W żartach na Facebooku Szymon Hołownia określił kiedyś siebie jako Paris Hilton polskiej teologii. Za programy telewizyjne i książki „Ludzie na walizkach” ma u mnie takiego plusa teologicznego, że raczej nigdy go tak na poważnie nie określę. Ale to nie znaczy, że nie pojawiają się Paris Hilton polskiej… No, właśnie chciałoby się powiedzieć „polskiej teologii”, ale chyba właściwie trzeba powiedzieć „polskiego katolicyzmu”, gdyż ich wywody z czymkolwiek, co można by określić jako wiarę poszukującą zrozumienia, mało mają wspólnego. Otóż takie Paris Hilton (nawet w koloratkach), głębią przemyśleń na tematy wiary porażające od pierwszego zdania, pojawiają się, co gorsze, na swoją obronę nie mają żadnych „Ludzi na walizkach”.
Można by w zasadzie machnąć ręką na ich działalność, bo ostatecznie mówią o Bogu, ba, nawet przyciągają do wiary. Problem tylko w tym, do jakiej wiary przyciągają i co z nią robią. Polski katolicyzm nigdy nie był przeintelektualizowany. A różne Paris Hilton ostatnie ślady głębszej myśli skutecznie z niego usuwają.
