Trzej królowie ewangelizatorzy

Gdy koleżanka powiedziała mi, że córka naszych wspólnych znajomych gra w szkolnych jasełkach, zrobiłem wielkie oczy. Bo niby nic dziwnego w tym, że dzieci występują w jasełkach. Ale żeby dziecko świadomych ateistów, które nawet nie jest ochrzczone i którego rodzice nie oczekiwali, jak to się ponoć zdarza, że przystąpi ono do pierwszej komunii? Na dodatek był to występ w kościele, a przy tym nikt tej dziewczynki nie ciągnął do przedstawienia na sznurku. Czy więc nie jest to jakiś brak konsekwencji w postępowaniu rodziców ateistów, którzy pozwalają dziecku na udział w czymś, w czego prawdziwość nie wierzą? Oczywiście nie trzeba być wierzącym, żeby zagrać w sztuce czy filmie księdza, mimo to jakaś wątpliwość pozostaje.

Jednak zastanowiłem się nad tą historią nieco głębiej i dostrzegłem jej pewien wymiar teologiczny. Owa dziewczynka grała bowiem jednego z trzech królów (mędrców). Nie wiem, czy „reżyser” przedstawienia świadomie obsadził ją w takiej właśnie roli, ale trudno nie dostrzec tu pewnej symboliki. Wszak mędrcy, którzy przybyli do Betlejem, dla ówczesnych Żydów byli poganami (jak dzisiaj ich byśmy nazwali). W jakichś bogów pewnie wierzyli, ale nie w Boga jedynego. A dzisiaj jednego z trzech królów gra niechrześcijanka. I chociaż ani ona, ani jej rodzice nie przybyli świadomie do kościoła po to, by jak trzej mędrcy złożyć pokłon Jezusowi, można w tym widzieć pewien symbol współczesnych czasów. Dzisiaj w Polsce do stajenki mędrzec przybywa nie w wyniku poszukiwań, nie wiedziony światłem gwiazdy betlejemskiej, ale przypadkiem, nie szuka drogi do Betlejem, po prostu spodobała mu się podróż, stroje towarzyszy, oprawa wyprawy.

Z czym jednak wyjdzie z tych przypadkowych odwiedzin? Wielu komentatorów we frazie „inną drogą udali się do swojej ojczyzny” (Mt 2,12) dopatruje się stwierdzenia jakiejś zmiany duchowej w mędrcach. Czy taki przypadkowy mędrzec i jego towarzysze w osobach rodziców, dziadków i znajomych wrócą do domów „inną drogą”? Żeby była na to szansa, musza być spełnione przynajmniej dwa warunki. Po pierwsze, w jasełkach powinno się znaleźć miejsce dla niewierzących (o ile oczywiście chcą w nich uczestniczyć). A po drugie, dobrze by było, żeby organizatorzy przedstawienia byli świadomi tego, że na widowni, nawet gdy jest ona w kościele, mogą siedzieć ci, którzy żadnej gwiazdy betlejemskiej nie dostrzegają, którym istnienie Boga, jego narodziny nie narzucają się z oczywistością. Dlatego, wzorem przedstawień św. Franciszka, uważanego za tego, który zapoczątkował tradycję jasełek, powinny one zawierać nie tylko treści humorystyczne, zabawowe, ale i duchowe. A z tym niestety nie zawsze jest najlepiej. Nie od rzeczy byłoby również wręczenie widowni materiałów wyjaśniających symbolikę przedstawienia, a przede wszystkim istotę historii, o której ono opowiada.  

W ostatnich latach postaci trzech mędrców pojawiają się nie tylko w jasełkach, ale i w zyskujących coraz większą popularność orszakach trzech króli. Bardzo prawdopodobne, że w grupach podążających z tymi królami (którzy cokolwiek by mówić, są bardzo atrakcyjnymi postaciami, zwłaszcza gdy, tak jak w Warszawie, jadą na rydwanie, koniu, wielbłądzie, myślę nawet, że o wiele bardziej atrakcyjnymi niż Święta Rodzina) idą też tacy, którzy żadnej gwiazdy betlejemskiej nie dostrzegli. Dobrze więc, że w czasie orszaku wyrażamy nadzieję, że Azja pozna Chrystusa, ale myślę, że możemy coś zrobić, żeby Chrystusa poznała też Europa, której polscy mieszkańcy idą za swoim królem Kacprem, pytanie tylko, na ile świadomie. Może więc w rozdawanym podczas orszaku śpiewniku, zawierającym oprócz kolęd listy  kościelnych hierarchów i vipów, powinien znaleźć się też odpowiedni fragment Ewangelii, jej omówienie, proste teologiczne wyjaśnienie znaczenia prezentowanych w czasie orszaku wydarzeń. Warto pewnie podobne treści, nawet bardziej rozbudowane, umieścić na stronie Orszaku Trzech Króli (owszem, jest na niej idea programu edukacyjnego, ale skierowanego do dzieci, które mają uczestniczyć w Orszaku). A kto wie, czy w tę historię nie dałoby się wpleść legendy o czwartym królu (wszak w Ewangelii nie jest powiedziane, że mędrców było trzech), który najdłużej szukał Króla i odnalazł go dopiero na krzyżu, a swoje dary rozdał wcześniej potrzebującym.

Nie wiadomo, czy w swoich czasach mędrcy wieść o narodzeniu się Słowa Bożego ponieśli na Wschód. Jednak dzisiaj mają dużą szansę, by stać się ewangelizatorami. I to niekoniecznie Wschodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *