Wolność kocham i rozumiem – na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku śpiewali Chłopcy z Placu Broni. O ile pierwsza część tego zdania nie dziwi, o tyle druga jest odważną deklaracją. Nad zrozumieniem fenomenu i istoty wolności od wieków biedzą się bowiem najtęższe umysły ludzkości i nic nie wskazuje na to, by kiedykolwiek ich wysiłek się zakończył. Wolność stanowi również poważny problem dla teologii. Czy człowiek jest bowiem na tyle wolny w doczesności, by jego decyzje, uwarunkowane wieloma czynnikami, mogły decydować o jego losie wiecznym? Czy jest on w stanie podjąć ostateczną decyzję przeciw Bogu? I czy wolność jest czymś, wobec czego sam jej Stwórca i Dawca okazuje się całkowicie bezradny?
W jednym z opowiadań Isaaca Singera biblijny Lot został ukazany jako znakomity prawnik, będący w stanie wybronić najgorszych przestępców. Chcąc dostać się do Sodomy, w której spodziewał się wiele zarobić, by udowodnić strażnikom miejskim swoje zdolności, opowiedział im, jak wybronił ojco- i matkobójcę, wykazując, iż trzeba mieć dla niego szczególne względy… gdyż jest sierotą.
Dzisiaj nie tylko prawnicy w sądach chwytają się podobnych sposobów obrony swoich klientów, ale my sami tak właśnie bronimy się przed odpowiedzialnością za własne czyny. Jakże możemy ją ponosić, skoro takie, a nie inne nasze działanie jest spowodowane traumatycznymi przeżyciami w dzieciństwie czy systemem społecznym? Należą nam się szczególne względy, bo w istocie nie jesteśmy wolni. Jesteśmy zniewoleni naszymi przeżyciami, naszą sytuacją życiową, naszym losem. Ta nasza niewolna wolność o niczym nie może przesądzać, a na pewno nie o wieczności. Abraham Joshua Heschel dostrzegał, iż olśniewający wachlarz narastających dowodów determinizmu sprawia, że trudno nam uwierzyć w wolność. Mimo to podkreślał, iż bez takiego wierzenia życie moralne traci sens. Trafnie wskazywał, że nie traktując poważnie wolności, nie można brać poważnie człowieczeństwa[1]. I chociaż jej natura, jak podkreśla Heschel, stanowi tajemnicę, to naszym zadaniem jest uwierzyć w wolność, bo stawką jest tutaj nasze człowieczeństwo. Zrozumieć tę tajemnicę w jakimś stopniu pomaga spojrzenie na wolność w kategoriach teologii spotkania i dialogu. To jednak nie przekreśla zasady, że tak naprawdę w wolność musimy uwierzyć.
Prawdziwe chwile wolności zdarzają nam się rzadko. Naprawdę wolni jesteśmy w czasie modlitwy, w zdarzeniach prawdziwej rozmowy z Bogiem. Wtedy człowiek staje się człowiekiem na wzór Boga, człowiekiem, który rozmawia. Wieczność jest przedłużeniem tego stanu modlitwy, momentem wolności, kiedy wolność naprawdę zakwita.
Nawet jeśli przyjmiemy najprostszy wniosek, że aby być bardziej wolni, powinniśmy więcej się modlić, nie przeczy to temu, że nieczęsto doświadczamy modlitwy głębokiej, kiedy to czujemy, że coś w niej się wydarza. Jest to jednak wskazówka, że droga do naszej wolności w świecie prowadzi przez rozmowę, dialog. To modlitwa powinna sprawić, że poczujemy się wolni. Tylko gdy się modlimy, jesteśmy w stanie uwierzyć do końca w swoją wolność, w modlitwie jesteśmy w stanie przyjąć, że jesteśmy wolni.
Wniosek jest więc w pewnym stopniu zaskakujący: jesteśmy najbardziej wolni dzięki temu, co z wolnością się nie kojarzy, co wręcz przeciwnie – kojarzy się z jakimś przymusem. Nie ma bowiem co przekonywać, że modlitwa przychodzi nam z łatwością. Heschel trafnie przedstawia nasz stosunek do modlitwy:
My nie odrzucamy modlitwy. Czujemy tylko, że nasz język jest związany, nasz umysł ociężały, nasz wewnętrzny wzrok przyćmiony, kiedy mamy właśnie otworzyć bramę prowadzącą do modlitwy. My nie odrzucamy modlitwy, tylko się nie modlimy[2].
A jednak to w niej jesteśmy w stanie oderwać się od naszego ego, które raczej nas tyranizuje, jak wskazuje Heschel, niż jest przyczyną naszej wolności, możemy modlić się wbrew naszemu ego. Dlatego uwierzyć w wolność jesteśmy w stanie tylko dzięki uwierzeniu w modlitwę, w to, że jesteśmy w stanie się modlić.
Kto potrafi nas przekonać, że musimy, nawet jeśli nasz wzrok jest przyciemniony, otwierać bramę do modlitwy – właśnie po to, by odzyskać wolność? Kto jest w stanie nas takiej modlitwy, a ostatecznie wolności, nauczyć? Kto powie nam, że kochanie wolności zakłada również umiłowanie modlitwy? Czy znajdziemy to wszystko w naszych kościołach, w których staramy się nie pamiętać o tym, że, jak mówi św. Paweł w Liście do Galatów ku wolności wyswobodził nas Chrystus (Ga 5, 1), w kościołach, w których ze wszystkich sił przymykamy drzwi wolności? Zadanie przekonania nas, że możemy się modlić, a co za tym idzie, że możemy być wolni, spoczywa na teologach, którzy nie mogliby nimi być, gdyby nie byli ludźmi modlitwy. Romano Guardini syntetycznie wyraża przekonanie teologów, że prawdziwa teologia powinna być teologią klęczącą:
Kiedy Tomasz z Akwinu mówi, że stworzył swoją Summę na kolanach, to nie jest to pobożna obserwacja, ale pewne założenie metodologiczne, aktualne dla każdej autentycznej pracy teologicznej. Nie oznacza to tylko, że teolog powinien być pobożny, że powinien błagać o pomoc Boską: to wszystko miałoby znaczenie czysto osobiste. Oznacza to raczej, że żywy akt wiary i jego konkretna aktywacja w modlitwie i działaniu chrześcijańskim jest metodologicznym fundamentem myśli teologicznej, tak jak rozumienie dzieła sztuki jest fundamentem każdej możliwej estetyki. Na pewno nie jest przypadkiem, że naprawdę wielcy teologowie byli świętymi, ludźmi modlitwy. Nie było to dla nich czymś dodatkowym, ale sprawą zasadniczą, zwłaszcza tu, w teologii[3].
W świecie, w którym wolność się kocha, ale się w nią nie wierzy, ci, którzy doświadczają wolności w modlitwie, są w stanie przekonać współczesny, wątpiący świat o możliwości modlitwy, a co za tym idzie, również wolności. By to jednak zrobić, sami muszą mieć pewność, że nie są one utopią. Warto jednak przekonywać o wartości wolności, bo jak przestrzegał M. Grechuta w swojej piosence, Wolność to skrzypce z których dźwięków cud / Potrafi wyczarować mistrza trud / Lecz kiedy zagra na nich słaby gracz / To słychać będzie tylko pisk, zgrzyt, płacz.
*
Wolność chyba łatwiej kochać niż zrozumieć. A jednak musimy starać się ją zrozumieć, bo bez tego przestajemy ją również kochać.
[1] A.J. Heschel, Bóg szukający człowieka, dz. cyt., s. 508.
[2] Tenże, Człowiek szukający Boga, dz. cyt., s. 43.
[3] R. Guardini, Pismo Święte i nauka wiary. Poznanie duchowe, które otrzymuje się w darze, Kielce 2002, s. 45.
Tekst oparty na fragmentach książki: Robert M. Rynkowski, Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem, Wydawnictwo WAM, Kraków 2015, s. 192.
