Widzimy, że wolność raczej nam się zdarza niż jest. A jednak wiemy, że zakwestionowanie ludzkiej wolności do niczego nie prowadzi.
Widzimy, że wolność raczej nam się zdarza niż jest. A jednak wiemy, że zakwestionowanie ludzkiej wolności do niczego nie prowadzi.
Czy jednak możliwe jest, by Jezus w ogóle dokonał rozmnożenia chleba, skoro w wydarzeniu uczestniczyło według Marka 4 tys. ludzi? Jak na ówczesne czasy było to sporo, a tymczasem żadne źródła historyczne nie wspominają o takim wydarzeniu. Być może jest tu pewne wyolbrzymienie, a liczby są symboliczne. Czy jednak teza, że chrześcijaństwo wzięło się z niczego, jest bardziej wiarygodna niż Markowy opis rozmnożenia chleba?
Być może zalecenie nieposiadania torby i sakiewki nie obowiązywało stale. Bo niestety, bez pieniędzy niewiele da się zrobić…
Co to, że pasterz naraża się na to samo niebezpieczeństwo, na które naraża się stado, to samo palące słońce, na które ono się naraża, oznacza w przypadku Boga?
Dotykanie frędzli u płaszcza oznaczało dotykanie Imienia Bożego. Chociaż każdy żyd nosił podobne frędzle, rodacy Jezusa musieli być przekonani, że w Nim obecność Boga jest szczególna, że jest On szczególnie blisko Boga.
Ciekawe jest to, że mówiąc o Jezusie, wszyscy dopatrują się w Nim proroka. Tyle że proroka w stylu dawnych proroków, co w pewnym stopniu pod znakiem zapytania stawia przekonanie niektórych biblistów, że był on prorokiem apokaliptycznym.
Niedowiarstwo rodaków Jezusa nie było najcięższego gatunku, bo nie mówi On im tak jak faryzeuszom, którzy zarzucali Mu, że ma ducha nieczystego (Mk 3,22-30), o nieodpuszczalnym grzechu przeciw Duchowi Świętemu.
A może córka Jaira tak naprawdę nie umarła, ale wpadła w jakiś letarg albo stan śmierci klinicznej? Może więc tak naprawdę Jezus jej nie wskrzesił? Może zresztą cuda Jezusa tak naprawdę do niczego nie są nam potrzebne?
Czy prawdopodobne jest utonięcie 2 tysięcy świń w jeziorze? Możliwe jest, że świnie rzuciły się do jeziora gromadą, niekoniecznie jednak tak liczną.
Mało kto wie dzisiaj, jak wygląda ziarnko gorczycy i co z niego wyrasta. Skąd więc nasze przekonanie, że do zrozumienia Pisma Świętego wystarczy samo niezbyt uważne posłuchanie go w kościele (na homilię często nie ma co liczyć)?