„W czasach Soboru były wielkie osobistości jak Congar, De Lubac, Balthasar, Rahner czy sam Ratzinger. Dziś mamy tylko profesorów teologii, a nie teologów” – powiedział kard. Walter Kasper, który sam przez wiele lat był wykładowcą dogmatyki, w wywiadzie dla włoskiego dziennika „Il Foglio” (cyt. za: „Gość Niedzielny„). Można by dodać, że podobnie jest we wszystkich dziedzinach. Bo jakoś tak podskórnie odczuwamy, że nie ma dzisiaj lekarzy, a są profesorowie medycyny, że nie ma filozofów, a są profesorowie filozofii… I jakoś wyczuwamy, że chodzi tu o coś więcej niż uzyskanie tytułu profesora z danej dziedziny, że nawet bycie świetnym profesorem filozofii nie oznacza bycia świetnym filozofem.
Czym jednak różni się teolog od profesora teologii, skoro jeden i drugi z reguły pracuje na uczelni, wykłada, ma studentów, pisze książki? Są tacy teologowie akademiccy, „którzy od lat czytają te same skrypty, a za pisanie artykułów i książek zabierają się jedynie po to, aby robić kolejne stopnie „naukowej kariery”” (ks. D. Kowalczyk, W poszukiwaniu teologii i teologów). Prowadzą nudne wykłady, w których nikt nie chce uczestniczyć. Inni z kolei, chociaż piszą ciągle i ciągle zmieniają swoje skrypty, zdają się być przekonani, że bycie teologiem sprowadza się do pisania prac typu: problem X u autora Y. Są też teologowie produkujący zawierające tysiące przypisów opasłe tomy, których oprócz autorów i paru szczególnie zainteresowanych osób nikt nie przeczyta. Koncentrują się na abstrakcyjnych problemach teologicznych, publikują prace zrozumiałe dla wąskiego grona specjalistów.
Tymczasem oczekujemy, że teologia będzie pasjonującą rozmową na tematy najważniejsze dla naszego bycia w świecie. Spodziewamy się, że teolog przedstawi całościową wizję bycia człowieka w świecie spotkania z Bogiem, taką, jakich dokonali właśnie wspomniani Rahner czy Balthasar. Słusznie oczekujemy, że teolog pokaże piękno Boga i Kościoła, będzie mówił do Boga, z Bogiem i o Bogu. Jesteśmy przekonani, że to, co mówi teolog, będzie ważne nie tylko dla postępu nauki, ale również dla naszego życia, dla naszych pytań, które stawiamy sobie na co dzień. Tego właśnie spodziewamy się po teologu, który jest kimś więcej niż tylko profesorem teologii. I dlatego bycie kimś więcej niż tylko profesorem jest tak ważne w teologii.
Jak każde generalizowanie, tak i to dokonane przez kard. W. Kaspera w wielu wypadkach może okazać się krzywdzące. Ma ono jednak tę zaletę, że zdecydowanie wskazuje problem. Przy tym jest ono o tyle istotne, że często uważa się, że to tylko polska teologia, której jak do tej pory nie udało się dać Kościołowi teologów tej miary co wspomniani, ma swoje słabości. Niemiecki dogmatyk wskazuje, że problem dotyka całej współczesnej teologii. Tym istotniejsze jest więc szukanie sposobów wyjścia z impasu (pewne propozycje przedstawiam w książce Każdy jest teologiem). A wbrew pozorom jest to istotne dla każdego, nie tylko dla zawodowych teologów.
