W okresie adwentu, a i w samo Boże Narodzenie, warto sobie zadać pytanie o przyczyny Wcielenia. Właściwie w teologii przeważa obecnie pogląd, że tą przyczyną nie było zepsucie natury człowieka. Bo czy tak doniosłe wydarzenie mogło zależeć od grzechu? Bóg i tak by się wcielił (ponoć właśnie dlatego szatan zbuntował się przeciw Niemu), chociaż wtedy wydarzenia wyglądałby inaczej. Teologowie wskazują, że przyczynami Wcielenia była miłość Boga do człowieka, pragnienie Boga, aby człowiek poznał jego miłość, pragnienie, by podnieść naturę człowieka na najwyższy poziom, bo Bóg po to stał się człowiekiem, żeby człowiek stał się Bogiem, jak mówili Ojcowie Kościoła, a także pragnienie objawienia siebie w słowie i czynie.
Z pewnością wszystkie te powody są ważne, a wśród nich najważniejsza jest miłość Boga do człowieka. Myślę jednak, że warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną możliwą przyczynę Wcielenia. Charakterystyczne, że w Piśmie Świętym wielokrotnie pojawiają się wersety podobne do tych znanych z księgi Izajasza:
„Wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela, Izrael na niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie” (Iz 1, 3);
„Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi” (Iz 55, 8–9).
A zatem człowiek Boga nie rozumie, nie jest w stanie pojąć Jego dróg. Jak jednak może je pojąć, skoro światy osoby Boga i osoby człowieka to światy bardzo od siebie różne? Bo skoro każdy człowiek otaczającą go rzeczywistość widzi w określony sposób i często ten sposób jej widzenia jest nieprzekładalny na język innej osoby (wszak gdyby tak nie było, wystarczyłyby nam proste komunikaty jak w świecie komputerów), to o ile większa jest różnica w widzeniu rzeczywistość przez Boga i człowieka? Stąd swoiste trudności komunikacyjne w relacjach nie tylko między ludźmi (tak, nie rozumiemy siebie nawzajem), ale i w relacjach między Bogiem a człowiekiem.
Czy zatem Bóg nie „musi” doświadczyć, co prawda w swoisty sposób, ale jednak, tego nierozumienia dróg Bożych przez człowieka i dlatego się wciela? Wszak „nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu” (Hbr 4, 15). Może więc również doświadczonego w pewnym nierozumieniu dróg Bożych? Być może o tym niezrozumieniu świadczą słowa: „I mówił: «Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!»” (Mk 14, 36). Jezus staje się tutaj w pewnym sensie podobny do do Hioba, który też nie potrafił pojąć zamysłu Boga. Może tak samo nie potrafił po ludzku pojąć go cierpiący sługa Jahwe, co było częścią jego kondycji człowieka?
Jednak Bóg doświadcza tego niezrozumienia świata innej osoby po to, by je przełamać. A jedynym sposobem na to przezwyciężenie jest rozmowa. Warto zwrócić uwagę na intensywność dialogu Jezusa z Ojcem. Jezus właściwie ciągle rozmawia ze swoim Ojcem w modlitwie, a najbardziej intensywnie w Ogrodzie Oliwnym przed swoją śmiercią. Oczywiście nie dlatego, że ten świat Boga jest mu tak w pewnym sensie obcy jak nam, ale dlatego, że osoby i ludzkie, i Boskie potrzebują rozmowy. Co więcej, można pokusić się o być może kontrowersyjną tezę, że Bożym zamiarem było ustanowienie pewnej nieprzekładalności świata jednej osoby na świat innej osoby, żeby dialog był możliwy i konieczny. Bo gdy nie ma tego niezrozumienia, rozmowa nie jest w ogóle potrzebna – wszak komputery ze sobą nie rozmawiają.
Jedną z przyczyn Wcielenia jest więc Boże pragnienie przełamania niezrozumienia (a najpierw w pewnym stopniu Jego doświadczenia) między Bogiem a człowiekiem, przekonanie nas, że potrzebna jest rozmowa, żeby się zrozumieć, przynajmniej w możliwie największym stopniu, że ta rozmowa jest możliwa i że człowiek nie jest w sytuacji beznadziejnej, jeśli chodzi o zrozumienie dróg Bożych, że kiedyś to zrozumienie będzie miało zupełnie inny wymiar.
