Pewien znajomy opowiada o tym, jak wielkie wrażenie wywarła na nim znajdująca się w którymś archiwum seria zdjęć z warszawskiego getta, dokumentująca kolejne sceny, gdy niemieccy żołnierze każą młodej Żydówce rozebrać się na środku ulicy pośród tłumu przechodniów. Mówi – na pewno nie bez racji – że te zdjęcia są w stanie każdego wyleczyć z antysemityzmu. Czytaj dalej
Archiwa tagu: dobro
Robienie dobra
Robienie dobra, miejsca, w których robi się dobro… Ostatnio kariera takich stwierdzeń zdaje się wręcz oszałamiająca. Z zapałem przedstawia się, jak to niektórzy nie „pitolą”, tylko po prostu robią dobro: pomagają ubogim, opiekują się bezdomnymi, często przełamując odrazę, jaką ci ostatni mogą wywoływać… Zarzucanie czegokolwiek tego rodzaju działalności i ludziom, którzy ją prowadzą, z pewnością byłoby niewłaściwe. Tak samo jak i tym, którzy nie tylko wyrażają uznanie wobec tej działalności, ale również w nią się angażują. Czytaj dalej
Łk 6, 39-49 – Dobro i zło
Człowiek naprawdę dobry wykonuje słowa Jezusa, a zatem ma on fundament dobra w swoim najgłębszym jestestwie.
(39) Opowiedział im też przypowieść: Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? (40) Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel. (41) Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? (42) Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego. (43) Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało. (44) Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. (45) Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta. (46) Czemu to wzywacie Mnie: Panie, Panie!, a nie czynicie tego, co mówię? (47) Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. (48) Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, wezbrana rzeka uderzyła w ten dom, ale nie zdołała go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany. (49) Lecz ten, kto usłyszał, a nie wypełnił, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. Gdy rzeka uderzyła w niego, od razu runął, a ruina owego domu była wielka.
Niewykluczone, że Łukasz przedstawia tutaj zbiór różnych nauk Jezusa wygłaszanych przy różnych okazjach, a zapamiętanych przez Jego uczniów. W w. 39-40 mamy do czynienia raczej z przysłowiem niż klasyczną przypowieścią, za taką przypowieść można uznać porównanie przedstawione w w. 47-49 (na temat przypowieści por. Łk 5, 33-39).
Ciekawa jest antropologia przedstawiona przez Jezusa w w. 43-45. Istotna jest tutaj terminologia grecka. Najpierw mowa jest o drzewie dobrym i złym, a potem o człowieku dobrym i złym. Jednak w pierwszym i w drugim przypadku użyte są inne słowa.
Do drzewa i owocu odniesione są słowa kalos, czyli dobry, bez zarzutu, piękny, szlachetny, użyteczny, oraz sapros, czyli zepsuty, spróchniały, zgniły, bezużyteczny. Chodzi więc raczej nie o dobro i zło (w sensie metafizycznym), ale o użyteczność i bezużyteczność, o to, że z użytecznego, szlachetnego drzewa również owoc będzie użyteczny, a z kolei z bezużytecznego drzewa także owoc będzie bezużyteczny; nie może być odwrotnie. Trudno jednak rozpoznać, jakie jest drzewo, jeśli nie rozpozna się najpierw jego owocu, gdy ktoś rozpozna użyteczny owoc (figę, winogrono), będzie wiedział, że również drzewo jest użyteczne, że nie jest to bezużyteczny cierń (raniący, trudny do przebycia, a nawet pozyskania na opał) czy jeżyna (BT podaje, że jest ona w Palestynie rośliną wprost niezniszczalną, kiedy wszystko usycha, ona jeszcze kwitnie, ale owoc jej jest bez wartości z powodu braku soków). Krótko mówiąc, owoc „zdradza”, jakie jest drzewo.
Jezus mówi, że podobnie jest z człowiekiem: dobry człowiek „wydaje” z siebie dobro, a zły – zło, a człowieka „zdradzają” jego słowa. Do człowieka odniesione jest jednak nie słowo kalos, ale agatos, termin używany w Nowym Testamencie wyłącznie na określenie osób: przede wszystkim Boga, ale także na Jego wzór i człowieka. Człowiek dobry to nie tylko dobrze wyglądający, użyteczny, ale dobry na wzór Boga. Z kolei do człowieka, który „wydaje” z siebie zło, odniesione jest słowo poneros: niegodziwy, podły, winny, chory u podstaw, zepsuty. Ta zasadnicza choroba powoduje cierpienia we wszelkiej postaci, a zwłaszcza śmierć. Istotne jest tutaj odwołanie do serca, które w Biblii najczęściej było rozumiane jako najgłębsze jestestwo człowieka, siedlisko świadomej, rozumnej i wolnej osobowości człowieka, miejsce podejmowania decyzji i spotkania z Bogiem. W tym miejscu myśli i spotkania z Bogiem może być skarbiec dobry, a więc „składnica” dobra wynikającego ze spotkania z dobrym Bogiem, albo skarbiec zły, a więc „składnica” zła wynikającego z choroby prowadzącej do śmierci, czyli nieobecności Boga.
Nie chodzi tu jednak o wiarę, że same piękne słówka pokażą, co się kryje we wnętrzu człowieka. Nawet nazwanie Jezusa Panem (kyrios to słowo odnoszone do Boga albo wysoko postawionych ludzi) nic jeszcze nie znaczy, bo człowiek naprawdę dobry wykonuje również słowa Jezusa, a zatem ma on fundament dobra w swoim najgłębszym jestestwie.
Hobbit. Tam i nie z powrotem
Tekst opublikowany w Magazynie Dywiz – 24 listopada 2012 r.
Bliska jest mi interpretacja relacji czytelnika do tekstu dokonana przez Paula Ricoeura. Zdaniem tego filozofa świat tekstu to pewna możliwość bycia-w-świecie, to pewna propozycja włączenia wizji rzeczywistości zawartej w tekście do sposobu egzystowania czytelnika. Dodam, że teolog proponuje w swoim tekście nie tylko pewną wizję świata, ale i możliwość bycia-w-świecie-spotkania-z-Bogiem. A skoro każdy wierzący jest teologiem – bo jak mówi Benedykt XVI, „każdy, kto kocha Boga, jest przynaglony, by stać się w pewnym sensie teologiem” – to taka propozycja może się znaleźć zarówno w kilkutomowym dziele teologicznym z tysiącami przepisów, jak i w powieści. Przystępując więc do lektury jakiegoś dzieła literackiego, mogę się spodziewać, że znajdę tam nie tylko mniej lub bardziej interesującą fabułę, ale i wizję bycia w świecie, na którego horyzoncie jest Bóg. Jest to bardzo prawdopodobne zwłaszcza w przypadku autora wierzącego. O Johnie Ronaldzie Reuelu Tolkienie wiadomo, że wiara była dla niego czymś istotnym, bo sam przyznawał, że jest gorliwym katolikiem. Czy więc również w jego dziełach, na których kartach spotykamy tak fantastyczne stwory, jak hobbity, krasnoludy, elfy, trolle czy gobliny, można odnaleźć jakieś wątki teologiczne? Czy mówią one coś o świecie spotkania z Bogiem? Czy takie wątki można odnaleźć na przykład w „Hobbicie”, którego ekranizacja właśnie wchodzi do kin? Czytaj dalej
