Ks. Andrzej Draguła się zdenerwował. Podobnie jak Zinedine Zidane w meczu finałowym mistrzostw świata w 2006 r. na Marco Materazziego. Tyle że Francuz główkował winowajcę, a ks. Andrzej Draguła główkuje również tego, który tylko obok Materrazziego stał. No dobrze, można i tak, na pewno podnosi to widowiskowość meczu, chociaż z futbolem raczej mało ma wspólnego, więcej z rugby, co o tyle może dziwić, że autor zarzuca innym, że czekają na tego rodzaju widowisko w Kościele.
Przeczytałem jeszcze raz uważnie swój tekst, bo nikt nie jest doskonały i być może nie pamiętam już, że zawarłem w nim twierdzenia, które przypisuje mi ks. Andrzej Draguła. Ale nie, w żadnym miejscu nie znalazłem niczego, co wskazywałoby, że oczekuję na teologów nieortodoksyjnych i to na dodatek liberalnych, krzykaczy mających parcie na szkło. Doszukałem się tylko w swoim tekście, że oczekuję na wielu dobrych teologów. Skąd wniosek, że dobry teolog to według mnie liberalny nieortodoksa mający parcie na szkło? To zapewne wie tylko ks. Andrzej Draguła, podobnie jak tylko Zidane wie, co usłyszał od Materrazziego, albo co mu się zdawało, że usłyszał.
Swietnie, że ks. Andrzej Draguła pragnie się dokształcić w dziedzinie katechetyki na poziomie szkoły podstawowej czy przedszkola (wszak mali Brazylijczycy dostają sprężyste piłki w szkółkach piłkarskich, a teologiczne sprężyste piłki zamiast piłek lekarskich miałyby dostawać dzieci w szkołach na katechezie). Nie mogę jednak mu w tym pomóc, bo nie jestem specjalistą od katechetyki, nigdy nie uczyłem w szkole. Prawdę powiedziawszy, spodziewałem się, że po publikacji artykułu w TP pojawi się fala krytyki ze strony tych, którzy katechezy uczą, bo są takie a takie trudności, bo nie da się tego zrobić, bo szkoła to nie uniwersytet. Tymczasem krytyka przychodzi od teologa, który powinien raczej się cieszyć, że być może w wyniku tego, że dzieci zostaną odpowiednio zachęcone w szkole do myślenia teologicznego, czyli rozmowy o Bogu, będzie miał więcej kandydatów na przyszłych Rahnerów. No prawda, ks. Andrzej Draguła nie krytykuje pomysłu kółek teologicznych w szkołach, być może ze zdenerwowania go nie zauważył. Podobnie jak Zidane tego, że gra w meczu finałowym mistrzostw świata, ostatnim w swojej karierze.
No cóż, mimo wszytko cieszę się z tekstu ks. Andrzeja Draguły. Bo dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Nawet to, że Polska wygra z Niemcami, narodzi się polski Rahner, a ks. Andrzej Draguła spokojnie doczyta mój artykuł i powie, dlaczego nie podoba mu się pomysł traktowania, począwszy od przedszkola, każdego jak przyszłego teologa.
