O polszczyźnie w internecie

Mówienie o poprawności językowej jest dzisiaj trudne, bo o ile kiedyś mówienie czy pisanie niepoprawnie nie było usprawiedliwiane, o tyle dzisiaj coraz częściej jest, zwłaszcza w wypadku wypowiedzi w internecie. Oto bowiem ktoś, kto wspomni o tym, że może jednak wypadałoby pisać przynajmniej bez błędów ortograficznych, nie mówiąc już o tym, że gramatycznie, natychmiast, o ile nie zostanie to uznane za czepianie się nie wiadomo czego, zostanie zarzucony argumentami, że przecież to komentarz, a nie artykuł naukowy i nie powinniśmy wymagać, by ludzie, pisząc  na przykład posty na blogu, tak strasznnie przejmowali się błędami, że w internecie pisze się szybko, więc mniej poprawnie, że najważniejsza jest treść, nie zaś forma. Można też napotkać bardziej wysublimowany argument, że pisanie nieortograficzne i niegramatyczne świadczy o tym, że się nie jest frajerem, który przestrzega jakichś skostniałych zasad. No i świetnie. Jeśli do tego doda się jeszcze, że dzisiaj i sami językoznawcy bardziej podążają za naturalną ewolucją języka, niż starają się go kształtować określanymi przez siebie zasadami, to tylko temu wszystkiemu przyklasnąć i samem mniej się przejmować poprawnością językową. Niech każdy pisze tak, jak chce, jak potrafi, według własnych zasad.

Ciekawe jednak, czy z taką samą łatwością ci, którzy bronią wolności języka internetowego, przyjęliby skierowane do nich napisane w takim „wolnym” stylu pismo urzędowe, tekst ustawy, artykuł prasowy itd. Wiem, zawsze można się bronić, że w końcu są to różne sprawy, bo tam internet, a tu słowo drukowane, do którego trzeba stosować wyższe standardy. Problem jednak w tym, że żeby takie standardy stosować, trzeba je znać i mieć nawyk ich stosowania, a tego niestosowanie ich w internecie skutecznie oducza. Internetowa niepoprawność, skrótowość, swego rodzaju bałaganiarstwo i brak etyki słowa przenikają więc do języka innego rodzaju. Symptomem tego jest to, że absolwenci polonistyki mają niekiedy duże problemy z bardzo podstawowymi zasadami poprawności językowej, nie mówiąc już o poprawnym użyciu przecinka, a i przeanalizowanie skomplikowanego tekstu niejednemu z nich sprawia trudność. Jeśli trafią w miejsce, gdzie są jeszcze jacyś starcy, którzy nie boją się być frajerami trzymającymi się zasad, to jest szansa, że sami takimi frajerami się staną. Jeśli jednak w takie miejsce nie trafią?

Nic więc dziwnego, że w internecie można znaleźć wiele komentarzy w stylu: po co komu nauka języka polskiego, po co pisanie wypracowań, po co czytanie lektur? Ale słuszne w sumie oburzenie nie powinno przysłonić takiego oto problemu, że może rzeczywiście potrzeba w tym nauczaniu większej elastyczności. Może nie takiej, która pozwalałaby na używanie emotikonów w tekście rozprawki czy recenzji, ale takiej, która umożliwiałaby pokazanie, w jaki sposób poprawnie napisać e-mail, esemes. A może nawet, w jaki sposób pisać na stronie internetowej czy blogu. Wszakże są to w końcu specyficzne gatunki tekstu pisanego, na dodatek takie, które są już opisane w literaturze językoznawczej. Jeśli do tego doszłoby położenie nacisku na etykę słowa, można byłoby mieć nadzieję, że nawet forum Onetu da się czytać.

2 komentarze do “O polszczyźnie w internecie

  1. ewiater

    Zgadzam się i to bardzo. Przeraża mnie to, co dzieje się z polszczyzną. Mamy tak wspaniały język, tak ciekawy i dający takie mnóstwo mozliwości i mam wrażenie, że on na naszych oczach i uszach jest skutecznie demolowany. Nic, trzeba starać się samemu dbać, może uda się zarazic także resztę rodaków 🙂

    Odpowiedz
    1. Robert Rynkowski Autor wpisu

      Dziękuję za komentarz, tym bardziej że jest to pierwszy komentarz nie tylko do wpisu o naszym języku, ale i pierwszy w ogóle. Muszę pomyśleć o jakiejś nagrodzie. 🙂
      Profesor Markowski mówił kiedyś o szlachetnym snobizmie, czyli poprawnym pisaniu i mówieniu, mimo że mało kto tak robi. No i chyba to jedyna droga.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *