Ponoć najlepsze są najprostsze rozwiązania. Ale czy na pewno? O. Jacek Salij opowiadał pewną historię. Otóż w czasie bodaj kampanii wrześniowej oddział jego znajomego został okrążony. Wtedy dowódca powiedział: „No to teraz wszyscy zginiemy”. Na co ów znajomy: „To jest najprostsze rozwiązanie. Ale poszukajmy nieco bardziej skomplikowanego”. To, że rozmawiał z J. Salijem, świadczyło o tym, że jednak to rozwiązanie udało się znaleźć. Jak również o tym, że nie zawsze najprostsze rozwiązania są najlepsze.
Z dużą ostrożnością należałoby zatem podchodzić do tekstów czy wypowiedzi, których autor beztrosko stwierdza: „To proste” (a na takie teksty trafiam coraz częściej). Że chrześcijaństwo, że wiara, że nauka biblijna czy nauczanie Chrystusa są proste. Że proponowane przez niego rozwiązanie jest proste. Że to proste, bo albo to, albo to. A jednak czasem, zanim się stwierdzi, że coś jest proste, warto pomyśleć, pogłówkować, poczytać. Jest szansa na bardziej skomplikowane, i lepsze, rozwiązanie.

Ja bardziej obawiam się wolty w drugą stronę, gdy ludzie próbują proste rzeczy komplikować. Na przykład, o co chodzi Jezusowi gdy mówi:
«Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych»
To jest proste, ale jest z tym jeden problem: gdzieś tam w środku czujemy, że to jest zbyt trudne. Dlatego staramy się tłumaczyć, że Jezus nie to chciał powiedzieć tego co nam się wydaje że chciał powiedzieć, czyli komplikujemy to co chciał Jezus powiedzieć, żeby czuć się w porządku. Prostsze rozwiązanie to jest powiedzieć „ja tak nie potrafię”, i że po prostu brakuje mi do Jezusa.
Właśnie, wydaje się nam, że chciał powiedzieć. Bo może jednak Jezus powiedział tak:
Niby to samo, ale wymowa tekstu jakby trochę inna. I już zaraz na początku sprawa taka prosta nie jest.
Może i Pauliści bardziej się przyłożyli do przekładu, Tysiąclatka wydaje mi się nieraz toporna i sam chętniej używam edycji św. Pawła.
Tak czy siak, to odzwierciedla Boże serce. My jesteśmy w takiej sytuacji, że nie możemy, nie jesteśmy w stanie nijak się Bogu odwdzięczyć 😉 Możemy jedynie dziękować.
Ale tak właściwie jeszcze lepiej byłoby zajrzeć do greckiego oryginału, co też takie proste nie jest. Nie zawsze najprostsze rozwiązanie jest najlepsze.