Pytanie bez odpowiedzi?

Możemy w nieskończoność litować się nad losem much łapanych w sieci. Tylko co nam to da?

Stawiamy pytania o zło świata. Dlaczego ludzie cierpią? Dlaczego się zbijają? Dlaczego są choroby i różnego rodzaju katastrofy naturalne? Dlaczego zwierzęta się pożerają? Pytania te kierujemy również do Boga. Problem jednak w tym, że często do Boga… który żadną miarą nie może na nie odpowiedzieć. Bo czy nie jest przypadkiem tak, że nasze pytania o zło świata stawiamy Bogowi filozofów, nieporuszonemu poruszycielowi, który z natury rzeczy nam nie odpowie? Że stawiamy je Bogowi Spinozy, nie zaś Bogowi Abrahama, Izaaka, Jakuba?

Być może zachowujemy się jak Hiob i jego przyjaciele. Andre Lacocque (por. Paweł Śpiewak, „Bóg natury i Bóg historii”) uważa, że kluczem do zrozumienia Księgi Hioba są używane w niej imiona Boga. Jest on określany jako Elochim, Szadaj, a najczęściej Eloach (41 razy) oraz najstarszym z imion – El (55 razy). Pod imieniem JHWH, zwanym Tetragrammatonem – imieniem tajemnym, niewypowiadanym – pojawia się dopiero jako ten, który mówi z wichru. Przyjaciele Hioba, nie-Izraelici, odnosili się do Boga jako do Eloach, El, Szadaj. Byli monoteistami i wierzyli, że Bóg zawsze nagradza osoby cnotliwe, z czego wynika, że za swoje cierpienia Hiob musi sam odpowiadać. Sprawiedliwość pojmowali jako element konstytutywny dla porządku kosmicznego. Hiob mógł tylko bronić się przed zarzutami, że coś złego uczynił. Stawiał Bogu dawnych imion nierozumne i niemożliwe do spełnia wymagania. Przełom następuje wtedy, gdy objawia się nie „Bóg filozofów i uczonych”, ale Bóg Przymierza, Bóg Izraela, JHWH. Tylko wtedy Hiob może wyjść poza dotychczasowe schematy myślenia, w których był zatrzaśnięty. Bóg w wichrze oznajmia, że w stworzonym przez El wszechświecie nie ma sprawiedliwości, że słońce świeci tak samo na grzesznych, jak cnotliwych, że deszcz pada na pustynię bez żadnej przyczyny i celu. Trzeba się ugiąć przed faktami. Dobry nie znajdzie nagrody w tym porządku. Bogobojność nie zostanie nagrodzona, a być może takich nagród w ogóle nie ma. Przyroda ma swoje reguły, ale w tym obrazie ładu z pewnością nie ma miejsca na etykę. Natura nie odpowiada na ludzkie modlitwy. Hiob błądził, gdy wyzwał Boga El, Eloach na sąd. Oni nie odpowiedzieli. Odpowiedział JHWH i to On zwrócił się do osoby ludzkiej, podjął z nią dialog. Dopiero JHWH okazał swoje całkowite zobowiązanie wobec stworzonego. Przeskok od Boga tamtych imion do Boga Tetragrammatonu jest skokiem od religijności naturalnej do religijności przymierza, religijności żywej, historycznej.

Czy więc nie jest tak, że tak jak Hiob zadajemy pytania El, Eloach, nie zaś JHWH? Że stawiamy je nieporuszonemu poruszycielowi, nie zaś poruszonemu nieporuszycielowi, który w Jezusie Chrystusie przed nami przeszedł drogę zła i cierpienia? Ale jeśli tak jest, to trudno się dziwić, że nie otrzymujemy odpowiedzi.

Czy jednak coś zmienia to, gdy pytania postawimy Bogu żywemu? Bo czy ktokolwiek otrzymał odpowiedź? Nawet odpowiedź otrzymana przez Hioba nie wyjaśnia wszystkiego, jeśli chodzi o zło świata.

Odpowiedź taką uzyskali prorocy, choć raczej nie zadawali Bogu pytań o przyczynę cierpień świata zwierzęcego. Jak bowiem czytamy w Księdze Amosa:

Bo Pan Bóg nie uczyni niczego,
nie objawiwszy swej tajemnicy
sługom swym, prorokom. (Am 3, 7)

Jaka była ta odpowiedź? Taka, że człowiek Boga obchodzi, że Bóg troszczy się o człowieka, że człowiek jest Bogu potrzebny, że nic, co dotyczy dobra i zła, nie jest trywialne w oczach Boga. No i że człowiek w tym niesprzyjającym świecie powinien odpowiedzieć Bogu swoim życiem. O tym, jak powinna wyglądać ta odpowiedź, pisze o. Jacek Salij:

Jedynie słuszną postawą jest oczywiście postawa trzecia: zbieranie w sobie energii ducha, żeby nie poddawać się złu, wysuszać jego źródła, nie dać się załamać nieszczęściom które mnie samego spotykają, starać się pomagać bliźniemu w dźwiganiu jego losu. Człowiek, który wybrał postawę trzecią, szybko się przekonuje, że wcale nie jesteśmy tacy bezradni wobec potęgi zła, jakby się początkowo mogło wydawać. Jest w nas tajemnicza zdolność unieszkodliwiania głównego żądła, jakie potęga zła przeciw nam kieruje. Od strony zewnętrznej biorąc, wszystko może być nadal straszne: nadal podlegamy chorobom i nieszczęściom, nadal jesteśmy bezsilni wobec przemocy i złej woli, nadal doświadczamy trwogi i przygnębienia. Jeśli jednak dostąpiliśmy udziału w tej cudownej mocy duchowej, która przeprowadza człowieka bezpiecznie przez największe nawet utrapienia, i jeśli podajemy dłoń udręczonemu człowiekowi — żadne zło nie osiągnie swojego najgroźniejszego celu: Żadne zło nie jest wówczas w stanie uczynić mojego życia bezsensownym. A to jest bardzo wiele, to jest naprawdę bardzo wiele. To dowodzi, że po stronie człowieka doświadczającego cierpień i niesprawiedliwości stanął sam Bóg.

Możemy w nieskończoność litować się nad losem much łapanych przez pająki w sieci i przyklejających się do lepów. Tylko co nam to da?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *