Czy duszpasterz musi być szczególnie wykształcony teologicznie? Może teologia przeszkadza, bo wierni nie oczekują i nie potrzebują skomplikowanych rozważań teologicznych? Może wystarczy, by był zaangażowany? To, że do bycia wybitnym duszpasterzem nie potrzeba wiedzy teologicznej, zdaje się potwierdzać przykład Jana Marii Vianney’a (patrona proboszczów), który ledwie ukończył seminarium, a w Ars głosił bardzo proste kazania o kilku sprawach: grzechu i jego skutkach, pokucie, odzyskaniu łaski uświęcającej, Eucharystii, modlitwie.
Pewnie ma rację Benedykt XVI, że Vianney swoim przepowiadaniem poruszył ludzkie serca, bo jego serce było poruszone. Co jednak powiedzieć o jego kazaniach o czyśćcu? „Ogień w czyśćcu jest ten sam co w piekle; różnica na tym tylko polega, że nie jest wieczny. Dałby Bóg, żeby która z tych dusz biednych, które tam przebywają, stanęła dziś na moim miejscu otoczona ogniem ją pożerającym i opowiedziała sama męczarnie swoje, napełniła ten kościół swymi jękami”. Może gdyby nie tylko jego serce było poruszone, ale również i umysł, te kazania byłyby lepsze?
