Co w polskiej teologii?

Niełatwo być prorokiem, zwłaszcza we własnym kraju, w którym coś, co wydawało się prawdziwe i oczywiste jeszcze rok temu, dzisiaj już takie oczywiste nie jest. Zwłaszcza gdy rzecz dotyczy futbolu i teologii… czy może raczej tego pierwszego. Bo weź tu twórz porównania, jak piłkarze robią ci dowcip i zaczynają strzelać bramki już od pierwszego meczu. No, co prawda nie od razu zwyciężają, co prawda tych bramek niezbyt wiele, ale i tak jest postęp, bo mecze ogląda się z większą przyjemnością niż kiedyś, a mecz o wszystko to nie drugi, ale trzeci mecz w turnieju. A co do tego ma teologia?Otóż wstęp do mojej książki „Każdy jest teologiem. Nieakademicki wstęp do teologii” rozpocząłem tak:

Z polską teologią jest jak z naszą piłką nożną: są stadiony, piłkarze, trenerzy, ale nie ma sukcesów. Mamy duże nadzieje, rzeczywistość przynosi jednak rozczarowania. I podobnie jak wiele jest pomysłów na to, w jaki sposób z drużyny z którejś dziesiątki w rankingu FIFA zrobić zespół liczący się w walce o najważniejsze trofea, tak samo wiele jest koncepcji uczynienia z naszego kraju teologicznej potęgi: bardziej otworzyć się na świat i jego problemy, nie bać się odważnego stawiania pytań, a nawet kwestionowania nauczania Magisterium Kościoła, albo wręcz przeciwnie, skupić się na obronie ortodoksji, angażować do pracy na uczelniach teologów świeckich… Pomysły być może słuszne, ale efekty jak na razie marne. A przecież tak jak nie jesteśmy jako naród antytalentami piłkarskimi, bo mieliśmy swoje sukcesy, chociażby te z czasów Kazimierza Górskiego, podobnie nie jesteśmy z natury słabymi teologami, o czym świadczą przykłady Józefa Tischnera, Michała Hellera czy Wacława Hryniewicza. Nie trzeba więc uprawiać czarnowidztwa, ale wierzyć, że dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe, również to, że Polska może dać Kościołowi nie tylko papieża, ale i wielu teologów tej miary co Hans Urs von Balthasar czy Karl Rahner.

 No i co? Okazuje się, że może już 16 czerwca te sukcesy w piłce nożnej będziemy mieli. Oczywiście, wyjście z grupy to jeszcze nie jest nie wiadomo jakie osiągnięcie. Oczywiście, w pewnym stopniu rację mają ci, którzy naszą drużynę nazywają legią cudzoziemską; trudno przypisywać Polsce wyszkolenie na piłkarza L. Obraniaka czy E. Polanskiego. Być może jednak pomysły F. Smudy na drużynę okażą się kluczem do sukcesu. Porównanie polskiej teologii z polskim futbolem może więc stać się nieaktualne… No tak, tylko czy nawet wygranie Euro powoduje, że kraj staje się piłkarską potęgą? Czy ktoś po tych mistrzostwach powie, że wszyscy grają, a na końcu i tak wygrywają Polacy? Czy ktoś, słysząc „piłkarz Polak”, od razu będzie chciał go mieć w swojej drużynie? Jedne mistrzostwa, nawet wygrane, nie uczynią z nas potęgi piłkarskiej. Do tego jeszcze daleka droga.

Smuci tylko to, że po drugiej stronie równania, czyli w teologii, trudno jak na razie dostrzec symptomy zmiany podobnej do tej w futbolu. Tam trochę jak w tym dowcipie o Smudzie: Co w polskiej teologii? Bez zmian.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *