To dobrze, że są takie książki o tematyce religijnej, które sprzedają się w kilkusettysięcznych nakładach. To bardzo dobrze. Jeszcze lepiej, że nie są to tylko książki o objawieniach prywatnych, cudach świętych czy historie typu „był w niebie i wrócił”. Książki ks. Jana Kaczkowskiego poruszają bowiem poważniejsze problemy, czasem nawet teologiczne. Ale nakłady książek nawet popularnych teologów są o wiele mniejsze, dobrze, jeśli kilkutysięczne. Trudno mieć o to pretensję.
Pozwolę sobie jednak na pewien apel. Gdy będziesz, Drogi Czytelniku, zamawiał nowego Kaczkowskiego, Rysia itp., do zamówienia dołóż sobie jakąś trudniejszą książkę teologiczną. Niech ona sobie leży, stoi na półce, niech czeka. Niech czeka na swoją kolej, niech czeka nawet lata. Może nigdy nie doczeka się przeczytania. Trudno. Ale niewykluczone, że któregoś dnia po nią sięgniesz. Może wtedy odkryjesz świat, o którego istnieniu nie miałeś pojęcia. Drogi Czytelniku, kochaj teologów! A przynajmniej próbuj kochać.
