Wskrzeszenie czy nie?

A może córka Jaira tak naprawdę nie umarła, ale wpadła w jakiś letarg albo stan śmierci klinicznej? Może więc tak naprawdę Jezus jej nie wskrzesił? Może zresztą cuda Jezusa tak naprawdę do niczego nie są nam potrzebne?

Jeden komentarz do “Wskrzeszenie czy nie?

  1. Andrzej Jan Nowicki

    Z ewangelicznej relacji, która pozostawia wiele niejasności nie za bardzo możemy dowiedzieć się czy dziewczynka była martwa czy też straciła przytomność. Przynajmniej na taką ewentualność wskazują słowa samego Jezusa, któremu wydaje się, że dziewczynka żyje. Zachowuje więc On tym samym trzeźwość umysłu i zdaje sobie sprawę, że cała rzecz dzieje się w okolicy malarycznej gdzie często dochodzi do powikłań typowej postaci tej choroby. Jednym z nich jest malaria mózgowa. Po opis objawów tej choroby sięgnijmy do książki bardzo znanego polskiego podróżnika:

    „Pierwszym sygnałem nadciągającego ataku malarii jest wewnętrzny niepokój, który zaczynamy odczuwać nagle i bez wyraźnego powodu. Coś się z nami stało, coś niedobrego. Jeżeli wierzymy w duchy – wiemy co: to wszedł w nas zły duch, ktoś rzucił na nas czary. Ten duch obezwładnił nas i przygwoździł. Toteż wkrótce ogarnia nas otępienie, marazm, ociężałość. Wszystko nas drażni. Przede wszystkim drażni światło, nienawidzimy światła. Drażnią nas inni – ich hałaśliwe głosy, ich odrażający zapach, ich szorstki dotyk. Ale nie mamy dużo czasu na te odrazy i wstręty. Bo szybko, a czasem nagle, bez żadnych wyraźnych znaków ostrzegawczych, przychodzi atak. Jest to nagły, gwałtowny atak zimna. Zimna podbiegunowego, arktycznego. Oto ktoś wziął nas, nagich, rozpalonych w piekle Sahelu i Sahary, i rzucił wprost na lodowatą wyżynę Grenlandii i Spitsbergenu, między śniegi, wichry i zamiecie. Co za wstrząs! Co za szok! W sekundę robi się nam zimno, przeraźliwie, przeszywająco, upiornie zimno. Zaczynamy dygotać, trząść się, szamotać. Od razu czujemy jednak, że nie jest to dygot, jaki znamy z wcześniejszych doświadczeń, ot, kiedy zmarzliśmy zimą na mrozie, lecz że są to miotające nami wibracje i konwulsje, które za chwilę rozerwą nas na strzępy. I żeby jakoś ratować się, zaczynamy błagać o pomoc” ( R. Kapuściński, „Heban”, Czytelnik, Warszawa 2006 ) .

    Nie powinno zatem nas dziwić, że po takich wołaniach córeczki przełożony synagogi gdy dowiedział się, że w pobliżu przebywa znany uzdrowiciel pobiegł do niego po pomoc. W pewnym momencie jeśli chodzi o malarię mózgową pojawiają się zaburzenia neurologiczne, które prowadzą do śpiączki połączonej ze spowolnionym biciem serca i nieregularnym oddechem. Jezus spokojnie trzymając dziewczynkę za rękę i krzycząc: „Talita kum”, mógł powrócił ją do przytomności. Pacjentka spróbowała wstać i chodzić, lecz musiała być bardzo słaba, bo Galilejczyk kazał ją nakarmić. Bardzo szybko również i w tym wypadku dochodzi do mitologizacji tego wydarzenia. Mateusz wprowadza do tego wydarzenia flecistów i niewiasty lamentujące a Łukasz z kolei twierdzi, że słowa Jezusa wyśmiano, ponieważ wszyscy wiedzieli, że umarła! ( Mt 9, 23; Łk 8, 52 ). Jak wynika z treści tego opowiadania to rację miał Jezus, który twierdził, że dziecię nie umarło ale było w śpiączce. Widać, więc, że relacje zostały zmitologizowane a wydaje się, że nie tylko przez Mt i Łk w stosunku do swojego źródła u Mk ale także i Marek poddał istotnej obróbce aramejski pierwowzór. Marek pozostawił, bowiem w tych opowieściach swoje odciski palców. Jednym z motywów kompozycyjnych Marka jest tzw. interkalacja, która polega na wprowadzeniu w dwie warstwy zupełnie innego motywu ( sandwich ). Typowym tego przykładem jest kontrowersja z Belzebubem zbudowana właśnie na zasadzie sandwicha:
    1) Wydarzenie pierwsze – Rodzina Jezusa uważa, że Jezus zwariował i próbują go powstrzymać ( Mk 3, 19 – 21 ).
    2) Wydarzenie drugie – Uczeni w Piśmie zarzucają Jezusowi współpracę z Belzebubem ( Mk 3, 22 – 30 ).
    3) Wydarzenie pierwsze – Jezus odrzuca rodzinę z którą łączą go więzy krwi na rzecz
    rodziny duchowej ( Mk 3, 31 – 35 ).

    Wydarzenie pierwsze zostało przerwane inną relacją a po jej skończeniu następuje powrót do głównego wątku. Te same elementy napotykamy w relacji wskrzeszenia córki Jaira:

    1) Wydarzenie pierwsze – Nadzorca synagogi prosi o wyleczenie swojej córki ( Mk 5, 22 – 24 ).
    2) Wydarzenie drugie – Jezus uzdrawia kobietę chorą na krwotok ( Mk 5, 22 – 34 ).
    3) Wydarzenie pierwsze – Jezus wyrusza w drogę i wybudza córkę przełożonego synagogi ( Mk 5, 35 – 43 ).

    Marek buduje więc paralelizm dwóch dramatycznych sytuacji. W zdarzeniu pierwszym ratuje dziewczynkę, która ze względu na wiek DWUNASTU LAT jest jeszcze w wieku przedmenstruacyjnym a w wydarzeniu drugim relacjonuje uzdrowienie kobiety, która od DWUNASTU LAT cierpi na menstruacyjny upływ krwi. Prawdopodobnie oba zdarzenia w ustnych lub pisemnych zbiorach istniały osobno a połączył je Marek, aby nadać tym uzdrowieniom symboliczną wymowę, którą najdosadniej określił Crossan:

    „Pomyślmy o teologicznych implikacjach tej interkalacji, o kodeksie czystości, wedle którego menstruacja jest nieczysta, także – z punktu widzenia Marka – kobiety zaczynają umierać w wieku dwunastu lat i od tej pory są żywymi trupami” ( cyt. J. D. Crossan, „Historyczny Jezus”, Warszawa 1997, s. 137).

    Uleczenie kobiety cierpiącej od dwunastu lat na krwotok daje nam również wskazówki jak Jezus wyobrażał sobie ( oraz otoczenie ) swoją uzdrowicielską moc. Pozwala nam na to dialog, który Jezus wygłosił w związku z czynem chorej kobiety:

    „I rzekł Jezus: Kto się mnie dotknął? A gdy wszyscy się zapierali, rzekł Piotr: Mistrzu, tłumy cisną się do ciebie i tłoczą. Jezus zaś rzekł: Dotknął się mnie ktoś; poczułem bowiem, że moc (dynamis) wyszła ze mnie” ( Mk 8, 45 – 46 Bw ).

    Moc przeszła przez szaty Jezusa pomimo iż odbyło się to bez Jego wiedzy. Jezus jest zatem nosicielem energii a jej dawcą jest Bóg – Ojciec.

    „Tutaj w każdym bądź razie – wyjaśnia Welbourn – tkwią korzenie `władzy` Jezusa: jest to władza duchowego króla, który sprawuje swe rządy za pomocą kosmicznej mocy, który pozostaje w stałym kontakcie z twórczą, życiodajną energią Ojca oraz wypędza siły zła, śmierci i choroby” ( cyt. A. Welbourn, „Początki chrześcijaństwa” Spektrum 1998, s. 249 ).

    Jezus był naczyniem dla boskiej mocy i tak też rozumiano to we wczesnym chrześcijaństwie a potwierdza to Klemens Aleksandryjski, w zaginionym traktacie „Hypotyposeis” ( „Szkice” ) w jednym z cytatów, który zachował się u innego pisarza:

    „To nie Odwieczne Słowo jako takie stało się ciałem, lecz Moc Boga, rodzaj emanacji pochodzącej z jego Słowa” ( cyt. Focjusz, „Biblioteka 1”, 89a (=1, 109), pol. przekł. O. Jurewicz, Warszawa 1986, s. 184 ).

    W tym uzdrowieniu Jezus nie tylko przypisuje rolę samej mocy ale również wierze kobiety, która dotknęła się Jego szat ( Mk 8, 48 ). Inny Galilejczyk, charyzmatyczny wieśniak, wnuk Choniego Zakreślającego Koła – Abba Hilkiasz ( pierwsza połowa wieku I po Chr., Galilea ), także nie chciał przypisywać swojej charyzmatycznej mocy całkowitego sprawienia cudu. Gdy przybyło do niego dwóch uczniów wysłanych przez rabinów, aby sprowadził deszcz w trakcie uporczywej suszy – Abba Hilkiasz nie zwracając uwagi na posłanników udał się na posiłek nie zapraszając nawet ich do stołu. Po zaspokojeniu głodu nadal nie wchodząc w żadną interakcję z przybyszami wyszedł na dach – wraz z żoną – i modlił się o deszcz. Dopiero gdy Bóg wysłuchał modlitw, Abba Hilkiasz spytał się podróżnych o cel ich wizyty. Ci nie dali się oszukać i jednoznacznie przypisali deszcz interwencji Abby Hilkiasza. Widać, że charyzmatycy wiedzieli zazwyczaj czego ludzie oczekują i niechętnie przypisywali sobie cuda; co dokładnie widać na przykładzie Jezusa i Abby Hilkiasza ( bTaan 23ab ).

    AJN.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *