Papież „niesoborowy”

Pierwsze wystąpienia papieża dają nadzieję, że nie pozwoli on swojej roli sprowadzić do szefa pomocowo-terapeutycznej organizacji pozarządowej, którego głównym zadaniem jest wyrzucenie złych urzędników.

Wyobrażam sobie: ósmy dzień wyborów. Wyborne: moje koleżanki i koledzy „przerobili“ już dawno Wikipedię i żeby czymś zająć antenę, zmuszeni są sięgnąć po świętego Anzelma i debatować o Tomaszu z Akwinu! Jestem pewien, że dwutygodniowe konklawe zrobiłoby dla edukacji religijnej społeczeństwa więcej niż wszystkie szkolne katechezy razem wzięte! – napisał Szymon Hołownia po wydobyciu się czarnego dymu z komina Kaplicy Sykstyńskiej.

Niestety, konklawe trwało krótko i z edukacji nic nie wyszło. Obawiam się jednak, że gdyby nawet konklawe trwało miesiąc, po Anzelma nikt by nie sięgnął. I zapewne nikt nie zadałby sobie pytania, jaki jest stosunek nowego papieża do Anzelma czy Tomasza z Akwinu. Czy jeśli chodzi o Wcielenie, to zgadza się z Tomaszem, że nie nastąpiłoby ono, gdyby nie było grzechu pierworodnego, czy raczej bliżej mu do Jana Dunsa Szkota, który sądził odwrotnie? A czy jeśli chodzi o rozumienie Trójcy Świętej, to jest on raczej po stronie tych, którzy uważają, że trzeba trzymać się terminologii wypracowanej na pierwszych soborach, czy raczej po stronie swojego współbrata Karla Rahnera, który chciał mówić o trzech „różnych sposobach subsystencji”? Czy jako ten, który widział i widzi zło, śmierć w swoim kraju i na swoim kontynencie, byłby skłonny podzielać przekonanie Hansa Ursa von Balthasara (też jezuity przez 20 lat), że można mieć nadzieję na zabawienie wszystkich?

Owszem, można powiedzieć, że nie każdy biskup musi „znać się” na tych kwestiach teologicznych, bo może skupiać się bardziej na działalności duszpasterskiej i sprawach społecznych. Słusznie jednak papież Franciszek powiedział w homilii 14 marca 2013 r. podczas Mszy św., którą po raz pierwszy odprawił jako biskup Rzymu: „jeśli nie wyznajemy Jezusa Chrystusa, to dzieje się źle. Staniemy się pozarządową organizacją pomocową, ale nie Kościołem, Oblubienicą Pana”. I dalej: „Chciałbym, aby wszyscy po tych dniach łaski mieli odwagę, właśnie odwagę, by kroczyć w obecności Bożej, z krzyżem Pana; by budować Kościół na Krwi Pana, którą przelał On na krzyżu, i wyznawali jedyną chwałę: Chrystusa Ukrzyżowanego”. Jezusa Chrystusa wyznaje się umysłem i sercem, a wydarzenia paschalne (męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa), o których wspomina papież, są istotą chrześcijaństwa (chociażby pytanie, czy centrum tych wydarzeń był Krzyż czy Zmartwychwstanie). Papież nie może więc nie być teologiem, tym bardziej że nieraz będzie musiał zająć stanowisko w skomplikowanych kwestiach teologicznych. Szkoda więc, że skupiamy się nie na tym, jak nowy papież wyznawał i wyznaje Jezusa Chrystusa, ale na tym, jak będzie, skoro prowadzi takie skromne życie, zarządzał Kościołem jako organizacją pomocową, albo co powie w sprawach moralnych, które co prawda są ważne, jednak wtórne w stosunku do teologicznego fundamentu wiary.

Może istotne jest również to, że Franciszek jest pierwszym papieżem od zakończenia Soboru Watykańskiego II, który w nim nie uczestniczył. Ciekawe może być więc pytanie, jak będzie on rozumiał ten sobór, czy jego spojrzenie na to najważniejsze w Kościele wydarzenie dwudziestego stulecia będzie jakoś się różniło od spojrzenia jego poprzedników. Czy będzie on w stanie odczytać i zrealizować przesłanie tego soboru, o co apelował Benedykt XVI? Niewykluczone, że jako człowiekowi niezaangażowanemu w obrady będzie łatwiej mu to zrobić. A kwestii doktrynalnych podjętych przez sobór, uznawany za duszpasterski, jest całkiem sporo, chociażby kwestia wartości zbawczej innych religii i związany z nią problem pluralistycznej teologii religii i teologii azjatyckiej (por. dyskusję na blogu Kleofas).

Pierwsze wystąpienia papieża dają nadzieję, że nie pozwoli on swojej roli sprowadzić do szefa pomocowo-terapeutycznej organizacji pozarządowej, którego głównym zadaniem jest wyrzucenie złych urzędników.

Franciszek – teologiczna niewiadoma

Wybór kard. Jorge Mario Bergoglio na papieża był dla mnie zaskoczeniem. Ale nie dlatego, że spodziewałem się wyboru któregoś z wymienianych głównych faworytów: kard. Angelo Scoli czy kard. Odilo Scherera. Po prostu wydawało mi się, że tym razem takie typowanie się nie sprawdzi i raczej będzie niespodzianka. Stawiałem jednak bardziej na np. Amerykanów, wydawało mi się również, że może to być Włoch, tyle że taki, którego nikt za bardzo się nie spodziewa.

Nowy papież jest jednak, przynajmniej dla mnie, ale jak sądzę, również i dla wielu innych, dość dużą niewiadomą. Trudność wynika przede wszystkim z tego, że nie są powszechnie znane jego poglądy teologiczne, jego duchowość, jego książki (żadna nie jest przetłumaczona na polski). Takiej trudności nie było w przypadku Benedykta XVI, z którego poglądami teologicznymi dosyć łatwo było się zapoznać. Co ciekawe, w zasadzie w żadnych informacjach nie mówi się o sylwetce duchowo-teologicznej nowego papieża, zwraca się raczej uwagę na jego poglądy z zakresu moralności i życia społecznego, które są znane bardzo dobrze. Jeśli chodzi o teologię, to wiadomo, że doktorat kończył w Niemczech we Fryburgu, czyli w miejscu urodzin i studiów Karla Rahnera, też jezuity i jednego z największych teologów XX w. Czy przejął coś z poglądów swojego wielkiego współbrata czy raczej poszedł inną drogą? Tego wszystkiego zapewne wkrótce się dowiemy, bo pewnie znajdzie się wydawnictwo, które wyda tłumaczenie np. jego ostatniej książki Mente abierta, corazón creyente (Otwarty umysł, wierzące serce). Wydaje się jednak, że to bardziej duszpasterz (co nie wyklucza myśli teologicznej) niż profesor teolog.

Bardziej znane są jego poglądy na moralność i życie społeczne. Wiadomo, że jest przeciwnikiem antykoncepcji, aborcji, eutanazji, małżeństw jednopłciowych… Niedawno w związku z „oczekiwaniami” wobec papieża, który powinien wszystko zostawić sumieniu wiernych, i pytaniami, dlaczego Kościół zakazuje tego czy tamtego, przyszedł mi do głowy pomysł, by możliwie jak najkrócej przedstawić te kwestie (trochę na zasadzie takiej: „Człowiek nie jest rzeczą, ma szczególną godność. Ponieważ nie jest rzeczą, nie wolno go zbijać”… itd.). Poglądy papieża Franciszka są bardzo dobrą okazją do tego, by możliwie najbardziej klarownie ukazać stanowisko Kościoła w sprawach moralnych, nawet jeśli sam papież w najbliższym czasie tego nie zrobi.

Nowy papież ujął wszystkich swoją skromnością. Tak się jakoś złożyło, że akurat wczoraj pisałem o setniku z Kafarnaum (Łk 7, 1-10), który mimo swojego znaczenia uważał się za zbyt małego, by do jego domu wszedł Jezus, nawet nie uznawał się za godnego, by rozmawiać z Nim osobiście. Jest tu jakaś zbieżność z papieżem, który uznaje, że zanim sam udzieli błogosławieństwa, powinien być „pobłogosławiony” przez zgromadzonych. Szczere (a mam wewnętrzne przekonanie, że tak właśnie jest) uznanie swojej „niegodności” w sytuacji, gdy obiektywnie jest inaczej, zasługuje na uznanie.

A już zupełnie na zakończenie pytanie o wrażliwość ekologiczną papieża Franciszka, której można by się spodziewać, skoro odwołuje się do św. Franciszka z Asyżu. Może mewa siedząca przed pojawieniem się białego dymu na kominie Kaplicy Sykstyńskiej, z której niektórzy żartowali, że to jakiś dziwny gołąb (w nawiązaniu do Ducha Świętego) albo że to szpieg z podsłuchem, jest jakimś symbolem tejże wrażliwości. 🙂

Łk 7, 1-10 – Niezwykła wiara

Wiara setnika w moc słowa Jezusa i w Jego panowanie nad złem jest rzeczywiście niezwykła, zwłaszcza w zestawieniu z postawą rodaków Jezusa, którzy zarzucali Mu, że uzdrawia mocą Belzebuba.

(1) Gdy Jezus dokończył wszystkich tych mów do słuchającego [Go] ludu, wszedł do Kafarnaum. (2) Sługa pewnego setnika, szczególnie przez niego ceniony, chorował i bliski był śmierci. (3) Skoro setnik posłyszał o Jezusie, wysłał do Niego starszyznę żydowską z prośbą, żeby przyszedł i uzdrowił mu sługę. (4) Ci zjawili się u Jezusa i prosili Go usilnie: Godzien jest, żebyś mu to wyświadczył – mówili – (5) miłuje bowiem nasz naród i sam zbudował nam synagogę. (6) Jezus przeto zdążał z nimi. A gdy był już niedaleko domu, setnik wysłał do Niego przyjaciół ze słowami: Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. (7) I dlatego ja sam nie uważałem się za godnego przyjść do Ciebie. Lecz powiedz słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. (8) Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: Idź! – a idzie; drugiemu: Przyjdź! – a przychodzi; a mojemu słudze: Zrób to! – a robi. (9) Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się nad nim, i zwróciwszy się do tłumu, który szedł za Nim, rzekł: Powiadam wam: Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu. (10) A gdy wysłańcy wrócili do domu, zastali sługę zdrowego.

Jezus powraca do przyjaznego mu Kafarnaum (por. Łk 4, 42-44 – Nie odchodź), tam, gdzie objawiał moc wypowiadanego słowa, któremu posłuszne są demony. Co ciekawe, znowu objawia się w tym mieście moc jego słowa, tym razem nawet w bardziej spektakularny sposób niż poprzednio, bo Jezus nie widzi nawet chorego, którego uzdrawia.

Kafarnaum było miastem pogranicznym i stacjonował w nim rzymski garnizon. Setnik (centurion) to dowódca centurii (oddziału liczącego około 100 żołnierzy), najniższy oficer w legionie. Stanowisko to dawało chyba spore dochody, skoro tego z Kafarnaum stać było na wybudowanie synagogi. Setnik przedstawiony przez Łukasza zbliżył się do judaizmu, żył w zgodzie ze starszyzną żydowską. Mógł więc być prozelitą, czyli tym, który przyjął wiarę żydowską, dokonując tego formalnie przez poddanie się obrzezaniu, przez „obmycie odradzające” i przez ofiarę złożoną w świątyni. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że był „bojącym się Boga”, czyli tym, który pociągnięty wiarą w jednego Boga zachowywał niektóre przepisy prawa mojżeszowego (zwłaszcza religijne).

Ciekawe jest to, że w w. 3 setnik prosi, żeby Jezus przyszedł, gdy tymczasem potem zatrzymuje go i mówi, że wystarczy, by Jezus powiedział słowo. Czyżby zmienił zdanie, nagle odczuł swoją niegodność? W Biblii Poznańskiej tłumacz pominął to słowo „przyszedł” (erchomai oznacza: przychodzić, przybywać; wracać; nadchodzić, zbliżać się; iść, może zatem chodzić o konkretny moment przybycia kogoś, jak również o cały proces „przybywania”): „Słysząc o Jezusie, posłał do niego starszyznę żydowską z prośbą, aby uzdrowił jego sługę”. Może chodzi tu o to, że setnik prosi o to, by Jezus przybywając, nadchodząc, uzdrowił jego sługę (nie wiadomo, co posłańcy powiedzieli Jezusowi). Wtedy nie ma niespójności polegającej na zmianie zdania przez setnika.

Starszyzna uznaje, że setnik jest godny (axios – godny, zasługujący) tego, by Jezus uzdrowił mu sługę, jednak on sam uznaje się za niegodnego (hikanos – wystarczający, godny, wielki) tego, by Jezus wszedł pod jego dach. Nie czuł się nawet godny (axioó – uważać się za godnego), by przyjść do Jezusa. Słuszne wydaje się więc zróżnicowanie poszczególnych wyrazów tłumaczonych jako „godny” zastosowane przez ks. R. Popowskiego:  „Zasłużył sobie, abyś mu to wyświadczył. (5) Kocha nasz naród i sam zbudował nam synagogę. (6) Jezus udał się z nimi. Gdy był już niedaleko domu, centurion przysłał przyjaciół, aby Mu powiedzieli: Panie, nie trudź się, bo nie jestem na tyle wielki, abyś wszedł pod mój dach. (7) I dlatego również nie uznałem się za godnego, żeby przyjść do Ciebie osobiście. Rozkaż tylko słowem i niech mój chłopak stanie się zdrowy”. W istocie więc setnik, w Kafarnaum postać zapewne bardzo ważna i poważana nawet przez starszyznę żydowską, składa niezwykłą deklarację: uważa się za zbyt małego, by wszedł do niego Pan (Kyrios – słowo odnoszone do Boga i do bardzo ważnych ludzi), nawet nie uznaje się za godnego, by rozmawiać z Nim osobiście. Uznaje, że Jezus jest niezwykle blisko Boga, a jednocześnie radykalnie oddzielony od wszelkiego zła. Z drugiej strony wykazuje niezwykłą wiarę w moc słowa Jezusa i w Jego panowanie nad złem (w tym wypadku chorobą), bo jego zdaniem wystarczy tylko rozkaz Jezusa, by zło ustąpiło. Rzeczywiście była to wiara niezwykła, zwłaszcza w zestawieniu z postawą rodaków Jezusa, którzy jak się potem okaże, zarzucali Mu, że uzdrawia mocą Belzebuba (por. Łk 11, 14-23).

Łk 6, 39-49 – Dobro i zło

Człowiek naprawdę dobry wykonuje słowa Jezusa, a zatem ma on fundament dobra w swoim najgłębszym jestestwie.

(39) Opowiedział im też przypowieść: Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? (40) Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel. (41) Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? (42) Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego. (43) Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało. (44) Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. (45) Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta. (46) Czemu to wzywacie Mnie: Panie, Panie!, a nie czynicie tego, co mówię? (47) Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. (48) Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, wezbrana rzeka uderzyła w ten dom, ale nie zdołała go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany. (49) Lecz ten, kto usłyszał, a nie wypełnił, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. Gdy rzeka uderzyła w niego, od razu runął, a ruina owego domu była wielka.

Niewykluczone, że Łukasz przedstawia tutaj zbiór różnych nauk Jezusa wygłaszanych przy różnych okazjach, a zapamiętanych przez Jego uczniów. W w. 39-40 mamy do czynienia raczej z przysłowiem niż klasyczną przypowieścią, za taką przypowieść można uznać porównanie przedstawione w w. 47-49 (na temat przypowieści por.  Łk 5, 33-39).

Ciekawa jest antropologia przedstawiona przez Jezusa w w. 43-45. Istotna jest tutaj terminologia grecka. Najpierw mowa jest o drzewie dobrym i złym, a potem o człowieku dobrym i złym. Jednak w pierwszym i w drugim przypadku użyte są inne słowa.

Do drzewa i owocu odniesione są słowa kalos, czyli dobry, bez zarzutu, piękny, szlachetny, użyteczny, oraz sapros, czyli zepsuty, spróchniały, zgniły, bezużyteczny. Chodzi więc raczej nie o dobro i zło (w sensie metafizycznym), ale o użyteczność i bezużyteczność, o to, że z użytecznego, szlachetnego drzewa również owoc będzie użyteczny, a z kolei z bezużytecznego drzewa także owoc będzie bezużyteczny; nie może być odwrotnie. Trudno jednak rozpoznać, jakie jest drzewo, jeśli nie rozpozna się najpierw jego owocu, gdy ktoś rozpozna użyteczny owoc (figę, winogrono), będzie wiedział, że również drzewo jest użyteczne, że nie jest to bezużyteczny cierń (raniący, trudny do przebycia, a nawet pozyskania na opał) czy jeżyna (BT podaje, że jest ona w Palestynie rośliną wprost niezniszczalną, kiedy wszystko usycha, ona jeszcze kwitnie, ale owoc jej jest bez wartości z powodu braku soków). Krótko mówiąc, owoc „zdradza”, jakie jest drzewo.

Jezus mówi, że podobnie jest z człowiekiem: dobry człowiek „wydaje” z siebie dobro, a zły – zło, a człowieka „zdradzają” jego słowa. Do człowieka odniesione jest jednak nie słowo kalos, ale agatos, termin używany w Nowym Testamencie wyłącznie na określenie osób: przede wszystkim Boga, ale także na Jego wzór i człowieka. Człowiek dobry to nie tylko dobrze wyglądający, użyteczny, ale dobry na wzór Boga. Z kolei do człowieka, który „wydaje” z siebie zło, odniesione jest słowo poneros: niegodziwy, podły, winny, chory u podstaw, zepsuty. Ta zasadnicza choroba powoduje cierpienia we wszelkiej postaci, a zwłaszcza śmierć. Istotne jest tutaj odwołanie do serca, które w Biblii najczęściej było rozumiane jako najgłębsze jestestwo człowieka, siedlisko świadomej, rozumnej i wolnej osobowości człowieka, miejsce podejmowania decyzji i spotkania z Bogiem. W tym miejscu myśli i spotkania z Bogiem może być skarbiec dobry, a więc „składnica” dobra wynikającego ze spotkania z dobrym Bogiem, albo skarbiec zły, a więc „składnica” zła wynikającego z choroby prowadzącej do śmierci, czyli nieobecności Boga.

Nie chodzi tu jednak o wiarę, że same piękne słówka pokażą, co się kryje we wnętrzu człowieka. Nawet nazwanie Jezusa Panem (kyrios to słowo odnoszone do Boga albo wysoko postawionych ludzi) nic jeszcze nie znaczy, bo człowiek naprawdę dobry wykonuje również słowa Jezusa, a zatem ma on fundament dobra w swoim najgłębszym jestestwie.

Łk 6, 27-38 – Miłosierdzie Boga

Prawdziwym wyzwaniem dla ucznia Jezusa nie jest nadstawianie drugiego policzka, ale dążenie do bycia tak miłosiernym jak Bóg.

(27) Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; (28) błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. (29) Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. (30) Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. (31) Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. (32) Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym, którzy ich miłują. (33) I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to należy się wam wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. (34) Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, żeby tyleż samo otrzymać. (35) Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. (36) Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. (37) Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. (38) Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie.

Przekazane przez Łukasza słowa Jezusa o nadstawianiu drugiego policzka w ciągu wieków rozwoju chrześcijaństwa zrobiły oszałamiającą karierę. Czy jednak mają one oznaczać, jak często się sądzi, całkowitą bierność Jego uczniów? W tym kontekście warto może odnieść się do pytania Jezusa skierowanego do sługi arcykapłana, gdy ten Go spoliczkował: „Odrzekł mu Jezus: Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?” (J 18, 23). Chodzi tu więc raczej o pewną retoryczną przesadę mającą uwypuklić zasadę miłości nieprzyjaciół niż faktyczne zalecenie bierności wobec przemocy.

Stawiane przez Jezusa wymagania są jednak rzeczywiście dużo wyższe niż przeciętne. Semicką zasadę, by miłować swoich pobratymców i rodzinę, zastępuje zasadą, by miłować swoich nieprzyjaciół. Uzasadnieniem takiej postawy jest zasada, by czynić tak, jak chcielibyśmy, aby inni nam czynili. Tyle że jest ona obwarowana warunkiem, by nie robić tego dlatego, że spodziewamy się wdzięczności albo korzyści. Jednak najgłębszym uzasadnieniem miłości nieprzyjaciół jest to, że taki właśnie jest Bóg: dobry dla złych i niewdzięcznych oraz miłosierny.

Niestety, i w czasach Jezusa, i dzisiaj wielu mogłoby powtórzyć za Dawidem: „Wpadnijmy raczej w ręce Pana, bo wielkie jest Jego miłosierdzie, ale w ręce człowieka niech nie wpadnę” (2 Sm 24, 14b). Prawdziwym wyzwaniem dla ucznia Jezusa nie jest więc nadstawianie drugiego policzka, ale dążenie do czegoś wręcz niemożliwego: do bycia tak miłosiernym jak Bóg.

Łk 18,9-14; 15,11-32 – sprawiedliwość i miłosierdzie

Skoro faryzeusz nie uznawał żadnej swojej winy, trudno było cokolwiek mu przebaczyć. Nie mógł on zatem być również uczyniony sprawiedliwym.

Łk 18,9-14

(9) Opowiedział też niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: (10) Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. (11) Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. (12) Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. (13) A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika! (14) Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.

Jezus kieruje swoją przypowieść do ściśle określonego kręgu słuchaczy. Chodzi o tych, którzy uważali się za sprawiedliwych, a innymi gardzili. Kluczowe jest tu więc pojęcie sprawiedliwości.

Występujące w w. 9 słowo dikaios (sprawiedliwy) i w. 14 słowo dikaioó (usprawiedliwiony) pochodzą od słowa dike (sprawiedliwość). Problem w tym, że Grecy i Rzymianie (a za nimi my) sprawiedliwość rozumieli inaczej niż Izraelici. O ile dla Rzymian było to  przede wszystkim spełnienie norm prawa, a dla Greków ład, harmonia, piękno, o tyle dla Izraelitów było to w pierwszym rzędzie bycie szlachetnym, prawym, dobrym, niewinnym, mającym rację. Sprawiedliwość była odniesiona do Boga, bo prawo (tora) było nauką Boga objawiającego się człowiekowi, a nie zbiorem norm prawnych. Zatem usprawiedliwienie’ to nie orzeczenie niewinności, ale uczynienie sprawiedliwym, a to oznacza przede wszystkim przebaczenie win. Jurydyczne usprawiedliwienie polega na uznaniu niewinności sprowadzającej się do nieprzekraczania norm prawa. Biblijne usprawiedliwienie zakłada winę.

Nic więc dziwnego, że skoro faryzeusz nie uznawał żadnej swojej winy, trudno też było cokolwiek mu przebaczyć. Nie mógł on zatem być również usprawiedliwiony, uczyniony sprawiedliwym.

Łk 15, 11-32

Przypowieść ta daje nadzieję, że nasze wędrówki do krain, gdzie nie ma Boga, do Szeolu, mogą mieć dobre zakończenie.

(11) Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. (12) Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. (13) Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie. (14) A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. (15) Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. (16) Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. (17) Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. (18) Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; (19) już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników. (20) Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. (21) A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. (22) Lecz ojciec powiedział do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! (23) Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, (24) ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się weselić. (25) Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. (26) Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. (27) Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. (28) Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. (29) Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. (30) Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. (31) Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. (32) A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się.

Przypowieść ta skierowana jest do faryzeuszów i uczonych w Piśmie, którzy mieli za złe Jezusowi, że pozwalał słuchać siebie celnikom i grzesznikom.

Użyte w tekście dość tajemnicze sformułowanie „zgrzeszyć przeciw Niebu” oznacza zgrzeszenie przeciw Bogu, bo greckie słowo ouranos było używane na określenie Boga.

Przypowieść ta, znana jako przypowieść o synu marnotrawnym, przez niektórych biblistów i teologów (np. W. Hryniewicza) określana jest jako przypowieść o miłosiernym ojcu, a nawet Ojcu, bo ich zdaniem chodzi tu o obraz miłosiernego Boga. Jeśli weźmie się pod uwagę to, że jest ona skierowana do faryzeuszów, to taka interpretacja jest jak najbardziej uzasadniona. Ma ona pokazać im miłosierdzie Boga, który wybacza grzech nawet wtedy, gdy jest on bardzo poważny, co więcej, z większą troską traktuje grzesznika niż sprawiedliwego.

Ale są też autorzy, którzy zwracają uwagę na to, że ojciec stracił właściwie dwóch synów, bo teraz ten, którego można określić jako sprawiedliwego, ma ojcu za złe, że przebaczył młodszemu synowi. Jezus nie  mówi, czy starszy syn w końcu wszedł do domu. Młodszy się nawrócił (zawrócił ze złej drogi), wręcz poniekąd zmartwychwstał (był umarły, a ożył). Czy to samo stało się ze starszym?

Bycie umarłym to znalezienie się w Szeolu, krainie umarłych, gdzie nie ma Boga. Dzięki swojej przemianie młodszy syn wydobywa się z tego stanu, a ojciec mimo wszystko go przyjmuje. To daje nadzieję, że nasze wędrówki do krain, gdzie nie ma Boga, do Szeolu, mogą mieć dobre zakończenie.

Łk 6, 20-26 – Błogosławieni

Jezus wyróżnia szczególnie tych, którzy gotowi są narazić się z Jego powodu na wykluczenie. Nic dziwnego: od nędzy, głodu i smutku nie tak łatwo się uwolnić, wyprzeć się Syna Człowieczego – o wiele łatwiej.

(20) On zaś podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: Błogosławieni [jesteście], ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. (21) Błogosławieni, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. (22) Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego odrzucą z pogardą wasze imię jako niecne: (23) cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. (24) Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. (25) Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. (26) Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom.

Łukasz przedstawia swoją wersję kazania Jezusa (nazywanego kazaniem na równinie), która u Mateusza jest obszerniejsza (Mt 5, 3-12), ale nie zawiera „biada”. I Łukasz, i Mateusz mówią, że Jezus mowę kierował do swoich uczniów. To wskazanie w przypadku Łukasza powoduje pewną trudność, bo również „biada” zdają się być skierowane do grupy uczniów Jezusa. Oczywiście znaczenie ma tutaj kompozycja tego kazania, czyli symetryczność błogosławieństw i biada: błogosławieni ubodzy – biada bogaczom itd. Jednak zastanawiający jest ten brak wyraźnego wskazania, że w przypadku „biada” chodzi tu o inną grupę niż uczniowie. Czyżby zatem oznaczało to, że w tej grupie byli ludzie o zróżnicowanym statusie materialnym? Jest to bardzo możliwe, bo w końcu i sami apostołowie mieli skarbnika, czyli Judasza.

W kazaniu tym istotne jest pojęcie królestwa Bożego. Jezus odwoływał się do idei znanych słuchaczom i tak jest też w tym przypadku. W ST pojęcie to miało dwa znaczenia. Z jednej strony dotyczyło aktualnego, trwającego w czasie królowania Boga nad ludem izraelskim, rzeczywistości realnej, ale ograniczonej, bo obejmującej nie wszystkie narody. Z drugiej strony pojęcie królestwa Bożego miało wymiar eschatyczny, bo niektóre teksty kładły szczególny nacisk na powszechność królestwa Bożego w przyszłości. Bóg jako Stwórca jest królem całego świata, panowanie Jego rozciągnie się więc w przyszłości, w czasach ostatecznych na wszystkie narody ziemi, królestwo Boże objawi się więc w pełni na końcu czasów.

Jezus odwołuje się tutaj do tej idei, ale pokazuje, że o przynależności do królestwa Bożego, rozumianego raczej jako królestwo eschatyczne, decyduje nie narodowość, ale postawa, rzeczywiste uznanie panowania Boga. Jezus wskazuje, że nie decyduje o tym bogactwo, uznawane przez mu współczesnych za przejaw Bożego błogosławieństwa. Wbrew potocznym wyobrażeniom to wręcz nędzarze, niemający niczego (niektórzy uważają, że tak należałoby tłumaczyć słowo ptochos) są prawdziwymi posiadaczami królestwa. Ale główny nacisk zdaje się być położony na tych, którzy będą odrzuceni z powodu Syna Człowieczego. Ich czeka bowiem nagroda w niebie (ponieważ niebo oznaczało również Boga, może chodzić o eschatyczne królestwo Boże). Jezus zdaje się więc wyróżniać szczególnie tych, którzy gotowi są narazić się z Jego powodu na wykluczenie. Nic dziwnego: od nędzy, głodu i smutku nie tak łatwo się uwolnić, wyprzeć się Syna Człowieczego – o wiele łatwiej.

Łk 13, 1-9 – Grzech i śmierć

Trzeba nie tylko zawrócić ze złej drogi, ale zmienić też swoje myślenie i nie sądzić, że grzesznikami są tylko ci, których spotyka jakieś nieszczęście.

(1) W tym samym czasie przyszli jacyś ludzie i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. (2) Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, iż to ucierpieli? (3) Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. (4) Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jeruzalem? (5) Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie. (6) I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał zasadzony w swojej winnicy figowiec; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. (7) Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia? (8) Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; (9) i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć.

Łukasz przedstawia tu dwa wydarzenia, o których nie ma informacji w źródłach historycznych z tamtego okresu. Wiadomo jednak, że Piłat okrutnie rozprawiał się z buntownikami (prawdopodobnie chodziło tu o galilejskich zelotów, podobne zajścia opisał Józef Flawiusz w Dawnych dziejach Izraela – 18,3,2; 4,1). Przypuszcza się, że wieża mogła znajdować się niedaleko sadzawki Siloam i tunelu dostarczającego do niej wodę ze źródła Gichon leżącego poza murami Jerozolimy, ale badania archeologiczne nie dały jednoznacznego potwierdzenia tego przypuszczenia i odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście to ta właśnie wieża się zawaliła.

Według popularnych poglądów śmierć była karą za grzech, występek przeciw Bogu. Jezus zdaje się podawać ten pogląd w wątpliwość, wskazując, że ci, którzy ponieśli śmierć wcale nie byli większymi grzesznikami niż inni. Nie oznacza to jednak, że nie byli nimi wcale. Istotne jest tu też ostrzeżenie, że słuchacze mogą zginąć podobnie. Jezus nie kwestionuje więc poglądu, że grzech prowadzi do śmierci, pokazuje jednak, że słuchacze nie powinni sądzić, że skoro nic złego im się nie dzieje, to znaczy, że nie są wielkimi grzesznikami. Śmierć prowadziła człowieka do Szeolu, miejsca bez Boga, więc może tu chodzić o ostrzeżenie przed znalezieniem się w krainie bez Boga. Słuchacze powinni więc zawrócić ze złej drogi, ale zmienić też swoje myślenie i nie sądzić, że grzesznikami są tylko ci, których spotyka jakieś nieszczęście.

Zdaje się jednak, że przytoczona na końcu przypowieść wskazuje, że w owym nawróceniu nie chodzi tylko o niegrzeszenie. Jezus sugeruje słuchaczom, że mają oni zrobić coś więcej, żeby przynieść owoce. Byłoby to zgodne z Jego nauczaniem w innych miejscach, w których wskazywał, że nie wystarczy nieczynienie zła.

Łk 15, 11-32 – Nawrócenie z Szeolu

Przypowieść ta daje nadzieję, że nasze wędrówki do krain, gdzie nie ma Boga, do Szeolu, mogą mieć dobre zakończenie.

(11) Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. (12) Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. (13) Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie. (14) A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. (15) Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. (16) Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. (17) Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. (18) Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; (19) już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników. (20) Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. (21) A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. (22) Lecz ojciec powiedział do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! (23) Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, (24) ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się weselić. (25) Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. (26) Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. (27) Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. (28) Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. (29) Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. (30) Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. (31) Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. (32) A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się.

Przypowieść ta skierowana jest do faryzeuszów i uczonych w Piśmie, którzy mieli za złe Jezusowi, że pozwalał słuchać siebie celnikom i grzesznikom.

Użyte w tekście dość tajemnicze sformułowanie „zgrzeszyć przeciw Niebu” oznacza zgrzeszenie przeciw Bogu, bo greckie słowo ouranos było używane na określenie Boga.

Przypowieść ta, znana jako przypowieść o synu marnotrawnym, przez niektórych biblistów i teologów (np. W. Hryniewicza) określana jest jako przypowieść o miłosiernym ojcu, a nawet Ojcu, bo ich zdaniem chodzi tu o obraz miłosiernego Boga. Jeśli weźmie się pod uwagę to, że jest ona skierowana do faryzeuszów, to taka interpretacja jest jak najbardziej uzasadniona. Ma ona pokazać im miłosierdzie Boga, który wybacza grzech nawet wtedy, gdy jest on bardzo poważny, co więcej, z większą troską traktuje grzesznika niż sprawiedliwego.

Ale są też autorzy, którzy zwracają uwagę na to, że ojciec stracił właściwie dwóch synów, bo teraz ten, którego można określić jako sprawiedliwego, ma ojcu za złe, że przebaczył młodszemu synowi. Jezus nie  mówi, czy starszy syn w końcu wszedł do domu. Młodszy się nawrócił (zawrócił ze złej drogi), wręcz poniekąd zmartwychwstał (był umarły, a ożył). Czy to samo stało się ze starszym?

Bycie umarłym to znalezienie się w Szeolu, krainie umarłych, gdzie nie ma Boga. Dzięki swojej przemianie młodszy syn wydobywa się z tego stanu, a ojciec mimo wszystko go przyjmuje. To daje nadzieję, że nasze wędrówki do krain, gdzie nie ma Boga, do Szeolu, mogą mieć dobre zakończenie.

Łk 16,19-31 – Reportaż z zaświatów?

Raczej nie opis zaświatów jest celem przypowieści o bogaczu i Łazarzu, a patrzenie na nią przez pryzmat współczesnej doktryny eschatologicznej jest anachronizmem.

(19) Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień ucztował wystawnie. (20) U bramy jego pałacu leżał żebrak pokryty wrzodami, imieniem Łazarz. (21) Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza. A także psy przychodziły i lizały jego wrzody. (22) Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. (23) Gdy cierpiąc męki w Otchłani, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. (24) I zawołał: Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i przyślij Łazarza, aby koniec swego palca umoczył w wodzie i ochłodził mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu. (25) Lecz Abraham odrzekł: Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz w podobny sposób – niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. (26) A ponadto między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd nie przedostają się do nas. (27) Tamten rzekł: Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. (28) Mam bowiem pięciu braci: niech ich ostrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki. (29) Lecz Abraham odparł: Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają! (30) Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby ktoś z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą. (31) Odpowiedział mu: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby ktoś z umarłych powstał, nie uwierzą.

Ta przypowieść Jezusa wzbudza spore zainteresowanie chrześcijan, bo w zasadzie jako jedyna w Nowym Testamencie podaje tak dokładny opis zaświatów. Łatwo przyłożyć do niego kształtowaną przez wiele wieków eschatologię Kościoła. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że to raczej nie ten opis zaświatów jest jej celem, a patrzenie na nią przez pryzmat współczesnej doktryny eschatologicznej jest anachronizmem. Jezus kieruje ją bowiem prawdopodobnie do faryzeuszów (a zatem odwołuje się zapewne również do ich podglądów eschatologicznych), którym zarzuca, że udają sprawiedliwych; Łukasz opisuje ich jako chciwych na pieniądze (Łk 16, 14-15). Jej celem zasadniczym jest więc przestrzeżenie przed niewłaściwym korzystaniem z bogactwa.

Zastanawiające jest to, że żebrak został w tej opowieści przedstawiony imieniem, czego zwykle w przypowieściach Jezus nie robił. Skąd to wyróżnienie? Być może istotne jest tutaj znaczenie imienia. Lazarus jest łacińską formą imienia Eleazar, które oznacza „Bóg (mnie) wspomógł”. Ale trzeba też wziąć pod uwagę, że w świecie semickim imię było niezwykle istotne, bo określało osobę, jej tożsamość, było częścią osoby, powiązane było z istnieniem nosiciela, objawiało jego osobę. Łazarz, mimo że dialog toczy się między bogaczem a Abrahamem, jest tutaj postacią pierwszoplanową, to on, chociaż na świecie nic dla bogacza nie znaczył, teraz naprawdę istnieje, podczas gdy bogacz jako bezimienny nie ma żadnego znaczenia. Wbrew powszechnym mniemaniom bogactwo nie decyduje o wartości człowieka.

Gdzie jednak dokładnie znajdują się bogacz i Łazarz? Jezus odwołuje się tu prawdopodobnie do znanych słuchaczom opisów zaświatów. Łukasz używa słowa hadés, które oznaczało hebrajski Szeol. A ten był początkowo rozumiany jako jednakowo smutny i beznadziejny dla wszystkich: dobrych i złych. Dość ogólna idea Bożej kary spotykającej niegodziwców pojawia się we wczesnych tekstach Starego Testamentu (zob. Pwt 32, 22; Iz 33, 14). Wyraźna koncepcja piekła jako jeziora czy otchłani ognia zarysowuje się stosunkowo późno, w grecko-rzymskim okresie historii Izraela. Wtedy też pojawiła się koncepcja łona Abrahama jako miejsca, gdzie prawi czekali na dzień sądu. Łukasz nie używa jednak do nazwania miejsca przebywania bogacza słowa gehenna, które oznaczało dla słuchaczy Jezusa właśnie miejsce wiecznej kary. Być może więc dla bogacza nie wszystko jeszcze stracone, bo trudno przesądzać, że jego kara jest karą wieczną.

Przypowieści tej nie należy zatem traktować jako reportażu z zaświatów, bo chodzi tu prawdopodobnie o odwołanie się do poglądów eschatologicznych słuchaczy, by w ten obrazowy sposób powiedzieć, że Prawo i Prorocy wystarczą, aby dobrze korzystać z bogactw, że nie jest do tego potrzebna żadna wizyta z zaświatów.