Znane opowiadanie o zapowiedzi narodzin Izaaka (Rdz 18, 1–15) wskazuje na istotne aspekty wiary Abrahama, nazywanego ojcem wierzących (por. Rz 4, 11). Przybyli w gościnę do Abrahama trzej ludzie oświadczają, że za rok bardzo już leciwa Sara będzie miała syna. Abraham przyjmuje tę wiadomość, Sara zaś się śmieje. Dość radykalną nowość, chociaż właściwie jest to spełnienie danej przez Pana obietnicy, nie jest łatwo jej przyjąć. Istotne w tym opowiadaniu jest jednak to, że owa wizyta trzech wędrowców przez wielu chrześcijan odczytywana była i jest jako starotestamentowe objawienie Trójcy Świętej. Bodaj najbardziej znanym przejawem tego odczytania jest słynna ikona Andrieja Rublowa „Trójca Święta”. Mimo że taka interpretacja jest dzisiaj podawana w wątpliwość, naprowadza ona na bardzo ważne spostrzeżenie: być może objawienie tak dużej nowości w wierze musi wiązać się z obecnością, zaangażowaniem Trójcy Świętej. Omawianą perykopę biblijną można zatem traktować jako istotne wskazanie na to, że objawienie i przyjęcie nowości w wierze ma charakter trynitarny, jej objawienie nie dokonuje się bez udziału Trójcy, że również jej przyjęcie nie dokonuje się bez takiego udziału.
Abraham ciągle był konfrontowany z nowością w swojej wierze (udanie się do obcego kraju, doczekanie się potomka, mimo że wiek nie wskazywał na to, że jest to możliwe, przejście próby poświęcenia życia tego potomka), takiej nowości doświadczali też chrześcijanie (w pewnym sensie zakwestionowanie monoteizmu starotestamentowego, przyjście mesjasza „niepolitycznego”, tak zwany sobór jerozolimski i rezygnacja z obrzezania). Czy zatem ta ciągła nowość wiary nie wynika z samej natury Trójcy Świętej, czy nie wynika z tego, że monoteizm chrześcijański jest trynitarny?
Włoski teolog Bruno Forte zaproponował, by jedność Boską pojmować nie jako statyczną istotę, ale jako dynamiczny proces i życie oraz jako historię Miłości trynitarnej, jedną i jedyną Miłość rozumianą dynamicznie. Miłość ta jest Bogiem jedynym, choć w Trójcy rozróżniającym się na Kochającego, Kochanego i Miłość osobową. W świetle wydarzenia paschalnego istotą Boga żywego jest trynitarna historia miłości, jest to Trójca jako wieczna historia miłości, która wzbudza, obejmuje i przenika historię świata, czyli przedmiot prawdziwej Miłości; jest to wiekuiste wydarzenie Miłości pomiędzy Trojgiem i ich miłości ku nam. B. Forte za E. Jüngelem mówi, że pojęcie trynitarnego Boga, który jest Miłością, zakłada wieczną nowość. Znaczy to, że wiekuisty Bóg jest przeszłością siebie samego. Bóg i Miłość nigdy się nie zestarzeją. Ich byt jest i pozostaje w stawaniu się (Trójca Święta jako historia. Esej o Bogu chrześcijan, Kraków 2005, s. 197–199).
Zatem z samej istoty wiary, tego, że jej „przedmiotem” jest Trójca, z samej istoty Trójcy, wynika to, że wiara to ciągła przyszłość, zmiana i nowość. Wiara mogłaby być pojmowana jako wieczny constans, niezmienność, gdyby jej przedmiotem był niezaangażowany w historię statyczny absolut. Ponieważ tak nie jest, chrześcijanin musi być przygotowany na zmiany, a jego przekonanie, że wiara to coś stałego, niezmiennego, zostanie wielokrotnie obalone.
Jedną z istotnych korekt Soboru Watykańskiego II było zwrócenie większej uwagi na trynitarny charakter chrześcijaństwa, co przywróciło nauce o Trójcy należne jej miejsce w teologii i życiu chrześcijańskim. Co ciekawe, arcybiskup Marcel Lefebvre, kontestator reform soborowych, zwłaszcza reformy liturgii uważał – podobnie sądzili jego zwolennicy – że jest obrońcą zagrożonej wiary w Trójcę Świętą, konsekwentnym głosicielem tej prawdy. W kazaniu pogrzebowym Franciszek Schmidberger powiedział: „Jeśli Kościół jest poprzez dokumenty papieży i soborów wyrocznią Boga żywego – a bez wątpienia tak jest – musimy postrzegać arcybiskupa Lefebvre’a jako wiernego głosiciela świadectwa o Trójjedynym Bogu w XX wieku. […] Był przepełniony tajemnicą Trójcy Przenajświętszej oraz działania Ducha Świętego w Kościele i w duszach”.
Zapewne słowa o przepełnieniu tajemnicą Trójcy oddają prawdę. Trzeba by jednak zapytać, jak pojmował on samą Trójcę. Czy była ona dla niego tą, która z samej swojej istoty, właśnie dlatego, że jest Trójcą, czyni wszystko nowe? Sprawa wymaga z pewnością dokładnych badań, wydaje się jednak, że oprócz konserwatywnej formacji, która otrzymał w Francuskim Seminarium w Rzymie od ks. Henryka Le Flocha, a także pobytu w Afryce w społeczności otoczonej wyznawcami islamu, znaczący wpływ na nieprzyjmowanie nowości w wierze zaproponowanych przez Sobór Watykański II wywierała tomistyczna (co nie znaczy, że Tomaszowa) wizja Trójcy Świętej jako statycznego, niezmiennego bytu. W sytuacji, gdy tak rozumie się Trójcę, nie jest możliwe, by zgodzić się, że w wierze mogą pojawiać się jakieś nowości, by mogła ona się zmieniać.
Robert J. Woźniak zwraca uwagę na to, że wiara jest osobowym spotkaniem z Trójjedynym Bogiem i powierzeniem się w radykalnym zaufaniu Jego świętej tajemnicy miłości i dobra (Przyszłość, Teologia, Społeczeństwo, Kraków 2007, s. 43n). Jeśli tak właśnie jest, to jest to spotkanie z Bogiem, który czyni wszystko nowe właśnie dlatego, że jest Trójcą. Potraktowanie na serio trynitarnego charakteru chrześcijaństwa oznacza również gotowość do przyjmowania nowości w wierze. Trzeba przyjąć, że Bóg chrześcijan to Bóg, który stawia przed ciągle nowymi wyzwaniami i nigdy nie pozostawia w duchowym letargu, który nie daje wszystkiego od razu. Jest to wręcz Bóg, który lubi nas zaskakiwać wtedy, gdy wydaje się nam, że naszej wiary nic nie jest w stanie zmienić. Cała historia zbawienia pokazuje, że nie jest On Bogiem, który kiedykolwiek przestanie nas zaskakiwać, obalać naszą pewność, że ustaliliśmy niewzruszone zasady wiary.
Prawdziwym wyzwaniem dla naszej wiary są więc nie tyle nowości w wierze, ile sam Bóg Trójjedyny, który czyni wszystko nowe, i nie ma nadziei, że stanie się tak, że przestanie to robić. Zaprzeczenie możliwości pojawienia się nowości w wierze oznaczałoby wykluczenie pojmowania Boga jako Trójcy, czyli fundamentu chrześcijaństwa.
