Są książki teologiczne, w których odniesienia biblijne autorom nie przeszkadzają. Czasami zmusza do tego ich przedmiot, np. poglądy innego autora, który miał pomysł, by do Biblii się nie odwoływać. Niekiedy jednak można mieć wrażenie, że do autora nie dotarł postulat, by teologia była biblijna, w tym sensie, że jej podstawowym źródłem powinno być Pismo Święte. Miałem więc sporo szczęścia, że na studiach promotor skierował moją uwagę na autora, którego każda praca przeniknięta była refleksjami biblijnymi – ks. Wacława Hryniewicza. Takiej szkoły się nie zapomina. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Biblia
Co naprawdę powiedział Jezus?
Możliwość odkrywania różnych sensów Biblii powoduje, że chrześcijaństwo jest tak fascynujące.
Czytelnik Pisma Świętego, który weźmie do ręki różne przekłady, może doznać niemałego zaskoczenia. Oto bowiem okazuje się, że różnią się one nie tylko niuansami, ale czasem w bardzo istotnie. Weźmy np. Mt 11, 25: „W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Biblia Tysiąclecia). Co prawda we współczesnej polszczyźnie mało zrozumiałe jest, kto to są owi prostaczkowie, ale możemy wywnioskować, że chodzi tu o ludzi „prostych”, „niewykształconych”. Łatwo nam to tak rozumieć, bo przecież mamy obraz uczonych żydowskich, którzy odrzucili nauczanie Jezusa, i prostych rybaków, którzy je przyjęli. Tyle, że nie we wszystkich przekładach mowa tu o prostaczkach (to słowo znajdziemy w Biblii Warszawskiej i w Biblii Poznańskiej, choć w tej ostatniej jest „ludziom prostym”). Greckie słowo „nepioi” jedni przekładają jako „niemowlęta” (Biblia Gdańska i inne przekłady „protestanckie”), inni jako „maluczkim” (Biblia Warszawsko-Praska, Ekumeniczny Przekład Przyjaciół). Tymczasem słowo to oznacza dzieci w wieku 2-6 lat, a więc powinno być tłumaczone jako „małym dzieciom” (tak jest w przekładzie ekumenicznym, a u Jakuba Wujka „malutkim”). To zaś nieco zmienia postać rzeczy, bo małe dziecko to nie prostaczek, ale ktoś o nieukształtowanym poglądzie na świat, dopiero go poznający.
W związku z tym można jednak zadać sobie pytanie, co tak naprawdę powiedział Jezus. Na temat powstania Ewangelii, kolejności ich powstawania, autorstwa itd. jest wiele teorii. Pewne jednak jest, że Jezus nie mówił po grecku, a więc niezależnie od tego, w jakim języku były spisane ewangelie, słowa Jezusa musiały być przetłumaczone. I tu pojawia się pierwsza trudność, bo przy tej operacji oczywiście mogły pojawić się przekłamania, nawet wynikające nie z niekompetencji tłumacza, ale z tego, że nie było stuprocentowego odpowiednika danego słowa, albo Grecy dany termin rozumieli zupełnie inaczej niż Żydzi.
Inna sprawa, w jakim języku były pisane ewangelie, znane dzisiaj w języku greckim. Są różne teorie, wśród nich i dość ciekawa teoria Jeana Carmignaca na temat powstawania ewangelii synoptycznych. Według tego francuskiego biblisty najpierw powstała Ewangelia Marka (hebrajska) i „Zbiór mów” (hebrajski). Z nich kompilator stworzył jeden dokument: uzupełnioną Ewangelię Marka (hebrajską). Ten dokument zaginął, bo nie został przetłumaczony na grecki. Jednak to właśnie z tego dokumentu powstała Ewangelia Mateusza (hebrajska), której autor dodał do „uzupełnionego Marka” np. ewangelię dzieciństwa, pewne przypowieści itp. Z kolei Łukasz korzystał ze wszystkich czterech źródeł (hebrajski Marek, hebrajski Marek uzupełniony, hebrajski „Zbiór mów” i hebrajski Mateusz), ponieważ jednak nie znał hebrajskiego, postarał się o ich przetłumaczenie na grecki, a następnie z tego materiału ułożył swoją ewangelię, dokonując retuszów w tłumaczeniu, które było pełne semityzmów. Za tym, że pierwotnie Mateusz i Marek były napisane po hebrajsku, przemawiałoby to, że dość łatwo przełożyć je z powrotem na hebrajski.
Teoria Carmignaca wzbudziła wiele kontrowersji, ale są i tacy, którzy uważają ją za prawdopodobną. Jednak gdyby była ona prawdziwa, to pokazywałaby, że od samego początku mamy do czynienia z tłumaczeniem, które zawsze jest w jakimś stopniu zdradą oryginału. Jeśli zatem pytamy o to, mamy stuprocentową pewność, że Jezus powiedział dokładnie to, co jest zapisane w Mt 11, 25 (po grecku), a przynajmniej miał na myśli greckie słowo „niepioi”, to takiej pewności nie można mieć.
Czy w tej sytuacji mamy odrzucić ewangelie w kąt jako niewiarygodne, bo mogą być w nich słowa, których Jezus nie wypowiedział albo wypowiedział inaczej? Można tu oczywiście odwołać się do natchnienia Ducha Świętego i Tradycji, a więc roli świadków w przekazie informacji o dziele Jezusa. Ale można też zadać sobie pytanie, czy w ogóle jest coś takiego jak jakiś przekaz w czystej postaci, niczym nieskażony. Przecież gdy przeniesiemy na papier to, co jest mówione, to już tu następuje pierwsza interpretacja, a choćby najdokładniejszy opis sytuacji nie odda wszystkich niuansów. Oprócz tego nie następuje jakaś bezpośrednia transmisja tekstu do naszych głów w ten sposób, że wywołuje on u każdego z nas te sam skojarzenia.
Nie należy zatem zbytnio przejmować się tym, że nie mamy bezpośredniego dostępu do słów Jezusa, bo gdybyśmy nawet go mieli, i tak dla każdego znaczyłyby one coś innego. Z drugiej zaś strony to, co sprawia nam kłopot, jest też czymś pozytywnym. Bo to między innymi możliwość odkrywania różnych sensów Biblii powoduje, że chrześcijaństwo jest tak fascynujące.
Ucho igielne filologii
„Żaden wielbłąd nie wejdzie do królestwa niebieskiego teologii, jeśli najpierw nie przeciśnie się przez ucho igielne filologii” (s. 48). Te przytoczone przez Gerharda Lohfinka w książce Jezus z Nazaretu. Czego chciał. Kim był słowa pewnego teologa (którego nazwiska nie wymienia) dają do myślenia. Biblista cytuje je, gdy mówi o tym, dlaczego greckie słowo basileia należy tłumaczyć raczej jako panowanie, nie zaś królestwo. A konsekwencje takiego tłumaczenia są znaczące, bo zupełnie inną wymowę niż słowa: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” mają słowa: „Czas się wypełnił i przybliżyło się panowanie Boga, [dlatego] nawróćcie się i uwierzcie w radosną nowinę!” (Mk 1,15, s. 56). Właściwie cała książka Lohfinka (licząca 580 stron!) poświęcona jest analizie konsekwencji takiego rozumienia słowo basileia i opiera się analizie filologicznej tego pojęcia. Pokazuje ona, że Jezus nie mówił o królestwie Bożym mającym nadejść w bliżej nieokreślonej przyszłości eschatologicznej, ale o panowaniu Boga, które już nadeszło, i o tym, że od człowieka zależy, czy da na nie odpowiedź swoim nawróceniem. To nie oczekujące na człowieka w zaświatach „królestwo niebieskie” (słowo „Bóg” było zastępowane słowem „niebo”, zatem królestwo niebieskie to to samo, co królestwo Boże), ale dokonujące się tu i teraz panowanie Boga. Dokonujące się „już”, bo działanie Boga ma miejsce teraz, i „jeszcze nie”, bo od człowieka zależy, czy odpowie na to działanie. Takie podejście każe inaczej, niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni spojrzeć na Jezusa i jego przesłanie. Niewykluczone, że trafniej, niż to zazwyczaj czynimy.
Tak czy inaczej książka Lohfinka przekonuje, że rzeczywiście przed wejściem do królestwa teologii konieczne jest przeciśnięcie się przez ucho igielne filologii. To zdanie trudne, wymagające sporego wysiłku. A jednak dzisiaj, gdy coraz więcej jest różnych pomocy biblijnych, nie niemożliwe do wykonania. Warto, by wykonali je ci, którzy komentowaniem Biblii (najczęściej czytań liturgicznych z danego dnia) zajmują się na różnego rodzaju stronach internetowy, blogach, Facebooku… Często można przecierać oczy ze zdumienia, gdy widzi się, jak daleko idące wnioski teologiczne autorzy takich tekstów potrafią wyprowadzić z przetłumaczonego (lepiej lub gorzej) tekstu biblijnego, bez nawet najmniejszej próby dotarcia do tekstu oryginalnego czy opracowań filologicznych (gdyby chociaż zajrzeli do kilku różnych przekładów). Przykład Tadeusza Żychiewicza przekonuje, że nie trzeba być zawodowym biblistą, by być dobrym komentatorem Pismo Świętego. Ale pokazuje on również, że rzetelne komentowanie musi być oparte na solidnych podstawach filologiczno-egzegetycznych, nie może się odbywać na zasadzie luźnych skojarzeń.
Królestwo teologii warte jest przeciskania się przez ucho igielne filologii…
Pismo Święte w wersji mp3
Na stronie Pismo Święte w wersji mp3 znajdziecie codzienny fragment z Pisma Świętego w formacie audio, co jakiś czas będą pojawiać się konferencje, wykłady i filmy na temat Pisma Świętego.
W serwisie „Poważne sprawy, poważne odpowiedzi” wciąż pracujemy nad tym, żeby obalić stereotyp, który mówi, że Pismo Święte jest trudne, nieprzystosowane dla współczesnego człowieka, że nie ma czasu na lekturę. Naszym czytelnikom, internautom i wszystkim zainteresowanym proponujemy:
Biblię Tysiąclecia – Stary i Nowy Testament w wersji audio , które można słuchać wszędzie, w każdych okolicznościach. Istnieje możliwość ściągnięcia plików w formacie mp3 oraz wysłuchania ich w serwisie. To doskonale rozwiązanie dla zapracowanych, dla kierowców, wszystkich przemieszczających się komunikacją miejską, i wszystkich, którzy mają potrzebę wsłuchania się w Słowo Boże.
W dziale Pismo Święte można znaleźć inne pomocne działy:
Pytania do Biblii – to cykl artykułów, w których znajdziecie odpowiedzi i wyjaśnienia najtrudniejszych i niezrozumiałych fragmentów Pisma Świętego.
Kurs „Jak czytać Pismo Święte” – dla wszystkich, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z lekturą Pisma Świętego, lub chcą pogłębić swoją wiedzę. To zapis internetowego kursu czytania Biblii, prowadzonego przez benedyktyna, o. Ludwika Mycielskiego OSB. Dowiecie się min. w jakiej kolejności najlepiej czytać Księgi Pisma, jak interpretować symbole i znaki biblijne i wiele, wiele więcej.
Wykłady i konferencje o Piśmie Świętym – to zebrane konferencje i wykłady w formie audio o czytaniu i interpretowaniu Słowa Bożego. Tutaj jest miejsce na wieczorne spotkania z Biblią, na czytanie i rozumienie Ewangelii, refleksje i katechezy biblijne. Tu wypowiadają się duszpasterze, bibliści – w najciekawszych konferencjach i homiliach wybranych specjalnie dla Was.
