka. Pathos zakłada miłość, lecz poza nią wykracza. Boża więź z człowiekiem nie polega na bezkrytycznym obdarzaniu dobrodziejstwem, niezważającym na postępowanie i zasługi obdarzonego, lecz na intymnej otwartości, bliskości, objawiającej się w Jego wrażliwych i różnorodnych działaniach. W sensie biblijnym gniew to słuszne oburzenie czy też wewnętrzne wzburzenie wobec tego, co odczuwane jest jako podłe i karygodne, czyli grzeszne. To brak zrozumienia dla zła. Ponieważ Bóg troszczy się o człowieka, Jego gniew może rozpalić się przeciwko człowiekowi. Zło, na które większość z nas się godzi, a nawet ponosi za nie odpowiedzialność, to obojętność wobec zła. Sens Bożego gniewu polega m.in. na tym, że kładzie on kres obojętności. Zdaniem Heschela nie można zrozumieć Bożego gniewu, nie zastanawiając się nad znaczeniem boskiej cierpliwości, czyli wyrozumiałości. Prorocy zwracają uwagę na to, że Bóg cierpi w milczeniu i nie jest skory do gniewu. Cierpliwość Boga to nie apatia, ale powstrzymanie się od słusznego gniewu. Pan współodczuwa, kocha i pozostaje wierny, lecz również wymaga, nalega, budzi strach. Zasadniczą cechą gniewu jest jego zależność, ewentualność i nieostateczność. To człowiek skłania Boga do gniewu, ale i on może ten gniew uchylić. Wszechwiedzący i Wszechmocny może zmienić słowo, które objawia. Gniew Boga jest instrumentalny i podlega Jego woli. Jest wezwaniem do jego unieważnienia. Heschel słusznie wskazuje, że starożytne przekonanie o przyrodzonej mściwości bogów głęboko zapadło w umysłach współczesnych i rzutuje na pojmowanie Boga Starego Testamentu. Prorocy nigdy jednak nie mówią o gniewie Boga tak, jakby wynikał on z Jego usposobienia. Heschel skutecznie leczy z marcjonizmu, ale paradoksalnie, być może pozwala też lepiej zrozumieć Nowy Testament. Jeśli bowiem chcemy być konsekwentni w naszym utajonym marcjonizmie, to powinniśmy na wzór Marcjona ocenzurować również Nowy Testament. W co najmniej kilku miejscach mówi on bowiem o gniewie Jezusa. Prorocy skłaniają do tego, byśmy zastanowili się, czy na gniew Chrystusa nie trzeba spojrzeć przez pryzmat gniewu Boga. Jeśli bowiem jest on konsekwencją tego, że Bóg współodczuwa z człowiekiem, że los człowieka nie jest Mu obojętny, to gniew Jezusa nie jest niczym gorszącym, ale argumentem potwierdzającym Jego bliski związek z Bogiem. Być może ewangeliści nie obawiali się mówić o gniewie Jezusa dlatego, że łatwo dostrzegali w nim podobieństwo do gniewu Boga przedstawianego przez proroków.

Książka Heschela pozwala zrozumieć postaci proroków, przybliża nam również Boga, nawet jeśli jest to Bóg gniewny. Uwrażliwia na zło, każe na nie spojrzeć Jego oczami. Nic dziwnego, że autora, żyjącego w kraju, w którym panowała dyskryminacja rasowa, toczącym wojnę w Wietnamie skłoniła do podjęcia działalności na wskroś praktycznej. Książka Heschela to w pewnym sensie głos udzielony milczącemu cierpieniu.

242Abraham Joshua Heschel, Prorocy, Wydawnictwo „Esprit”, Kraków 2014, s. 820

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *