Choć Leszek Kołakowski nie był teologiem (w ścisłym znaczeniu), chciałbym się odwołać do jego eseju „Jezus ośmieszony”. Otóż odnoszenie do wiary pojęcia mitu nie jest czymś, co łatwo możemy zaakceptować, gdyż mit kojarzy się z jakąś nieprawdziwą historią, wymysłem wyobraźni. Tymczasem Kołakowski rozumie mit jako formę opowieści o prawdzie. Żeby mit był żywy, trzeba w niego wejść, wtedy staje się on czymś oczywistym, nie potrzebuje dodatkowych wyjaśnień, potwierdzeń prawdziwości. Kołakowski myśli o Jezusie prawdziwym, tzn. prawdziwie i rzeczywiście obecnym w naszej historii. A ta obecność obejmuje wszystkie słowa, modlitwy, cuda i czyny Jezusa. Mit nie utożsamia się więc z nieprawdą.
Może więc nie ma powodów, by obawiać się odnoszenia do wiary pojęcia mitu? Może chodzi raczej o to, by w ten mit spróbować właśnie wejść? By spróbować zrozumieć, co ten mit nam przekazuje? Taką próbę w odniesieniu do historii o uczniach z Emaus w swojej książce „Emaus” podjął Andrzej Draguła i jest to próba udana.
