Marta Przyszychowska w swojej rubryce „ojcowie dosłownie” (którą przy okazji serdecznie polecam) na blogu teologicznym „Kleofas” przytacza za bp. Nicetasem z Ramezjany („O Duchu Świętym”) wskazany przez niego psychologiczny mechanizm tworzenia się w człowieku przekonania na jakiś temat: uznajemy za prawdziwą wersję, którą słyszymy jako pierwszą. Bo: „Tak to już jest w ludzkiej naturze, że jeśli ktoś nam naplotkuje coś złego o jakimś dobrym człowieku i kłamca wyprzedzi ze swoją opinią prawdomównego zwiastuna, z wielkim trudem i wysiłkiem wyrzekamy się przyjętej opinii, choćby pouczały nas odpowiednie autorytety”. Czy jak sugeruje Przyszychowska, taki sam jest mechanizm w przypadku wiary?
Myślę, że czasem problem jest nawet większy, bo nie tylko uznajemy za prawdziwą pierwsza opinię, którą słyszymy, ale i za żadne skarby świata nie chcemy jej się wyrzec, choćby sam anioł z nieba pokazywał, że nie ma ona z prawdą nic wspólnego. I może jeszcze gorzej jest, gdy sami sobie tę wersję stworzymy.
