Polszczyzna portali katolickich

Przegląd Powszechny Robert M. Rynkowski, Polszczyzna portali katolickich, „Przegląd Powszechny” 1029 (2007) nr 5, s. 135–143.

Rok 2006 został przez polski Senat ustanowiony Rokiem Języka Polskiego. Zgodnie z uchwałą Izby Wyższej w roku tym należało ochraniać, otaczać opieką i kultywować polszczyznę. Żeby jednak dobrze jej strzec, trzeba wiedzieć, co jej zagraża. Rok Języka Polskiego stał się więc okazją do refleksji nad polszczyzną, którą się posługujemy w różnych dziedzinach naszego życia. Dla wierzącego nie może być obojętne, czy komunikat religijny, który do niego dociera, albo który on sam wysyła, jest wyrażony językiem zrozumiałym i pięknym, czy też niejasnym i brzydkim. Od tego w dużej mierze zależy bowiem skuteczność przekazu religijnego.

Obecnie coraz więcej treści religijnych do coraz liczniejszych spośród nas dociera za pośrednictwem Internetu. Można w nim znaleźć wiele katolickich portali, stron różnych ruchów, stowarzyszeń, nieformalnych grup i osób prywatnych, a dostęp do sieci przestaje być luksusem. Jaka jest jednak polszczyzna katolickich stron internetowych? Czy jest ona w miarę poprawna i piękna, czy też, jak skłonni jesteśmy sądzić o polszczyźnie Internetu w ogóle, z poprawnością i pięknem nie ma wiele wspólnego? Odpowiedzi na te pytania są o tyle trudne, że przejawy działalności internetowej bywają efemeryczne, gdyż strony internetowe i umieszczone na nich treści równie łatwo się pojawiają, jak i znikają. Mimo to warto zmierzyć się z tym problemem, dlatego że teksty, które można napotkać w Internecie, są efektem bardzo różnorodnej aktywności katolików, w dużej części niezwiązanej z siecią. Najlepiej pokazuje to przykład portali, w których oprócz bieżących informacji można znaleźć publicystykę, felietony, eseje, a nawet artykuły i rozprawy naukowe. Jak na dłoni widać w nich, jaka jest polszczyzna nie tylko katolickich internautów, ale także katolików w ogóle. Warto więc zwrócić uwagę na kilka najbardziej charakterystycznych cech tej polszczyzny, gdyż da to pewien obraz naszego języka religijnego. Oczywiście w tak krótkim tekście nie sposób przebadać wszystkich portali i wszystkich znajdujących się w nich treści. Dlatego ograniczę się do najpopularniejszych witryn, takich jak Opoka, Mateusz, Wiara, Katolik, Kościół (raczej wielowyznaniowy niż tylko katolicki), i wybranych, najbardziej charakterystycznych tekstów.

1. Msza Święta czy Msza święta?

Na początek dość zaskakujące spostrzeżenie. Otóż wbrew temu, co mogłoby się wydawać, twórcy polskich portali katolickich, przynajmniej niektórzy, dostrzegają istnienie norm poprawnościowych. Portale Kościół i Wiara podały bowiem informację o ukazaniu się opracowanych przez Komisję Języka Religijnego, funkcjonującą w Radzie Języka Polskiego, Zasad pisowni słownictwa religijnego, dokumentu dotyczącego głównie zasad pisania wielkimi literami pojęć religijnych. Inna sprawa, że nie są to informacje szczególnie wyróżnione, a najprędzej dotrze się do nich za pośrednictwem wyszukiwarki. W pozostałych portalach nie ma żadnych wzmianek, że tego rodzaju normy istnieją. Problem jednak w tym, że i ci, którzy wspominają o ich istnieniu, i ci, którzy tego nie robią, nie zawsze stosują się do zawartych w nich zasad. Można wyróżnić dwa rodzaje ich przekraczania.

Pierwszy polega na używaniu wielkiej litery nie tyle błędnie, ile niepotrzebnie. Chodzi zwłaszcza o stosowanie jej w przypadku godności kościelnych. Zasady dopuszczają taką możliwość w tekstach okolicznościowych, listach itp. i wtedy, gdy chcemy wyrazić szacunek dla danej osoby. Praktyka taka nie bardzo jest więc uzasadniona w z natury zobiektywizowanych informacjach, artykułach czy pracach naukowych. Tymczasem np. w portalu Kościół niektórzy autorzy wiadomości wielkimi literami piszą wszystkie nazwy godności kościelnych, a w portalu Mateusz natrafić można na pisane wielką literą, niezależnie od kontekstu, słowo „papież”. Podobną skłonność wykazują również niektórzy autorzy prac dyplomowych, publikowanych w Opoce.

Drugi rodzaj przekroczenia normy to błędne użycie wielkiej litery lub zaniechanie jej użycia. Szczególnie często można znaleźć zapisany wbrew zasadom wielką literą skrót „św.”, np. w wyrażeniach „Ojciec Św.” czy „Pismo Św.” (Kościół i Mateusz). Oprócz tego można natrafić na błędne zapisy „Msza święta”, „Nowa Msza” (forum portalu Wiara, Kościół) czy „konferencja Episkopatu Polski” (Mateusz). W wielu portalach można napotkać również zapis „Kościół Rzymsko-Katolicki”.

Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak dodać, że w portalach Wiara, Opoka i Katolik w tekstach umieszczonych nie na forach jest pod tym względem o wiele lepiej. Widać, że twórcy tych portali przynajmniej starają się stosować jednolite zasady używania wielkich liter.

2. Niemniej czy nie mniej?

Najbardziej irytujące, bo najprościej ich uniknąć, są pojawiające się właściwie we wszystkich portalach błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Są one plagą w wypowiedziach na forach i w komentarzach do artykułów, ale zdarzają się także w tekstach pisanych przez redaktorów i współpracowników. Podobnie jak poprzednie da się je podzielić na kilka grup.

Pierwsza to błędy najbardziej oczywiste, a więc polegające na niewłaściwym użyciu „ó”, „ż”, „h” itp. Najczęściej zdarzają się one w wypowiedziach na forach, w komentarzach do artykułów i w pytaniach, w pozostałych tekstach raczej nie występują. Świadczy to o tym, że autorzy albo mają dysortografię, albo nie znają zasad ortografii i nie uważają, że pisanie z błędami to coś niewłaściwego, albo świadomie i celowo te zasady przekraczają. Żadnej z tych przyczyn łamania zasad ortografii nie można uważać za usprawiedliwienie, bo nawet dysortografik może skorzystać z narzędzi sprawdzających pisownię, które pozwalają na uniknięcie dużej części błędów.[1] Co ciekawe, na niektórych forach, m.in. portali Wiara i Kościół, co jakiś czas podejmowany jest temat pisania zgodnie z zasadami ortografii. Jednakże nie prowadzi to do przyjęcia jakichś ograniczeń, czyli np. zasady, że posty z dużą liczbą błędów będą usuwane, a ostatecznie zwycięża przekonanie, że pisać każdy może…

Druga grupa błędów to błędy pisowni łącznej lub rozdzielnej. Chyba największe trudności sprawia pisownia rzeczowników zaczynających się od „nie”, takich jak „nieotwieranie”, „nierobienie” itp. (być może winne są temu niektóre edytory, które taki wyraz traktują jako napisany błędnie), oraz wyrazów, których pisownia łączna lub rozdzielna zależy od kontekstu, czyli np. „tymczasem”, „nieraz”, „niemniej”, „ponadto”, „nieobcy” czy nawet „niemożliwy”. Błędy te są częste na forach i w komentarzach, ale zdarzają się również w artykułach czy pracach naukowych.[2] Niestety, przed tymi błędami, zwłaszcza z drugiej grupy, nie ustrzeże nas żadne narzędzie komputerowe, gdyż nie ma jeszcze takiego, które byłoby w stanie sugerować pisownię w zależności od kontekstu.

Co do interpunkcji to właściwie trudno w Internecie znaleźć tekst, w którym byłaby ona poprawna albo przynajmniej przyzwoita, nawet jeśli chodzi o najbardziej podstawowe reguły użycia przecinka, a więc oddzielanie nim zdania podrzędnego od nadrzędnego, wydzielanie przecinkami zdania wtrąconego czy nieoddzielania przecinkiem podmiotu od orzeczenia. Większość tekstów w portalach katolickich świadczy o tym, że nasza wiedza o zasadach interpunkcji jest bardzo kiepska i że tak naprawdę nie przykładamy do niej żadnej wagi.

3. „Będąc młodą lekarką, wszedł raz do mnie pacjent”

Poważniejsze, ze względu na odbiór tekstu przez czytelnika, są występujące we wszystkich kategoriach tekstów, które są w portalach, błędy językowe. Nie sposób wskazywać wszystkich ich rodzajów, wystarczy, że zostaną przedstawione najczęstsze. Chodzi tu o błędy gramatyczne i leksykalne oraz polegające na niewłaściwym użyciu tzw. spójników skorelowanych.

Spośród tych pierwszych w portalach katolickich, i pewnie nie tylko w nich, najczęściej można napotkać błędy składniowe. Często pojawiającym się tego rodzaju błędem jest niedopasowanie orzeczenia do podmiotu szeregowego, czyli do podmiotu złożonego z dwóch elementów, tak jak w zdaniu: „W Biblii śmierć i grzech jest tym samym” (Opoka), w którym z tego względu, że mamy tu do czynienia właśnie z podmiotem szeregowym (śmierć i grzech), autor powinien był użyć orzeczenia w liczbie mnogiej: „Śmierć i grzech są tym samym”.[3] Równie częste są błędy składniowe polegające na użyciu niewłaściwego przyimka. W zdaniu: „Chrystus nie wykorzystuje jednak tego dla budowania ziemskiej potęgi” (Katolik) ze względu na czasownik „wykorzystywać” powinien być użyty przyimek „do”, nie zaś „dla”. Wielu autorów tekstów umieszczonych w katolickich portalach internetowych ma też skłonność, podobnie jak inni używający języka polskiego, do niepoprawnych skrótów składniowych. Przykładem takiego skrótu może być fragment zdania: „nie interesuje się i nie wnika w przedmiot swojej wiary” (Kościół), w którym autor dopełnienie umieścił na końcu zdania i dopasował do drugiego wyrazu rządzącego, czyli „wnikać”, ale nie wziął pod uwagę, że interesujemy się „czymś”, a wnikamy „w coś”. Tak więc prawidłowo fragment ten należałoby zapisać tak: „nie interesuje się przedmiotem swojej wiary i nie wnika w niego”.

Duża część błędów składniowych jest skutkiem rozprzestrzeniania się wygodnej dla użytkowników języka konstrukcji z imiesłowowym równoważnikiem zdania, czyli z imiesłowem przysłówkowym współczesnym. Użycie tej konstrukcji jest o tyle trudne, że wymaga spełnienia dwóch warunków: tożsamości podmiotu zdania głównego i równoważnika oraz równoczesności czynności wskazywanych przez równoważnik i zdanie główne. Przekroczenie pierwszego warunku dobrze ilustruje pochodzące z popularnego programu satyrycznego zdanie: „Będąc młodą lekarką, wszedł raz do mnie pacjent”. Błędy tego rodzaju zdarzają się jednak stosunkowo rzadko. O wiele częściej niedotrzymywany jest warunek drugi, jak w zdaniu: „Kardynał Jean-Marie Lustiger, który będąc wyznania Mojżeszowego w wieku 14 lat przyjął chrzest” (Wiara), sugerującym, że wspomniany hierarcha był jednocześnie wyznania Mojżeszowego i chrześcijaninem. Używanie imiesłowowych równoważników zdań wiąże się też z niebezpieczeństwem wieloznaczności, która w dużej części tekstów umieszczanych w portalach, zwłaszcza pracach naukowych, nie jest pożądana. Autorzy często wpadają w tę pułapkę, tak jak autor zdania: „To tylko ludzie, czytając ją [Biblię] poza Kościołem (w sensie ignorując nauczanie Kościoła) doszukują się w niej różnych dziwactw” (Wiara), które można rozumieć w ten sposób, że ludzie doszukują się w Piśmie Świętym dziwactw albo „dlatego, że”, albo „kiedy” czytają je poza Kościołem.[4]

Do dużych nieporozumień prowadzą zdarzające się dosyć często błędy składniowe w zakresie szyku. Autor zdania: „Otóż lęk miłości w miarę jak nas ogarnia, ogarnia nas zarazem coraz więcej miłości” (Opoka) łatwo mógłby uniknąć niejasności, co kiedy i w związku z czym nas ogarnia, gdyby zastosował właściwy szyk: „Otóż w miarę jak nas ogarnia lęk miłości, ogarnia nas coraz więcej miłości”.

Wielu autorów tekstów umieszczonych w portalach katolickich błędnie używa spójników skorelowanych, a więc takich, których użycie pierwszej ich części wymaga użycia drugiej (jeśli w zdaniu pojawia się „o ile”, to musi pojawić się również „o tyle”), a żaden człon nie może być zastępowany przez określenia wielofunkcyjne (prawidłowy spójnik skorelowany to „dlatego, że”, nie zaś „dlatego, bo”). Przykładami zdań ze źle użytymi spójnikami skorelowanymi są np. takie: „Wprawdzie 90% recytuje z pamięci osoby Trójcy Świętej, to w kolejnym”… (Kościół), „Boża interwencja polega nie tyle na cudownym zmienianiu toku wydarzeń, co na napełnianiu sensem tego, co bez Boga jest pozbawione sensu” (Opoka).

4. Trolle w Internecie

Inną wadą treści pojawiających się w portalach jest naruszanie zasad etyki słowa, czyli zasad określających właściwy sposób traktowania się przez nadawcę i odbiorcę komunikatu językowego. Przestrzeganie tych zasad bądź ich nieprzestrzeganie w dużej mierze decyduje o odbiorze tekstu, gdyż inaczej odbiera się tekst życzliwy i wyważony, a inaczej agresywny i jednostronny. Najczęściej są one naruszane w komentarzach i wypowiedziach na forach dyskusyjnych. I chodzi tu nie tylko o poczynania tzw. trolli, czyli tych, którzy teksty wrogie i obraźliwe piszą tylko po to, żeby wywołać kłótnię. Niestety, również dyskutanci niebędący trollami często łamią zasadę podmiotowego, nie zaś instrumentalnego traktowania oponenta, to znaczy szanowania go, uwzględniania jego poglądów, próbowania zrozumienia jego argumentacji, nieprzyjmowania z góry określonych założeń co do jego poglądów, życzliwości. Na forach wiele jest wypowiedzi wyraźnie napastliwych, zdradzających pogardę dla przeciwnika, a ostatecznym argumentem jest w nich częstokroć argumentum ad personam. Uderzające jest zwłaszcza to, że fora religijne pod tym względem nie różnią się wiele od innych. Oczywiście nie znajdziemy tu najbardziej wulgarnych wypowiedzi, bo są one usuwane przez moderatorów, ale i te, które są, wskazują, że w wielu przypadkach dyskusje na forach mają niewiele wspólnego z etyką słowa.

Analiza tekstów umieszczanych w portalach katolickich prowadzi do wniosku, że poprawność i piękno języka to nie są ich najmocniejsze strony. Najlepiej jest w przypadku tych, które wcześniej były wydrukowane, oraz – w niektórych portalach – informacji i artykułów pisanych przez redaktorów i współpracowników. W tekstach tych widać dbałość o to, by były one poprawne językowo i stylistycznie, wyważone i rzeczowe, chociaż oczywiście nie jest to reguła. Źle jest w przypadku tekstów wcześniej niepublikowanych, w których zdarzają się wszelkiego rodzaju błędy. Najgorzej pod względem językowym wyglądają zaś wypowiedzi na forach i komentarze.

Przytoczone przykłady przekraczania norm poprawnościowych mogą wywołać przekonanie, że owszem, mamy tu do czynienia z błędami, niekiedy nawet poważnymi, ale ostatecznie nic złego się nie dzieje, bo tekst da się przeczytać i zrozumieć, a najważniejsza jest treść, nie zaś forma. Tyle tylko, że duża liczba błędów, zwłaszcza błędów rażących, osłabia jego funkcję komunikacyjną, sprawia, że staje się on wieloznaczny, trudny w odbiorze, prowadzi do nieporozumień czy wręcz od pierwszych zdań zniechęca do lektury, a autora i „wydawcę” naraża na zarzut nieprofesjonalizmu. Oczywiście trudno przypuszczać, by właśnie na tym zależało twórcom katolickich portali internetowych. Zresztą uniknięcie niektórych błędów jest stosunkowo łatwe, bo wystarczy np. pamiętać o tym, by sprawdzić tekst jakimś narzędziem, a i podstawowe normy poprawnościowe nie są tak trudne, by przeciętny użytkownik języka nie był w stanie ich poznać i zastosować w praktyce. Tak więc istotą problemu jest w gruncie rzeczy to, by twórcom portali katolickich zależało na poprawności.

Czy jednak możliwe jest przekonanie ich do tego i poprawienie polszczyzny portali katolickich? Wydaje się, że tak, bo są portale, w których sporo tekstów jest w miarę poprawnych językowo, co świadczy o tym, że ich twórcy dbają o to. Dlatego warto zwracać ich uwagę na pozostałe uchybienia językowe i apelować, by je usuwali i stosowali klasyczne redagowanie tekstów, a w skrajnych przypadkach odmawiali umieszczenia tekstu na swoich stronach. Zresztą niektóre redakcje wyraźnie zastrzegają sobie prawo do redagowania, tyle że nie widać, by z niego korzystały. Nie jest to zresztą nic dziwnego, bo zespoły redakcyjne portali nie są duże, a materiał jest ogromny. Dlatego, jak się wydaje, sami piszący teksty dla portali powinni więcej uwagi poświęcać ich poprawności językowej oraz korzystać z pomocy polonistów czy redaktorów. Największym problemem są wypowiedzi na forach i komentarze. Jednak moderatorzy i administratorzy mogliby sobie zastrzec prawo do ich usuwania (w skrajnych przypadkach). Być może skłoniłoby to autorów wypowiedzi do większej staranności. Warto byłoby również zorganizować akcję, w ramach której portalom dbającym o poprawność językową byłyby przyznawane jakieś wyróżnienia czy certyfikaty.

Na koniec trzeba zauważyć, że część tekstów, które pojawiają się w portalach internetowych, świadczy o tym, że nasza codzienna polszczyzna, nie tylko ta używana do wyrażania wiary, nie jest najlepsza i że niektórzy mają zaległości sięgające szkoły podstawowej. Niezbędny jest namysł nad tym, czego i jak uczyć w szkołach, by ich absolwenci nie tylko nie kompromitowali błędami siebie i swoich nauczycieli, ale i dostrzegali wartość poprawności językowej, i by nie zwyciężał pogląd, że pisać każdy może, niezależnie od tego jak.


[1] Jak podają autorzy strony www.bykom-stop.avx.pl pomocne w radzeniu sobie z błędami ortograficznymi są edytory tekstu z funkcją sprawdzania pisowni, pasek narzędziowy Google z tą funkcją, słowniki ortograficzne on-line czy wyszukiwarki.

[2] Na przykład w tekstach: W. Oszajca, Tęcza nad Auschwitz-Birkenau, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PR/tecza_nadausch.html, wydrukowanym wcześniej w „Sanktuarium Świętego Andrzeja Boboli” nr 6/7 (210/211); A. Pietrzak, Potępienie, czy nadzieja zmartwychwstania?, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/zmartwychwstanieczynie.html.

[3] Podobnie w zdaniu: „Wizja zarówno przyszłej nagrody, jak i kary, pragnienie osiągnięcia pierwszej, a uniknięcia drugiej, rodzi w człowieku mieszane uczucia, prowadzi także”… (Opoka) – chociaż w tym przypadku z powodu bardziej rozbudowanej struktury zdania trudniej to dostrzec – zamiast „rodzi” powinno być „rodzą”, a zamiast „prowadzi” – „prowadzą”.

[4] Podobnie jest w wypadku zdania: „On wiedząc co Go czeka dobrowolnie zgodził się przyjąć mękę z ręki swoich oprawców” (Wiara), które można rozumieć albo tak, że Jezus zgodził się przyjąć mękę dlatego, że wiedział, co Go czeka, albo tak, że Jezus wiedział, co Go czeka, a mimo to, zgodził się przyjąć mękę.

[gview file=”http://rynkowski.blog.deon.pl/files/pliki/4.art_polszczyzna.pdf” force=”1″]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *