Przyzwyczajeni jesteśmy do rekolekcji, w czasie których najważniejsza jest spowiedź, a msza tym się różni od zwykłej, że kazanie jest o wiele dłuższe niż zwykle, no i ma nas poruszyć, wstrząsnąć nami. Niektórzy nawet lubią, jeśli rekolekcjonista na nich „pokrzyczy”, wyraźnie, bez bawienia się w zawiłe analizy, powie, co i jak trzeba zrobić, żeby było dobrze. Nie jestem znawcą rekolekcji, nie szukałem rekolekcji w wykonaniu rekolekcyjnych celebrytów, nie bywałem na nich. Bardziej więc pytam, niż twierdzę.
Co by jednak było, gdyby rekolekcjonista podszedł do nich nieco inaczej? Gdyby były one raczej zaproszeniem do rozmowy, do wspólnego poszukiwania odpowiedzi na pytanie, kim jest Bóg, kim jest Jezus Chrystus? Oczywiście wtedy potrzebne są inne warunki, nie kościół i msza, ale raczej spotkanie umożliwiające zadawanie pytań, rozmowę właśnie. Może jednak takie rekolekcje gdzieś się odbywają, może uprawiam wyważanie otwartych drzwi. Nawet chciałbym, żeby tak było.
