Po rezygnacji papież być może będzie służył Kościołowi jako ten, którym jest niejako pierwotnie: jako teolog. Niewykluczone, że Bóg potrzebuje teraz Benedykta XVI w takiej właśnie roli.
Rezygnacja Benedykta XVI z urzędu, owszem, zaskoczyła mnie, ale jakoś specjalnie nie poruszyła. Fakt, jej konsekwencje dla sprawowania tego urzędu przez następców mogą być znaczące. Bardziej interesujące jest jednak dla mnie to, co teraz papież będzie robił. A jeśli założy się, że ma on jeszcze trochę sił duchowych i fizycznych, to mogą to być rzeczy zupełnie interesujące.
Kiedy w ubiegłym roku na zjeździe polskich dogmatyków zastanawiano się, czy należy kontynuować rodzący się właśnie zwyczaj zapraszania na te zjazdy gości z zagranicy, gdzieś na sali ktoś rzucił, że można by zaprosić tego, ktoś inny, że tamtego – nazwiska stawały się coraz poważniejsze. W końcu ktoś zażartował – czym wywołał śmiech – że można zaprosić Benedykta XVI i że na pewno przyjedzie. Dzisiaj ten żart nie byłby już śmieszny, bo papież, o ile zdrowie mu na to pozwoli, może jeździć, gdzie chce, w tym i na zajazdy różnych towarzystw teologicznych, a sądzę, że zaproszeń nie zabraknie. To bez wątpienia jeden z bardziej interesujących obszarów jego ewentualnej dalszej działalności.
Może jednak nie będzie chciał tym się zajmować, i to nie tylko ze względu na stan zdrowia. Wszak zapowiada powrót do swoich ukochanych książek. Mam wielką nadzieję, że będzie to nie tylko czytanie, ale i pisanie. Czy powstanie jakaś znacząca praca teologiczna? Mam nadzieję, że tak, tym bardziej że wszystko zarzuca się papieżowi, ale niewielu jest takich, którzy zarzucają mu, że jest słabym teologiem. Teraz będzie to na dodatek teolog, który będzie miał więcej czasu na to, co dla teologa jest bardzo ważne, czyli modlitwę.
Mam zatem nadzieję, że po rezygnacji papież będzie mógł służyć Kościołowi jako ten, którym jest niejako pierwotnie: jako teolog. Niewykluczone, że Bóg potrzebuje teraz Benedykta XVI w takiej właśnie roli.
