Wrzuciłem kiedyś na Facebooka krótki post: „Mądrości, mądrości nam potrzeba”. Parę lajków i komentarzy było, ale bez szału. Niby nie ma co się dziwić. Znajomy z żalem opowiada, że gdy wrzuca na Facebooka mądre cytaty z Ojców Kościoła, lajków jest ledwie kilka, ale gdy wrzucił po przeprowadzeniu się do nowego akademika post „Ri.. Ri.. Riviera” (niestety, nie pamiętam prawdziwej nazwy tego akademika), lajków było zatrzęsienie.
Jest jednak w naszej wierze coś takiego, że jakby w ogóle nie pamiętamy, że w Biblii są również księgi mądrościowe, w których mądrość jest wręcz przedstawiana jako współpracowniczka Boga w stwarzaniu świata. Nic więc dziwnego, że księgi te wskazują, że to jej przede wszystkim człowiek powinien pożądać, ją powinien zdobywać. Dlaczego więc jakbyśmy nagle przestali jej w wierze potrzebować? Dlaczego nie widać książek, artykułów, w których z równym zapałem jak do praktykowania różnych pobożnych zachowań wzywano by nas do zdobywania mądrości, skoro jest ona miła Bogu?
