Wiara nie jest czymś, czym człowiek powinien zajmować się jedynie od święta, a refleksja nad nią, teologia, nie powinna być zastrzeżona dla garstki uprzywilejowanych
Czytelnikom proponuję następujące lektury teologiczne.
A. Pięć odcinków cyklu Teologia – po co to komu? publikowanych w kolejnych numerach miesięcznika „Znak„:
1. Zostań teologiem, „Znak” 713 (2014) nr 10, s. 48–49… więcej
Być może niepotrzebne są wcale noce św. Bartłomieja, by spierać się o poznanie Boga, by mieć ciekawość spraw Bożych? Bardziej potrzebne jest przekonanie, że wiara to coś, czym człowiek nie zajmuje się jedynie od święta, a także odkrycie skarbów naszej myśli i naszej religii.
Czy jednak intelektualne rozbudzenie w dziedzinie wiary jest w ogóle potrzebne? Czy nie powoduje ono niebezpiecznych podziałów, powstawania herezji, czy nie prowadzi w gruncie rzeczy do zaniku wiary, o czym mogłyby świadczyć puste kościoły w państwach, które wydały tytanów teologii tej miary co Karl Rahner czy Henri de Lubac?
Abstrakcyjnego nieporuszyciela świata bardzo łatwo utracić, może się bowiem okazać, że nie jest on do niczego potrzebny. Wystarczy parę demagogicznych chwytów Dawkinsa, by rozprawić się z opartym na takim wyobrażeniu Bogiem. Dużo mniejsza jest jego skuteczność w przypadku wiary opartej na skale myśli i ducha. .
2. Teolog vs. „prosta baba”, „Znak” 714 (2014) nr 11, s. 54–55… więcej
Czujemy, że ludzie oddający się modlitwie, a nie teologicznym spekulacjom mogą osiągnąć pewnego rodzaju wyższy stopień zbliżenia do Boga niż ten dostępny dzięki naukowo zorganizowanej refleksji, że babcia z różańcem w ręku zbawić się może łatwiej niż teolog.
Problem ten trapił rosyjskiego filozofa Mikołaja Bierdiajewa (zm. 1948): „Mówią nam, że prosta baba zbawia się lepiej niż filozof, a do zbawienia nie jest jej potrzebna wiedza i kultura. Można jednak wątpić w to, że Bogu potrzebne są wyłącznie proste baby, że wyczerpuje się w tym Boży plan dotyczący świata, Boża idea świata. Zresztą »prosta baba« jest obecnie mitem, gdyż stała się nihilistką i ateistką. Wierzącym zaś stał się filozof i człowiek kultury. Mogą na swój sposób zbawiać się ignoranci i durnie, a nawet idioci, można jednak wątpić, że w Bożą ideę świata, w zamysł królestwa Bożego, wchodzi wyłącznie zaludnianie raju ignorantami, durniami i idiotami. Można sądzić, nie naruszając przy tym należnej pokory, że Boży zamysł dotyczący świata jest bardziej wzniosły, bardziej różnorodny i bogaty, że wchodzi weń cała pozytywna pełnia bytu, ontologiczna doskonałość”.
3. Część 3: Tylko Biblia?, „Znak” 715 (2014) nr 12, s. 52-53… więcej
Rozmowa papieża Franciszka z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu na temat języka, jakim mówił Jezus, pokazuje, że sprawa nie jest taka prosta. Na stwierdzenie premiera, że był to hebrajski, papież odpowiedział, że aramejski, z czym Netanjahu się zgodził, ale podkreślał, że Jezus znał również hebrajski. Uczeni są przekonani, że i papież, i premier mieli rację: aramejski był językiem codziennych kontaktów, a hebrajski – tekstów religijnych. Ale „czy to ważne, jakim językiem mówił Pan Jezus?” – można zapytać za pewną internautką. Tak, jeśli weźmie się pod uwagę to, że Nowy Testament został napisany po grecku (greka koine). Na dodatek Jean Carmignac głosił – w sposób odosobniony, co nie oznacza, że zupełnie bez racji – że Ewangelia Marka (podobnie jak Mateusza i częściowo Łukasza) została przetłumaczona z hebrajskiego (lub z aramejskiego). Jeśli nawet Carmignac idzie zbyt daleko, to z kolei Maurice Casey wykazał, że istniały wcześniej spisane w języku aramejskim teksty, które po przetłumaczeniu zostały włączone do Ewangelii. W Ewangelii Marka odkrył cztery takie miejsca: 2, 23–3, 6; 9, 11–13; 10, 35–45; 14, 12–26.
4. Teologia – po co to komu? Część 4: Puzzle dogmatyczne, „Znak” 716 (2015) nr 1, s. 62–63… więcej
Do czego człowiekowi wierzącemu mogłaby się przydać teologia dogmatyczna – jedna z dyscyplin teologicznych o obcobrzmiącej nazwie i posługująca się raczej niewiele mówiącymi pojęciami, np. substancji, istoty, natury, osoby, hipostazy, relacji? Jeśli nawet ktoś byłby w stanie przebrnąć przez teologiczne zawiłości, to czy nie ma racji internauta Drabiniasty: „Najważniejsza jest osobista relacja z Chrystusem. I różne dzieła teologów często przeszkadzają w tym. Należy zadać sobie pytanie: Czy teologia jest niezbędna do mojego zbawienia? Odpowiedź zdeterminuje nasze wybory. Bóg pojawia się w sercu i umyśle dzięki osobistej relacji z Nim, a nie dzięki teoriom Augustyna, Tomasza z Akwinu, Antonio Rosminiego czy Hansa Ursa von Balthasara?”.
5. Teologia – po co to komu? Część 5: Ksiądz teolog?, „Znak” 717 (2015) nr 2, s. 58–59… więcej
Może jednak teologia nie jest najważniejsza, bo wierni nie oczekują od księdza wyjaśnienia dogmatu trynitarno-chrystologicznego, ale posługi duszpasterskiej? Po co zajmować się czymś, co niekoniecznie jest przydatne w codziennej pracy kapłana? Problem w tym, że chcąc, nie chcąc, ksiądz teologią się zajmuje, chociaż oczywiście może – i często takie, wręcz akrobatyczne zabiegi się obserwuje – zrobić wszystko, by podczas pasterki nie powiedzieć słowa o Wcieleniu, w trakcie rezurekcji – o zmartwychwstaniu, a w niedzielę Trójcy Świętej – o dogmacie trynitarnym. Może tą teologią zajmować się dobrze, a może słabo. Tymczasem można mieć wrażenie, że duża część kapłanów, którzy przecież w seminarium studiowali teologię, a nawet pisali z niej prace magisterskie, zaraz po opuszczeniu murów uczelni nie tylko odstała od teologicznej czołówki, ale ich przypadłością stał się wtórny analfabetyzm teologiczny. Oczywiście trudno oczekiwać, że każdy ksiądz będzie czytał do poduszki św. Tomasza czy Karla Rahnera, a potem mówił o tym podczas homilii, i zapewne w wielu wypadkach nie jest to konieczne. Jednak rolą kapłana jest pokazanie, że jego wiara szuka zrozumienia, jeśli chce czegoś podobnego oczekiwać od wiernych.
B. Każdy jest teologiem. Nieakademicki wstęp do teologii, Wydawnictwo WAM), Kraków 2012, s. 176.
Każdy, kto kocha Boga, jest przynaglony, by stać się w pewnym sensie teologiem. (Benedykt XVI)
Tych, którzy jeszcze nie czytali, zachęcam do lektury mojej książki. Jak się bowiem okazuje, jestem popularyzatorem teologii świeckiej, o której konieczności mówił nie kto inny, jak sam Karl Rahner:
„Konieczność takiej teologii [teologii świeckiej – J.I.] wynika nie tylko z doraźnych potrzeb (brak księży), ale przede wszystkim z podstawowej, lecz nie dość wyraźnie uświadamianej, równości wszystkich chrześcijan wobec teologii, która jako taka nie powinna być w chrześcijaństwie zajęciem zastrzeżonym dla garstki uprzywilejowanych”. K. Rahner, „Teologia świecka” (hasło), w: K. Rahner, H. Vorgrimler, „Mały słownik teologiczny”, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1987, s. 487. W ostatnich latach w Polsce popularyzatorem teologii świeckiej jest Robert Rynkowski. Zob. R. Rynkowski, „Każdy jest teologiem”, WAM, Kraków 2012 – to przypis z książki Julisza Iwanickiego „Procesy sekularyzacyjne a filozofia sekularna i postsekularna. Tradycje i współczesność”, Poznań 2014, której lekturę polecam. https://hdl.handle.net/10593/12128






„Jednak rolą kapłana jest pokazanie, że jego wiara szuka zrozumienia, jeśli chce czegoś podobnego oczekiwać od wiernych.”- to cytat z artykułu 5, ( bo zaliczam się do tego grona osób, które preferują na kazaniach wyjaśnienia dogmatyczne ;):):)- no, taka dociekliwa jestem ;):) a poważnie, to mi ten cytat ciekawie się zestawia z wątkiem zawartym w artykule o teologu i prostej babie, a także z książką wyżej promowaną Każdy jest teologiem. Myślę ( i chyba to słowo jest kluczem otwierającym wiele drzwi), że zestawienie wiary i rozumu, jest tylko z pozoru proste, oczywiste i wykonywane. Gdyby tak było świadomych tego, o czym mówią, księży kaznodziejów niedzielnych, byłoby znacznie więcej, a i wierni preferowaliby dociekliwość, a nie sześć dni tygodnia traktowali, jak przeczekanie między jedną, a drugą niedzielą. Aby wierzyć trzeba być obdarzonym łaską- naturalnie. Tylko, że z tą wiarą jest jak z talentem, aby śpiewać operowo, sam dar głosu, chociażby unikatowego, nie wystarczy. Dlatego trzeba wiedzieć w co się wierzy, aby móc wierzyć prawdziwie, z pełnią wymiaru i nie zmęczyć się, względnie znudzić w połowie drogi.
Bardzo trafna i mądra seria artykułów, poruszających ważne zagadnienie, szerokie bardzo, ale udało się zamknąć temat w czytelnej, ciekawej i zwięzłej całości.
Dlatego trzeba wiedzieć w co się wierzy, aby móc wierzyć prawdziwie, z pełnią wymiaru i nie zmęczyć się, względnie znudzić w połowie drogi – bardzo ładnie powiedziane.
Dziękuję za dobre słowo o serii artykułów w „Znaku”. Mam nadzieję, że w jakiś sposób przyczyniły się do popularyzacji teologii i może chociaż parę osób przekonały, że teologia jednak do czegoś się przydaje.