Archiwum kategorii: Biblia

Łk 4, 42-44 – Nie odchodź

Może Jezus uważał, że od swoich rodaków z Nazaretu może spodziewać się większego zrozumienia swojej nauki niż od mieszkańców Kafarnaum, że może od nich więcej wymagać. Jednak oczekiwania mieszkańców Nazaretu były inne: spodziewali się spektakularnych znaków, uzdrowień, nie zaś trudnej nauki o łasce dla wrogów.

(42) Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich. (43) Lecz On rzekł do nich: Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo po to zostałem posłany. (44) I głosił słowo w synagogach Judei.

Jezus znowu udaje się na pustynię, tutaj nazwaną miejscem pustynnym (użyte jest jednak to samo słowo, które oznacza pustynię: erémos). Jak już było wskazane (wpis „Bóg to nie On„), pustynia może być rozumiana jako miejsce z-którego-przemawia-Bóg (hebrajskie midbār). Charakterystyczne jest to, że Jezus co jakiś czas szuka tego właśnie miejsca rozmowy z Bogiem.

Jego zamiarem jest głoszenie słowa innym miastom. Biblia Warszawsko-Praska podaje jednak, że chodzi tu o miasta Galilei, nie zaś Judei. Rzeczywiście, niektóre kodeksy dają podstawę do takiego tłumaczenia. Jakiego słowa użył Łukasz? Prawdopodobnie słowa „Galilea”, bo w następnym rozdziale ewangelista mówi o tym, że Jezus naucza nad jeziorem Genezaret, a więc w Galilei. Być może ktoś chciał rozszerzyć obszar działalności Jezusa i Galileę zastąpił Judeą (gdyby jednak Łukasz użył słowa „Judea”, to prawdopodobne jest, że zaingerował ktoś z lepszą znajomością geografii). W każdym razie te różnice między kodeksami są zapewne przejawem jakiegoś udoskonalania tekstu Pisma Świętego.

Jezus jest przez mieszkańców Kafarnaum traktowany zupełnie inaczej niż przez mieszkańców swojego rodzinnego Nazaretu. Trzeba jednak powiedzieć, że przyczyną może być to, że w Kafarnaum ujawnia się inny aspekt jego nauki: moc wypowiadanego słowa, któremu posłuszne są demony. To, co mówił w Nazarecie, było o wiele trudniejsze do przyjęcia (por. wpis „Łaska dla wrogów„). Może Jezus uważał, że od swoich rodaków może spodziewać się większego zrozumienia swojej nauki niż od mieszkańców Kafarnaum (nie jest to pierwsza wizyta Jezusa w Kafarnaum, gdyż w opisie wizyty w Nazarecie mowa jest o oczekiwaniu, by dokonał On tego, czego dokonał w Kafarnaum), że może od nich więcej wymagać. Jednak oczekiwania mieszkańców Nazaretu były prawdopodobnie inne: spodziewali się spektakularnych znaków, uzdrowień, nie zaś trudnej nauki o łasce dla wrogów.

Łk 4, 38-41 – Demon nie jest teologiem

Wiedza demonów o Bogu może nie być tak szczególna, jak się nam często wydaje. Być może demony wcale nie są „znawcami” tajemnicy Trójcy Świętej, nie są teologami.

(38) Po opuszczeniu synagogi przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosili Go za nią. (39) On, stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała [uzdrowiona], i usługiwała im. (40) O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. (41) Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: Ty jesteś Syn Boży! Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem.

Łukasz ukazuje Jezusa jako uzdrowiciela. Co ciekawe ewangelista nie tłumaczy, skąd Jezus i Szymon się znali, dopiero w kolejnym rozdziale poinformuje, że Szymon po obfitym połowie poszedł za Jezusem. Może zresztą nie była to znajomość, może Szymon po prostu zaprosił do siebie wędrownego nauczyciela, o którym wiele słyszał.

Interesujące jest również to, że Jezus nie wykonuje żadnych gestów uzdrowiciela wobec teściowej Szymona. Po prostu rozkazuje gorączce, karci ją (epitimaó). To samo słowo, przetłumaczone jako „gromić”, użyte jest również w w. 41 w odniesieniu do demonów. Być może gorączka też była traktowana jako mająca swojego demona (ewentualne majaczenie, a więc mówienie „nie swoim” głosem, w czasie wysokiej gorączki mogłoby za tym przemawiać), któremu należało rozkazywać, by spowodować ozdrowienie.

Działalność uzdrowicielska była traktowana jako swego rodzaju praca, dlatego chorych przynoszono do Jezusa dopiero po zachodzie słońca, kiedy szabat się kończył. W tym wypadku Jezus kładzie ręce na uzdrawianych, co może oznaczać, że chodzi tu o „zwykłe” choroby.

Była już mowa (wpis „Inspirujący rodowód„) o tym, że słowa: „Ty jesteś Syn Boży!” nie muszą oznaczać wyznania wiary w drugą osobę Trójcy Świętej, bo synostwo Boże rozumiano wówczas szerzej. Demony (bo w tekście greckim jest słowo daimonion), a więc związane z szatanem obce siły oddziałujące na człowieka, nie muszą zatem mieć aż tak szczegółowej i niezwykłej wiedzy o Trójcy Świętej, Łukasz niekoniecznie tutaj o tym mówi. One wiedzą, że Jezus jest bardzo blisko Boga, nie ma nic wspólnego ze złem, a skoro to zło zwalcza, to jest Chrystusem, Mesjaszem (prawdopodobne jest, że Jezus nie chciał, żeby uznano Go za Mesjasza politycznego i dlatego nakazywał im milczenie). Może więc wiedza demonów, zwłaszcza tak podrzędnych, demonów choroby, nie jest tak szczególna, jak się nam często wydaje. Być może demony wcale nie są „znawcami” tajemnicy Trójcy Świętej, nie są teologami.

Łk 4, 31-37 – moc słowa

Moc słowa Jezusa może brać się właśnie z Jego radykalnego oddzielenia od zła. Ponieważ Jezus nie ma z nim nic wspólnego, może nad nim panować.

(31) Udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. (32) Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. (33) A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy: (34) Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boga. (35) Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego! Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego, nie wyrządzając mu żadnej szkody. (36) Wprawiło to wszystkich w zdumienie, i mówili między sobą: Cóż to za słowo, że z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą. (37) I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.

W tym opisie pobytu Jezusa w Kafarnaum Łukasz zdaje się przedstawiać inny aspekt, po opisaniu wcześniej aspektu łaski, słowa Jezusa. Tym razem jest to coś, co tłumacze oddają jako moc czy władczość (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół); tak tłumaczony jest bowiem grecki termin exousia. Słuchacze byli zdumieni, porażeni (EPP) tą nauką czy pełni podziwu dla niej (Biblia Poznańska). Co jednak powodowało, że słowa Jezusa wywoływały aż taką reakcję?

Jeśli ducha nieczystego utożsami się z rozumianym w sensie osobowym diabłem, to łatwo przyjąć, że chodzi tu o władzę nad szatanem. To sugeruje też pytanie owego ducha nieczystego: „Przyszedłeś nas zgubić?”. Czym jednak jest ów duch nieczysty? Grecki termin pneuma daimonion oznaczał raczej każdą złą, nierozpoznaną siłę, która szkodzi człowiekowi. Mogła to być choroba mózgu, odurzenie, złośliwy zamiar, szaleństwo czy wpływ szatana. Niekoniecznie musiało tu jednak chodzić o samego szatana niejako mieszkającego w człowieku, choć zgodnie z ówczesnym poglądem wszelkie zło pochodziło od diabła (więcej na ten temat: Michał Wojciechowski, Czym były „złe duchy”?). W tym wypadku Łukasz nie opisuje, na czym polegało szaleństwo (bo o nim raczej trzeba tu mówić) owego człowieka z synagogi. Wprawdzie Jezus zwraca się do ducha nieczystego, by wyszedł z tego człowieka, ale nie jest powiedziane, że to krzyczał właśnie ten duch, rozumiany jako diabeł, tym bardziej że jest tu użyta liczba mnoga (być może to sugestia niezbyt uprawniona, ale niewykluczone, że choroba była dla tego człowieka wygodna). Leczenie szaleństwa z pewnością nie było sprawą łatwą w czasach Jezusa, więc nic dziwnego, że uwolnienie od niego wzbudzało zdumienie.

Zastanawiające są wypowiedziane przez uzdrowionego człowieka słowa „Święty Boży”.  Świętość rozumiano wówczas jako oddzielenie od sfery profanum. Wskazywała ona także na związek z Bogiem i z tym, co Boskie. Święty jest Bóg, lecz świętymi są również związani z Nim ludzie i rzeczy. Idea świętości może zawierać w sobie nadto element poświę­cenia Bogu i uwolnienia od tego, co złe lub niewłaściwe. Trudno więc dopatrywać się w wyznaniu ducha nieczystego wyznania Boskości Jezusa, ale zapewne wskazuje on na niezwykłą bliskość Jezusa z Bogiem oraz na Jego radykalne oddzielenie od zła. Moc słowa Jezusa może więc brać się właśnie z tego oddzielenia. Ponieważ Jezus nie ma z nim nic wspólnego, może nad nim panować.

Łk 4, 16-30 – Łaska dla wrogów

Dla rodaków Jezusa było to jak uderzenie w twarz: rok łaski będzie dla wszystkich, a być może bardziej dla „niewiernych” niż dla nich. Prorok głoszący taką naukę nie może być mile widziany w swojej ojczyźnie.

(16) Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. (17) Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane:

(18) Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, (19) abym obwoływał rok łaski Pana.

(20) Zwinąwszy księgę, oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione. (21) Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. (22) A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa? (23) Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. (24) I dodał: Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. (25) Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; (26) a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. (27) I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. (28) Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. (29) Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. (30) On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się. (Biblia Tysiąclecia, wyd. V)

Przedstawiony przez Łukasza przebieg wydarzeń w czasie nauczania Jezusa w synagodze w Nazarecie jest na pierwszy rzut oka dość zaskakujący. Najpierw Jezus wywołuje podziw, potem słuchacze przypominają Jego pochodzenie, Jezus odgaduje, że słuchacze spodziewają się jakiegoś spektakularnego czynu (może uwolnienia opętanego), po czym ni z tego, ni z owego mówi, że prorocy byli posyłani do nie-Izraelitów, co w sumie dla Jego słuchaczy nie było niczym zaskakującym. Co tak naprawdę powiedział im Jezus i dlaczego (czy w słowach słuchaczy o pochodzeniu było aż tak wielkie powątpiewanie co do Niego, że musiał tak się narażać), że wywołał aż tak gwałtowną reakcję?

Warto zwrócić uwagę na przeczytane przez Jezusa słowa z Księgi Izajasza. Jezus celowo, jak sugeruje Łukasz, odszukuje ten akurat fragment (Iz 61, 1-2). Rozdział 61 Księgi Izajasza tak się rozpoczyna, ale cały mówi raczej o roku łaski obwołanym dla Izraela. Dla jego wrogów przewidziany jest „dzień pomsty naszego Boga”, bo „staną obcokrajowcy, by paść waszą trzodę, cudzoziemcy będą u was orać i uprawiać winnice”, „zużyjecie bogactwo narodów, dobrobyt ich sobie przywłaszczycie”. Zastanawiające jest to, że słowa o „dniu pomsty” znajdują się w tym samym wersie co słowa o „roku łaski”. Jakie więc skojarzenia mógł wywołać odczytany fragment? W wyd. IV Biblii Tysiąclecia (podobnie w Biblii Poznańskiej i Biblii Warszawsko-Praskiej) fraza „pełnym łaski słowom” była przetłumaczona jako  „pełnym wdzięku słowom”. Nie o wdzięk tu jednak chyba chodziło, ale właśnie o łaskę. Tyle że słuchacze prawdopodobnie wiązali ją z łaską dla Izraela (w tym i uzdrowieniami), a pomstą dla jego wrogów (może uzdrowienia Jezusa traktowali jako znak nadchodzącej pomsty). Może więc ich pytanie: czy nie jest to syn Józefa?, było w gruncie rzeczy pytaniem: czy On jest w stanie wyzwolić Izraela, skoro jest tylko synem Józefa?

Jeśli tak rozumieli oni przeczytany przez Jezusa fragment, to nie dziwi ich reakcja na Jego słowa o wdowie i Syryjczyku. Dla rodaków Jezusa było to jak uderzenie w twarz: rok łaski będzie dla wszystkich, a być może bardziej dla „niewiernych” niż dla nich. Prorok głoszący taką naukę nie może być mile widziany w swojej ojczyźnie.

Łk 4, 14-15 – moc Ducha

Być może to właśnie nie tyle sama nauka, ile właśnie ta widoczna w Jezusie moc Ducha sprawiała, że był nawet więcej niż chwalony. To by też tłumaczyło, dlaczego już wkrótce ta nauka wywołała ogromne oburzenie.

(14) Jezus powrócił z mocą Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. (15) I nauczał w synagogach, wychwalany przez wszystkich. (Biblia Poznańska)

Łukasz stosuje z pozoru dość dziwną konstrukcję: najpierw mówi o powrocie Jezusa i rozejściu się wieści o Nim, a dopiero potem o tym, że nauczał w synagogach i był za to chwalony. Wieść o Nim się rozeszła, zanim cokolwiek powiedział? Co sprawiło, że nagle stał się „sławny”? Czy tylko sam powrót? Co miałoby być w nim takiego spektakularnego? Być może rzeczywiście jest to, jak uważają niektórzy bibliści, podsumowanie całej działalności galilejskiej. Ale wyjaśnienie może być i inne. Wskazówką mogą być tutaj słowa „z mocą Ducha”. Duch pojawił się podczas chrztu w Jordanie, towarzyszył również Jezusowi podczas pobytu na pustyni. Moc ta musiała być jakoś widoczna w Jezusie, musiała z Niego emanować, wystarczyła do tego, by wieść o Nim się rozeszła.

Łukasz przedstawia Jezusa jako nauczyciela w synagogach, był On zapewne zapraszany jako wędrowny nauczyciel. Jest wychwalany przez wszystkich czy wręcz wysławiany, co ze względu na zastosowany czasownik doxazó miałoby stanowić odniesienie do czci należnej Bogu. Być może to właśnie nie tyle sama nauka, ile właśnie ta widoczna w Jezusie moc Ducha sprawiała, że był nawet więcej niż chwalony. To by też tłumaczyło, dlaczego już wkrótce ta nauka wywołała ogromne oburzenie. Może tak to już jest, że łatwiej podziwiać moc Ducha, niż słuchać mało przyjemnych dla siebie słów.

Łk 3, 23-38 – inspirujący rodowód

Niebezpodstawnie Łukasz jest uznawany za dobrego pisarza: z nudnej z pozoru genealogii potrafił zrobić interesujący i inspirujący tekst teologiczny.

(23) Sam zaś Jezus, rozpoczynając swoją działalność, miał lat około trzydziestu. Był, jak mniemano, synem Józefa, syna Helego, (24) syna Mattata, syna Lewiego, syna Melchiego, syna Jannaja, syna Józefa, (25) syna Matatiasza, syna Amosa, syna Nahuma, syna Chesliego, syna Naggaja, (26) syna Maata, syna Matatiasza, syna Semei, syna Josecha, syna Jody, (27) syna Jana, syna Resy, syna Zorobabela, syna Salatiela, syna Neriego, (28) syna Melchiego, syna Addiego, syna Kosama, syna Elmadana, syna Hera, (29) syna Jezusa, syna Eliezera, syna Jorima, syna Mattata, syna Lewiego, (30) syna Symeona, syna Judy, syna Józefa, syna Jonama, syna Eliakima, (31) syna Meleasza, syna Menny, syna Mattata, syna Natana, syna Dawida, (32) syna Jessego, syna Jobeda, syna Booza, syna Sali, syna Naassona, (33) syna Aminadaba, syna Admina, syna Arniego, syna Esroma, syna Faresa, syna Judy, (34) syna Jakuba, syna Izaaka, syna Abrahama, syna Tarego, syna Nachora, (35) syna Serucha, syna Ragaua, syna Faleka, syna Ebera, syna Sali, (36) syna Kainama, syna Arfaksada, syna Sema, syna Noego, syna Lamecha, (37) syna Matusali, syna Enocha, syna Jareta, syna Maleleela, syna Kainama, (38) syna Enosa, syna Seta, syna Adama, syna Bożego.

Zapewne mało kto ma dość samozaparcia, żeby przebrnąć przez wszystkie wyliczone imiona ludzkich przodków Jezusa (jeszcze gorzej jest w przypadku genealogii starotestamentowych). A jednak jest to tekst, któremu warto poświęcić nieco uwagi.

Rodowód Jezusa jest konieczny ze względu na skłonność starożytnych do określania tożsamości osoby właśnie przez rodowód. A jednak jest to rodowód w pewnym sensie symboliczny, co nie oznacza, że pozbawiony podstaw, bo Łukasz wskazuje, że  Jezus był domniemanym synem Józefa. Niewykluczone zresztą, że jest to rodowód Maryi, co miałoby tłumaczyć różnice między nim a rodowodem w Ewangelii Mateusza (Mt 1, 1-17, więcej o możliwych przyczynach tych różnic można przeczytać w artykule Sprzeczne rodowody Jezusa?). Łukasz już wcześniej wyjaśnił, kim jest Jezus, jednak tekst ten daje też podstawy do zastanowienia się nad kwestią synostwa Bożego.

Jeśli bowiem przyjmujemy, że Jezus był Synem Bożym (por. Łk 1, 35), czyli kimś równym Bogu, to na pewno kimś takim nie był Adam, stworzony przez Boga. Mówiąc o Adamie jako synu Bożym, Łukasz odwołuje się zapewne do starotestamentowego rozumienia synostwa Bożego jako wybrania kogoś i zlecenia mu specjalnej misji. W tym znaczeniu synem jest cały Izrael (Wj 4,22-23; por. Oz 11,1; Jr 31,9) czy król (Ps 2,7; Ps 89 [88],27-28). Ciekawe jednak jest to, że Jezus w Ewangeliach nigdy nie mówi wprost o sobie jako o Synu Bożym. Może wynika to właśnie ze świadomości, że jego Synostwo jest zupełni innego rodzaju niż synostwo Boże Starego Testamentu. Zarzut, że przekonanie o tym, że Jezus został potraktowany jako Syn Boży, powstało w wyniku literalnego odczytania słów mówiących o Jezusie jako o synu Bożym, jest nietrafny nie tylko ze względu na to, że ci, którzy mieliby dokonać takiego odczytania, musieliby świadomie pominąć chociażby słowa odnoszące się do Adama. Łukasz podobnie jak inni ewangeliści przytacza słowa Jezusa, w których podkreśla On, że jego relacja z Ojcem jest zupełnie innego rodzaju niż innych ludzi: „Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6, 36).

Niebezpodstawnie Łukasz jest zatem uznawany za dobrego pisarza: z nudnej z pozoru genealogii potrafił zrobić interesujący i inspirujący tekst teologiczny.

Łk 3, 21-22 – modlitwa objawia

Modlitwa, a zatem rozmowa z Bogiem, staje się tu niejako przyczyną objawienia Trójcy. Można więc przyjąć, że poznanie czegoś z tajemnicy Boga nie może obyć się bez modlitwy.

(21) Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo (22) i Duch Święty zstąpił nad Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.

Dlaczego Jezus przyjął chrzest od Jana, skoro nie był mu on potrzebny? Chrzest Janowy nie był chrztem gładzącym grzech pierworodny czy grzechy uczynkowe, był on jednym z rozpowszechnionych wówczas wśród Żydów obmyć rytualnych. Był on jednak specyficzny o tyle, że łączył się z wezwaniem do pokuty i nawrócenia. Przyjęcie chrztu przez Jezusa można więc rozumieć jako wyraz solidarności z grzesznikami, których przyszedł zbawić. Zastanawiać może ascetyczność opisu Łukasza, zwłaszcza gdy porówna się go z opisem w Ewangelii Mateusza (Mt 3, 13-17). Być może istotne jest wzięcie pod uwagę adresatów Ewangelii, dla których zapisana przez Mateusza rozmowa Chrzciciela z Jezusem, dotycząca potrzeby chrztu, mogłaby być nie do końca zrozumiała.

Opis chrztu Jezusa jest jednym z tych nielicznych miejsc w Biblii, w którym można dopatrzyć się objawienia Trójcy Świętej. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że Łukasz przeciwnie niż inni ewangeliści podkreśla, że to objawienie nastąpiło wtedy, gdy Jezus się modlił. Modlitwa, a zatem rozmowa z Bogiem, staje się tu niejako przyczyną objawienia Trójcy. Można więc przyjąć, że poznanie czegoś z tajemnicy Boga nie może obyć się bez modlitwy.

Łk 3, 1-20 – Jan Chrzciciel – niezrozumiany prorok?

Jan Chrzciciel podzielił los Jezusa, co do którego niektórzy się rozczarowali, bo spodziewali się, że przywróci On królestwo Izraela, że wytraci wszystkich wrogów Izraela. I być może to podobieństwo jest w historii Jana Chrzciciela najistotniejsze.

(1) Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i Trachonitydy, Lizaniasz tetrarchą Abileny; (2) za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. (3) Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów, (4) jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! (5) Każda dolina zostanie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! (6) I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże. (7) Mówił więc do tłumów, które wychodziły, żeby przyjąć chrzest od niego: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? (8) Wydajcie więc godne owoce nawrócenia; i nie próbujcie sobie wmawiać: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z tych oto kamieni może Bóg wzbudzić potomstwo Abrahamowi. (9) Już siekiera jest przyłożona do korzenia drzew. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i w ogień wrzucone. (10) Pytały go tłumy: Cóż więc mamy czynić? (11) On im odpowiadał: Kto ma dwie suknie, niech się podzieli z tym, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni. (12) Przyszli zaś także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i rzekli do niego: Nauczycielu, co mamy czynić? (13) On im powiedział: Nie pobierajcie nic więcej ponad to, co wam wyznaczono. (14) Pytali go też i żołnierze: A my co mamy czynić? On im odpowiedział: Na nikim pieniędzy nie wymuszajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na waszym żołdzie. (15) Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, (16) on tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem. (17) Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym. (18) Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę. (19) Lecz tetrarcha Herod, karcony przez niego z powodu Herodiady, żony swego brata, i z powodu wszystkich złych czynów, które popełnił, (20) dodał do tego wszystkiego i to, że zamknął Jana w więzieniu. (Łk 3, 1-20)

Zastanawia to, że Łukasz podaje aż tak dokładną datę wystąpienia Jana (dzięki temu można ją określić w przybliżeniu na 29 r. po Chrystusie). Być może robi tak dlatego, że jest to, przynajmniej w jego Ewangelii, właściwie data rozpoczęcia działalności publicznej przez samego Jezusa, Łukasz nie wskazuje bowiem, by była między tymi wydarzeniami duża odległość w czasie. A jednak działalność Jana musiała trochę trwać, skoro miał nawet swoich uczniów, którzy przyszli zapytać o post (Mt 9, 14) czy też o to, czy Jezus jest Mesjaszem (Mt 11, 2-3), i którzy przetrwali do czasów działalności apostołów, znając tylko „chrzest Janowy” (Dz 18, 24-25, 19, 2-7). Zdaje się, że niektórzy z nich mogli uznać – wbrew zdecydowanym słowom Jana, że idzie mocniejszy od niego – że jest on zapowiedzianym Mesjaszem. Niewykluczone zresztą, że właśnie ze względu na nich w wielu miejscach Ewangeliści umieszczają takie właśnie słowa Jana o mocniejszym od niego, co wcale nie musi oznaczać, że Jan ich nie wypowiadał.

Po co jednak Jan był potrzebny, skoro wiadomo, że takie postaci raczej zawsze powodują, że pojawiają się tacy, którzy chcą je „ubóstwić”, choćby one same tego nie chciały? To Jan jest właśnie Eliaszem, na którego wówczas oczekiwano i który miał przygotować drogę Mesjaszowi (Mt 11, 14). Jak inny był to jednak Eliasz od tego pierwszego, choć może podobnie gwałtowny w niektórych sytuacjach. On nie wskrzeszał (1 Krl 17, 8-24), nie stawał do rozprawy z prorokami Baala (1 Krl, 18, 1-46), nie został uniesiony ognistym rydwanem do nieba (2 Krl 2, 11). On tylko nauczał i wzywał do nawrócenia. W tej sytuacji nie dziwi, że Jezus musiał przekonywać, że Eliasz już przyszedł, że to właśnie on jest spełnieniem proroctwa Malachiasza (Ml 3, 1.23).

Jan, zgodnie ze starożytnym zwyczajem dotyczącym królów i zapowiedzią z Księgi Malachiasza, miał przygotować drogę królowi, by ten nie musiał się zatrzymywać ani zbaczać z drogi. Na ile Jan Chrzciciel był skuteczny w przygotowaniu tej drogi? Można dopatrzyć się wielu podobieństw w tym, co mówił Jan, i w tym, co mówił Jezus, a pozostawieni przez Jana uczniowie zapewne ułatwiali Jezusowi w pewnym stopniu głoszenie nauki. Mistrz z Nazaretu wydaje o Janie niezwykłe świadectwo, tym bardziej że Jan nie dokonywał tak spektakularnych znaków jak np. Eliasz: „Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana” (Łk 7, 28). A jednak Jan prawdopodobnie podzielił los Jezusa, co do którego niektórzy (w tym być może i Jego uczniowie) się rozczarowali, bo spodziewali się, że przywróci On królestwo Izraela, że wytraci wszystkich wrogów Izraela. I być może to podobieństwo jest w historii Jana Chrzciciela najistotniejsze, a zarazem najtragiczniejsze.

Łk 2, 41–52 – Jezus wśród teologów

(41) Rodzice Jego chodzili co roku do Jeruzalem na Święto Paschy. (42) Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. (43) Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został młody Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. (44) Przypuszczając, że jest wśród pątników, uszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. (45) Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go. (46) Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. (47) Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. (48) Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. (49) Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? (50) Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. (51) Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu. (52) Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi. (Łk 2, 41-50)

Co ciekawe, ujawnienie niezwykłej bystrości Jezusa następuje, podobnie jak Jego narodziny, podczas wyprawy. Warto też zwrócić uwagę na to, że jest to właściwie jedyne w ewangeliach opowiadanie o dzieciństwie Jezusa. A raczej już nie dzieciństwie, gdyż w tamtych czasach dwunastolatek przechodził ze świata dzieci do świata dorosłych, był dopuszczany do ich spraw. Od trzynastego roku życia był zobowiązany do pielgrzymki do Jerozolimy trzy razy w roku: w Święto Paschy, w Święto Tygodni i w Święto Namiotów.

W opowiadaniu tym można dopatrzyć się pośredniego argumentu za tym, że Jezus nie miał rodzonych braci i sióstr. Gdyby bowiem ich miał, Maryi raczej trudno byłoby co roku podróżować do Jerozolimy.

Jak jednak możliwe, że rodzice nie zauważyli zniknięcia Jezusa? Czyżby nie za bardzo interesowali się jedynakiem? Skoro nie był On już do końca dzieckiem, mogli mu dawać pewną swobodę i dlatego spodziewać się, że jest z krewnymi czy znajomymi. Interesujące jest również pytanie, dlaczego szukali Go aż trzy dni i dlaczego od razu nie poszli do świątyni, skoro można było przypuszczać, że tam właśnie jest (zapewne nie był to pierwszy przejaw nadzwyczajnego zainteresowania chłopca sprawami religijnymi). Być może w grę wchodzi tu jakieś nawiązanie do trzydniowego spoczywania Jezusa w grobie. Z drugiej jednak strony zapewne Maryi i Józefowi ciągle trudno było zrozumieć, że to dziecko jest kimś więcej niż nawet przyszłym prorokiem. Niewykluczone zresztą, że było to pewne przygotowanie Maryi na ból, którego miała zaznać w Jerozolimie podczas Jego śmierci.

W świątyni Jezus nie nauczał nauczycieli, jak często przedstawia się to w ikonografii, ale był między nimi i zadawał im pytania. Nie było w tym raczej niczego nadzwyczajnego, gdyż nauczający w krużgankach świątyni nauczyciele pozwalali czasem wciskającym się miedzy dorosłych dzieciom zadawać pytania. Jezus znalazł się więc wśród ówczesnych teologów i okazał się wyjątkowym ich partnerem, zdobył ich uznanie. Później, chociaż często zaskakiwał ich swoimi odpowiedziami, to się już nie udawało.

Łk 2, 39-40 – koniec wyprawy

(39) A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret. (40) Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

Według Łukasza wyprawa do Betlejem kończy się wypełnieniem wszystkiego według Prawa. Mateusz dodaje wizytę mędrców i ucieczkę do Egiptu. Czy Łukasz mógłby pominąć tak istotne wydarzenie, jak pobyt w Egipcie? Mimo zasadniczych podobieństw jest to istotna rozbieżność między Ewangeliami, każąca postawić pod znakiem zapytania ich całkowitą wiarygodność historyczną. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że dwie pozostałe Ewangelie w ogóle nie zawierają opowiadań o dzieciństwie, a poza tym Ewangeliści byli samodzielnymi pisarzami konstruującymi swoją opowieść zgodnie z pewną wizją teologiczną.

Według Łukasza wyprawa do Betlejem skończyła się szczęśliwie, a rodzice Jezusa wrócili raczej zadziwieni różnymi niezwykłymi wydarzeniami niż spokojni. W każdym razie nie wrócili z powrotem, bo odtąd wszystko było już inne.