Nie pomagało już nawet zatykanie uszu: diabełek Karolek, mimo że do Wielkanocy był jeszcze tydzień, ciągle słyszał „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana”. Nawet ta podstępna Karolinka aniołek, chociaż przecież taka porządna w kwestii okresów liturgicznych (wszak cały czas szeptała ich dziewczynce, że w poście nie należy śpiewać kolęd), nie za bardzo reagowała na to, że ich Karolinka z dużym zaangażowaniem wyśpiewywała tę wstrętną pieśń. Diabełek Karolek mógł znieść dużo, ale nie to, żeby ciągle słuchać, że jego wujek Lucyferek został zwyciężony. Zresztą nie bardzo mógł pojąć, jak to jest, że wujaszek jest pokonany, skoro ma swoje piekiełko, gromady wiernych diabełków, na dodatek pokonany przez to, że Jezus wyszedł z grobu. Lucyferka wolał o to nie pytać, bo jak kiedyś spróbował, to skończyło się na tygodniowym pobycie w kotłowni.
Ale po tym, co usłyszał dzisiaj, Karolek postanowił, że musi skończyć z tą okropną pieśnią (swoją drogą podejrzewał, że ich dziewczynka lubi ją tak bardzo dlatego, że już nie raz Karolinka aniołek szeptała jej, że Karolek bardzo się zdenerwuje, gdy ją usłyszy). Oto bowiem ich dziewczynka zgodziła się, żeby pójść na tak zwaną rezurekcję (Lucyferek na pewno nie będzie zadowolony), mimo że Karolek ciągle jej szeptał, że przecież trzeba będzie wstać bardzo wcześnie, że na pewno nie będzie gdzie usiąść, że będzie strasznie się nudziła. Wystarczył jednak jeden podszept tej podstępnej anielicy, że cały kościół będzie śpiewał „Zwycięzca śmierci”, a już ich dziewczynka zgodziła się głośnym: „Taaaaak”. Ale on im jeszcze pokaże!
Karolinka aniołek podejrzewała, że Karolek coś kombinuje. Dziwiła się bowiem, że z takim spokojem słucha na rezurekcji o tym, że wesoły dzień nastał, że Pan zmartwychwstał, że miejscem spotkania będzie Galilea. Karolince przez chwilę zdawało się nawet, że Karolek zrezygnował z walki, bo nie specjalnie się starał, żeby ich dziewczynka okazywała znudzenie. Owszem, od czasu do czasu szeptał jej, żeby mówiła, że nie może już wytrzymać, że ją nogi bolą, ale nie miało to wielkiego sensu, bo jakimś cudem udało się mamie Karolinki znaleźć w kościele miejsce siedzące. Karolinka aniołek nie bardzo więc się zdziwiła, że po jakimś czasie Karolek w ogóle zniknął. Pomyślała sobie, że pewnie wolał polecieć poza kościół, żeby nie słyszeć znienawidzonej pieśni, której do tej pory jeszcze nie było. Dziewczynka też zdawała się na nią czekać z narastającą niecierpliwością, bo coraz częściej dopytywała rodziców, kiedy ona wreszcie będzie. Karolinka aniołek miała tylko nadzieję, że będzie ją śpiewała schola, a nie wespół z panem organistą chór parafialny, bo tylko jednego nie można było mu odmówić: zaangażowania. No ale stało się inaczej: „ulubioną” pieśń diabełka Karolka zaczął śpiewać jednak chór. Mimo wszystko Karolinka aniołek dałaby wiele, żeby zobaczyć skrzywioną minę Karolka. Tej jednak nie mogłaby zobaczyć, nawet gdyby stała obok Karolka, bo ten miał akurat minę dowódcy oddziału specjalnego wykonującego trudne zadanie na tyłach wroga.
– Szybciej, szybciej, diabełku Franku, niech on już tu wreszcie przyjdzie i zacznie działać! – wrzeszczał do swojego kolegi, który intensywnie szeptał do ucha kilkuletniemu wnukowi pana organisty.
– To nic, że dziadek mówił ci, żebyś w żadnym razie nie dotykał tu żadnych kabelków. Zobacz, jakie one są fajne, kolorowe. I jak fajnie by było powtykać te kołeczki w te różne dziurki… – szeptał diabełek Franek.
A jego podopieczny był do tego pomysłu coraz bardziej przekonany, mimo desperackich prób aniołka Franka, by zniechęcić do niego. Kabelki były bowiem dla Franka pokusą nie do przezwycieżenia. Zerknął jeszcze tylko na dziadka usiłującego dostosować się do śpiewu chóru i ruszył ochoczo do kabelków…
A już po chwili diabełek Karolek z radością obserwował, jak tłum w kościele zamiast słuchać o zwycięzcy szatana, zatyka sobie uszy, by nie słyszeć przeraźliwych pisków i trzasków aparatury nagłaśniającej. Mały Franek okazał się na tyle skuteczny, że panu organiście powtykanie kabelków we właściwe otwory zajęło tyle czasu, że śpiewanie swojej pieśni rozpoczęła schola. Diabełek Karolek triumfował: tego dnia nie usłyszy już znienawidzonej pieśni.
Bardzo jednak się zdziwił, że diabełek Lucyferek nie wyglądał na specjalnie zadowolonego (zresztą nie wiedzieć czemu, tego dnia był w wyjątkowo złym humorze), gdy rozentuzjazmowany opowiadał, jakiego to psikusa zrobił Karolince aniołkowi i że z całej tej Wielkanocy nici, bo nie została odśpiewana pieśń o zwycięstwie nad szatanem. Nie bardzo też rozumiał, dlaczego wujek mruczał coś o idiotach, z którymi musi pracować, a w końcu ryknął, żeby się wynosił i wziął się do prawdziwej pracy. Zawiedziony wrócił więc do swojej dziewczynki, ale tu czekała go kolejna niespodzianka.
– Diabełku Karolku, umiem już wszystkie zwrotki – wołała jego dziewczynka. – Zwycięzca śmierci, piekła i szatana… – zaczęła radośnie śpiewać.
Ale Karolek wolał nie sprawdzać, czy jest to prawda. Miał jakieś mocne przekonanie, że powinien akurat teraz pomóc diabełkowi Bartkowi.
Wielkanoc
Dodaj komentarz
