Archiwa tagu: recenzja

Głos milczącego cierpienia

Heschel podkreśla, że Bóg nie odsłania się prorokom jako abstrakcyjny absolut, lecz w osobowej i intymnej więzi ze światem. Zdarzenia i ludzkie działania wywołują Jego radość lub smutek, zadowolenie lub gniew

logo_duze_noweRobert M. Rynkowski, Głos milczącego cierpienia, „Znak” 717 (2015) nr 2, s. 119–123 (pełna wersja tekstu dostępna również na stronie miesięcznika „Znak”).

Czytaj dalej

Istota zakłopotania

Tylko człowiek jest świadomy tego, że samo bycie nie wystarcza, tylko on otwiera się na problem, jak być i jak nie być na wszystkich poziomach swojej egzystencji. W faktycznej ludzkiej sytuacji „być” jest nierozłączne od „jak być”

logo_duze_noweRobert M. Rynkowski, Istota zakłopotania, „Znak” 721 (2015) nr 6, s. 121 (pełna wersja tekstu dostępna również na stronie miesięcznika „Znak”).

Czytaj dalej

Teologia i pasja

„Czas rozmowy to czas poświęcony wyłącznie rozmówcy, osobie, z którą rozmawiamy. To bycie w czasie dla drugiej osoby” (Robert M. Rynkowski, „Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem”)

Tekst opublikowany: Alicja Szerment, (382) Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem (15.08.2015), Książki – inna rzeczywistość (autorce dziękuję za umożliwienie „przedrukowania” tekstu – R.M.R) Czytaj dalej

Każdy jest teologiem. Nieakademicki wstęp do teologii

Każdy jest teologiem. Nieakedemicki wstęp do teologiiKażdy jest teologiem. Nieakademicki wstęp do teologii” (książka mojego autorstwa  wydana przez Wydawnictwo WAM), to jak sam tytuł wskazuje, książka dla każdego, bo jak stwierdził Benedykt XVI, „każdy, kto kocha Boga, jest przynaglony, by stać się w pewnym sensie teologiem”. Do tych słów nawiązuje nie tylko okładka książki, ale i jej treść.

To książka dla tych, którzy teologią zajmują się od lat – by zachęcić ich do postawienia sobie na nowo pytania: jak uprawiać teologię? Jest też dla tych, którzy zaczynają przygodę z teologią – by chcieli i potrafili uprawiać teologię, nie dla zdobywania kolejnych stopni kariery naukowej. Książka ta jest też dla tych, którzy zastanawiają się nad swoją wiarą, żyją modlitwą – by uwierzyli w to, że również oni są teologami.

Objętość książki nie jest duża (176 stron), a cena niewygórowana (niecałe 20 zł). Zachęcam więc do czytania i wyrażania swoich opinii, za które będę niezmiernie wdzięczny. Wszak teologia w ścisłym sensie to taka racjonalna ludzka rozmowa o spotkaniu z objawionym Bogiem, w której uczestniczy sam Bóg. A zatem rozmawiajmy…

Na stronie Polskiego Radia można posłuchać mojej rozmowy o książce z redaktorem Janem Pniewskim.

Zobacz, co inni sądzą o książce. Poniżej recenzje książki. Czytaj dalej

Recenzja mojego autorstwa w „Więzi”

W najnowszym numerze „Więzi” ukazała się napisana przeze mnie recenzja książki Elżbiety Wiater „Filotea 2.1. Duchowość dla świeckich„. Fragment poniżej:

Duchowe rewolucje

Duchowość św. Franciszka Salezego to w dużej mierze duchowość dla świeckich. Był on bowiem tym, który bodaj najbardziej przyczynił się do zwrócenia uwagi na świeckich w czasach, kiedy powołanie do świętości kojarzono wyłącznie z kapłaństwem bądź zakonem, a pisma z dziedziny duchowości adresowane były do stanu duchownego. Biskup Genewy wyprowadził pobożność z klasztorów i kościołów, przedstawił ją jako dostępną dla wszystkich i podkreślił wyraźnie wielkość powołania do życia w świecie – sprzeciwiał się pomijaniu życia doczesnego w celu wywyższenia wiecznego.

W czasach Franciszka Salezego takie postawienie sprawy było czymś nowatorskim. Wprawdzie od jego śmierci minęło blisko czterysta lat, postulaty te brzmią jednak dziwnie świeżo. Również i dziś za człowieka o głębokiej duchowości prędzej uznamy członka zakonu kontemplacyjnego niż żyjącego sprawami tego świata świeckiego. Co więcej, wielu chrześcijan uważa, że nie może pragnąć życia duchowego, nie może go prowadzić, dopóki musi zajmować się pracą, dziećmi, domem…

Zdawałoby się, że dla człowieka zainteresowanego dziełem biskupa Genewy nie ma nic prostszego, jak po prostu przeczytać Filoteę, jego podstawowe dzieło o duchowości świeckich. Tylko że to stron około czterystu, a język i stylistyka nieco z innej epoki; kto chce poczuć zapach siarki i żar płomieni piekielnych, temu polecam Salezego opis piekła.

Nie musimy jednak odrzucać dzieła biskupa z Genewy, bo z pomocą przychodzi nam Elżbieta Wiater, która w swojej książce Filotea 2.1. Duchowość dla świeckich podjęła się zadania wydobycia z Filotei Franciszka Salezego tego, co najważniejsze, i przełożenia tego na język współczesności. W efekcie otrzymujemy 164 strony tekstu pełnego lekkości i dowcipu. Ta spora dawka humoru nie tylko ułatwia lekturę, ale może być przyczyną podejrzliwych spojrzeń współpasażerów, gdy Filoteę 2.1 czytać będziemy w środkach komunikacji publicznej. Weźmy choćby takie zdanko: „Najbardziej pobożne praktyki i «głębokie» przeżycia są niczym wobec codziennego zmagania się o to, żeby jednak uśmiechnąć się do męża, któremu ma się ochotę skopać pośladki, albo zająć się niemowlakiem cierpiącym z powodu kolki, chociaż najchętniej przekręciłoby się klucz w zamku i zostawiło małego «wyjca» sam na sam ze ścianą. Do osiągnięcia palmy męczeństwa nie potrzebujemy stosu, krzyża czy miecza. Czasem rodzina wystarczy”.