Każdy, kto kocha Boga, w pewnym sensie jest już teologiem, każdy, kto się modli, jest w pewnym sensie teologiem. Skąd zatem wzięło się przekonanie, że jest ona trudna, abstrakcyjna, a przede wszystkim oderwana od codziennego życia?
Rozmowa wyemitowana w Programie 2 Polskiego Radia w Magazynie Lumen 05.08.2013: Każdy jest teologiem.
Red. Jan Pniewski: Teologia uprawiana jako dyscyplina akademicka, a znajdująca swój wyraz w opasłych specjalistycznych opracowaniach, nie tylko wśród zwykłych wierzących nie budzi większego zainteresowania. Wydaje się bowiem nazbyt trudna, abstrakcyjna, a przede wszystkim oderwana od codziennego życia. Tym samym rodzi się podejrzenie, że teologia do niczego nie jest wierzącemu potrzebna. W najlepszym razie nie pomoże, a w najgorszym – zaszkodzi. Robert Rynkowski w książce zatytułowanej Każdy jest teologiem przekonuje, że w życiu wiarą teologia jest niezbędna. Jeśli zaś się tego nie dostrzega, to dlatego jedynie, że w ostatnich dwóch stuleciach, które były jej szczególnie niechętne, musiała usilnie walczyć o status nauki.
Robert M. Rynkowski: Teologia – tak mi się wydaje – przez to, że była bardzo mocno atakowana jako dziedzina, która w ogóle nie korzysta z osiągnięć nauki, poszła w taką stronę, że zaczęła bardzo mocno podkreślać swój status naukowości, czyli skupiła się na tym, żeby udowodnić, że jest taką nauką jak inne, że tak samo jak inne nauki ma prawo być na uniwersytetach, na uczelniach. W związku z tym stało się tak, że teologii poniekąd uciekł jej przedmiot. Tym przedmiotem, zgodnie z etymologią słowa „teologia” (theos – bóg, logos – nauka), jest Bóg, tak można powiedzieć najprościej. Tymczasem gdy teologia zagłębiła się w takie właśnie poszukiwanie swego statusu jako nauki, stało się tak, jak się wydaje, że jej przedmiot znikł jej z pola widzenia, czyli teologia przestała się zajmować… Może inaczej: nie przestała się zajmować Bogiem, bo oczywiście nim się zajmowała, ale bardziej zależało jej na tym, żeby pokazać właśnie, że jest nauką, że stosuje metody naukowe, że ma prawo być na uczelniach, na uniwersytetach.
Red. Jan Pniewski: Zamiast mówić o Bogu i o wierze, zaczęła mówić o problemach związanych z Bogiem i z wiarą.
Robert M. Rynkowski: Tak. Stało się w zasadzie tak, że za teologię można było uznać cokolwiek, co miało związek z życiem kościelnym, z życiem wiary. Może najlepszym przykładem tego, że teologia ma z tym poniekąd problem, jest to, że często właściwie mamy do czynienia z taką sytuacją, że za teologię uznaje się na przykład prace na temat jakiegoś pojęcia teologicznego w czyimś dziele, za teologię uznaje się prace na temat założyciela danego zakonu – takie prace najczęściej piszą skierowane na studia teologiczne zakonnice czy zakonnicy. Uznaje się, że to wystarczy, że to już jest teologia, i tego, kto napisze taką pracę, określamy jako teologa.
Red. Jan Pniewski: W takim ujęciu tak naprawdę teologię może uprawiać osoba zupełnie niewierząca.
Robert M. Rynkowski: Przy takim założeniu oczywiście można by tak uznać: że teologiem jest osoba, która – dajmy na to – analizuje metodami naukowymi Pismo Święte, czyli bada, jak ono powstawało, jak się kształtowało, jacy byli autorzy. W zasadzie można by kogoś takiego uznać za teologa. To zresztą zaczyna być widoczne na zachodzie Europy, gdy na przykład ktoś, kto traci coś, co nazywamy misją kanoniczną, czyli upoważnienie od biskupa do nauczania teologii, na przykład w wyniku tego, że zaczyna nauczać czegoś, co jest zupełnie niezgodne z nauką Kościoła, jednocześnie uznaje, że dalej ma prawo uprawiać tę naukę, teologię. Może się tak zdarzyć również w wypadku osoby, która w ogóle utraci wiarę.
Red. Jan Pniewski: W swojej książce stara się pan zdefiniować teologię, odwołując się nie do pojęcia nauki, lecz do pojęcia rozmowy.
Robert M. Rynkowski: Tak. W tej książce zależy mi na tym, żeby teologię trochę wyprowadzić z tego jej zamknięcia w murach uczelni, z tego ograniczania się w głównej mierze do analizowania problemów teologicznych, a nie tej relacji, która łączy człowieka z Bogiem. I wydaje mi się, że właśnie zdefiniowanie teologii za pomocą pojęcia rozmowy takie wyprowadzenie teologii poza ten zamknięty krąg problemów teologicznych umożliwia. Definiuję więc teologię jako taką racjonalną rozmowę o Bogu, w której uczestniczy sam Bóg. Uważam, że zastosowanie tego pojęcia rozmowy powoduje, że teologia obejmuje szersze dziedziny niż tylko samą teologię akademicką. Uważam bowiem – to zresztą jest zgodne z tym, co Kościół mówi od wieków – że każdy, kto kocha Boga, w pewnym sensie jest już teologiem, że każdy, kto się modli, jest w pewnym sensie teologiem. Jeśli zatem tak rozumiemy teologię i tak rozumiemy pojęcie teologa, to trzeba by uznać, że teologiem jest nie tylko ten, kto wykłada na uczelni, kto zdobył tytuł naukowy z teologii, ale że teologiem jest na przykład również duszpasterz, również mistyk; zresztą charakterystyczne jest to, że na przykład za doktora Kościoła uważa się Katarzynę ze Sieny, która właściwie nigdy profesjonalnie nie zajmowała się teologią.
Red. Jan Pniewski: Jeżeli definiuje się teologię jako rozmowę, to nie każde mówienie, nawet nie każda rozmowa o Bogu będzie uznana za uprawianie teologii. Jakie warunki musi spełniać rozmowa, żeby można było ją uznać za uprawianie teologii?
Robert M. Rynkowski: Za rozmowę o Bogu, którą można uznać za teologię, uważałbym taką rozmowę, która jest racjonalna. Musi to też być rozmowa o spotkaniu z Bogiem, o Bogu, czyli nie o czymkolwiek, co w jakiś odległy sposób wiąże z teologią, ale właśnie o spotkaniu z Bogiem. Ta rozmowa powinna też być bardzo mocno zakorzeniona w objawieniu, nie jest bowiem teologią mówienie o tym, co mi się wydaje. W takiej rozmowie musi być spełniony warunek obiektywności. To znaczy, że mówię o tym, czego owszem, doświadczam, ale co konfrontuję z objawieniem, z wiarą Kościoła i z tym, czego Kościół naucza.
Red. Jan Pniewski: Dla teologii rozumianej jako rozmowa odnajdujemy podstawy w samej Biblii. Tutaj wymienia pan w pierwszej kolejności opowieść o uczniach idących do Emaus.
Robert M. Rynkowski: Tak. Najprostsze skojarzenie jest takie, że oni po prostu w drodze rozmawiają, mówią o tym, co się wydarzyło. Wiele interpretacji tego opowiadania jest takich, że uczniowie są przestraszeni, że uciekają, że cały świat się zawalił, że niczego już się nie spodziewają, że stracili nadzieję i właściwie jest to ucieczka od Jerozolimy, od problemów. Często to opowiadanie tak bywa rozumiane. Ja spojrzałem na nie trochę inaczej. Myślę – a znajduje to, co pokazuję w książce, oparcie w tekście, to nie jest interpretacja dowolna – że można to opowiadanie zinterpretować tak, że uczniowie nie tyle z Jerozolimy uciekają, ile po prostu wracają do domu. Jednocześnie w drodze rozmawiają o tym wszystkim, co się w Jerozolimie w ostatnich dniach wydarzyło, o tym, że kobiety mówiły o pustym grobie. Oni o tym wszystkim rozmawiają. Oczywiście są w jakiś tam sposób zagubieni, smutni, nie wiedzą, co o tym wszystkim myśleć, co z tym wszystkim zrobić, jednak tekst tego opowiadania wskazuje na to, że mogła to być po prostu bardzo gorąca dyskusja między tymi dwoma uczniami, w czasie której próbowali po prostu zrozumieć, co się tak naprawdę stało. I myślę, że właśnie dlatego, że była to taka rozmowa, dyskusja, a uczniowie nie posługiwali się wtedy fachową terminologią, nie używali fachowych pojęć, właśnie dlatego, że rozmawiali, przyłącza się do nich sam zmartwychwstały Jezus i idzie z nimi, a jednocześnie po drodze wyjaśnia im pisma. W książce kładę duży nacisk na to, że właśnie dlatego Jezus do nich dołączył, że oni rozmawiali, że toczyli ze sobą ten zażarty spór o to, co się tak właściwie stało, jak to zrozumieć. Stawiam nawet tezę, taką może trochę mniej uprawnioną, że byli to po prostu pierwsi chrześcijańscy teologowie. Właściwie Kleofas, bo przypuszczamy, kim mógł być drugi uczeń, ale nie mamy pewności co do jego imienia, być może był to ewangelista Łukasz, powinien być patronem chrześcijańskich teologów.
Red. Jan Pniewski: Teologia pojmowana jako rozmowa zakłada różnorodność punktów widzenia, bo przecież każdy jest inny, ale zarazem zakłada równość wszystkich tych, którzy w rozmowie biorą udział.
Robert M. Rynkowski: Oczywiście ta równość jest trudna do osiągnięcia, bo wiadomo, że jak w każdej rozmowie, jedni są bardziej aktywni, drudzy mniej. Jednak wybrałem pojęcie rozmowy do zdefiniowania teologii właśnie dlatego, że wtedy, gdy rozmawiamy, jesteśmy równi. W takim najgłębszym pojęciu rozmowa zakłada równość, to, że traktujemy się wszyscy z szacunkiem, i mówimy, i słuchamy, bo w rozmowie równie ważne jak mówienie jest słuchanie. Z tym słuchaniem, tak jak w życiu wielu z nas miewa problemy, również w teologii i w ogóle w życiu kościelnym jest problem. Ciągle chcielibyśmy, żebyśmy byli wysłuchiwani, a z tym bywa różnie. Właśnie dlatego, że teologię można by rozumieć jako rozmowę… przy takim rozumieniu można by wyobrazić sobie coś takiego, że te dwa zbiory, czyli teologowie profesjonalni, i teologowie, których określilibyśmy jako nieprofesjonalnych, to nie są dwa rozłączne zbiory, tylko to są zbiory nakładające się na siebie, i że właśnie teologowie nieprofesjonalni słuchają tego, co ma do powiedzenia teologia profesjonalna, a z drugiej strony teologia profesjonalna traktuje, powiedziałbym, poważnie to, co mówią teologowie nieprofesjonalni, czyli tak naprawdę każdy wierzący.
Red. Jan Pniewski: Do takiej rozmowy każdy, kto chce, może się włączyć, co pan bardzo mocno podkreśla, także ci poszukujący, także ci, których określamy mianem eksów, którzy odeszli, dlatego że każdy punkt widzenia w tej rozmowie jest w gruncie rzeczy równoprawny.
Robert M. Rynkowski: Tak, jest równoprawny, bo zakładam, że nawet tak zwany eks, czyli ktoś, kto przestał być księdzem, nie utracił wiary, nie utracił tej relacji z Bogiem, że ciągle Boga w swoim życiu spotyka. Z tymi tak zwanymi eksami bywa ten problem, że oni wolą mówić jednak bardziej o tym, z powodu czego ze stanu kapłańskiego czy w ogóle z Kościoła, bo niekiedy i tak się dzieje, odeszli. To jest zupełnie naturalne, chociaż o wiele cenniejsz i bardziej pożądane byłoby, gdyby więcej mówili o tym, jak doświadczają spotkania z Bogiem, jak to teraz w ich przypadku wygląda, gdyby to swoje doświadczenie przekazywali. Wtedy, jak sądzę, byłaby większa skłonność teologów profesjonalnych, tych, których uznajemy za teologów, bym powiedział, kościelnych, do wysłuchania drugiej strony, do wspólnego namysłu nad spotkaniem z Bogiem, nad relacją człowieka z Bogiem. Myślę, że wtedy byłoby to o wiele łatwiejsze. Wspólna rozmowa, wysłuchanie swoich stanowisk mogłoby pomóc w tym zbliżeniu i być może przełamaniu tych barier, które się pojawiają.
Red. Jan Pniewski: Pojmowanie teologii jako rozmowy w sposób szczególny prowadzi do tego, że teologia w gruncie rzeczy powinna być pluralistyczna; wielość punktów widzenia, które tak naprawdę nie dają się do siebie sprowadzić.
Robert M. Rynkowski: Podkreślam w książce, że teologia powinna być pluralistyczna, to znaczy że w tej rozmowie, czyli w tworzeniu teologii powinny brać udział różne teologie. Wymieniam dla przykładu teologię azjatycką, która ma swoją specyfikę, teologię afrykańską, teologię Ameryki Południowej, tak zwaną teologię wyzwolenia, i również teologię feministyczną. Każda z tych teologii może wnieść do teologii pewien sposób widzenia Boga, rozumienia tego spotkania z Nim, doświadczenia tego spotkania. Myślę, że właśnie wzajemne wsłuchanie się w to, co ma się do powiedzenia o spotkaniu z Bogiem, bardzo by pomogło teologii w pewnym sensie się poszerzyć, lepiej to spotkanie z Bogiem zrozumieć.
Red. Jan Pniewski: O teologii jako rozmowie oraz o jej niezbędności dla życia wiarą mówił dr Robert Rynkowski, autor książki Każdy jest teologiem. Za uwagę dziękuje Jan Pniewski. Do usłyszenia.
Robert M. Rynkowski Każdy jest teologiem. Nieakademicki wstęp do teologii, Wydawnictwo WAM), Kraków 2012, s. 176.
Recenzje