Archiwum autora: Robert M. Rynkowski

Bóg omylny?

Dlaczego Jezus stawiał swoim uczniom radykalne, właściwie nie do spełnienia, wymagania etyczne? Dlatego, że się pomylił. Był On prorokiem apokaliptycznym i wierzył w rychły koniec świata, etyka ta była zatem na krótki okres przejściowy, w którym nie mogą już obowiązywać normalne zasady życia społecznego. Jak wiemy, koniec świata nie nastąpił (ale Jezus podobnie jak inni tacy prorocy zabezpieczał się przed taką ewentualnością twierdzeniami, że tak naprawdę tylko Bóg wie, kiedy ten koniec świata stanie się faktem). A zatem Jezus się mylił. Przynajmniej zdaniem Dariusza Kota (Jezus zapomniany: prorok apokaliptycznego Królestwa, „Znak” 691 (2012) nr 12, s. 22-28).

Autor ten uważa, że hipoteza apokaliptyczna bez problemu tłumaczy stawianie niemożliwych do zrealizowania wymagań etycznych. Można by jednak delikatnie zapytać autora, czy sądzi również, że Jezus rzeczywiście zalecał wyłupywanie sobie oczu i obcinanie rąk, nawet w owym okresie przejściowym (Mt 5, 29n). Bo jeśli tak, to jego uczniowie (którym do doskonałości moralnej było daleko) powinni wszyscy wyglądać niczym typowy pirat.

Recenzja mojego autorstwa w „Więzi”

W najnowszym numerze „Więzi” ukazała się napisana przeze mnie recenzja książki Elżbiety Wiater „Filotea 2.1. Duchowość dla świeckich„. Fragment poniżej:

Duchowe rewolucje

Duchowość św. Franciszka Salezego to w dużej mierze duchowość dla świeckich. Był on bowiem tym, który bodaj najbardziej przyczynił się do zwrócenia uwagi na świeckich w czasach, kiedy powołanie do świętości kojarzono wyłącznie z kapłaństwem bądź zakonem, a pisma z dziedziny duchowości adresowane były do stanu duchownego. Biskup Genewy wyprowadził pobożność z klasztorów i kościołów, przedstawił ją jako dostępną dla wszystkich i podkreślił wyraźnie wielkość powołania do życia w świecie – sprzeciwiał się pomijaniu życia doczesnego w celu wywyższenia wiecznego.

W czasach Franciszka Salezego takie postawienie sprawy było czymś nowatorskim. Wprawdzie od jego śmierci minęło blisko czterysta lat, postulaty te brzmią jednak dziwnie świeżo. Również i dziś za człowieka o głębokiej duchowości prędzej uznamy członka zakonu kontemplacyjnego niż żyjącego sprawami tego świata świeckiego. Co więcej, wielu chrześcijan uważa, że nie może pragnąć życia duchowego, nie może go prowadzić, dopóki musi zajmować się pracą, dziećmi, domem…

Zdawałoby się, że dla człowieka zainteresowanego dziełem biskupa Genewy nie ma nic prostszego, jak po prostu przeczytać Filoteę, jego podstawowe dzieło o duchowości świeckich. Tylko że to stron około czterystu, a język i stylistyka nieco z innej epoki; kto chce poczuć zapach siarki i żar płomieni piekielnych, temu polecam Salezego opis piekła.

Nie musimy jednak odrzucać dzieła biskupa z Genewy, bo z pomocą przychodzi nam Elżbieta Wiater, która w swojej książce Filotea 2.1. Duchowość dla świeckich podjęła się zadania wydobycia z Filotei Franciszka Salezego tego, co najważniejsze, i przełożenia tego na język współczesności. W efekcie otrzymujemy 164 strony tekstu pełnego lekkości i dowcipu. Ta spora dawka humoru nie tylko ułatwia lekturę, ale może być przyczyną podejrzliwych spojrzeń współpasażerów, gdy Filoteę 2.1 czytać będziemy w środkach komunikacji publicznej. Weźmy choćby takie zdanko: „Najbardziej pobożne praktyki i «głębokie» przeżycia są niczym wobec codziennego zmagania się o to, żeby jednak uśmiechnąć się do męża, któremu ma się ochotę skopać pośladki, albo zająć się niemowlakiem cierpiącym z powodu kolki, chociaż najchętniej przekręciłoby się klucz w zamku i zostawiło małego «wyjca» sam na sam ze ścianą. Do osiągnięcia palmy męczeństwa nie potrzebujemy stosu, krzyża czy miecza. Czasem rodzina wystarczy”.

Hobbit. Tam i nie z powrotem

Tekst opublikowany w Magazynie Dywiz24 listopada 2012 r.

Bli­ska jest mi inter­pre­ta­cja rela­cji czy­tel­nika do tek­stu doko­nana przez Paula Rico­eura. Zda­niem tego filo­zofa świat tek­stu to pewna moż­li­wość bycia-w-świecie, to pewna pro­po­zy­cja włą­cze­nia wizji rze­czy­wi­sto­ści zawar­tej w tek­ście do spo­sobu egzy­sto­wa­nia czy­tel­nika. Dodam, że teo­log pro­po­nuje w swoim tek­ście nie tylko pewną wizję świata, ale i moż­li­wość bycia-w-świecie-spotkania-z-Bogiem. A skoro każdy wie­rzący jest teo­lo­giem – bo jak mówi Bene­dykt XVI, „każdy, kto kocha Boga, jest przy­na­glony, by stać się w pew­nym sen­sie teologiem” – to taka pro­po­zy­cja może się zna­leźć zarówno w kil­ku­to­mo­wym dziele teo­lo­gicz­nym z tysią­cami prze­pi­sów, jak i w powie­ści. Przy­stę­pu­jąc więc do lek­tury jakie­goś dzieła lite­rac­kiego, mogę się spo­dzie­wać, że znajdę tam nie tylko mniej lub bar­dziej inte­re­su­jącą fabułę, ale i wizję bycia w świe­cie, na któ­rego hory­zon­cie jest Bóg. Jest to bar­dzo praw­do­po­dobne zwłasz­cza w przy­padku autora wie­rzą­cego. O Joh­nie Ronal­dzie Reu­elu Tol­kie­nie wia­domo, że wiara była dla niego czymś istot­nym, bo sam przy­zna­wał, że jest gor­li­wym kato­li­kiem. Czy więc rów­nież w jego dzie­łach, na któ­rych kar­tach spo­ty­kamy tak fan­ta­styczne stwory, jak hob­bity, kra­sno­ludy, elfy, trolle czy gobliny, można odna­leźć jakieś wątki teo­lo­giczne? Czy mówią one coś o świe­cie spo­tka­nia z Bogiem? Czy takie wątki można odna­leźć na przy­kład w „Hob­bi­cie”, któ­rego ekra­ni­za­cja wła­śnie wcho­dzi do kin? Czytaj dalej

Recenzja „Każdy jest teologiem” w magazynie „Dywiz”

W magazynie internetowym „Dywiz” pojawiła się recenzja mojej książki „Każdy jest teologiem„. Autorem recenzji jest członek redakcji magazynu Michał Buczek, a nosi ona tytuł „Lekcja samodzielności„. Dlaczego książka ma być „lekcją samodzielności”? Oddajmy głos samemu autorowi:

Robert M. Ryn­kow­ski, który sam jest dok­to­rem dogma­tyki, zapra­sza chrze­ści­jan do odro­bie­nia lek­cji samo­dziel­no­ści, którą rozu­miem jako reali­zo­waną przez teo­lo­gów we wspól­no­cie wie­rzą­cych posługę myśle­nia.

Zapraszam do lektury i recenzji, i samej książki.

Uzdrawiająca gęba

W najnowszym numerze Newsweeka znajduje się artykuł o zmarłej niedawno dziennikarce Annie Laszuk. Wspominający ją współpracownicy z radia TOK FM mówią, że ponieważ nie życzyła ona sobie kontaktów, nigdy nie zebrali się, żeby coś zrobić, żeby się pożegnać. Sekretarz redakcji Zuzanna Piechowicz zadaje pytanie: „Zresztą gdyby ją ktoś odwiedził, to co by powiedział? Cześć, jak tam twoje umieranie?”.

Pewnie podobne pytania zadawał sobie ks. Józef Tischner. Jak sam przyznał w pewnej homilii, był czas, gdy bał się chodzić do chorych, bo wydawało mu się, że nie umie im nic powiedzieć. Uważał, że skoro sam nie przeżył ciężkiej choroby, to nie powinien niczego mówić. Dlatego od wizyt u chorych się wymigiwał. Jednak gdy ciężko chory, a właściwie już bliski śmierci, był jego przyjaciel Antoni Kępiński, w końcu zebrał się i poszedł do niego do kliniki. Ciągle bał się, że wyjdzie na głupiego, bo co mądrego będzie w stanie powiedzieć, skoro ze względu na swoje cierpienie Kępiński jest mądrzejszy od wszystkich.

Ale okazało się, że kiedy wszedł do Kępińskiego, nie musiał nic mówić, bo ten, zanim jeszcze Tischner zdołał cokolwiek powiedzieć, się ucieszył i powiedział: „Bo wiesz… Bo ty masz taką uzdrawiającą gębę”. I Tischner poczuł się podbudowany na duchu, bo zrozumiał, że nie musi chorym nic mówić, że wystarczy, że pokaże gębę i jakoś to będzie. Zrozumiał, że choremu potrzebne są nie słowa, ale obecność. Zresztą i rozmowa, choć rwana, jeszcze się toczyła.

Tischner miał to szczęście, że nie usłyszał od Kępińskiego jak trzej przyjaciele Hioba: „Niech przepadnie dzień mego urodzenia i noc, gdy powiedziano: „Poczęty mężczyzna”” (Hi 3,3). Słynny naukowiec chciał już odejść, a pocieszenie znajdował w scenie modlitwy Jezusa w Ogrójcu (Łk 22, 39-46), w tym, że człowiek nie jest pierwszy na tej drodze. Być może jednak żaden z przyjaciół Hioba nie miał uzdrawiającej gęby.

Z ciemnej doliny do domu Pana

(1) Psalm. Dawidowy.
Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego.
(2) Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć:
(3) orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoje imię.
(4) Chociażbym chodził ciemną doliną,
zła się nie ulęknę,
bo Ty jesteś ze mną.
Twój kij i Twoja laska
są tym, co mnie pociesza.
(5) Stół dla mnie zastawiasz
wobec mych przeciwników;
namaszczasz mi głowę olejkiem;
mój kielich jest przeobfity.
(6) Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni mego życia
i zamieszkam w domu Pańskim
po najdłuższe czasy. Czytaj dalej

Konkurs z nagrodą z okazji 16. Targów Książki w Krakowie

Każdy, kto w dniach trwania 16. Targów Książki w Krakowie (25-28.10) kupi moją książkę „Każdy jest teologiem. Nieakademicki wstęp do teologii” (niekoniecznie na targach, choć będzie ona na nich dostępna; stoisko Wydawnictwa WAM nr A12), ma szansę na wylosowanie egzemplarza książki z zamówioną dedykacją i podpisem autora. Wystarczy do 29.10 wysłać na mój adres e-mail (ikona z kopertą w prawym górnym rogu strony) skan, zdjęcie itp. paragonu, faktury lub innego dowodu zakupu. Wylosowanemu zwycięzcy książkę wyślę pocztą (konieczne będzie podanie adresu korespondencyjnego).

Bo Bóg jest w zupie

Książki teologiczne zalegające półki księgarń nie sprzedają się niczym bestsellery wojujących ateistów, na przykład Bóg urojony Richarda Dawkinsa. Owszem, najczęściej nie są one napisane nawet takim językiem, jakim posługuje się Szymon Hołownia (jego książki sprzedają się akurat bardzo dobrze). Czy jednak sami wierzący nie są winni tej niepopularności literatury teologicznej, wśród której są nie tylko niestrawne traktaty? Często można napotkać opinię, że do tego, żeby wierzyć, żeby poznawać Boga, nie jest potrzebne nic oprócz prostej wiary i modlitwy, ewentualnie Pisma Świętego, że teologia w żaden sposób w wierze nie pomaga, a może wręcz szkodzić. Jako sztandarowy argument przeciw teologii wskazywani są zachodni teologowie, których część to nie tylko heretycy, ale wręcz niewierzący. Czytaj dalej

O „Każdy jest teologiem” w programie II Polskiego Radia

W najbliższą niedzielę (5 sierpnia) o 6.30 w Magazynie Lumen w Programie II Polskiego Radia będę rozmawiał z red. Janem Pniewskim o mojej książce „Każdy jest teologiem. Nieakademicki wstęp do teologii”. Dla przerażonych godziną dobra informacja: po dniu czy dwóch rozmowę będzie można odsłuchać na stronie internetowej.