Nadzieja i sprawiedliwość

Jakieś dwa lata temu na czas adwentu wypadło mi napisanie recenzji książki Brunona Fortego Trójca Święta jako historia. Czas przedświątecznego zabiegania raczej nie sprzyja ani wnikliwej lekturze, ani pisaniu. Ale wysiłek się opłacił, bo książka, dotycząca samego sedna wiary chrześcijańskiej, przy tym napisana przez bardzo dobrego teologa, stała się okazją do porządnego zastanowienia się nad istotą wydarzenia, którego przypomnieniem jest Boże Narodzenie. Niechcący zrobiłem więc sobie bardzo solidne rekolekcje. Odtąd staram się zapewniać sobie podobne lektury przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą. W ten adwent postanowiłem wrócić do swoich teologicznych korzeni, czyli twórczości ks. Wacława Hryniewicza, tym bardziej że od wiosny na półce stoi jedna z jego ostatnich książek Teraz trwa nadzieja. I po raz kolejny przekonałem się, że warto go czytać.

Już od dawna wiem, że u mojego ulubionego polskiego teologa, znanego przede wszystkim z głoszenia nadziei zbawienia dla wszystkich, nie znajdę jakichś radykalnie nowych tez. Że będzie to tylko dopowiadanie, wyjaśnianie wątpliwości, wzmacnianie wcześniej sformułowanej argumentacji – słowem, bronienie nadziei. I tak jest też w tej książce. Po co więc czytam kolejne prace Hryniewicza?

Po to, by znaleźć się w świecie wiary pogodnej i ufnej, przepełnionej nadzieją i miłością. Takiej, w której jest obraz Boga kochającego człowieka i robiącego wszystko, by ocalić grzesznika, nawet wtedy, gdy ten się opiera, nie zaś Boga czyhającego na każde nasze potknięcie, gotowego zapałać gniewem, ukarać i potępić na wieki. Ale przede wszystkim po to, by nie myśleć o Bogu w kategoriach prawnych, nie przypisywać Mu po ludzku rozumianej sprawiedliwości. Hryniewicz jest mistrzem w demaskowaniu wpływu takiego rozumienia sprawiedliwości Boga na to, co sądzimy o naszym losie po śmierci, zwłaszcza losie potępionych, co do których uważamy, że muszą ponieść stosowną karę, w tym przypadku wieczną, i bezlitośnie obnaża braki takiego pojmowania tej sprawiedliwości. To, co sam proponuje, czyli kara służąca poprawie grzesznika, nie tylko radykalnie zmienia nasze wyobrażenia o sprawiedliwości Boga, ale i skłania do zastanowienia się nad wpływem jurydyzmu na nasze myślenie religijne w ogóle. A często jest ono typowo prawnicze: skoro nie przekroczyłem żadnego przepisu, to mogę spać spokojnie, jeśli zaś przekroczyłem, to jestem przestępcą zasługującym na karę, którą wymierzy mi sam Bóg. Takie myślenie sprawia, że chrześcijaństwo staje się religią strachu i że wielu chrześcijan staje się religijnymi defetystami. Lektura książek Hryniewicza uwalnia od takiego myślenia. To zaś powoduje, że zawsze można mieć nadzieję, w każdej sytuacji być przekonanym, że nie wszystko stracone. Dlatego lubię twórczość Wacława Hryniewicza.


[gview file=”http://rynkowski.blog.deon.pl/files/pliki/8.txt_nadzieja_sprawiedliwosc.pdf” force=”1″]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *