Po co nam kardynałowie?

Jedni zachwycają się kard. Luisem Antonio Tagle, inni kard. Raymondem Burke, jeszcze inni kard. Gerhardem Müllerem. Był czas, gdy uznanie budzili kard. Karol Wojtyła czy kard. Stefan Wyszyński. Obecnie prawo udziału w konklawe ma 4 polskich kardynałów, przy czym 2, kard. Kazimierz Nycz i kard. Stanisław Dziwisz, jest w kraju i ma własne archidiecezje. I myślę, że trzeba się zgodzić, że ani jeden, ani drugi nie cieszy się szczególnym autorytetem ani w Polsce, ani za granicą. Nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że nie spełniają oni pokładanych w nich nadziei.

Pewnie niektórzy oczekiwaliby od nich jakiegoś rodzaju zaangażowania w łagodzenie sporów politycznych. Być może to też jest potrzebne. Jednak bardziej chyba należałoby od nich, jako tych, którzy decydują, kto będzie papieżem, co więcej, sami mogą nim zostać, oczekiwać biegłości i zabierania głosu w kwestii nauki (wiary), którą zgodnie z kanonem Kodeksu Prawa Kanonicznego mają się wyróżniać. A pole do zabierania głosu w tych sprawach jest naprawdę szerokie.

Jeden komentarz do “Po co nam kardynałowie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *