Miłość, wszędzie miłość

Dlaczego tak trudno przepłynąć między Scyllą straszenia piekłem i potępieniem a Charybdą niedostrzegania zła i grzechu?

love-580248_1280

W ostatnim wpisie Przepis na blog pozwoliłem sobie dać ironiczne rady, dzięki którym blog będzie pisał się niemal sam. Dwie z nich można streścić tak: pisz, że należy pokazywać Miłość Boga, bo dopiero, gdy człowiek ją zobaczy, będzie mógł się nawrócić, że Bóg jest nam bliski, że kocha nas bezwarunkowo, że największym problemem Boga jest to, że człowiek nie przyjmuje Jego miłości, że Bóg kocha nas w naszej grzeszności, że nie zależy mu na tym, byśmy nie grzeszyli, ale na tym, byśmy mu zaufali, że nas nie rozlicza, nie grozi, ale nas kocha, bo gdyby było inaczej, nie byłaby to miłość; podkreślaj, że nasze zbawienie jest Jego problemem. Na Facebooku czytelniczka zapytała jednak, czy gdy w 1 Liście Jana czytamy, że Bóg jest miłością (4, 8.16), to nie wywołuje to niechęci podobnej do tej wywoływanej przez krytykowanych blogerów, którzy piszą to samo.

Problem w tym, że krytykowani blogerzy, czy inni podobni im autorzy, nie piszą tego samego. Całe podobieństwo sprowadza się bowiem w gruncie rzeczy do słów Bóg jest miłością. Nawet sam 4 rozdział Listu Jana, w którym znajdują się wskazane słowa, mówi o konieczności wzajemnej miłości, którą uzasadnia to, że Bóg tak nas umiłował, że posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy (1J 4,10). Ale przecież w liście tym znajdują się również inne rozdziały, a w nich chociażby takie słowa: „Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego” (3,15). Autor listu przekonuje wprost, że kto trwa w Bogu, nie grzeszy, a kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku (1J 3,8). Czyli chyba grzech i miłość trochę jednak się wykluczają.

W krytykowanych tekstach, a napotykam ich w internecie – zwłaszcza w nim – wiele, przeraża naiwność i pewna jednostronność w rozumieniu miłości Boga. W skrajnej postaci sprowadza się ona do tego, że Bóg w zasadzie niczego od nas nie wymaga (inaczej nie byłaby to miłość), no, może z wyjątkiem tego, byśmy łaskawie pozwolili Mu zaprowadzić się do nieba. Tymczasem autor 1 Listu Jana mówi trochę co innego: Przykazanie zaś Jego jest takie, abyśmy wierzyli w imię Jego Syna, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie tak, jak nam nakazał. Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim (3,23-24); Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga (4,7). Wygląda więc na to, że jednak wymaga się od nas czegoś więcej niż tylko zaufania i powierzenia się miłości Bog. Znakiem narodzenia się z Boga jest miłość bliźniego.

W niedawno wydanej książce Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem pytałem, czy poglądy zwolenników nadziei powszechnego zbawienia – według których ludzie jawią się jako ci, którzy nawet jeśli czynią zło, nie są na tyle zamknięci na Boga, by niemożliwe było przekonanie ich siłą miłości do opowiedzenia się za Nim, a popełnione zło jest najczęściej wynikiem zranień z dzieciństwa, zła strukturalnego, układów społecznych, każdemu zaś w zasadzie udało się zrobić coś dobrego, więc nikt nie jest z gruntu zły, niemożliwe jest zamknięcie człowieka na Boga na wieki, a ten, kto w pełni rozumie konsekwencje swoich wyborów i wolny jest od zniewolenia przez zwodnicze iluzje i grzeszne pragnienia, nie będzie skłonny do odrzucenia Bożego daru zbawienia – nie onaczają, że człowiek jest taki sam jak Bóg, że jest to wizja „człowieka miłości”. Jednak jeśli nawet taka wizja „człowieka miłości” w tych poglądach zwolenników nadziei powszechnego zbawienia się kryje, to jest ona niczym w porównaniu z wizją „człowieka hipermiłości”, w której o czynieniu zła i grzechu wspomina się z pewnym zażenowaniem, bo przecież miłość, wszędzie miłość.

Oczywiście na drugim biegunie jest wizja, zgodnie z którą grzech, wszędzie grzech. Zastanawiające jest jednak to, dlaczego tak trudno, mimo że przecież takie ujęcie problemu obecne jest w Piśmie Świętym, przepłynąć między Scyllą straszenia piekłem i potępieniem a Charybdą niedostrzegania zła i grzechu. Czy może dlatego, że łatwo zwolnić się z odpowiedzialności i wszystko przerzucić na Boga?

1 komentarz do “Miłość, wszędzie miłość

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *