Czy rzeczywiście ma miejsce coś takiego jak infantylizacja wiary? I na czym miałaby ona polegać? Może chodzi o unikanie refleksji nad wyznawaną wiarą i sprowadzanie wiary do wyznawania dobrego tatusia w niebie, Jezuska, który wszystko wybaczy, przygarnie, pocieszy i sprawi, że życie będzie beztroską zabawą i bezwarunkowym szczęściem? Takie postawy coraz częściej daje się zaobserwować. Do tego dodajmy msze dla dzieci, na których jest fajnie, bo ksiądz nie gada nudnie, są gadżety, przykłady, a i pośmiać się można, gdy któreś dziecko coś palnie podczas przepytywania w czasie kazania.
Jakie są przyczyny infantylizacji wiary? Być może przyczyną jest infantylizowanie się współczesnych społeczeństw. Kultura konsumpcyjna potrzebuje bowiem dzieci, nie dorosłych, gdyż one są niezwykle wartościową grupą docelową kampanii marketingowych. Nic więc dziwnego, że powstaje nowy etos kulturowy, w którym wartością jest bycie dzieckiem. Jeśli jednak tak, to i wierze warto być dzieckiem. I wcale nie chodzi tu o dziecięctwo Boże.

Bóg JEST dobry, wybacza, przygarnia, pociesza – i powinno się o tym mówić. A my powinniśmy być tacy sami. Właśnie dlatego że jesteśmy Jego dziećmi. Gdy się tego nie łączy, powstaje problem…
Samo życie dostarcza wielu problemów, zmartwień, pokus. Widzimy jak wiele zła dzieje się naokoło. Właściwa nauka wiary, według mnie, powinna uczyć stawiać czoła tym wszystkim problemom, wyzwaniom razem z Bogiem, a nie bez Niego. Powinna uczyć myślenia: „jak Bóg chciałby, bym postąpił?”. Infantylizacja wiary to oddzielanie wiary od życia: msza, paciorek, a reszta życia bez myślenia o Bogu, bez brania pod uwagę woli Boga. Ewentualnie myślenie o Bogu jako o kimś, kto weźmie moją stronę gdy się pomodlę, albo załatwi jakąś trudną sprawę w zamian za… Infantylizacja wiary nie jest niczym nowym. Myślenie kategoriami „św. Antoni od szukania rzeczy zagubionych”, a święty Tadeusz od spraw beznadziejnych, a Maryja to już od załatwiania wszystkich spraw, „na boku” – to też są formy infantylizmu według mnie. Łatwo jest się modlić do Maryi, bo ona niewiele mówiła, niewiele jej słów jest zapisane w Biblii, więc można jej przypisać dowolne cechy. Święci to też często są jakieś postacie cukierkowe, ich figurki w kościele nic przecież nie mówią o tym co przeżywali naprawdę, albo obrazki na których zawsze są przedstawiani z w sposób upiększony, z aureolą – czy to nie jest zaproszenie do przeżywania wiary w sposób infantylny?