Może jest tak, że nie ma kogoś, kto by książkami filozoficznymi, teologicznymi zainteresował. Kto by pokazał, że są one ciekawe i dla ludzi. Może gdyby ktoś taki był, miałyby one szansę znaleźć się w kolejnych rankingach na wyższych miejscach.
Tak się jakoś złożyło, że dopiero dzisiaj uświadomiłem sobie, że zostały już ogłoszone wyniki Ogólnopolskich Wyborów Książek (stało się to 2 czerwca). Wybory sprowadzały się do tego, że zadaniem ucznia było podanie maksymalnie trzech tytułów najciekawszych (jego zdaniem) książek, które czytał w ciągu ostatnich dwóch lat. Wyniki podzielono według etapów nauczania, czyli na kategorie: klasy I-III, klasy IV-VI, gimnazja, szkoły ponadgimnazjalne. W tekście skupię się na wynikach wyborów w tej ostatniej kategorii.
Jakie są więc najpopularniejsze książki wśród licealistów (i nie tylko, bo i innych niż licea szkół ponadgimnazjalnych)? Najpierw zastrzeżenie, że w przypadku serii książek nie dzielono głosów na poszczególne części, ale zaliczano jako głosy na całą serię. Zatem 1. miejsce zajęła seria 50 twarzy Greya (James E. L.) z wynikiem 13529 głosów; 2. seria Wiedźmin: Saga o wiedźminie (Sapkowski A.) z wynikiem 6916 głosów; 3. Gwiazd naszych wina (Green J.) z wynikiem 6678 głosów. Popularny do niedawna Zmierzch (Meyer S.) znalazł się dopiero na 10. miejscu z wynikiem 2593 głosy, a wyprzedziły go między innymi Harry Potter (Rowling J. K.) czy książki J.R.R. Tolkiena Hobbit i Władca Pierścieni. Rekordzistą pod względem liczby tytułów książek zgłoszonych przez uczniów szkół ponadgimnazjalnych okazał się Stephen King – 42 tytuły. Ciekawych szczegółowych wyników (200 pozycji na liście) odsyłam na stronę konkursu. Jako teologa zainteresowało mnie, czy na liście tej znajdą się książki, które można określić jako religijne (o teologicznych nie śmiałem nawet marzyć), skoro książki religijne w 2014 r. czytało 2,6% Polaków (czytających), a kupowało 1,4% (raport Instytutu Książki).
O dziwo, takie książki są. Na 37. miejscu z wynikiem 518 głosów znajduje się książka , Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu; na 46. miejscu z wynikiem 437 głosów – książka Niebo istnieje… Naprawdę!; na 142. miejscu z wynikiem 102 głosów (w kategorii gimnazjum na 107. miejscu z wynikiem 135 głosów) – Biblia; na 175. miejscu z wynikiem 85 głosów – książka Williama P. Younga Chata. No cóż, oprócz Biblii nie są to szczególnie ambitne książki religijne, a ich wyniki nie są, delikatnie mówiąc, imponujące, zwłaszcza w porównaniu z czołówką rankingu.
Może jednak z drugiej strony trzeba cieszyć się tym, co jest, bo na przykład książek o jakimś zabarwieniu filozoficznym czy historycznym w ogóle nie udało mi się wypatrzyć w tym zestawieniu. Ciekawe, że ani w rankingu dla szkół ponadgimnazjalnych, ani w rankingu dla szkół gimnazjalnych nie ma na przykład książki Świat Zofii, która jest klasyką, jeśli chodzi o filozofię dla niefilozofów. Wydaje mi się jednak, że powinna martwić i skłaniać do pewnych działań taka czołówka rankingu.
Dlaczego martwić? Ano chociażby dlatego, że owi czytelnicy 50 twarzy Greya w dużej części staną się studentami. Znajomy, który wykłada na jednym z najlepszych uniwersytetów w Polsce (naprawdę czołowym), opowiadał, że na zajęciach z literatury staropolskiej student zapytał go, czy może mu zadać pytanie, na które nikt do tej pory nie udzielił poprawnej odpowiedzi. Gdy usłyszał, że może, padło owo pytanie: „Ile wcieleń ma wampir?”. Można podejrzewać, że ten student należał do pokolenia, dla którego ulubioną lekturą był Zmierzch. Aż strach pomyśleć, o co będą pytali studenci wychowani na 50 twarzach Greya. A o co będą pytali swoich wykładowców ci, których ulubioną lekturą jest Niebo istnieje… Naprawdę!?
Powie ktoś, że przecież książki poważne są za poważne, że nie dla młodzieży, że nie ma co się dziwić, że lepiej, gdy się czyta coś niż nic. A jednak nie do końca jest to słuszne podejście. Moją pierwszą książkę, nie najłatwiejszą, „Każdy jest teologiem. Nieakademicki wstęp do teologii” recenzowała trzynastolatka (Książki inna rzeczywistość) i dała radę. Może raczej jest więc tak, że nie ma kogoś, kto by takimi książkami, filozoficznymi, teologicznymi, zainteresował. Kto by pokazał, że są one ciekawe i dla ludzi. Może gdyby ktoś taki był, miałyby one szansę znaleźć się w kolejnych rankingach na wyższych miejscach.

