Archiwum kategorii: Biblia

Łk 6, 12-16 – Apostołowie

Apostołowie byli podobni do innych wybranych przez Boga: bywali słabi. Większość potrafiła swoją słabość uczynić siłą.

(12) W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc trwał na modlitwie do Boga. (13) Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: (14) Szymona, któremu nadał imię Piotr, i brata jego, Andrzeja, Jakuba, Jana, Filipa, Bartłomieja, (15) Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Szymona z przydomkiem Gorliwy, (16) Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą.

Pierwszy raz w swojej ewangelii Łukasz pokazuje Jezusa jako modlącego się na górze, nie zaś w miejscu pustynnym. Góry w Biblii są miejscami świętymi, na górze Bóg objawił się Mojżeszowi i rozmawiał z nim twarzą w twarz. Wybór dwunastu najbliższych współpracowników wymagał tak intensywnej, całonocnej modlitwy. A jednak wśród nich znalazł się również ten, który zdradził. Zresztą i inni, na czele z Piotrem nie byli wiele lepsi od Judasza. Przy tym nie mieli wykształcenia rabinicznego i pochodzili z Galilei, raczej mało poważanej przez mieszkańców Judei. Czy zatem modlitwa okazała się nieskuteczna?

Można jednak postawić pytanie, apostołowie nie byli w gruncie rzeczy podobni do innych wybranych przez Boga: Mojżesza, za którego mówił Aaron, czy Jeremiasza, który skarżył się, że nie umie mówić, Dawida czy Salomona, którzy nie dotrzymali przymierza z Bogiem. Większość potrafiła tę swoją słabość uczynić siłą, Judaszowi to się nie udało.

Łk 6, 6-11 – Ocalić czy zgubić?

Jezus ocala przede wszystkim z grzechu. A takie ocalenie jest ważniejsze niż najbardziej drobiazgowe przestrzeganie szabatu.

(6) W inny szabat wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę. (7) Uczeni zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód do oskarżenia Go. (8) On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: Podnieś się i stań na środku! Podniósł się i stanął. (9) Wtedy Jezus rzekł do nich: Pytam was: Czy wolno w szabat czynić coś dobrego, czy coś złego, życie ocalić czy zniszczyć? (10) I spojrzawszy dokoła po wszystkich, rzekł do niego: Wyciągnij rękę! Uczynił to, i jego ręka stała się znów zdrowa. (11) Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, jak mają postąpić wobec Jezusa.

Łukasz pokazuje coraz bardziej zaostrzający się konflikt między Jezusem a faryzeuszami. Poprzednio ten konflikt wywoływany był mniej lub bardziej jawnymi pytaniami i wątpliwościami faryzeuszów, skierowanymi bezpośrednio do Niego bądź do Jego uczniów. Tym razem Jezus niejako sam wywołuje ich negatywną reakcję. Łukasz mówi o tym, że znał ich myśli. Niekoniecznie oznacza to „paranormalną” umiejętność czytania w myślach, bo i bez tej umiejętności Jezus musiał wiedzieć, że faryzeusze szukają dowodów przeciwko Niemu. Uzdrawianie rozumiane było jako praca, więc w szabat nie można było uzdrawiać. Zastanawia to dążenie Jezusa do konfrontacji, bo przecież Jezus mógł uzdrowić tego człowieka po szabacie, nie znajdujemy w tekście informacji, że coś zagrażało jego życiu. Prawdopodobnie trzeba to uzdrowienie traktować jako czyn prorocki, symboliczny, mający z całą mocą, z wywołaniem wielkiego poruszenia u obserwatorów, pokazać, że szabat, tak ściśle przestrzegany przez faryzeuszów, nie jest wartością samą w sobie, że człowiek i jego los jest ważniejszy.

Jezus używa tu mocnych słów o ocaleniu życia (gr. psyche) lub zniszczeniu go. Psyche, tłumaczone zazwyczaj jako dusza (tak w tym fragmencie przetłumaczone jest w Ekumenicznym Przekładzie Przyjaciół), wcale nie oznacza duszy. Kryje się pod nim hebrajskie słowo nefesz oznaczające szyję, gardło, a ponieważ przechodzi przez nie powietrze – również tchnienie, oddychanie, z kolei dlatego, że oddech jest cechą istoty żywej – życie, a ponieważ żywy człowiek jest odrębnym podmiotem – również osobę. Być może – a nie jest to bezpodstawne przypuszczenie w kontekście całej opowieści – lepiej byłoby psyche przetłumaczyć jako „człowiek”. Może chodziło tu o ocalenie człowieka, a Jezus mówił nie tylko o ocaleniu jego zdrowia, ale odwoływał się również do popularnego poglądu, że choroba jest skutkiem grzechu. Pozostawienie człowieka w takim stanie oznacza jego zgubę. Jezus już wcześniej pokazywał (Łk 5, 17-26), że ocala przede wszystkim z grzechu. A takie ocalenie jest ważniejsze niż najbardziej drobiazgowe przestrzeganie szabatu.

Łk 9, 28-36 – Przemienienie i rozmowa

Mojżesz i Eliasz są nie tylko symbolami Prawa i proroków, ale są też niejako najlepiej przygotowani do rozmowy z Bogiem i o nadchodzących wydarzeniach, najważniejszych dla historii zbawienia.

(28) W jakieś osiem dni po tych naukach wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. (29) Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. (30) A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. (31) Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dopełnić w Jeruzalem. (32) Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwu mężów, stojących przy Nim. (33) Gdy oni się z Nim rozstawali, Piotr rzekł do Jezusa: Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co mówi. (34) Gdy jeszcze to mówił, pojawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy weszli w obłok. (35) A z obłoku odezwał się głos: To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie! (36) W chwili gdy odezwał się ten głos, okazało się, że Jezus jest sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie opowiedzieli o tym, co zobaczyli.

Łukasz wskazuje, że w sposób szczególny, jako najbardziej zaufanych Jezus traktował tych apostołów, którzy poszli za Nim najwcześniej (Łk 5, 1-11).

Głos z obłoku mówi o Wybranym (gr. eklelegmenos). Być może jest tu odwołanie do Sługi Jahwe z Księgi Izajasza, o którym mowa jest jako o wybranym (Iz 41, 9). W każdym razie był to raczej jeden z tytułów mesjańskich.

Dlaczego jednak Jezus rozmawiał akurat z Mojżeszem i Eliaszem? Obecność Mojżesza i Eliasza oznacza, że o Jezusie mówią Prawo i prorocy. Jak wskazuje Michał Wilk, oprócz tego, że Mojżesz i Eliasz są świadkami Syna Bożego – podobnie jak Prawo i prorocy od wieków były świadectwem tego, co miało stać się ich wypełnieniem i doskonałością – życie Chrystusa rzuca światło na Stary Testament i wyjaśnia jego sens, On sam jest żywą egzegezą Pism. Ważne jest jednak to, że ci dwaj mężowie nie są tylko biernymi świadkami, bo Jezus z nimi rozmawia. Co ciekawe, Mojżesz to ten, z którym Bóg rozmawiał jak z przyjacielem: Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem (Wj 33,11). Z kolei Eliasz, jak wskazuje Bruna Costacurta, poznał obecność Boga w szmerze łagodnego powiewu, czy raczej głosie delikatnej, nieuchwytnej ciszy (1 Krl 19,12), a więc Bóg ukazał mu się w zupełnie inny sposób niż wcześniej, bo słowo było obecne w ciszy, zaś Eliasz musiał być zdolny do rozpoznania znaków obecności Boga i rozpoznania nieoczekiwanego przejścia Boga, który objawił się w nieuchwytnej ciszy.

Może więc Mojżesz i Eliasz są nie tylko symbolami Prawa i proroków, ale też są niejako najlepiej przygotowani do rozmowy z Bogiem i o nadchodzących wydarzeniach, najważniejszych dla historii zbawienia, do odczytywania Pism w kontekście męki Jezusa, bo jak informuje Łukasz, mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jeruzalem? Podczas przemienienia dokonuje się więc egzegeza Pism, i to z tymi, którzy są najlepiej przygotowani do rozmowy. Warto przy tym zwrócić uwagę na to, że „odejście w Jeruzalem” też w głównej mierze odbywało się w ciszy, było to niejako przejście od rozmowy do obecności słowa w ciszy, Jezus mówiący, rozmawiający zmienił się w Jezusa milczącego. Może dlatego konieczna była obecność na Górze Przemienienia Eliasza, który poznał obecność Boga w nieuchwytnej ciszy.

Łk 6, 1-5 – Pan szabatu

Określenie się przez Jezusa mianem Pana szabatu oznaczało, że przypisuje On sobie niezwykłą pozycję.

(1) W szabat przechodził wśród zbóż, a uczniowie zrywali kłosy i jedli, wykruszając [ziarna] rękami. (2) Niektórzy zaś z faryzeuszów mówili: Czemu czynicie to, czego nie wolno w szabat? (3) Wtedy Jezus, odpowiadając im, rzekł: Nawet tego nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy poczuł głód, on i jego ludzie? (4) Jak wszedł do domu Bożego i wziąwszy chleby pokładne, sam jadł i dał swoim ludziom? Chociaż samym tylko kapłanom wolno je spożywać. (5) I dodał: Syn Człowieczy jest Panem także szabatu.

To, co czynili uczniowie, raczej nie było przestępstwem, było dopuszczalne. Głodny wędrowiec mógł się pożywić ziarnem z pola, przez które przechodził, byleby tylko nie zabrał go ze sobą i byleby plewy zostawił na polu. Dlatego faryzeusze nie zarzucają uczniom Jezusa kradzieży. Jednak bardzo ściśle przestrzegając przepisów dotyczących szabatu, traktowali to łuskanie ziaren jako zbiór plonu i jego omłot, czego w szabat nie wolno było robić. Ten kolejny już zarzut faryzeuszów był więc bardzo mocny. Jednak Jezus na przykładzie króla Dawida, którego postępowanie jako niemal wzorowego króla trudno było zakwestionować, wskazuje, że są sytuacje, gdy dobro człowieka jest ważniejsze niż przepis prawny.

Najistotniejszy jest tutaj jednak ostatni wers. Szabat, siódmy dzień był rozumiany jako uświęcony przez Boga w czasie stworzenia. Jednak ten szczególny status nie został objawiony całej ludzkości, lecz tylko Izraelowi. Dlatego też zachowywanie szabatu przez Izrael podkreślało jego szczególne relacje z Bogiem. Był to dzień Pana. A skoro tak, to określenie się przez Jezusa mianem Pana (kyrios – słowo odnoszone do Boga, chociaż czasem i do ludzi) szabatu oznaczało, że przypisuje On sobie niezwykłą pozycję.

Łk 5, 33-39 – post

Potrzeba ukształtowania się na nowo, mimo przyzwyczajenia się do starego.

(33) Oni zaś rzekli do Niego: Uczniowie Jana dużo poszczą i modły odprawiają, podobnie też uczniowie faryzeuszów; natomiast Twoi jedzą i piją. (34) A Jezus rzekł do nich: Czy możecie nakłonić gości weselnych do postu, dopóki pan młody jest z nimi? (35) Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli. (36) Opowiedział im też przypowieść: Nikt nie przyszywa do starego ubrania jako łaty tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego. (37) Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki, i samo wycieknie, i bukłaki przepadną. (38) Lecz młode wino należy wlewać do nowych bukłaków. (39) Kto się napił starego, nie chce potem młodego – mówi bowiem: Stare jest lepsze.

Łukasz ukazuje, jak rozmówcy, może faryzeusze, stosują dość sprytny zabieg, by pokazać, że w postępowaniu Jezusa nie wszystko jest w porządku. Trudno bowiem ocenić ich pytanie o post jako zupełnie neutralne, wynikające tylko z chęci, by dowiedzieć się, skąd biorą się różnice w zachowaniu jednych uczniów i drugich. Na pierwszy plan wysuwają uczniów Jana Chrzciciela (o tym, że przetrwali oni jako odrębna grupa, była mowa we wpisie „Jan Chrzciciel – nierozumiany prorok?„), którzy  pewnie byli poważani, uczniowie faryzeuszy są na drugim planie. Przy tym zarzut jest dość poważny, bo post był rozumiany nie jako tylko powstrzymanie się od jedzenia, ale jako coś, co wyraża pokorę człowieka wobec Boga, bycie otwartym na Jego działanie i stawienie się w Jego obecność. Zarzut można więc rozumieć tak, że uczniowie Jezusa nie stawiają się w obecności Boga.

Jezus również w innych sytuacjach odnosi do siebie termin „pan młody” (np. Mt, 25, 1-13). Na podstawie przypowieści o pannach rozsądnych i nierozsądnych można przypuszczać, że termin ten rozumiał jako wskazujący kogoś bardzo bliskiego Bogu. Niewykluczone, że jest to odwołanie do starotestamentowej idei zaślubin Boga ze swoim ludem. A zatem trudno, by uczniowie Jezusa poprzez post otwierali się na obecność Boga, skoro jest On bardzo blisko nich. Pościć będą wtedy, gdy takiej bliskości już nie będzie.

Pierwszy raz w Ewangelii Łukasza pojawia się słowo „przypowieść”. Problem jednak w tym, że użyte tu greckie słowo parabole określa wiele gatunków literackich (było już ono użyte w Łk 4, 23, gdy chodziło o przysłowie). Już samo hebrajskie słowo maszal stosowane w ST określało kilka form gatunkowych: przysłowie ludowe, satyrę, maksymę, utwór dydaktyczny roztrząsający trudny problem, który wiele osób zastanawia i zaciekawia, proroctwo i alegorię, być może również przypowieść (por. Iz 5, 1-7). Wspólną cechą wszystkich odmian gatunkowych określanych terminem maszal jest porównanie oparte na podobieństwie. Formę właściwej przypowieści (określanej zazwyczaj słowem parabole, w Ewangelii Jana jest to paroimia) wypracował Jezus, który udoskonalił formy znane słuchaczom. Przypowieść w Nowym Testamencie to rodzaj porównania zawartego w rozwiniętym i poszerzonym opowiadaniu, ułożonym przez Chrystusa i opartym na życiu przyrody czy człowieka celem przedstawienia prawd wyższych, tyczących się zbawienia (więcej na temat tego, czym jest przypowieść:  „Co warto wiedzieć o paraboli biblijnej?„).

Czy mamy tu do czynienia z klasyczną przypowieścią? Wydaje się, że jest to raczej rozbudowana maksyma albo kilka maksym. Zdają się one pokazywać, że rozmówcy Jezusa są nieprzygotowani do przyjęcia nowości Jego nauki, tego, że to On jest panem młodym dla Izraela. Potrzeba im ukształtowania się na nowo, mimo przyzwyczajenia się do starego.

Łk 5, 27-32 – metanoia

Wezwanie do metanoi oznacza, iż należy pojąć, że bycie grzesznikiem nie oznacza konieczności bycia nim na zawsze.

(27) Potem wyszedł i zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego na komorze celnej. Rzekł do niego: Pójdź za Mną! (28) On zostawił wszystko, wstał i z Nim poszedł. (29) Lewi zaś wydał dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a był spory tłum celników oraz innych [ludzi], którzy zasiadali z nimi do stołu. (30) Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie, mówiąc do Jego uczniów: Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami? (31) Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. (32) Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników.

Celnik Lewi utożsamiany jest z celnikiem Mateuszem z Ewangelii św. Mateusza (Mt 9, 9-13), jednym z apostołów (Mt, 10, 3, por. Łk 6, 15); przypisuje mu się również autorstwo pierwszej ewangelii.  Skąd ta rozbieżność imion? Być może Jezus zmienił mu imię podobnie jak Szymonowi Piotrowi.

Lewi był poborcą podatków i ceł. Jako taki był uważany za grzesznika, który wysługuje się Rzymianom, nadto celnikom, zapewne niebezpodstawnie, zarzucano nieuczciwość. Dlatego przebywanie w towarzystwie celników powodowało nieczystość. Nic więc dziwnego, że jeśli nawet Lewiego, który zapewne widział niejeden cud Jezusa i słyszał jego naukę, pociągały Jego słowa, to nie przypuszczał, że może zostać Jego uczniem, że Jezus może go powołać, przyjść do jego domu. Jak wielka musiała być radość Lewiego z tak niezwykłego przełamania bariery między tymi, którzy uważani byli za nieczystych, a „sprawiedliwymi”, pokazuje to, że wydaje on przyjęcie na cześć Jezusa.

Jednak skupieni na utrzymaniu własnej czystości faryzeusze nie rozumieją tego. Łukasz, mówiąc o nawróceniu, używa słowa metanoia, które oznacza zmianę myślenia, przemianę intelektualną i odnosi się raczej do umysłu (nous) niż do serca, będącego synonimem najgłębszego jestestwa człowieka i miejscem spotkania z Bogiem. Umysł oznacza zdolności intelektualne, rozumienie. To wezwanie do zmiany rozumienia oznacza więc, iż należy pojąć, że bycie grzesznikiem nie oznacza konieczności bycia nim na zawsze, że w kręgu grzechu może znaleźć się ktoś tak bliski Bogu jak Jezus, Syn Boży, oczywiście po to, by z tego kręgu wyprowadzić. Zdaje się, że taka metanoia nastąpiła w przypadku Lewiego (może właśnie dlatego Jezus zmienił mu imię na „dar Boga”). W przypadku sprawiedliwych nie jest ona konieczna. Nie jest jednak powiedziane, że tych sprawiedliwych należy utożsamiać z faryzeuszami.

Łk 5, 17-26 – uzdrowienie z grzechu

Myśli faryzeuszy kontrastują z wiarą paralityka i być może uniemożliwiają uzdrowienie ich.

(17) Pewnego dnia, gdy nauczał, siedzieli faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przyszli ze wszystkich miejscowości Galilei, Judei i z Jeruzalem. A była w Nim moc Pańska, tak że mógł uzdrawiać. (18) Wtem jacyś mężczyźni, niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. (19) Nie mogąc w żaden sposób go przenieść z powodu tłumu, weszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem na sam środek, przed Jezusa. (20) On, widząc ich wiarę, rzekł: Człowieku, odpuszczone są ci twoje grzechy. (21) Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić: Kimże on jest, że wypowiada bluźnierstwa? Któż może odpuścić grzechy prócz samego Boga? (22) Lecz Jezus przejrzał ich myśli i w odpowiedzi [na nie] rzekł do nich: Co za myśli nurtują w sercach waszych? (23) Cóż jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczone są ci twoje grzechy, czy powiedzieć: Wstań i chodź? (24) Otóż żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do sparaliżowanego: Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu! (25) I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do swego domu, wielbiąc Boga. (26) Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: Przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj.

Najpierw o szczegółach technicznych tego fragmentu. Łukasz używa dwóch słów, które w Biblii Tysiąclecia przetłumaczone są jako łoże. W w. 18 jest to kline, a w w. 19 i 24 będące zdrobnieniem tego pierwszego – klinidion. W czasach Jezusa często sypiano na zwykłej słomianej lub trzcinowej macie, na której kładziono czasami jakąś narzutę czy materac. Były też łóżka z drewnianą ramą, dzięki której posłanie znajdowało się ponad ziemią (por. Mk 4,21). Najprostsze łóżko przypominało nosze, można je było dość łatwo przenosić. Być może na czymś takim przyniesiono chorego. Dlaczego Łukasz użył zatem dwóch słów? Niewykluczone, że przed wniesieniem chorego na dach został on przełożony na coś jeszcze lżejszego i stąd ta różnica. To by tłumaczyło, dlaczego mógł wziąć ze sobą to, na czym leżał.

Warto też zwrócić uwagę na to, że Łukasz mówi o wejściu na wierzch domu, dach (gr. dōma), czyli płaski dach, na którym w lato można było również spać, i spuszczeniu chorego przez dach (gr. keramos). Drugie słowo oznacza wszystko, co z gliny, dachówkę albo sam dach. Może ono oznaczać również wejście na dach, co tłumaczyłoby, w jaki sposób udało się chorego spuścić przez dach bez jego niszczenia.

Łukasz używa na określenie Jezusa nowego wyrażenia: „Syn Człowieczy” (huios tou anthrōpou). W bliskich czasom Jezusa tekstach biblijnych i pozabiblijnych jest to tytuł określający godność Bożego wysłannika czasów ostatecznych. Jezus również go używa na określenie siebie, ale zawsze w trzeciej osobie (nie mówi „ja, Syn Człowieczy”). W tym tekście dość wyraźnie odnosi ten tytuł do siebie, tak że można Go utożsamiać z Synem Człowieczym.

Łukasz ukazuje Jezusa jako mającego już taką sławę, że przychodzą Go słuchać faryzeusze i uczeni w Prawie z Jerozolimy. Kim byli jedni i drudzy? Greckie słowo pharisaios pochodzi od hebrajskiego peruszim, które można przetłumaczyć jako „oddzielony”, „odróżniający się”. Faktycznie faryzeusze chcieli się odróżniać od innych żydów wiernością wobec Prawa i gorliwością religijną. Obok Prawa spisanego uznawali także ustną tradycję przodków, stosowali wiele drobiazgowych przepisów pozwalających utrzymać czystość kultową. Cieszyli się poważaniem społecznym. Z kolei uczeni w Prawie czy Piśmie często utożsamiani są z faryzeuszami i byli to prawdopodobnie mistrzowie faryzejscy interpretujący teksty biblijne, swego rodzaju teologowie.

Dość zagadkowa jest końcówka w. 17: kai dynamis kyriou én eis to iasthai auton. Tłumaczenie Biblii Tysiąclecia zdaje się sugerować, że owa moc uzdrawiania nie była przy Jezusie zawsze obecna, że czasem mógł On uzdrawiać, a czasem nie. Bodaj najbardziej dosłownie przetłumaczony jest ten fragment w Ekumenicznym Przekładzie Przyjaciół: A moc Pana była, aby uzdrawiał. Czy nie słusznie Biblia Poznańska dodaje jednak na końcu „ich” (zgodnie z tekstem greckim)? Wówczas chodziłoby bowiem o uzdrawianie faryzeuszów i uczonych w Piśmie.

Taka interpretacja tłumaczyłaby, dlaczego Jezus nie uzdrawia paralityka, ale mówi, że odpuszczone są jego grzechy. Choroba była rozumiana jako skutek grzechu, Jezus leczy więc przyczynę choroby (zgodnie z potocznym rozumieniem), ujawniając tym samym, że jest kimś więcej niż prorokiem. Mógł On uzdrowić tego człowieka poprzez odpuszczenie jego grzechów ze względu na jego wiarę, która polegała na otwarciu na Boskie posłannictwo mistrza z Nazaretu. Być może w taki sam sposób mógłby uleczyć faryzeuszy. Nie byli oni jednak skłonni uznać, że może On być kimś więcej niż człowiekiem. Istotne jest to, że Jezus mówi o rozmyślaniu w sercach faryzeuszy. Serce w Biblii to najczęściej najgłębsze jestestwo człowieka, siedlisko świadomej, rozumnej i wolnej osobowości człowieka, miejsce podejmowania decyzji i spotkania z Bogiem. Myśli faryzeuszy w tym miejscu spotkania z Bogiem kontrastują zatem z wiarą paralityka i być może uniemożliwiają uzdrowienie ich.

Łk 4, 1-13 – Bóg to nie On

Istota szatańskiego kuszenia to próba wejścia diabła w relację człowieka z Bogiem, przecięcia jej, przestawienia na relację Ja-On. Jezus tej pokusie się oparł, ale jak wskazuje Łukasz, szatan nie zrezygnował ze swoich zamiarów: odstąpił od Niego do czasu.

(1) Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni (2) czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. (3) Rzekł Mu wtedy diabeł: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem. (4) Odpowiedział mu Jezus: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek. (5) Wówczas powiódł Go [diabeł] w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata (6) i rzekł do Niego diabeł: Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je dać, komu zechcę. (7) Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje. (8) Lecz Jezus mu odrzekł: Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. (9) Zawiódł Go też do Jerozolimy, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. (10) Jest bowiem napisane: Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, żeby cię strzegli, (11) i na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. (12) Lecz Jezus mu odparł: Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. (13) Gdy diabeł dopełnił całego kuszenia, odstąpił od Niego do czasu.

Opis Łukasza zdaje się nie pozostawiać wątpliwości co do tego, że właśnie na pustyni Jezus miał do czynienia z rozumianym osobowo (w sensie postaci, a nie jakiegoś nieokreślonego zła) diabłem. W tekście ewangelii stosowane jest bowiem słowo diabolos, oznaczające przeciwnika, oskarżyciela, oszczercę, używane zamiast hebrajskiego słowa śatan, wskazującego kusiciela pierwszych ludzi czy Hioba.

Po co jednak Jezus miałby być kuszony? Przecież trudno sobie wyobrazić, że jako Bóg-Człowiek mógłby ulec diabelskiej pokusie. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że „nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu” (Hbr 4,15). Zatem Jezus po to jest kuszony jako człowiek, by poznać, czym jest człowieczeństwo, by być Bogiem bliskim nam wszystkim. Najchętniej używany przez Niego na określenie samego siebie tytuł „Syn Człowieczy” to po hebrajsku ben-’ādām i przypomina on, że każdy człowiek jest synem Adama, potomkiem pierwszego człowieka. Trudno więc wyobrazić sobie potomka Adama, któremu obce byłyby doświadczenie pokusy i konieczność walki duchowej.

Dlaczego jednak kuszenie odbywa się na pustyni? Ważna jest symbolika liczby czterdzieści i pustyni. Czterdzieści to symbol odpowiednio długiego czasu, dojrzałości i cierpliwości człowieka, gotowości nasłuchiwania. Trzy cytaty z Księgi Powtórzonego Prawa, do których Jezus się odwołuje, gdy odpowiada diabłu (por. Pwt 6,13; 6,16; 8,3), to głos ludu Izraela pod koniec wędrówki przez pustynię, gdy Izraelici doświadczali dużych pokus. Oni im ulegli, Jezus – nie. Ale istotne jest również to, że według rabinów hebrajskie słowo midbār oznaczające pustynię jest złożeniem dwóch słów: przyimka min/mi oznaczającego między innymi kierunek pochodzenia, a więc „od”, „z”, oraz słowa dābār, które jako rzeczownik znaczy „słowo”, a jako czasownik – „mówić”, „rozmawiać”. Tak więc po hebrajsku „pustynia” to miejsce z-którego-przemawia-Bóg (więcej: Kuszenie Jezusa na pustyni). Może zatem tę zbitkę należy rozumieć tak, że jest to miejsce, w którym rozmawia, spotyka się z Bogiem, co zwłaszcza w przypadku Jezusa miałoby głęboki sens. Tak więc na pustyni Jezus jest sam na sam ze swoim Ojcem, rozmawia z Nim w modlitwie.

Na czym w gruncie rzeczy polega istota szatańskiego kuszenia? Jest w tym kuszeniu podobieństwo do rozmowy węża z Ewą w rajskim ogrodzie (Rdz 3, 1-7). Relację Ja-Ty, w której pierwsi rodzice bezpośrednio spotykali się i rozmawiali z Bogiem, przestawia na relację Ja-On, czyli rozmowę o Bogu jako o Nim („Czy rzeczywiście Bóg powiedział”…). Istota szatańskiego kuszenia to próba wejścia diabła w relację człowieka z Bogiem, przecięcia jej, przestawienia na relację Ja-On. Czymże innym jak nie próbą wciągnięcia Jezusa w rozmowę o Bogu jako o Nim jest mówienie o Bogu w taki sposób, że Jezus musiałby sobie zadać pytanie, czy rzeczywiście Bóg ma rację, gdy mówi, że nie samym chlebem człowiek żyje, że nie należy wystawiać Go na próbę i że Jemu samemu należy służyć? Jezus tej pokusie się oparł, ale jak wskazuje Łukasz, szatan nie zrezygnował ze swoich zamiarów: odstąpił od Niego do czasu.

Łk 5, 12-16 – Nieczysty, ale…

Może chodzi tu przede wszystkim o to, by trędowaty nie rozgłaszał swojego przekonania o Boskości Jezusa, co mogłoby uniemożliwić Mu dalsze nauczanie.

(12) Gdy przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem. Gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go: Panie, jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić. (13) Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: Chcę, bądź oczyszczony. I natychmiast trąd z niego ustąpił. (14) A On mu przykazał, żeby nikomu nie mówił: Ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę za swe oczyszczenie, jak przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. (15) Lecz tym szerzej rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i uzyskać uzdrowienie z ich niedomagań. (16) On jednak usuwał się na pustkowie i tam się modlił.

Trędowaci byli zobowiązani do przebywania poza społecznością, byli niejako wykluczeni ze społeczeństwa. Przyjście jednego z nich do miasta nie było więc czymś zwyczajnym, był to ze strony tego człowieka niewątpliwie akt odwagi, ale również niezłomnej wiary, że może zostać uzdrowiony. Nie prosi on nawet o uzdrowienie, ale po prostu stwierdza, że Jezus może to zrobić. Skąd to przekonanie? Wygląda na to, że trędowaty traktuje Jezusa jako kogoś więcej niż zwykłego uzdrowiciela. Podobnie jak wcześniej Szymon upada na twarz i zwraca się do Niego słowem „Kyrios” (por. „Rybak niedoskonały„). A zatem dla niego to ktoś bardzo bliski Bogu, może sam Bóg. Nic więc dziwnego, że trędowaty jest przekonany, że może zostać uzdrowiony, wszak zwraca się bezpośrednio do Boga.

Jezus przekracza pewną granicę. Prawdopodobnie nie znalazłby się wówczas nikt odważny, kto dotknąłby trędowatego. Czy można więc odczytywać tę scenę tak, że Jezus pokazuje, że Bóg przekracza wszelkie granice i dotyka nawet nieczystych, o których sądzono, że to ich grzechy spowodowały chorobę? Być może Łukasz kreśli taką właśnie wizję, chociaż trudno twierdzić to z całą pewnością.

Ciekawe jest żądanie Jezusa, by trędowaty „nikomu nie mówił”. O czym? Bo przecież nie o tym, że został uzdrowiony, skoro ma pokazać się kapłanom. Może więc jednak o tym, co trędowaty sam przeczuł, zwracając się do Jezusa słowem „Kyrios”. Faktem jest, że przyznanie przez Jezusa, że jest Synem Bożym, było głównym powodem żądania Jego śmierci przez Wysoką Radę (Łk 22, 66-71). Być może chodzi tu więc przede wszystkim o to, by trędowaty nie rozgłaszał swojego przekonania o Boskości Jezusa, co mogłoby uniemożliwić Mu dalsze nauczanie.

Łk 5, 1-11 – Rybak niedoskonały

Jezus nie tylko wstrząsa Szymonem i pozostałymi, ale i wykonuje symboliczny gest prorocki: odtąd Szymon będzie łowił ludzi, chociaż może nieszczególnie do tego się nadaje.

(1) Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – (2) zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. (3) Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. (4) Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! (5) A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. (6) Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. (7) Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. (8) Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. (9) I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; (10) jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. A Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. (11) I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Dopiero teraz dowiadujemy się, że Szymon był rybakiem. Rybacy nie byli raczej ludźmi ubogimi, Szymon miał dom, łódź, wspólników. Okolice jeziora Genezaret też nie należały do najbiedniejszych, a Kafarnaum jako miasto miało wtedy pewne znaczenie (położenie przy szlaku handlowym w rejonie przygranicznym, rzymski garnizon wojskowy).

Łukasz przedstawia ciekawą sytuację. Jezus zaraz ma zacząć nauczać, ale Szymon, chociaż przecież znający Jezusa (był w domu Szymona, uzdrowił jego teściową) i raczej zainteresowany Jego nauką, tym razem jest zajęty swoją pracą po powrocie z nocnego nieudanego połowu ryb, nic nie zdradza, że ma zamiar dołączyć do słuchaczy. Czy takie jego zachowanie miało wpływ na dalszy bieg wypadków? W każdym razie inicjatywa należy  do Jezusa, to On wybiera akurat łódź Szymona jako mównicę. Czy było konieczne wypłynięcie na jezioro, czy Jezus nie mógł sobie poradzić w inny sposób? Być może mógł, z jakichś jednak względów, może właśnie ze względu na zachowanie Szymona, postanowił skorzystać z Jego pomocy.

Jeśli łódź Szymona była podobna do tej, którą wydobyto z jeziora Genezaret, to była to łódź wymagająca obsługiwania przez kilka osób. Łukasz nie precyzuje, kto oprócz Szymona znajdował się w pierwszej łodzi i kto był w drugiej. Prawdopodobnie w jednej z nich byli synowie Zebedeusza (mogli jednak zostać na brzegu). Kto więc zostawił wszystko i poszedł za Jezusem? Może jednak nie wszyscy ci rybacy, skoro ewangelista Jan mówi o tym (J 21, 1-14), że po zmartwychwstaniu Jezusa Piotr zajmował się jeszcze łowieniem (musiał mieć więc sprzęt).

Musiało być coś niezwykłego w tym połowie i nie była to chyba tylko sama ilość ryb, skoro wywołał on taką reakcję Szymona. Skąd jednak to tak szczególne wyznanie człowieka, który przecież widział już uzdrowienia dokonywane przez Jezusa? Szymon używa słowa „Pan” (kyrios), które było odnoszone do Boga, chociaż również do ludzi wysoko stojących w hierarchii społecznej (por. Mt 27, 63). Wykonuje też niezwykły gest przypadnięcia do kolan (prosepesen tois gonasin), a więc oznaczający szczególną cześć. Jest zatem w tej scenie pokazanie uznania przez Szymona szczególnej godności Jezusa, Jego bliskości z Bogiem. Z tym kontrastuje grzeszność Szymona (hamartólos, słowo pochodzące od słowa hamartanó oznaczającego grzech, czyli nietrafienie celu, podążanie niewłaściwą drogą, nieszanowanie woli Boga, niewierność, niedotrzymanie umowy). Może uznanie tej grzeszności wynikało z odwołania się przez Jezusa do jakiegoś znanego tylko Szymonowi nieszanowania woli Boga (może chodziło właśnie o wcześniejsze pewne zdystansowanie się wobec Jezusa). Jezus nie tylko wstrząsa Szymonem i pozostałymi, ale i wykonuje symboliczny gest prorocki: odtąd Szymon będzie łowił ludzi, chociaż może nieszczególnie do tego się nadaje. Tym razem Szymon idzie za Nim.