W święto Świętej Rodziny wielu z nas słyszy w kościołach, że Rodzina z Nazartu to dla współczesnych chrześcijan wzór do naśladowania. Może kaznodzieja odwoła się do papieża Leona XIII, który zatwierdził to święto i który pisał tak: „Niewątpliwie jaśniała w tej Rodzinie wzajemna miłość, świętość obyczajów i pobożne ćwiczenia – jednym słowem wszystko, co rodzinę może uszlachetnić i ozdobić, aby dać na wzór naszym czasom”. Może powoła się na bliższego nam Jana Paweła II, który wskazywał, że współczesne rodziny powinny wpatrywać się w Świętą Rodzinę, aby z przykładu Maryi i Józefa, z miłością opiekujących się Wcielonym Słowem, czerpać potrzebne wskazania dla codziennych życiowych wyborów. Jeśli będzie to ksiądz krytyczny wobec współczesnych przemian w życiu rodzinnym, to powie, że Józef, Maryja i Jezus to wzorzec rodziny, a więc rodziny pełnej, rodzice plus dzieci, nie żadnej tam z rozwiedzionymi rodzicami, rodzicami tej samej płci itd., rodziny związanej miłością, a przez to szczęśliwej. Jeśli do tego dodamy obraz stajenki betlejemskiej rozświetlonej delikatnym światłem, ze zwierzątkami, aniołami, dziećmi w pasterskich strojach, królami, to będziemy mieli obrazek niczym z reklamy czkoladek Merci.
Ktoś mógłby powiedzieć: no dobrze, czasem przesładzamy, ale ostatecznie nieczego to nie zmienia, bo i tak Święta Rodzina jest dla nas wzorem miłości rodzinnej i relacji w rodzinie. Tylko że kto inny mógłby powiedzeć, że trochę ten wzór nie przystaje do wzorca rodziny przedstawianego w nauczaniu Kościoła. Nie tylko sytuacja demograficzna przemawia za tym, by rodziny były wielodzietne, ale taki model słusznie propagowany jest również przez Kościół. Przemawiają też za tym względy wychowawcze, bo wychowanie jedynaka jest trudną sztuką. Tymczasem Jezus jest jedynakiem, co prawda zapewne wychowującym się wśród rówieśników, mimo wszystko jednak jedynakiem. Świętą rodzinę trudno też uznać za rodzinę pełną. Oto bowiem św. Józef w pewnym momencie znika z tej rodziny, w czasie publicznej działalności Jezusa już się o nim nie wspomina (ostatni raz występuje, gdy Jezus ma dwanaście lat). Nie wiadomo, kiedy dokładnie umarł, ale był zapewne czas, kiedy Józefa nie było w życiu Rodziny z Nazaretu. Jest też problem z poczęciem Jezusa, gdy Józef postanawia „oddalić Maryję”. Obraz ten jakoś nie bardzo przystaje do wzoru rodziny, jaki chcielibyśmy mieć. Święta Rodzina nie jest też rodziną wielopokoleniową, bo Jezus nie ma żony ani dzieci. Jaki to zatem wzór, skoro w Świętej Rodzinie właściwie wszystko jest inaczej, niż powinno być? Czy rzeczywiście możemy tę rodzinę traktować jako wzór?
Warto jednak zauważyć, że historia Świętej Rodziny wcale taka lukrowana nie była. Najpierw próba „oddalenia” Maryi, potem wyprawa do Betlejem, kłopoty ze znalezieniem noclegu, poród w niezbyt sprzyjających warunkach, wizyta zgrai pasterzy (tak, tak, to wcale nie byli słodcy pastuszkowie z jasełek, ale nieokrzesane draby), potem nieznanych mędrców, których być może Święta Rodzina w ogóle nie rozumiała, ucieczka do Egiptu przed prześladowaniami Heroda, który też nie był safandułą z jasełek. Potem zagubienie Jezusa w Jerozolimie (rodzice jedynaka mogą sobie wyobrazić, co to oznaczało dla jego rodziców), w końcu śmierć Józefa. No a następnie działalność Jezusa, którego jedni uważali za Mesjasza, a inni za wariata (czy pod wpływem tego wszystkiego Maryja nigdy nie zwątpiła w Jego misję?). Do tego w końcu haniebna śmierć jedynego Syna na krzyżu pośród bandytów, którą Maryja oglądała. Czy to ta rodzina z betlejemskiej stajenki i jej przykładna historia?
Chyba trochę przkręciliśmy ideę św. Franciszka uważanego za twórcę pierwszej szopki (Greccio we Włoszech, roku 1223), który chciał „uczcić pamięć o narodzinach owego Dziecięcia… pokazać niewygody i wyrzeczenia, jakie musiało znosić złożone w żłobie, leżąc w sianie w obecności wołu i osła”. Franciszek chciał przekonywać, że Jezus miał rzeczywiste ciało i rodzi się w każdej Mszy (dlatego Mszę odprawiano w szopce). My dzisiaj żadnych specajalnych niewygód nie widzimy, nie mówiąc już o tym, by tak jak bracia prawosławni, którzy na ikonie Narodzienia Jezusa Chrystusa przedstawiają Dzieciątko w żłobie bardzo przypominającym grób i w pieluszkach przypominających opaski pogrzebowe, widzieć we Wcieleniu zapowiedź śmierci. Nie przychodzi nam na myśl, by tak jak prawosławni na obliczu Józefa malować wyraz niedowierzania i przedstawiać go jako kuszonego przez diabła. Maryja to dla nas piękna panienka, chociaż w chwili śmierci Jezusa mogła mieć około 50 lat, a więc jak na ówczesne standardy był to wiek całkiem zaawansowany.
Czy więc szopki betlejemskie nie odbierają nam realności Świętej Rodziny, przez co zupełnie nie przystający ona do naszego życia i trudno ją nam traktować jako wzór życia rodzinnego? A gdybyśmy tak w dostrzegli w niej rodzinę doświadczoną cierpieniem, ciężkimi doświadczeniami, przeżyciami – jednym słowem, rodzinę pokiereszowaną? Taką jak nasze rodziny doświadczone prześladowaniami (może nie w Polsce, ale na przykład w krajach niechrześcijańskich), utratą bliskich, potępieniami i niezrozumieniem, oskarżeniami i różnymi życiowymi dramatami? Rodzinę doświadczoną, jednak trzymającą się razem, rodzinę pokonującą dzięki miłości życiowe trudności w drodze do Ojca? Czy wtedy ta rodzina nie byłaby nam w gruncie rzeczy bliska?
W betlejemskich szopkach warto więc nie mościć Dzieciątku zbyt wygodnego posłania z sianka. Dzięki temu i ono, i jego rodzice będą nam bliżsi.

Kościół Rzymsko – Katolicki uważa , że Jezus nie miał rodzeństwa czyli był jedynakiem . A co o tym mówi Pismo Święte ?
Cytaty z Biblii Tysiąclecia :
Ew. Łukasza 2:7 Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.
Jeżeli był pierwszym czyli pierworodnym to znaczy, że ktoś był jeszcze oprócz niego.
Ew. Mateusza 12:46-47 Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą.
Ew. Mateusza 13:54-55 Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko?
Ew. Jana 2:12 Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.
Ew. Jana 7:3-5 Rzekli więc Jego bracia do Niego: Wyjdź stąd i idź do Judei, aby i uczniowie Twoi ujrzeli czyny, których dokonujesz. Nikt bowiem nie dokonuje niczego w ukryciu, jeżeli chce się publicznie ujawnić. Skoro takich rzeczy nie dokonujesz, to okaż się światu! Bo nawet Jego bracia nie wierzyli w Niego.Ew. Przeciwnicy nauki o tym że, Jezus miał braci twierdzą że; w języku greckim, tak bogatym w słownictwo, nie było pisemnego rozróżnienia między bratem cielesnym, kuzynem czy krewnym. Jest to nieprawda, ponieważ w języku greckim, w jakim oryginalnie został napisany Nowy Testament, są odrębne wyrazy rozróżniające poszczególne osoby;
krewny (suggenis, syggeno’n)
brat (adelfoi)
kuzyn (aneyios)
Bibia Grecka (Septuaginta ) :
Ew.Mateusza 12 :46 -47 eti de autou lalountov toiv ocloiv idou h mhthr kai oi adelfoi autou eisthkeisan exw zhtountev autw lalhsai (47) eipen de tiv autw idou h mhthr sou kai oi adelfoi sou exw esthkasin zhtountev soi lalhsai
Ew .Mateusza 13:54-55 kai elywn eiv thn patrida autou edidasken autouv en th sunagwgh autwn wste ekplhttesyai autouv kai legein poyen toutw h sofia auth kai ai dunameiv (55) ouc outov estin o tou tektonov uiov ouci h mhthr autou legetai mariam kai oi adelfoi autou iakwbov kai iwshv kai simwn kai ioudav
Kwestii tej dotyczą następujące teksty: Michała Wojciechowskiego „Krewni Jezusa” i „Czy Jezus miał braci?” oraz Jacka Salija „Bracia Pana Jezusa„. Warto się z nimi zapoznać, by zobaczyć, że sprawa z użyciem poszczególnych słów w języku obcym nie jest taka prosta (przekonuje o tym ten tekst: „Jak wiele można przetłumaczyć?„). Warto też wziąć pod uwagę to, co pisze Michał Wendland („Relatywizm komunikacyjny a problem międzykulturowego porozumienia„):
„Jak zauważa Humboldt, każda kultura, każde społeczeństwo jest ze swym językiem związane na dobre i na złe, toteż nie jesteśmy w stanie wydostać się z sieci tych semiotycznych relacji, z jakich składa się nasza kultura. Zdajemy sobie sprawę, że wiele takich znaków jest i pozostaje nieprzekładalnymi. Z jednej strony dawne, nieistniejące już cywilizacje stają się dla nas nieco bardziej poznawczo dostępne gdy poznajemy ich język. Zarazem jednak nawet najlepsza znajomość obcego języka nie gwarantuje, że wciąż nie znajdą się w nim obecne znaki, których poprawne dla danej kultury użycie wciąż będzie nam niedostępne. Zawsze bowiem, a na tym polega koło hermeneutyczne, do analizy jakiegoś fenomenu kulturowego przystępujemy wyposażeni w nasze własne narzędzia znakowe i kulturowe, a także zapośredniczeni w wielu wcześniejszych próbach interpretacji. Nasze rozumienie Iliady zawsze będzie tylko naszym jej rozumieniem, od tego bowiem sposobu, w jaki rozumieli ją ówcześni Grecy, oddziela nas odmienny sposób posługiwania się (choćby i pozornie tymi samymi) znakami oraz wszelkie dotychczasowe próby jej zinterpretowania. Każda kultura, która zapoznała się z Iliadą, zna swoją Iliadę, tzn. ma swój indywidualny sposób jej rozumienia i niemożliwym wydaje się jakieś jej „obiektywne”, uniwersalne rozumienie”.
W pewnym sensie tak samo jest też z Biblią.
Na razie tyle niech wystarczy.