Liturgia nie jest nudą

Opowiadanie o uczniach z Emaus – prawdopodobnie powiązane przez św. Łukasza z wczesnochrześcijańską liturgią – łatwo interpretować jako pokazujące strukturę mszy świętej. Jest w nim bowiem czytanie Pisma Świętego, modlitwa, łamanie chleba… Msza jest przy tym, co też można odczytać z Łk 24,13-35,  niejako  kwintesencją wszystkich miejsc spotkania człowieka z Bogiem, czyli w życiu codziennym, modlitwie, Biblii, Eucharystii. Opowiadanie to pokazuje jednak coś jeszcze.

Warto bowiem zauważyć, że Kleofas i jego towarzysz w drodze do Emaus rozmawiali. Wiele wskazuje na to, że nie było to lękliwe szeptanie, ale zapamiętała wymiana zdań, gorąca dyskusja. Prawdopodobnie słuchanie wykładu Jezusa na temat Pism też musiało mocno ich angażować, skoro potem mogli powiedzieć, że serca ich pałały. Inna sprawa, że i sam Zmartwychwstały był absorbującym uczestnikiem ich wędrówki, przykuwał ich uwagę, zmuszał do zaangażowania się w rozmowę całymi sobą. Jeśli można więc snuć przypuszczenia co do stanu psychicznego i fizycznego Kleofasa i jego towarzysza po powrocie do Jerozolimy, to wcale bym się nie zdziwił, gdyby po opowiedzeniu wszystkiego apostołom przespali z 15 godzin (albo wcale nie mogli spać).

Tak wyglądało spotkanie uczniów z Emaus z Bogiem. A nasze dzisiejsze z Nim spotkania? Najczęściej nudne, bez polotu i bez zaangażowania, i to częstokroć bez zaangażowania po obu stronach ołtarza. W wakacje jest okazja, żeby uprawiać churching mimo woli. Można więc mieć nadzieję, że w jakimś innym kościele, w jakimś sanktuarium dane będzie w taki sposób przeżyć mszę świętą, jak Kleofas i jego towarzysz przeżyli spotkanie z Jezusem.  Niestety, najczęściej próżne to nadzieje. Organista śpiewa, nawet całkiem głośno, ale tak, jakby jeszcze nie wytrzeźwiał po sobotnim weselu, księży całe prezbiterium, ale trudno pojąć, po co tam są, Pismo odczytywane tak, jakby wcześniej czytający odczytał 500 stron Dziennika Ustaw, zamiast homilii list episkopatu na temat trzeźwości z danymi statystycznymi i finansowymi na temat spożycia alkoholu i jego wpływu na zdrowie Polaków, wyznanie wiary recytowane, ale czy rozumiane…

Ciekawe, że w ciągu 20 lat świadomego życia religijnego tylko raz zdarzyło mi się słyszeć porządną homilię, opartą na Piśmie Świętym, wyjaśniającą czytania, a jednocześnie uporządkowaną, zwartą i naprawdę poruszającą. Oprócz tego przez dwa lata niejako należałem do parafii, w której proboszcz nie żałował pieniędzy na to, żeby oprawę muzyczną mszy zapewniała bardzo dobra scholę. Poza tym lepsze i gorsze msze, ale rzadko przypominające spotkanie uczniów z Emaus z Jezusem.

Czy musi tak być? Może wystarczyłoby do mszy świętej naprawdę się przygotować? Na przykład w ogłoszeniach podać, że w następną niedzielę będą takie a takie czytania i zachęcić do przeczytania tych tekstów? Może warto byłoby nad tymi tekstami wspólnie pomedytować, zanim pojawią się one na mszy? Może dałoby się to zrobić w internecie? Wtedy wygłoszenie porządnej homilii na ich temat, zamiast odczytywania listu episkopatu, będzie oczywistością, tak samo jak porządna oprawa mszy świętej. Jak pokazuje bowiem opowiadanie o uczniach z Emaus, liturgia nie jest nudą, ale jest pasjonującą przygodą intelektualną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *