Archiwa tagu: papież Franciszek

Papieskie krainy śmierci

Głównym zadaniem jest strzeżenie człowieka przed krainami śmierci i zniszczenia.

W homilii papieża wygłoszonej w czasie Mszy św. inaugurującej pontyfikat (19 marca 2013 r.) moją uwagę zwrócił może rzadziej zauważany jej fragment, który jednak zdaje mi się dosyć istotny.

A kiedy człowiekowi brakuje tej odpowiedzialności [polegającej na opiece nad stworzeniem – R.M.R.], kiedy nie troszczymy się o stworzenie i o braci, wówczas jest miejsce na zniszczenie, a serce staje się nieczułe. Niestety w każdej epoce dziejów są „Herodowie”, którzy knują plany śmierci, niszczą, oszpecają oblicze mężczyzny i kobiety.

Wcześniej papież wskazał, że nie strzeżemy dzieła stworzenia wtedy, gdy nie strzeżemy Chrystusa: „Widzimy też jednak, co stanowi centrum powołania chrześcijańskiego: Chrystus! Strzeżemy Chrystusa w naszym życiu, aby strzec innych, strzec dzieło stworzenia!”. Papież wraca tu więc do podstawowej myśli ze swojej pierwszej papieskiej homilii: „jeśli nie wyznajemy Jezusa Chrystusa, to dzieje się źle. Staniemy się pozarządową organizacją pomocową, ale nie Kościołem, Oblubienicą Pana” (14 marca 2013 r.).  Można by więc dopowiedzieć, że bez wyznawania Chrystusa Kościół stanie się jedną z wielu pozarządowych organizacji ekologicznych. Ci, którzy nie są chrześcijanami (chociaż jest to też wyzwanie skierowane do chrześcijan), powinni z kolei czuwać nad swoimi uczuciami, swoim sercem, „gdyż z niego wychodzą intencje dobre i złe: te, które budują i te, które niszczą”. Zatem warunkiem strzeżenia stworzenia jest strzeżenie Chrystusa i samych siebie.

Co się dzieje, gdy tego nie robimy? Naszemu światu towarzyszą „znaki zniszczenia i śmierci”. Ale papież wskazuje tu głównie destrukcyjną działalność człowieka skierowaną przeciw człowiekowi, skoro mówi o herodach knujących plany śmierci. Chociaż więc można przewidywać wrażliwość ekologiczną papieża Franciszka, trzeba raczej zakładać, że będzie głównie się skupiał na – można powiedzieć – ekologii człowieka. Można przypuszczać, że będzie w przeważającej mierze będzie zachęcał do walki z „nieekologicznymi” krainami śmierci, piekłem na ziemi, które jedni ludzi przygotowują innym.

Tak więc głównym zadaniem chrześcijan i wszystkich ludzi dobrej woli jest strzeżenie człowieka przed krainami śmierci i zniszczenia.

Franciszek i diabeł

Franciszek wie, że w nie ma sensu budowanie zamków na piasku, zwłaszcza przesianym przez ojca kłamstwa.

Dziwna sprawa, ale chyba jak na razie nikt nie zwrócił uwagi na to – może dlatego, że bardziej zajmująca jest przeszłość papieża z okresu junty czy jego faktyczna lub rzekoma odmowa włożenia pelerynki –  że w obydwóch dotychczasowych swoich wystąpieniach wspomniał o diable. Najpierw, 14 marca 2013 r., w pierwszej papieskiej, poniekąd programowej, homilii w kontekście tego, że bez wyznawania Jezusa Chrystusa Kościół staje się pozarządową organizacją pomocową, powiedział: „Kiedy nie wyznaje się Jezusa Chrystusa, przypominają mi się słowa Léona Bloy: „Kto nie modli się do Boga, modli się do diabła”. Kiedy nie wyznajemy Jezusa Chrystusa, to wyznajmy doczesność diabła, doczesność szatana”. Dzień potem, 15 marca 2013 r., w przemówieniu do kardynałów powiedział: „Drodzy bracia, nigdy nie ulegajmy pesymizmowi i temu zgorzknieniu, jakie każdego dnia proponuje nam diabeł. Nie ulegajmy pesymizmowi i zniechęceniu: mamy mocną pewność, że Duch Święty daje Kościołowi, wraz ze swym potężnym tchnieniem, odwagę by wytrwać, a także poszukiwać nowych metod ewangelizacji, aby nieść Ewangelię aż po krańce ziemi (por. Dz 1, 8)”.

Czyżby papież Franciszek miał jakieś szczególne upodobanie do mówienia o diable? Warto zwrócić uwagę na to, na czym jego zdaniem polega to działanie szatańskie. Wygląda na to, że chodzi tu w głównej mierze o działanie przeciw Kościołowi, o zachęcenie go do rezygnacji z wyznawania Jezusa Chrystusa, zwątpienia w działanie Ducha Świętego. O wsączanie pesymizmu, że w dzisiejszym świecie taka wiara nie ma sensu, że trzeba raczej skupić się na doczesności, na świadczeniu pomocy na wzór organizacji pozarządowych i dać sobie spokój z głoszeniem Ewangelii. Zarażenie się tym pesymizmem sprawia, że zamiast Chrystusa wyznaje się doczesność, na dodatek nie doczesność przepełnioną Bogiem, ale uformowaną przez szatana. Ubóstwienie tej doczesności prowadzi do modlitwy do jej twórcy, nie zaś do Boga.

Po papieżu, który widział w swoim kraju piekło na ziemi, zło w czystej postaci, można by się spodziewać, że zwróci uwagę właśnie na ten aspekt diabelskości. A jednak wskazuje na działanie dużo bardziej subtelne, wymierzone w samo sedno wiary chrześcijańskiej i podważające samą jej istotę. To jego zdaniem jest dzisiaj najważniejsze zagrożenie, bez usunięcia którego nie za bardzo ma sens jakakolwiek działalność dobroczynna. Mówiąc więc o diable, mówi w istocie o wierze w Jezusa Chrystusa.

Nic więc dziwnego, że papież, po którym wszyscy spodziewają się, że będzie papieżem ubogich, właściwie jak dotychczas w oficjalnych wystąpieniach nie mówił na ten temat (co nie znaczy, że nie zwraca na to uwagi, bo zachęca swoich rodaków, do tego, by nie przyjeżdżali do Rzymu, a pieniądze przeznaczyli na pomoc ubogim). To papież, który wie, że w przypadku Kościoła nie ma sensu budowanie zamków na piasku, zwłaszcza gdy jest to piasek przesiany przez ojca kłamstwa.

Papież „niesoborowy”

Pierwsze wystąpienia papieża dają nadzieję, że nie pozwoli on swojej roli sprowadzić do szefa pomocowo-terapeutycznej organizacji pozarządowej, którego głównym zadaniem jest wyrzucenie złych urzędników.

Wyobrażam sobie: ósmy dzień wyborów. Wyborne: moje koleżanki i koledzy „przerobili“ już dawno Wikipedię i żeby czymś zająć antenę, zmuszeni są sięgnąć po świętego Anzelma i debatować o Tomaszu z Akwinu! Jestem pewien, że dwutygodniowe konklawe zrobiłoby dla edukacji religijnej społeczeństwa więcej niż wszystkie szkolne katechezy razem wzięte! – napisał Szymon Hołownia po wydobyciu się czarnego dymu z komina Kaplicy Sykstyńskiej.

Niestety, konklawe trwało krótko i z edukacji nic nie wyszło. Obawiam się jednak, że gdyby nawet konklawe trwało miesiąc, po Anzelma nikt by nie sięgnął. I zapewne nikt nie zadałby sobie pytania, jaki jest stosunek nowego papieża do Anzelma czy Tomasza z Akwinu. Czy jeśli chodzi o Wcielenie, to zgadza się z Tomaszem, że nie nastąpiłoby ono, gdyby nie było grzechu pierworodnego, czy raczej bliżej mu do Jana Dunsa Szkota, który sądził odwrotnie? A czy jeśli chodzi o rozumienie Trójcy Świętej, to jest on raczej po stronie tych, którzy uważają, że trzeba trzymać się terminologii wypracowanej na pierwszych soborach, czy raczej po stronie swojego współbrata Karla Rahnera, który chciał mówić o trzech „różnych sposobach subsystencji”? Czy jako ten, który widział i widzi zło, śmierć w swoim kraju i na swoim kontynencie, byłby skłonny podzielać przekonanie Hansa Ursa von Balthasara (też jezuity przez 20 lat), że można mieć nadzieję na zabawienie wszystkich?

Owszem, można powiedzieć, że nie każdy biskup musi „znać się” na tych kwestiach teologicznych, bo może skupiać się bardziej na działalności duszpasterskiej i sprawach społecznych. Słusznie jednak papież Franciszek powiedział w homilii 14 marca 2013 r. podczas Mszy św., którą po raz pierwszy odprawił jako biskup Rzymu: „jeśli nie wyznajemy Jezusa Chrystusa, to dzieje się źle. Staniemy się pozarządową organizacją pomocową, ale nie Kościołem, Oblubienicą Pana”. I dalej: „Chciałbym, aby wszyscy po tych dniach łaski mieli odwagę, właśnie odwagę, by kroczyć w obecności Bożej, z krzyżem Pana; by budować Kościół na Krwi Pana, którą przelał On na krzyżu, i wyznawali jedyną chwałę: Chrystusa Ukrzyżowanego”. Jezusa Chrystusa wyznaje się umysłem i sercem, a wydarzenia paschalne (męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa), o których wspomina papież, są istotą chrześcijaństwa (chociażby pytanie, czy centrum tych wydarzeń był Krzyż czy Zmartwychwstanie). Papież nie może więc nie być teologiem, tym bardziej że nieraz będzie musiał zająć stanowisko w skomplikowanych kwestiach teologicznych. Szkoda więc, że skupiamy się nie na tym, jak nowy papież wyznawał i wyznaje Jezusa Chrystusa, ale na tym, jak będzie, skoro prowadzi takie skromne życie, zarządzał Kościołem jako organizacją pomocową, albo co powie w sprawach moralnych, które co prawda są ważne, jednak wtórne w stosunku do teologicznego fundamentu wiary.

Może istotne jest również to, że Franciszek jest pierwszym papieżem od zakończenia Soboru Watykańskiego II, który w nim nie uczestniczył. Ciekawe może być więc pytanie, jak będzie on rozumiał ten sobór, czy jego spojrzenie na to najważniejsze w Kościele wydarzenie dwudziestego stulecia będzie jakoś się różniło od spojrzenia jego poprzedników. Czy będzie on w stanie odczytać i zrealizować przesłanie tego soboru, o co apelował Benedykt XVI? Niewykluczone, że jako człowiekowi niezaangażowanemu w obrady będzie łatwiej mu to zrobić. A kwestii doktrynalnych podjętych przez sobór, uznawany za duszpasterski, jest całkiem sporo, chociażby kwestia wartości zbawczej innych religii i związany z nią problem pluralistycznej teologii religii i teologii azjatyckiej (por. dyskusję na blogu Kleofas).

Pierwsze wystąpienia papieża dają nadzieję, że nie pozwoli on swojej roli sprowadzić do szefa pomocowo-terapeutycznej organizacji pozarządowej, którego głównym zadaniem jest wyrzucenie złych urzędników.

Franciszek – teologiczna niewiadoma

Wybór kard. Jorge Mario Bergoglio na papieża był dla mnie zaskoczeniem. Ale nie dlatego, że spodziewałem się wyboru któregoś z wymienianych głównych faworytów: kard. Angelo Scoli czy kard. Odilo Scherera. Po prostu wydawało mi się, że tym razem takie typowanie się nie sprawdzi i raczej będzie niespodzianka. Stawiałem jednak bardziej na np. Amerykanów, wydawało mi się również, że może to być Włoch, tyle że taki, którego nikt za bardzo się nie spodziewa.

Nowy papież jest jednak, przynajmniej dla mnie, ale jak sądzę, również i dla wielu innych, dość dużą niewiadomą. Trudność wynika przede wszystkim z tego, że nie są powszechnie znane jego poglądy teologiczne, jego duchowość, jego książki (żadna nie jest przetłumaczona na polski). Takiej trudności nie było w przypadku Benedykta XVI, z którego poglądami teologicznymi dosyć łatwo było się zapoznać. Co ciekawe, w zasadzie w żadnych informacjach nie mówi się o sylwetce duchowo-teologicznej nowego papieża, zwraca się raczej uwagę na jego poglądy z zakresu moralności i życia społecznego, które są znane bardzo dobrze. Jeśli chodzi o teologię, to wiadomo, że doktorat kończył w Niemczech we Fryburgu, czyli w miejscu urodzin i studiów Karla Rahnera, też jezuity i jednego z największych teologów XX w. Czy przejął coś z poglądów swojego wielkiego współbrata czy raczej poszedł inną drogą? Tego wszystkiego zapewne wkrótce się dowiemy, bo pewnie znajdzie się wydawnictwo, które wyda tłumaczenie np. jego ostatniej książki Mente abierta, corazón creyente (Otwarty umysł, wierzące serce). Wydaje się jednak, że to bardziej duszpasterz (co nie wyklucza myśli teologicznej) niż profesor teolog.

Bardziej znane są jego poglądy na moralność i życie społeczne. Wiadomo, że jest przeciwnikiem antykoncepcji, aborcji, eutanazji, małżeństw jednopłciowych… Niedawno w związku z „oczekiwaniami” wobec papieża, który powinien wszystko zostawić sumieniu wiernych, i pytaniami, dlaczego Kościół zakazuje tego czy tamtego, przyszedł mi do głowy pomysł, by możliwie jak najkrócej przedstawić te kwestie (trochę na zasadzie takiej: „Człowiek nie jest rzeczą, ma szczególną godność. Ponieważ nie jest rzeczą, nie wolno go zbijać”… itd.). Poglądy papieża Franciszka są bardzo dobrą okazją do tego, by możliwie najbardziej klarownie ukazać stanowisko Kościoła w sprawach moralnych, nawet jeśli sam papież w najbliższym czasie tego nie zrobi.

Nowy papież ujął wszystkich swoją skromnością. Tak się jakoś złożyło, że akurat wczoraj pisałem o setniku z Kafarnaum (Łk 7, 1-10), który mimo swojego znaczenia uważał się za zbyt małego, by do jego domu wszedł Jezus, nawet nie uznawał się za godnego, by rozmawiać z Nim osobiście. Jest tu jakaś zbieżność z papieżem, który uznaje, że zanim sam udzieli błogosławieństwa, powinien być „pobłogosławiony” przez zgromadzonych. Szczere (a mam wewnętrzne przekonanie, że tak właśnie jest) uznanie swojej „niegodności” w sytuacji, gdy obiektywnie jest inaczej, zasługuje na uznanie.

A już zupełnie na zakończenie pytanie o wrażliwość ekologiczną papieża Franciszka, której można by się spodziewać, skoro odwołuje się do św. Franciszka z Asyżu. Może mewa siedząca przed pojawieniem się białego dymu na kominie Kaplicy Sykstyńskiej, z której niektórzy żartowali, że to jakiś dziwny gołąb (w nawiązaniu do Ducha Świętego) albo że to szpieg z podsłuchem, jest jakimś symbolem tejże wrażliwości. 🙂