Wezwanie do metanoi oznacza, iż należy pojąć, że bycie grzesznikiem nie oznacza konieczności bycia nim na zawsze.
(27) Potem wyszedł i zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego na komorze celnej. Rzekł do niego: Pójdź za Mną! (28) On zostawił wszystko, wstał i z Nim poszedł. (29) Lewi zaś wydał dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a był spory tłum celników oraz innych [ludzi], którzy zasiadali z nimi do stołu. (30) Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie, mówiąc do Jego uczniów: Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami? (31) Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. (32) Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników.
Celnik Lewi utożsamiany jest z celnikiem Mateuszem z Ewangelii św. Mateusza (Mt 9, 9-13), jednym z apostołów (Mt, 10, 3, por. Łk 6, 15); przypisuje mu się również autorstwo pierwszej ewangelii. Skąd ta rozbieżność imion? Być może Jezus zmienił mu imię podobnie jak Szymonowi Piotrowi.
Lewi był poborcą podatków i ceł. Jako taki był uważany za grzesznika, który wysługuje się Rzymianom, nadto celnikom, zapewne niebezpodstawnie, zarzucano nieuczciwość. Dlatego przebywanie w towarzystwie celników powodowało nieczystość. Nic więc dziwnego, że jeśli nawet Lewiego, który zapewne widział niejeden cud Jezusa i słyszał jego naukę, pociągały Jego słowa, to nie przypuszczał, że może zostać Jego uczniem, że Jezus może go powołać, przyjść do jego domu. Jak wielka musiała być radość Lewiego z tak niezwykłego przełamania bariery między tymi, którzy uważani byli za nieczystych, a „sprawiedliwymi”, pokazuje to, że wydaje on przyjęcie na cześć Jezusa.
Jednak skupieni na utrzymaniu własnej czystości faryzeusze nie rozumieją tego. Łukasz, mówiąc o nawróceniu, używa słowa metanoia, które oznacza zmianę myślenia, przemianę intelektualną i odnosi się raczej do umysłu (nous) niż do serca, będącego synonimem najgłębszego jestestwa człowieka i miejscem spotkania z Bogiem. Umysł oznacza zdolności intelektualne, rozumienie. To wezwanie do zmiany rozumienia oznacza więc, iż należy pojąć, że bycie grzesznikiem nie oznacza konieczności bycia nim na zawsze, że w kręgu grzechu może znaleźć się ktoś tak bliski Bogu jak Jezus, Syn Boży, oczywiście po to, by z tego kręgu wyprowadzić. Zdaje się, że taka metanoia nastąpiła w przypadku Lewiego (może właśnie dlatego Jezus zmienił mu imię na „dar Boga”). W przypadku sprawiedliwych nie jest ona konieczna. Nie jest jednak powiedziane, że tych sprawiedliwych należy utożsamiać z faryzeuszami.

Hmm… No można tak to widzieć, ale – drogi Robercie – byłbym ostrożny z wyprowadzaniem biblijnego pojęcia nawrócenia z etymologii greckiego słowa „metanoia”. Osobiście nie zgadzam się z tymi, którzy tłumaczą biblijne nawrócenie jako słynny obrót o 180 stopni dokonany na płaszczyźnie władz rozumu. Mając na uwadze fakt, że dla autorów biblijnych greka była nową formą, za pomocą której starano się pokazać w nowych okolicznościach historycznych tradycję judaizmu, trzeba pamiętać, że w Biblii „metanoia” jest bardziej oddaniem hebrajskiego pojęcia „szub”, a ono jest o wiele bardziej pełne i dojrzałe niż greckie „metanoia”. Wystarczy porównać, czym jest metanoia choćby w IV księdze „Historii” Polibiusza czy w Wojnie Tukidydesa, a następnie poczytać kilka dobrych tekstów ST (Psalmy, Księga Hioba)…
Metanoia to moment; szub – to proces rozciągnięty w czasie. Metanoia to chwila odwrócenia się na pięcie o 180 stopni; szub to konieczność przejścia tej samej drogi, którą się zaszło na manowce, ale w przeciwnym kierunku. Metanoia to intelektualne oświecenie. Szub to poszukiwanie mądrości i wysiłek nowego rozumienia siebie, świata i Boga. Metanoia angażuje tylko rozum (gdyby zatem autorom NT chodziło o klasyczną grecką metanoię, chrześcijaństwo niebezpiecznie zbliżyłoby się do gnozy). Szub to zaangażowanie całej osoby, wszystkich władz poznania, a przede wszystkim serca (w sensie biblijnym). Metanoia to nowe zrozumienie. Szub to spotkanie i wynikające ze spotkania nowe życie (dlatego Jan nazywa to doświadczenie nowymi narodzinami)… To tylko niektóre różnice.
Greckie konotacje są ciekawe i wzbogacające. Jak dobrze wiesz, sam lubię czytać Biblię przez pryzmat greckiej tradycji klasycznej. Ale uważam, że mechaniczne i takie linearne sprowadzanie biblijnego doświadczenia nawrócenia do greckiej metanoi jest dużym uproszczeniem. Co sądzisz? Pozdrawiam cię serdecznie, Michał
Michale, ogromnie się cieszę z Twojego komentarza, bo daje on szansę na głębsze wniknięcie w ten (i nie tylko ten) tekst biblijny. Mam nadzieję, że tych komentarzy będzie więcej.
Ponieważ fachowcem od greki nie jestem, chciałbym raczej zapytać, niż coś twierdzić.
Znane jest mi oczywiście to drugie starotestamentowe znaczenie nawrócenia, rozumianego jako zawrócenia ze złej drogi, czyli jako szub. I tu różnica między szub a metanoia jest jak najbardziej oczywista, a gdyby w Łk 5, 32 chodziło o szub, to przedstawiona w moim wpisie interpretacja może nie upada całkowicie, bo można jakoś jej bronić, ale na pewno staje pod znakiem zapytania. Czy jednak nie jest tak, że pisarze nowotestamentowi, gdy chodziło im o szub, stosowali raczej greckie epistrefo? O tym, że jakoś to być może rozróżniali, świadczyłby Dz 26, 20, w którym użyte są słowa i metanoia, i epistrefo, a które dosłownie w przekładzie interlinearnym są przetłumaczone: „tym w Damaszku najpierw i Jerozolimie, po całej krainie Judei i poganom oznajmiałem, by zmieniać myślenie (metanoein) i zawracać (epistrefein) do Boga, godne tej zmiany myślenia (metanoias) czyny sprawiając”. Dz to też dzieło Łukasza, więc wydaje mi się prawdopodobne, że jednak w jakiś sposób rozróżniał on te wyrazy. Czy taka teza jest Twoim zdaniem prawdopodobna?
Zastanowiło mnie też to, co powiedziałeś o nowości greki dla autorów biblijnych. Czy żadnego znaczenia nie miało tu istnienie Septuaginty, no i to, że np. Księga Mądrości była napisana po grecku? To chyba jakoś wpływało na ukształtowanie się sposobu odnoszenia słów greckich do pojęć hebrajskich. No i zdaje mi się, że nie bez znaczenia jest to, że Łukasz (kimkolwiek był) pisał w koine, podobno nawet nieźle, i był nieźle obeznany w kulturze greckiej, znał sporo terminologii fachowej. Może więc w jakiś stopniu odróżniał on nawrócenie rozumiane jako szub (epistrefo) i jako metanoia?
Co o tym sądzisz, Michale?
Serdecznie pozdrawiam
Robert
Nie zrozumieliśmy się do końca, Robercie.
Oczywiście, masz rację Robercie. Każde greckie słowo NT jest naznaczone tradycją helleńską i powinno być czytane także w kontekście tradycji greckiej. Bo należy do tego właśnie języka. Bo grecka tradycja miała duży wpływ na Semitów (Septuaginta, koine itd). Bo na tym właśnie polega twórcze czytanie różnych współegzystujących obok siebie tradycji literackich.
Ale czym innym jest widzieć w danym słowie echa jakiejś tradycji – takiej czy innej. I w tym sensie – masz rację – metanoia może być odczytywana także na płaszczyźnie rozumu. A czym innym jest wyprowadzać genezę jakiejś idei z takiej czy innej kultury i tradycji. W drugim przypadku rzecz polega na ukazywaniu w egzegezie jakby trzonu – zasadniczego korzenia danej myśli. Na próbie zrozumienia jej w sposób genetyczny. W drugim przypadku rzecz polega na dostrzeganiu w takim czy innym słowie bliskich i dalekich odniesień literackich. Te wzbogacają lekturę i czynią ją ciekawszą, ale nie zmieniają spraw zasadniczych – tego trzonu. To dwie różne płaszczyzny, każda ma odmienną wartość.
Dla przykładu… Trudno ideę usprawiedliwienia św. Pawła odczytywać w kontekście sprawiedliwości pojmowanej na sposób grecki, gdyż ona wyrasta z typowo semickiego sposobu myślenia i zakorzenionej w świecie semickim tradycji „rib”. Próby wyprowadzania jej z greckiej idei sprawiedliwości zawsze kończyły się fiaskiem – raz, że zniekształcały myśl Pawła i to już na jej podstawowym poziomie; dwa, pokazywały, że – wychodząc z greckiego punktu widzenia – nie da się utrzymać spójności metodologicznej w całościowych modelach teologii Pawłowej. Ale to nie znaczy, że właściwie przeprowadzonej interpretacji tej idei nie można wzbogacić o porównania z pismami takiego czy innego greckiego filozofa. Podobieństwa czy różnice mogą kapitalnie wzbogacać i uwypuklać pewne aspekty egzegezy. Trzeba tylko pamiętać o ich roli czy funkcji w procesie interpretacji – są dodatkiem, ale nie wyznaczają głównego nurtu myślenia.
Ciekawe są niektóre współczesne dyskusje dotyczące genezy niektórych idei zapisanych po grecku w NT – czy są pochodzenia greckiego czy semickiego? Dam jeden przykład. Interpretacja Listu do Efezjan. Czy obecna tam sekwencja słów „tajemnica – poznanie – przeznaczenie” bardziej odsyła nas do kontekstu greckiego jako zasadniczego tła (kulturowego, myślowego, mentalnościowego). W tym przypadku kontekst helleński I wieku dostarcza niesamowicie ciekawych narzędzi do interpretacji tej księgi. Czy raczej do kontekstu semickiego (semickiego Qumran znaleziono piękne teksty mówiące o poznaniu tajemnicy). Czy Paweł miał na myśli greckie „mysterion” czy semickie „raz”? Na powierzchni języka różnica semantyczna oddzielająca te słowa nie jest wielka. Ale potraktowanie na poważnie genezy tej idei wprowadza nas w dwa niesamowicie ciekawe, ale odmienne światy: myślenie greckie (bliższe spekulacji) i myślenie semickie (bliższe kontemplacji); poznanie intelektualne i poznanie poprzez spotkanie; tajemnica rozumiana jako wiedza ukryta i tajemnica pojmowana jako stopniowo objawiający się zamysł Boży ukryty w dziejach. Itd., itd…
I jeśli weźmiesz do ręki dwa doskonałe komentarze dwóch wybitnych uczonych (Ef) z dwóch najważniejszych serii XX wieku – komentarz Lincolna z serii WBC (https://www.amazon.com/Word-Biblical-Commentary-Vol-Ephesians/dp/084990241X) i komentarz Bartna z serii BA (https://www.amazon.com/Ephesians-Introduction-Translation-Commentary-Chapters/dp/0385044127), przekonasz się, że obydwaj uczeni biorą pod uwagę obydwa konteksty, ale Barth wyprowadza genetycznie prawie wszystkie idee Ef ze świata greckiego, zaś Lincoln – z semickiego. W ten sposób otrzymujemy dwie zupełnie odmienne perspektywy patrzenia na tę księgę Biblii. Obydwa komentarze są fascynującą lekturą.
Jeszcze inaczej problem, o którym piszę, można ukazać obrazowo… Wyobraź sobie, że dwa światy (grecki i helleński) to dwie partie polityczne sytuujące się po dwóch stronach sceny politycznej. W programach obydwu ugrupowań pojawia się jakieś słowo-klucz. Na przykład: „odpowiedzialność obywatelska” oznaczające kryjącą się za tym hasłem pewną ideę. Słowo w obydwu przypadkach brzmi tak samo. Ale idea? Jest inna…
Samo słowo możemy badać po latach, angażując różne metody egzegetyczne. Możemy je porównywać z synonimami, możemy robić statystyki jego występowania itd. Ale sama idea ma swe korzenie w tradycji i etosie jednej lub drugiej partii. I wyobrażasz sobie, że sak samo brzmiąca idea w dwóch obozach politycznych jest rozumiana zupełnie inaczej. To wynika: całościowego kontekstu i tła innych haseł przyświecających partiom, z takiego a nie innego stylu myślenia, z pewnych głównych idei wyznaczający szeroko pojęty horyzont tradycji lewicowej czy prawicowej. Itd. Ukazanie znaczenia idei odpowiedzialności obywatelskiej z uwzględnieniem całego tego kontekstu to właśnie ukazanie jej genezy i tła kulturowego. I o to mi chodziło, gdy pisałem o metanoi. Nie podoba mi się angażowanie do Biblii jej całego kontekstu, jaki przy tej konkretnej idei wytworzył świat grecki, gdyż w tym przypadku horyzont semicki sięga dalej, ujmuje więcej i ma dla egzegezy ciekawsze konsekwencje w rozumieniu innych idei. Nie chodzi mi o porównywanie samych słów, lecz dwóch systemów myślenia.
Natomiast jeśli chodzi o porównanie metanoia i epistrefo. Cóż, nauki humanistyczne to nie matematyka. Takie ostre rozróżnienia mają sens pod warunkiem, że ktoś, kto pisał teksty, faktycznie miał zamiar ściśle dane pojęcia rozróżniać. Czy tak było w tym przypadku? Wątpię. Inaczej mówiąc, pytamy o ducha i klimat, w jakim tekst powstawał. Czy miał to być w zamierzeniu autora traktat spójny na poziomie pojęć i logiki czy świadectwo wiary? Gdyby kilkanaście wersetów z dzieła Łukaszowego potwierdzało konsekwencję takiego rozróżnienia – to można ją przyjąć. Ale jeden werset to za mało. Ja osobiście lubię teksty starożytne traktować jako literaturę piękną, a nie jako matematycznie precyzyjne wywody, w których każdy element ma jeden jedyny i tylko swój własny sens.
Kiedyś mój profesor z greki zrobił nam na zajęciach psikusa: metodą historyczno-krytyczną i to w ścisłym niemieckim wydaniu przeanalizował nasze notatki z lekcji. I ukazał konkretne różnice semantyczne w użyciu słów „również” i „też”. I wyprowadził potem z tej analizy filozoficzne wnioski.
Można? Można! Ale po co?
Drogi Michale, bardzo Ci dziękuję za tak obszerną odpowiedź. I wiele wyjaśniającą. Myślę, że dość dobrze się rozumiemy, ale żeby nie było wątpliwości, postaram się jak najkrócej podsumować, jak rozumiem to, o co Ci chodzi, a jednocześnie zgłosić jakieś „ale”.
1. Wrócę do hebrajskiego szub i greckiego metanoia. Rozumiem, że chodzi Ci o to, że za każdym tym słowem stoi określona i w zasadzie inna idea nawrócenia: za szub głębsza i ciekawsza, za metanoia – nieco uboższa, idea wywodząca się z konkretnej kultury: semickiej lub greckiej. Oczywiste jest, że nazwanie tym samym słowem jakichś idei nie oznacza, że są to takie same idee. To doskonale, tak mi się przynajmniej zdaje, rozumiem i z tym całkowicie się zgadzam.
2. No więc mamy dwie idee i zasadniczo jedno słowo na ich określenie, metanoia, bo nawet jeśli jest drugie epistrefo, to i tak trzeba zakładać, że oba w tekstach biblijnych odnoszą się do idei semickiej, którą określa słowo szub, a więc zawrócenia ze złej drogi (mówiąc w uproszczeniu). Tak bym rozumiał Twoje stanowisko. Też zasadniczo z tym bym się zgodził, bo trudno zakładać, że bezpośredni uczniowie Jezusa, którzy o kulturze greckiej raczej nie mieli dużego pojęcia, posługiwali się grecką ideą nawrócenia. Opisanie tej idei (szub) w języku greckim nie powinno wiele zmienić, gdy robią to ludzie myślący po semicku. Moja wątpliwość dotyczy jednak Łukasza, który był najbardziej grecki z wszystkich ewangelistów. Naprawdę nie jest w żadnym stopniu prawdopodobne, że w Łk i Dz posługiwał się ideą grecką, przynajmniej czasami? Oczywiście rozumiem, że jeden wers nie przesądza sprawy (choć moim zdaniem jest jakąś przesłanką) i stwierdzenie tego wymaga głębszych analiz. Ale może ktoś takie analizy przeprowadził i może jest to jednoznacznie, na ile to w ogóle możliwe w biblistyce, rozstrzygnięte.
3. Gdyby okazało się, że jednak mało prawdopodobne jest odwołanie się przez Łukasza do greckiej idei metanoi, to co by to oznaczało dla tego konkretnego fragmentu? Najpierw trzeba by zapytać, jak mi się zdaje, czy metanoia, nie zawiera się jakoś w szub. Może to i jakaś nadinterpretacja, ale zawrócenie ze złej drogi wymaga jakiejś refleksji, czasem nawet gwałtownego oświecenia. Uderza mnie w tym fragmencie ta, bym powiedział, metanoia Lewiego: po prostu wstaje i idzie. To wygląda na takie nagłe oświecenie, nagłe nawrócenie na inne myślenie. Oczywiście wers 32 może już odnosić się do grzeszników zgromadzonych u Lewiego w domu i mówić o tym, że to oni mają być wezwani do zawrócenia ze złej drogi (w sensie szub). Ale czy Twoim zdaniem nie może żadną miarą odnosić się do takiego nawrócenia (w sensie metanoi), jakiego doznał Lewi?