Bardzo lubię tytuły artykułów typu „czy chrześcijanin/katolik może”… i tu coś jest wstawione, np. tańczyć w piątek. Przypomina mi się wtedy anegdota opowiadana przez o. Jacka Salija o pewnym dominikaninie metafizyku, który na starość popadł w demencję. Zdarzyło się więc, że na centralnym placu miasta sikał sobie pod drzewem. Wtedy podszedł policjant i zwrócił mu uwagę: „No proszę ojca, nie można sikać na środku placu”. Wtedy w dominikaninie obudził się filozof: „No jak nie można, kiedy ja to właśnie robię? No chyba że nie wolno – wtedy to co innego”.
Jeśli więc chrześcijanin/katolik coś robi czy czegoś nie robi, np. tańczy w piątek albo nie chodzi w niedzielę do kościoła, to znaczy że może. Pytanie, czy mu to wolno. Czy np. wolno mu nie być teologiem (tzn. próbować zrozumieć to, w co wierzy)? Bo że może nim nie być, to wiadomo – takie przypadki się zdarzają. Ale czy sama logika wiary nie nakazuje, by starać się ją zrozumieć? A jeśli ona to nakazuje, to teologiem nie wolno mu nie być.
