Szlachetny snobizm

Kiedyś Andrzej Markowski, przewodniczący Rady Języka Polskiego, zauważył, że bodaj jedyną metodą walki z pleniącym się, zwłaszcza w internecie, kaleczeniem języka jest coś, co określił jako szlachetny snobizm, a więc pisanie poprawną polszczyzną mimo szerzącej się niepoprawności. I chyba rzeczywiście ma rację, bo żadne nawoływania o poprawne używanie języka raczej nie przynoszą skutku. Może więc jakiś skutek przynosi ów szlachetny snobizm.

Ale czy ów szlachetny snobizm nie jest też jedyną – miejmy nadzieję, że skuteczną – metodą „walki” z agresywnym językiem, również w dyskusjach o wierze i teologii? I nie mam tu na myśli przede wszystkim komentarzy na forach onetowych, bo na nie wypada jedynie spuścić litościwie zasłonę milczenia. Również w poważnych miejscach i dyskusjach zdarza się natknąć na mentalnych przedstawicieli gimbazy, mimo że ich wiek metrykalny wskazuje, że dawno powinni wyjść poza ten etap. Może szlachetny snobizm w dyskusji, a więc argumentacja szanująca przeciwnika, jest na nich jedyną metodą?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *