Archiwa tagu: Abraham J. Heschel

Głos milczącego cierpienia

Heschel podkreśla, że Bóg nie odsłania się prorokom jako abstrakcyjny absolut, lecz w osobowej i intymnej więzi ze światem. Zdarzenia i ludzkie działania wywołują Jego radość lub smutek, zadowolenie lub gniew

logo_duze_noweRobert M. Rynkowski, Głos milczącego cierpienia, „Znak” 717 (2015) nr 2, s. 119–123 (pełna wersja tekstu dostępna również na stronie miesięcznika „Znak”).

Czytaj dalej

Istota zakłopotania

Tylko człowiek jest świadomy tego, że samo bycie nie wystarcza, tylko on otwiera się na problem, jak być i jak nie być na wszystkich poziomach swojej egzystencji. W faktycznej ludzkiej sytuacji „być” jest nierozłączne od „jak być”

logo_duze_noweRobert M. Rynkowski, Istota zakłopotania, „Znak” 721 (2015) nr 6, s. 121 (pełna wersja tekstu dostępna również na stronie miesięcznika „Znak”).

Czytaj dalej

Głos milczącego cierpienia

Heschel podkreśla, że Bóg nie odsłania się prorokom jako abstrakcyjny absolut, lecz w osobowej i intymnej więzi ze światem. Zdarzenia i ludzkie działania wywołują Jego radość lub smutek, zadowolenie lub gniew.

W najnowszym numerze miesięcznika „Znak” ukazała się recenzja mojego autorstwa (Głos milczącego cierpienia, „Znak” 717 (2015) nr 2, s. 119–123) książki Abrahama Joshuy Heschela Prorocy (Abraham Joshua Heschel, Prorocy, Wydawnictwo „Esprit”, Kraków 2014, s. 820). Zapraszam do lektury. Poniżej fragment recenzji. Czytaj dalej

Słowo jak miecz

Są autorzy, których słowo, jest ostrzejsze niż miecz. Do takich należy niewątpliwie żydowski filozof i teolog Abraham Joshua Heschel. Jego bogate życie można opisać w kilku zdaniach. Urodził się 11 stycznia 1907 r. w Warszawie, a zmarł 23 grudnia 1972 r. Jest uznawany za jednego z największych teologów żydowskich XX wieku. Potomek wielkich rodów rabinackich, studiował w Berlinie, doktorat opublikował na krakowskiej Akademii Umiejętności (Die ProphetieO istocie proroctwa, 1936). Podczas wojny znalazł schronienie w Anglii, a później w Stanach Zjednoczonych. Do śmierci wykładał na Żydowskim Seminarium Teologicznym w Ameryce (Jewish Theological Seminary in America), gdzie zajmował Katedrę Żydowskiej Etyki i Mistyki. Zaangażowany w ruch przemian społecznych w USA i działania na rzecz zapewnienia praw obywatelskich Afro-Amerykanom. Do jego największych dzieł należą książki: Prorocy, Pańska jest ziemiaCzłowiek nie jest sam, Szabat, Człowiek szukający Boga i wreszcie Bóg szukający człowieka.

Heschel pisał swoje książki z perspektywy judaizmu, a jednak znajdowały one i znajdują wielu czytelników wśród chrześcijan, również w Polsce, jego pierwszej ojczyźnie. Dzieje się tak może dlatego, że nie tylko zawierają one przejmującą diagnozę współczesności i współczesnego człowieka, który wygnał Boga ze świata, a jednocześnie pragnie dosięgnąć boskości o własnych siłach w sytuacji, gdy to człowiek jest poszukiwany przez Boga. Te książki to jednocześnie zbiory gotowych, jakże trafnych sentencji, a przy tym słów ostrzejszych od miecza. Oto dwa cytaty:

A jednak my, Filistyni, uparcie trwamy przy myślowych komunałach, czyniąc z naszego życia wzorzec i miarę tego, co mogli osiągnąć prorocy. Słowom proroków przeciwstawiamy twierdzenie, że Boga nigdy nie można usłyszeć, że Bóg nigdy nie pochyla się nad nami, by rozpalić światło słowa w człowieczym umyśle. Ale takie jest właśnie przekonanie głupców: to, co nieosiągalne dla nas, musi być niedostępne dla innych. („Bóg szukający człowieka”, s. 296)

My nie odrzucamy modlitwy. Czujemy tylko, że nasz język jest związany, nasz umysł ociężały, nasz wewnętrzny wzrok przyćmiony, kiedy mamy właśnie otworzyć bramę prowadzącą do modlitwy. My nie odrzucamy modlitwy, tylko się nie modlimy. Bijemy w pusty dzwon samolubstwa, zamiast chłonąć ciszę spowijającą świat, unosząc się ponad wszelkim niepokojem i lękiem, jakie niesie życie – tajemną ciszę poprzedzającą nasze narodzenie i następującą po naszej śmierci. („Człowiek szukający Boga”)

Temu żydowskiemu myślicielowi poświęcona jest podstrona na niniejszej stronie: Abraham Joshua Heschel. Można na niej znaleźć (ciągle uzupełnianie) biografię A. J. Heschela, bibliografię polskich przekładów jego prac oraz poświęconych mu książek i artykułów (w języku polskim), a także zbiór cytatów z jego prac. Zachęcam do odwiedzania tej podstrony. Na Facebooku jest grupa dla osób interesujących się i inspirujących myślą A. J. Heschela, do której to grupy można dołączyć: Abraham Joshua Heschel. Zapraszam.

Skąd zło?

Jest takie Boże marzenie, w którym upodobali sobie prorocy… […] To marzenie o świecie pozbawionym zła.

„Kiedyś w pewnej dyskusji z ateistą jego głównym argumentem było to, że chrześcijaństwo nie daje żadnej sensownej odpowiedzi na pogodzenie dobrego Boga ze złem w świecie. Nie było mowy o złu jakie wyrządza sam człowiek, bo tu jakby nie ma wątpliwości, ale właśnie argument, który przytaczałam wyżej – dlaczego świat jeszcze przed człowiekiem oparty był o system zabijania się wzajemnego różnych gatunków, w którym momencie świat pękł, bo przecież nie po tym pierwszym grzechu, gdyż przemoc i śmierć zadawana sobie wzajemnie była już przed człowiekiem i dlaczego Bóg dopuszcza katastrofy naturalne, skoro zadają Jego stworzeniu taki ból” – pisze Estel w dyskusji na blogu teologicznym „Kleofas„. Istotnie, to pytania, na które nie ma łatwej odpowiedzi. Pewną podpowiedzią może być jednak to, co napisał Abraham J. Heschel, żydowski teolog i filozof (Człowiek szukający Boga):

Jeżeli „modlitwa jest wyrazem poczucia zadomowienia człowieka we wszechświecie”, to psalmista, który wołał: „Gościem jestem na ziemi, nie kryj przede mną Twoich przykazań” (Ps 119, 19; BP), wykazał się poważnym niezrozumieniem istoty modlitwy. Przez wiele wieków żydowskiej historii prawdziwą motywacją modlitwy nie było „poczucie zadomowienia we wszechświecie”, ale poczucie, że wszechświat nie jest naszym domem. W obliczu tylu cierpień i zła, wobec niezliczonych przykładów życia niezgodnego z wolą Bożą można było tylko doświadczyć niepokoju i poczucia duchowej bezdomności. Doświadczenie to wzmagało się, w miarę jak człowieka ożywiała świadomość, że sam Bóg jest bezdomny we wszechświecie, gdzie ludzie sprzeciwiają się Jego woli i odrzucają Jego królestwo.
Szechinah [obecność Boga – R.M.R] jest na wygnaniu, świat jest zepsuty, sam wszechświat nie jest u siebie w domu… Modlić się to przywracać Boga światu, to ustanawiać Jego królestwo, to umożliwić szerzenie się Jego chwały.

Może więc rzeczywiście cały problem w tym, że wszechświat nie jest naszym domem. Tymczasem my uparcie chcemy być przekonani, że jest inaczej. Chcemy, żeby było nam tu, w tym wszechświecie bez Boga, dobrze i przyjemnie. Tak jednak być nie może, bo przecież i wszechświat nie jest u siebie w domu. Zresztą w sumie dziwne to pragnienie, by czuć się wyśmienicie tam, gdzie jesteśmy tylko przez chwilę, tam, gdzie nie jest nasz prawdziwy dom.

Czy to wyjaśnia genezę zła? Raczej nie. Wyjaśnia tylko tyle, że nie mamy się co za wiele spodziewać po wszechświecie. Czy takie widzenie wszechświata musi prowadzić do rozpaczy? Też nie, gdyż po pierwsze, możemy przywracać Boga światu, a po drugie, nasz Bóg troszczy się o człowieka, bo jak mówi Heschel: „Być znaczy reprezentować, a tym, co przedstawiają sobą istoty ludzkie, jest wielkie misterium partnerstwa Boga i człowieka. Bóg potrzebuje istot ludzkich”. Mówi wręcz, że „Izrael to nie jest lud, który zdefiniował religię, ale świadkowie Bożej troski o człowieka”. Chrześcijanin oczywiście może pójść dalej i odwołać się do Chrystusa jako przejawu najwyższej troski o człowieka. Człowiek nie jest więc sam w tym świecie zła. Co więcej, jako chrześcijanie możemy powiedzieć, że Bóg bierze całe zło na siebie. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko w tym świecie, takim, jaki on jest, odpowiedzieć swoim życiem Bogu, który nas szuka. Jeszcze jeden cytat z Heschela:

Pomiędzy świtem dzieciństwa a bramą śmierci człowiek napotyka rzeczy i wydarzenia, z których wydobywa się szept prawdy, niewiele głośniejszy niż cisza, ale wytrwale nawołujący. A jednak człowiek słucha bardziej swoich lęków i kaprysów niż delikatnych próśb kierowanych przez Boga. Pan wszechświata błaga o łaskę człowieka, ale człowiek nie uświadamia sobie tej współzależności.

Jest takie Boże marzenie, w którym upodobali sobie prorocy i rabini, a które wypełnia nasze modlitwy i przenika akty prawdziwej pobożności. To marzenie o świecie pozbawionym zła dzięki łasce Bożej, a także wysiłkowi człowieka, dzięki ludzkiemu zaangażowaniu w ustanowienie królestwa Bożego na świecie. Bóg czeka na to, że zbawimy świat.

Gdybyśmy tylko potrafili usłyszeć wołanie Boga i na nie odpowiedzieć…

Czy każdy może być teologiem?

Kiedy napotykano na jakiś problem, od razu pojawiał się tłum ludzi, dzielących się opiniami, argumentami, cytatami. […] Żołądki były puste, domy ogołocone, ale umysły przepełnione były bogactwem Tory.

W książce Każdy jest teologiem. Nieakademicki wstęp do teologii przekonuję, że każdy, kto kocha Boga, każdy, kto się modli, w pewnym sensie jest już teologiem. A jeśli tak rozumie się teologię i tak rozumie się pojęcie teologa (w książce definiuję ją jako taką racjonalną rozmowę o objawionym Bogu, w której uczestniczy sam Bóg), to trzeba uznać, że teologiem jest nie tylko ten, kto wykłada na uczelni, kto zdobył tytuł naukowy z teologii, ale że jest nim na przykład zwykły ksiądz, katecheta, ostatecznie zaś każdy wierzący. Nie jest to zresztą nic nadzwyczajnego, bo  doktorem Kościoła jest np. Katarzyna ze Sieny, która właściwie nigdy profesjonalnie nie zajmowała się teologią.

Ks. prof. Dariusz Kowalczyk, chociaż niezbyt skłonny do tego, by za pierwsze teolożki uznać sprzeczające się w V w., w czasie burzliwych synodów i soborów chrystologiczno-trynitarnych, o naturę Jezusa przekupki na targach, stwierdza jednocześnie:

Z drugiej strony cieszyłbym się, gdyby teolodzy potrafili trafić ze swą teologią „pod strzechy” i wzbudzić dyskusje teologiczne wśród tzw. zwyczajnych ludzi.

Czy jednak „zbłądzenie” teologii pod strzechy (dzisiaj tym strzechami może być internet) jest w ogóle możliwe? Czy możliwe jest, żebyśmy u cioci na imieninach zamiast o życiu celebrytów rozmawiali o unii hipostatycznej? Tak, to prawda, często wydaje się to niemożliwe, zwłaszcza gdy widzi się zainteresowanie tematami wiary (jeśli nie dotyczą one kwestii moralnych) i poziom dyskusji o nich. Pewną nadzieję, że nie są to tylko puste mrzenia, by każdy wierzący był teologiem, daje dokonany przez Abrahama J. Heschela opis zaangażowania w rozważanie kwestii religijnych Żydów żyjących na ziemiach polskich:

Ponieważ ideały aszkenazyjskich Żydów podzielane były przez wszystkich, relacje pomiędzy różnymi częściami społeczności – między uczonym a ignorantem, studentem jeszywy [wyższa szkoła nauk talmudycznych] a kupcem – miały zażyły organiczny charakter. Przyziemność wieśniaków, serdeczność zwykłych ludzi i duchowa prostota magidów (niezawodowych kaznodziejów) przenikały do bet hamidraszu – domu modlitwy, który był także domem studiów i nauczania. Robotnicy, chłopi, tragarze, rzemieślnicy, sklepikarze – wszyscy byli partnerami w Torze. Magidzi – termin ten prawdopodobnie powstał w Europie Wschodniej – do nikogo nie zwracali się o dyplomy. Czuli się upoważnieni przez Boga, aby być kaznodziejami moralności. (Abraham J. Heschel, „Pańska jest ziemia”, s. 43n)

Biedni Żydzi, których dzieci znały tylko smak „ziemniaków w niedzielę, ziemniaków w poniedziałek, ziemniaków we wtorek” zasiadali tam jak intelektualni magnaci. Posiadali oni całe skarby myśli, bogactwo wiadomości, idei i powiedzeń wielu stuleci. Kiedy napotykano na jakiś problem, od razu pojawiał się tłum ludzi, dzielących się opiniami, argumentami, cytatami. Ktoś stawiał pytanie na temat spornego fragmentu z dzieła Majmonidesa – i wielu rywalizowało ze sobą w próbach wyjaśnienia go, prześcigając się nawzajem w subtelności dialektycznych rozróżnień lub w cytowaniu nieoczywistych źródeł. Żołądki były puste, domy ogołocone, ale umysły przepełnione były bogactwem Tory. (Abraham J. Heschel, Pańska jest ziemia, s. 51n)

Skoro było to możliwe w polskich Żydów, dlaczego miałoby nie być możliwe u polskich chrześcijan?