Archiwum kategorii: Bez kategorii

Teologiczne pars pro toto

Bycie teologiem to nie tylko refleksja nad swoją wiarą, ale również rozmowa z Bogiem, modlitwa, poznawanie Go w osobistym doświadczeniu. Czy nie mówilibyśmy zatem o drewnianym żelazie, gdybyśmy twierdzili, że ktoś, kto rozmawia z Bogiem, modli się do Niego, jednocześnie jest kryptoateistą?

W jednym z Tadeuszem Zatorskim – autorem artykułu „Wiemy zbyt wiele”. Czy teolog może nie być ateistą? w lutowym „Znaku” – zgodzić się trzeba: dziwny to byt teologia i niełatwy do opisania, ba, sami teologowie mają problemy, by go zdefiniować, o czym świadczy wielość definicji teologii. To jednak nie znaczy, że jedyną drogą do określenia tego bytu, a przy okazji zadania dość zaskakujących pytań i udzielenia podobnie zaskakujących odpowiedzi, jest stosowanie zabiegu retorycznego pars pro toto. Autor stosuje go w przynajmniej dwóch obszarach i raz jest to użycie, jak zakładam, zupełnie świadome, a raz być może nie. Czytaj dalej

Bóg rzeczy małych

Sam Bóg ukazywany jest przecież jako ten, który zamyśla się nad ludzką niedolą, a nie kontempluje wieczne idee.

Łk 4, 1-13 – Bóg to nie On

Istota szatańskiego kuszenia to próba wejścia diabła w relację człowieka z Bogiem, przecięcia jej, przestawienia na relację Ja-On. Jezus tej pokusie się oparł, ale jak wskazuje Łukasz, szatan nie zrezygnował ze swoich zamiarów: odstąpił od Niego do czasu.

(1) Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni (2) czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. (3) Rzekł Mu wtedy diabeł: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem. (4) Odpowiedział mu Jezus: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek. (5) Wówczas powiódł Go [diabeł] w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata (6) i rzekł do Niego diabeł: Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je dać, komu zechcę. (7) Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje. (8) Lecz Jezus mu odrzekł: Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. (9) Zawiódł Go też do Jerozolimy, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. (10) Jest bowiem napisane: Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, żeby cię strzegli, (11) i na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. (12) Lecz Jezus mu odparł: Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. (13) Gdy diabeł dopełnił całego kuszenia, odstąpił od Niego do czasu.

Opis Łukasza zdaje się nie pozostawiać wątpliwości co do tego, że właśnie na pustyni Jezus miał do czynienia z rozumianym osobowo (w sensie postaci, a nie jakiegoś nieokreślonego zła) diabłem. W tekście ewangelii stosowane jest bowiem słowo diabolos, oznaczające przeciwnika, oskarżyciela, oszczercę, używane zamiast hebrajskiego słowa śatan, wskazującego kusiciela pierwszych ludzi czy Hioba.

Po co jednak Jezus miałby być kuszony? Przecież trudno sobie wyobrazić, że jako Bóg-Człowiek mógłby ulec diabelskiej pokusie. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że „nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu” (Hbr 4,15). Zatem Jezus po to jest kuszony jako człowiek, by poznać, czym jest człowieczeństwo, by być Bogiem bliskim nam wszystkim. Najchętniej używany przez Niego na określenie samego siebie tytuł „Syn Człowieczy” to po hebrajsku ben-’ādām i przypomina on, że każdy człowiek jest synem Adama, potomkiem pierwszego człowieka. Trudno więc wyobrazić sobie potomka Adama, któremu obce byłyby doświadczenie pokusy i konieczność walki duchowej.

Dlaczego jednak kuszenie odbywa się na pustyni? Ważna jest symbolika liczby czterdzieści i pustyni. Czterdzieści to symbol odpowiednio długiego czasu, dojrzałości i cierpliwości człowieka, gotowości nasłuchiwania. Trzy cytaty z Księgi Powtórzonego Prawa, do których Jezus się odwołuje, gdy odpowiada diabłu (por. Pwt 6,13; 6,16; 8,3), to głos ludu Izraela pod koniec wędrówki przez pustynię, gdy Izraelici doświadczali dużych pokus. Oni im ulegli, Jezus – nie. Ale istotne jest również to, że według rabinów hebrajskie słowo midbār oznaczające pustynię jest złożeniem dwóch słów: przyimka min/mi oznaczającego między innymi kierunek pochodzenia, a więc „od”, „z”, oraz słowa dābār, które jako rzeczownik znaczy „słowo”, a jako czasownik – „mówić”, „rozmawiać”. Tak więc po hebrajsku „pustynia” to miejsce z-którego-przemawia-Bóg (więcej: Kuszenie Jezusa na pustyni). Może zatem tę zbitkę należy rozumieć tak, że jest to miejsce, w którym rozmawia, spotyka się z Bogiem, co zwłaszcza w przypadku Jezusa miałoby głęboki sens. Tak więc na pustyni Jezus jest sam na sam ze swoim Ojcem, rozmawia z Nim w modlitwie.

Na czym w gruncie rzeczy polega istota szatańskiego kuszenia? Jest w tym kuszeniu podobieństwo do rozmowy węża z Ewą w rajskim ogrodzie (Rdz 3, 1-7). Relację Ja-Ty, w której pierwsi rodzice bezpośrednio spotykali się i rozmawiali z Bogiem, przestawia na relację Ja-On, czyli rozmowę o Bogu jako o Nim („Czy rzeczywiście Bóg powiedział”…). Istota szatańskiego kuszenia to próba wejścia diabła w relację człowieka z Bogiem, przecięcia jej, przestawienia na relację Ja-On. Czymże innym jak nie próbą wciągnięcia Jezusa w rozmowę o Bogu jako o Nim jest mówienie o Bogu w taki sposób, że Jezus musiałby sobie zadać pytanie, czy rzeczywiście Bóg ma rację, gdy mówi, że nie samym chlebem człowiek żyje, że nie należy wystawiać Go na próbę i że Jemu samemu należy służyć? Jezus tej pokusie się oparł, ale jak wskazuje Łukasz, szatan nie zrezygnował ze swoich zamiarów: odstąpił od Niego do czasu.

Łk 4, 14-15 – moc Ducha

Być może to właśnie nie tyle sama nauka, ile właśnie ta widoczna w Jezusie moc Ducha sprawiała, że był nawet więcej niż chwalony. To by też tłumaczyło, dlaczego już wkrótce ta nauka wywołała ogromne oburzenie.

(14) Jezus powrócił z mocą Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. (15) I nauczał w synagogach, wychwalany przez wszystkich. (Biblia Poznańska)

Łukasz stosuje z pozoru dość dziwną konstrukcję: najpierw mówi o powrocie Jezusa i rozejściu się wieści o Nim, a dopiero potem o tym, że nauczał w synagogach i był za to chwalony. Wieść o Nim się rozeszła, zanim cokolwiek powiedział? Co sprawiło, że nagle stał się „sławny”? Czy tylko sam powrót? Co miałoby być w nim takiego spektakularnego? Być może rzeczywiście jest to, jak uważają niektórzy bibliści, podsumowanie całej działalności galilejskiej. Ale wyjaśnienie może być i inne. Wskazówką mogą być tutaj słowa „z mocą Ducha”. Duch pojawił się podczas chrztu w Jordanie, towarzyszył również Jezusowi podczas pobytu na pustyni. Moc ta musiała być jakoś widoczna w Jezusie, musiała z Niego emanować, wystarczyła do tego, by wieść o Nim się rozeszła.

Łukasz przedstawia Jezusa jako nauczyciela w synagogach, był On zapewne zapraszany jako wędrowny nauczyciel. Jest wychwalany przez wszystkich czy wręcz wysławiany, co ze względu na zastosowany czasownik doxazó miałoby stanowić odniesienie do czci należnej Bogu. Być może to właśnie nie tyle sama nauka, ile właśnie ta widoczna w Jezusie moc Ducha sprawiała, że był nawet więcej niż chwalony. To by też tłumaczyło, dlaczego już wkrótce ta nauka wywołała ogromne oburzenie. Może tak to już jest, że łatwiej podziwiać moc Ducha, niż słuchać mało przyjemnych dla siebie słów.

Łk 3, 23-38 – inspirujący rodowód

Niebezpodstawnie Łukasz jest uznawany za dobrego pisarza: z nudnej z pozoru genealogii potrafił zrobić interesujący i inspirujący tekst teologiczny.

(23) Sam zaś Jezus, rozpoczynając swoją działalność, miał lat około trzydziestu. Był, jak mniemano, synem Józefa, syna Helego, (24) syna Mattata, syna Lewiego, syna Melchiego, syna Jannaja, syna Józefa, (25) syna Matatiasza, syna Amosa, syna Nahuma, syna Chesliego, syna Naggaja, (26) syna Maata, syna Matatiasza, syna Semei, syna Josecha, syna Jody, (27) syna Jana, syna Resy, syna Zorobabela, syna Salatiela, syna Neriego, (28) syna Melchiego, syna Addiego, syna Kosama, syna Elmadana, syna Hera, (29) syna Jezusa, syna Eliezera, syna Jorima, syna Mattata, syna Lewiego, (30) syna Symeona, syna Judy, syna Józefa, syna Jonama, syna Eliakima, (31) syna Meleasza, syna Menny, syna Mattata, syna Natana, syna Dawida, (32) syna Jessego, syna Jobeda, syna Booza, syna Sali, syna Naassona, (33) syna Aminadaba, syna Admina, syna Arniego, syna Esroma, syna Faresa, syna Judy, (34) syna Jakuba, syna Izaaka, syna Abrahama, syna Tarego, syna Nachora, (35) syna Serucha, syna Ragaua, syna Faleka, syna Ebera, syna Sali, (36) syna Kainama, syna Arfaksada, syna Sema, syna Noego, syna Lamecha, (37) syna Matusali, syna Enocha, syna Jareta, syna Maleleela, syna Kainama, (38) syna Enosa, syna Seta, syna Adama, syna Bożego.

Zapewne mało kto ma dość samozaparcia, żeby przebrnąć przez wszystkie wyliczone imiona ludzkich przodków Jezusa (jeszcze gorzej jest w przypadku genealogii starotestamentowych). A jednak jest to tekst, któremu warto poświęcić nieco uwagi.

Rodowód Jezusa jest konieczny ze względu na skłonność starożytnych do określania tożsamości osoby właśnie przez rodowód. A jednak jest to rodowód w pewnym sensie symboliczny, co nie oznacza, że pozbawiony podstaw, bo Łukasz wskazuje, że  Jezus był domniemanym synem Józefa. Niewykluczone zresztą, że jest to rodowód Maryi, co miałoby tłumaczyć różnice między nim a rodowodem w Ewangelii Mateusza (Mt 1, 1-17, więcej o możliwych przyczynach tych różnic można przeczytać w artykule Sprzeczne rodowody Jezusa?). Łukasz już wcześniej wyjaśnił, kim jest Jezus, jednak tekst ten daje też podstawy do zastanowienia się nad kwestią synostwa Bożego.

Jeśli bowiem przyjmujemy, że Jezus był Synem Bożym (por. Łk 1, 35), czyli kimś równym Bogu, to na pewno kimś takim nie był Adam, stworzony przez Boga. Mówiąc o Adamie jako synu Bożym, Łukasz odwołuje się zapewne do starotestamentowego rozumienia synostwa Bożego jako wybrania kogoś i zlecenia mu specjalnej misji. W tym znaczeniu synem jest cały Izrael (Wj 4,22-23; por. Oz 11,1; Jr 31,9) czy król (Ps 2,7; Ps 89 [88],27-28). Ciekawe jednak jest to, że Jezus w Ewangeliach nigdy nie mówi wprost o sobie jako o Synu Bożym. Może wynika to właśnie ze świadomości, że jego Synostwo jest zupełni innego rodzaju niż synostwo Boże Starego Testamentu. Zarzut, że przekonanie o tym, że Jezus został potraktowany jako Syn Boży, powstało w wyniku literalnego odczytania słów mówiących o Jezusie jako o synu Bożym, jest nietrafny nie tylko ze względu na to, że ci, którzy mieliby dokonać takiego odczytania, musieliby świadomie pominąć chociażby słowa odnoszące się do Adama. Łukasz podobnie jak inni ewangeliści przytacza słowa Jezusa, w których podkreśla On, że jego relacja z Ojcem jest zupełnie innego rodzaju niż innych ludzi: „Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6, 36).

Niebezpodstawnie Łukasz jest zatem uznawany za dobrego pisarza: z nudnej z pozoru genealogii potrafił zrobić interesujący i inspirujący tekst teologiczny.