Czasami się zastanawiam, kto (choć mam tu pewne podejrzenia) całkiem mądrym i rozsądnym ludziom – dodajmy: w wieku dużo ponadgimnazjalnym – wmówił, że fajne jest wrzucanie do internetu, a zwłaszcza na Facebooka, tekstów pobożnościowych charakterystycznych dla niektórych początkujących uczniów gimnazjum: Jezus bardzo cię kocha, porozmawiaj z Nim, przytul się do niego. Nie wiem, skąd przychodzi im do głowy, że jest to super zwłaszcza w wielkim tygodniu.
Pozwolę więc sobie na pewien apel: nie banalizujmy Jezusa i wydarzeń paschalnych sprowadzaniem wszystkiego do Jezuska, który uśmiecha się do nas z krzyża i tylko czeka, by nas przygarnąć. Śmierć na krzyżu nie była sielanką, a przecież ona właśnie ma się wkrótce stać teraźniejszością, my zaś będziemy mieli w nich udział. Bo tak to już jest w chrześcijaństwie, że przeszłość (głównie dzięki liturgii) możemy wprowadzić do teraźniejszości. Czy dostrzeżemy jej powagę, doniosłość w atmosferze jakże głębokich przemyśleń facebookowych?
