Łk 7, 24-30 – Największy z ludzi

Jan Chrzciciel to największy z ludzi, ale każdy, kto się znajdzie w eschatycznym królestwie Bożym jest większy od niego. Nie musi to jednak oznaczać jakiegoś pomniejszenia Jana w stosunku do tych, którzy będą żyli po nim.

(24) Gdy wysłannicy Jana odeszli, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli zobaczyć na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? (25) Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w pałacach królewskich przebywają ci, którzy noszą okazałe stroje i żyją w zbytkach. (26) Ale coście wyszli zobaczyć? Proroka? Tak, mówię wam, nawet więcej niż proroka. (27) On jest tym, o którym napisano: Oto posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby przygotował Ci drogę. (28) Powiadam wam bowiem: Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana. Lecz najmniejszy w królestwie Bożym większy jest niż on. (29) I cały lud, który Go słuchał, a nawet celnicy przyznawali słuszność Bogu, przyjmując chrzest Janowy. (30) Faryzeusze zaś i uczeni w Prawie udaremnili zamiar Boży względem siebie, nie przyjmując chrztu od niego.

Warto zwrócić uwagę na to, że Łukasz tłem pytań Jezusa skierowanych do tłumu czyni pustynię. Zapewne jest tu nawiązanie do tego, że słowo Boże zostało skierowane do Jana na pustyni (Łk 3,2). Ale zaznajomieni ze Starym Testamentem słuchacze mogli również widzieć tu odniesienie do starotestamentowego obrazu pustyni. Z jednej strony to miejsce objawienia Boga, miejsce z-którego-przemawia-Bóg, z drugiej strony to miejsce próby narodu wybranego, z której nie zawsze wychodził on zwycięsko (por. Łk 4, 1-13 – Bóg to nie On). Pierwsze pytanie, które zadaje Jezus, odwołuje się do pojmowania rośliny w tekstach biblijnych: bywała ona symbolem chwiejności, niestałości, słabego oparcia, podatności na zmiany (1 Krl 14,15; 2 Krl 18,21; Ez 29,6). A zatem Jan nie jest kimś chwiejnym, słabym, być może uprawnione jest skojarzenie, że to przemawiający z pustyni mocny głos Boga. Drugie pytanie nawiązuje do życia dworskiego, miękkie szaty oznaczają życie wygodne, w przepychu. Chociaż Łukasz nie mówi o tym, jak ubierał się Jan, jasne jest, że na pustyni nie żyje się wygodnie.

Trzecie pytanie prowadzi do wyjaśnienia, kim jest Jan. Jezus mówi o wielkości Jana Chrzciciela jako tego, który jest spełnieniem proroctwa Malachiasza (Ml 3, 1.23, nie jest to jednak dokładny cytat). Łukasz nie podaje jednak, tak jak Mateusz, że to Jan jest właśnie oczekiwanym Eliaszem z tego proroctwa (Mt 11, 14). Być może czyni tak ze względu na to uznanie Jana za kogoś więcej niż proroka, chociaż w porównaniu z Eliaszem jego działalność nie była tak spektakularna (por. 1 Krl 17, 8-24, 18, 1-46; 2 Krl 2, 11). Jan, zgodnie ze starożytnym zwyczajem dotyczącym królów i zapowiedzią z Księgi Malachiasza, miał przygotować drogę królowi, by ten nie musiał się zatrzymywać ani zbaczać z drogi. Mistrz z Nazaretu wydaje o Janie niezwykłe świadectwo, tym bardziej że Jan nie dokonywał tak spektakularnych znaków jak np. Eliasz: „Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana”. A jednak od tej postaci z pogranicza Starego i Nowego Przymierza każdy w królestwie Bożym, a więc królestwie eschatycznym (por. Łk 6, 20-26 – Błogosławieni), jest większy. To zapewne miało podkreślić znaczenie królestwa Bożego, które nie wiąże się z potęgą ziemską i z byciem potężnym na ziemi. Niekoniecznie jednak musi to oznaczać jakieś pomniejszenie Jana Chrzciciela w stosunku do tych, którzy będą żyli po nim.

Łk 24, 13-35 – Uczniowie z Emaus

Mogli oni toczyć zapamiętałą dyskusję o tym, co wydarzyło się w Jerozolimie i mogła w nich wstępować nowa nadzieja związana z pustym grobem. Może właśnie dlatego dostąpili przywileju spotkania ze Zmartwychwstałym. Opowiadanie o Kleofasie i jego towarzyszu trzeba więc odczytywać jako zachętę do rozmowy o Bogu, zmierzającej do zrozumienia spotkania człowieka z Bogiem, które czasami jest tak inne od tego, czego się spodziewamy, że nawet dobrze znane Pisma go nie wyjaśniają.

Życzenia witraz_z_jezusem

 Obrazek – Witraż z Jezusem

Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy,
choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy.

Płynącej ze Zmartwychwstania
wiary w zwycięstwo życia nad śmiercią,
a także radosnego świętowania Wielkiejnocy

życzy

Robert M. Rynkowski

Artykuł w dużej części pochodzi z książki autora Każdy jest teologiem. Nieakademicki wstęp do teologii, która pod koniec maja 2012 r. ukazała się nakładem wydawnictwa WAM

(13) Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów2 od Jerozolimy. (14) Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. (15) Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. (16) Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. (17) On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. (18) A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». (19) Zapytał ich: «Cóż takiego?» Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; (20) jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. (21) A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. (22) Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, (23) a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. (24) Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli». (25) Na to On rzekł do nich: «O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! (26) Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» (27) I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. (28) Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. (29) Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać z nimi. (30) Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. (31) Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. (32) I mówili nawzajem do siebie: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?» (33) W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, (34) którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». (35) Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Wielu interpretatorów tej perykopy uważa, że uczniowie uciekają z Jerozolimy po klęsce swojego Mistrza (być może z obawy o swoje życie), porzucają drogę Jezusa, ponieważ nie spełniła ona ich oczekiwań, nie rozumieją tego, co się wydarzyło, są zagubieni, chcą oddalić się od miejsca, które przypomina im porażkę, nie mają już nadziei, niczego nie oczekują, opowiadanie niewiast tylko ich przeraziło, chcą wrócić do normalnego życia, bo boją się nowych złudzeń.

A może nie ucieczka?

Warto jednak zwrócić uwagę na to, że nie ma w nim jednoznacznego wskazania na obawę prześladowań. Jest tu mowa o smutku, ale nie o strachu z powodu prześladowań i o ucieczce. Zresztą gdyby faktycznie była to ucieczka, to dlaczego uczniowie głośno ze sobą rozmawiają o tym, co raczej powinni starać się ukryć, i tak łatwo opowiadają nieznajomemu o tym, co się wydarzyło w Jerozolimie, oraz o swoich nadziejach związanych z Jezusem? Przecież nie mieli pewności, że nie jest to przeciwnik Mistrza z Nazaretu. Sytuacja zarysowana w opowiadaniu, a więc rzekoma niewiedza nieznajomego na temat wydarzeń w Jerozolimie i osoby Jezusa, uzasadnia sugestię BP, że przekazali mu oni więcej niż tylko suchą informację: Oni zaś opowiedzieli Mu o Jezusie Nazarejczyku, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu jak arcykapłani i przełożeni nasi skazali Go na śmierć i ukrzyżowali. Tak nie postępują ci, którzy boją się prześladowań. Być może uczniowie nie są też przerażeni relacją niewiast. Tłumaczone jako „przeraziły” greckie słowo exestēsan (w. 22) w innych miejscach Nowego Testamentu nie ma takiego znaczenia, ale oznacza „wprawiać w zdumienie”, „oszołamiać”. Dlatego na przykład w BP znajdujemy słowo „zdumiały”. Tekst nie dostarcza więc dostatecznie przekonujących argumentów za tym, że uczniowie są przestraszeni czy groźbą prześladowań, czy relacją kobiet o pustym grobie. Mogli być w najwyższym stopniu wstrząśnięci wewnętrznie, wprawieni w zdumienie, w ich głowach kłębiły się myśli niejasne i niepewne. Mogli nie rozumieć znaczenia śmierci Jezusa, a Jego zmartwychwstanie mogło wydawać się im niewiarygodne. To z tej właśnie niemocy zrozumienia znaczenia ostatnich wydarzeń, tego wewnętrznego wstrząsu mógł wziąć się smutek – chociaż mogło tu chodzić o zasępione, ponure miny, na które również wskazuje tłumaczone jako „smutni” słowo skuthrōpoi (w. 17) – wzmianka o którym zdaje się być potwierdzeniem ich przerażenia.

A jak ożywiona była ich rozmowa, wskazują użyte na jej określenie słowa homileó i suzéteó (w. 15). Pierwsze oznacza „rozmawiać z kimś”, „dyskutować”. Drugie oznacza wspólną dyskusję mająca na celu znalezienie tego, czego się szuka, konkretnego rozwiązania, dyskusję połączoną z zadawaniem pytań i w zdecydowanej większości przypadków w NT dotyczy dysput o charakterze religijnym. Połączenie słów o podobnym znaczeniu wskazuje wielkie zaangażowanie uczniów w rozmowie. Znajduje to potwierdzenie w użytym przez Jezusa na określenie rozmowy uczniów słowie antiballete (w. 17) oznaczającym przenośnie wymianę zdań, czyli żywiołową dyskusję. Zatem rozmowa uczniów to nie niezaangażowana konwersacja, lękliwa wymiana uwag, ale właśnie żywiołowe, gorące wspólne zastanawianie się, dyskutowanie, szukanie rozwiązania. Kleofas i jego towarzysz są może zawiedzeni z tego powodu, że nie spełniły się ich nadzieje na zbawienie Izraela, przede wszystkim polityczne, może są smutni z powodu śmierci Mistrza, której znaczenia nie mogą pojąć, a z drugiej strony są zaskoczeni informacjami o pustym grobie i nie są w stanie tego wszystkiego ze sobą pogodzić. Mogli oni bowiem łatwo uwierzyć, że Jezus jest prorokiem, nawet w to, że jest Mesjaszem, ale nie takim, który niejako daje się zabić, a potem zmartwychwstaje. Dlatego rozprawiają o tym i starają się to zrozumieć.

To rozprawianie może być wręcz tak gorące, że w zapamiętaniu nie rozpoznają swojego Mistrza. Co prawda użyte w stronie biernej słowo krateó (w. 16) może wskazywać, że mamy do czynienia z działaniem sił boskich, czyli chodziłoby o to, że Jezus celowo nie chciał dać się poznać uczniom. Jeśli jednak nawet faktycznie tak jest, to i tak nie jest wykluczone, że to działanie nadprzyrodzone mogło się opierać na zupełnie naturalnym zjawisku, jakim jest takie zapamiętanie się w sporze, że nie widzi się niczego dookoła. Może więc należałoby ten wers tłumaczyć tak, jak robi to Remigiusz Popowski: Lecz ich oczy tak były zajęte, że Go nie poznali. To zresztą nie podważa przekładów sugerujących, że oczy ich były celowo zamroczone, zakryte. Wszak gdyby Go poznali od razu, być może Jezus nie miałby szansy na wyłożenie im jeszcze raz wszystkich Pism odnoszących się do Niego.

Wiele wskazuje więc na to, że Kleofas i jego towarzysz wcale nie byli tak zagubieni w wierze i przerażeni, jak sugerują niektóre interpretacje. Ich podróż mogła być zwykłym powrotem do domu, w czasie którego toczyli ożywioną rozmowę, zapamiętałą dyskusję o tym, co wydarzyło się w Jerozolimie. Mogli być wstrząśnięci, zdumieni, a ich wiara mogła przechodzić w zwątpienie, nie była to jednak ucieczka podszyta niewiarą. Mogła w nich wstępować nowa nadzieja związana z pustym grobem.

Otwieranie Pism

Tyle, że nie byli oni w stanie o własnych siłach dojść do właściwego zrozumienia ostatnich wydarzeń. Nic więc dziwnego, że byli zasępieni. Ryszard Przybylski wskazuje, że przyczyną tej niemożności było to, że ich serca były zbyt tępe, aby pojąć sens Pism i osiągnąć zrozumienie Bożego objawienia, aby pojąć, że pasmo cierpień, haniebny proces, męczeńska śmierć, niewiarygodne zmartwychwstanie świadczą o tym, że Jezus jest zapowiedzianym Mesjaszem. Nie rozwikłali tajemnicy Jego tożsamości, chociaż wielokrotnie im o niej mówił. Przystąpił więc do komentowania ksiąg, aby pogrążeni w duchowym zamęcie uczniowie mogli pojąć, kim w istocie był ich zabity Mistrz.

To komentowanie ksiąg staje się jaśniejsze w kontekście przemienienia Jezusa (Mt 17, 1–8, Mk 9, 2–8, Łk 9, 28–36). Rozmawia On wówczas z Mojżeszem i Eliaszem. Od Orygenesa wywodzi się tradycja interpretowania obecności tych dwóch postaci na Górze Przemienienia w ten sposób, że są oni reprezentantami Prawa i Proroków, dwóch najważniejszych części Biblii hebrajskiej. Michał Wilk wskazuje, że blask chwały przemienionego Chrystusa oświeca nie tylko Mojżesza i Eliasza, ale także Prawo i Proroków. Na Górze Przemienienia dwaj mężowie są świadkami Syna Bożego, podobnie jak Prawo i Prorocy od wieków były świadectwem tego, co miało stać się ich wypełnieniem i doskonałością. Dlatego życie Chrystusa rzuca światło na ST i wyjaśnia jego sens, On sam jest żywą egzegezą Pism Izraela.

Ale opis sceny przemienienia pokazuje, jak ważna dla właściwego zrozumienia wydarzenia Jezusa Chrystusa i Pism jest rozmowa. Jezus rozmawia bowiem (sullaleó) właśnie z Mojżeszem i Eliaszem. Mojżesz to ten, z którym Bóg rozmawiał jak z przyjacielem, a Eliaszowi objawiał się w łagodnym powiewie. Są więc oni nie tylko symbolami Prawa i Proroków, ale też są niejako najlepiej przygotowani do rozmowy z Bogiem i o nadchodzących wydarzeniach, najważniejszych dla historii zbawienia, do odczytywania Pism w kontekście męki Jezusa, bo jak informuje Łukasz, mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie (Łk 9, 31). Opis przemienienia Jezusa wskazuje więc, że dla właściwego zrozumienia Pism konieczne jest nie tylko patrzenie na nie przez pryzmat wydarzenia Jezusa, ale również rozmowa z udziałem Boga. To w takiej rozmowie najlepiej dokonuje się interpretacja Pisma i odkrywane jest, kim jest Jezus.

Co więcej, dochodzi wówczas również do spotkania z Bogiem. Uczniowie z Emaus mówią, że serca w nich pałały, gdy Jezus rozmawiał z nimi i wyjaśniał im Pisma. Słowo kaió tłumaczone jako „pałać” oznacza „płonąć” i często tak jest przekładane (Popowski, BP, BW-P; EPP ma „gorzeć”). W klasycznej literaturze greckiej było ono stosowane, by opisać intensywne reakcje emocjonalne. Ale interesujące jest to, że w Septuagincie czasownik ten jest często używany do wskazania obecności Pana (Wj 3, 2, Pwt 4, 11; 9, 15; Iz 30, 27). Z kolei słowo kardia w Biblii prawie nigdy nie oznacza serca w znaczeniu fizycznym. Serce jest najgłębszym wnętrzem człowieka. Jest ono synonimem człowieka jako takiego, wyraża to, co w człowieku najgłębsze, jego najintymniejsze dążenia i pragnienia, dobre lub złe, wyraża „ja” człowieka, samą jego osobę. To najbardziej intymny ośrodek osoby ludzkiej, w którym Bóg daje się człowiekowi poznać, to obszar, gdzie Bóg i człowiek się spotykają. Z kolei słowo dianoigó tłumaczone jako „wyjaśniał” (BW-P, BP) czy „wykładał” (Popowski) oznacza dosłownie „otwierać” (EPP). Opowiadanie o Kleofasie i jego towarzyszu pozwala zakładać, że otwieranie Pism przez Jezusa, otwieranie w rozmowie, ale i niejako samym sobą jako egzegezą ST, powoduje nie tylko intensywne przeżycie emocjonalne, a nawet nie przede wszystkim takie przeżycie, ale przybycie Boga, którego znakiem jest ogień, do serca jako miejsca spotkania człowieka z Nim, do człowieka. Płonięcie tego miejsca, podobnie jak płonięcie krzewu, w którym Pan ukazał się Mojżeszowi (Wj 3, 2), czy płonięcie góry Horeb (Pwt 4, 11), oznacza, że jest tam Bóg.

Łamanie chleba

Można zakładać, że ta obecność Boga przygotowała uczniów do jeszcze głębszego z Nim spotkania. Może właśnie dlatego zatrzymują Jezusa na wspólny posiłek. Kleofas i jego towarzysz rozpoznali Jezusa, gdy zajął On miejsce u stołu i połamał chleb. Użyte w Łk 24, 35 słowa klasei tou artou, podobnie jak w Dz 2, 42, oznaczają łamanie chleba. Historycy liturgii i egzegeci mają wątpliwości, czy formułę tę, występującą tylko w tych dwóch miejscach i to w dodatku w pismach tego samego autora, można uważać za techniczne określenie Eucharystii. Nie da się jednak wykluczyć hipotezy, że termin ten został zaczerpnięty z tradycji wcześniejszej. Jeśli jednak nie był on określeniem Eucharystii, to i tak pojawia się pytanie, czy posiłek Jezusa z uczniami w Emaus był Eucharystią, czy nie. Zdecydowana większość egzegetów uważa, że mamy tu do czynienia ze zwykłym posiłkiem, podczas którego zwyczajowo łamano chleb.

Co takiego niezwykłego było w tym posiłku, że Kleofas i jego towarzysz rozpoznali Jezusa? Dominująca interpretacja jest taka, że poznali oni Jezusa po łamaniu chleba. To oznacza zaś, że Jezus dał się poznać konkretnie przez to, że łamał chleb, że niejako powtórzył dla nich Ostatnią Wieczerzę. Problem jednak w tym, że uczniowie z Emaus nie uczestniczyli w tej wieczerzy, więc nie mógł to być dla nich rozpoznawalny znak. Za szerszym rozumieniem pojęcia łamania chleba przemawia też znaczenie słówka en w wyrażeniu en tē klasei tou artou. Najczęściej tłumaczone jest ono jako przy (BT, Wojciechowski, Popowski, EPP), rzadziej jako w czasie (BW-P) czy po (BP). Gdy przyjmie się ostatnią wersję tłumaczenia, to tekst ten jednoznacznie wskazuje, że Jezus dał się rozpoznać uczniom, gdyż łamał chleb, to był jego znak rozpoznawczy. Jednak inna jest wymowa tego tekstu, gdy się przyjmie dosłowne znaczenie dwóch pozostałych wersji. Owszem, Jezus mógł dać się poznać przez gest łamania chleba, ale też niejako w czasie tego całego posiłku, którego szczytem było łamanie chleba. Może więc należałoby przyjąć, że Jezus daje się poznać w łamaniu chleba (tak jest tłumaczone słówko en we wcześniejszym wyrażeniu en tē odō – w drodze)? Jeśli Jezus dał się poznać w łamaniu chleba, to może dał się właśnie poznać w całym posiłku. Oznaczałoby to, że ten cały posiłek, łamanie chleba prowadzi do rozpoznania Jezusa.

Za taką interpretacją przemawia dodatkowo to, że mianem „łamanie chleba” określano nie tylko materialną czynność rozdrabiania placków macy, ale także modlitwy, które tę czynność poprzedzały i po niej następowały. Być może w jednej z tych modlitw Jezus powtórzył charakterystyczne dla Niego słowa, których kiedyś używał, i pod ich wpływem został rozpoznany. Drugą przyczynę rozpoznania mogło stanowić niezwykłe zachowanie Chrystusa, czy też charakterystyczne gesty. Pomimo iż nie był gospodarzem domu, sam, nie pytając nikogo o przyzwolenie, dokonał całego obrzędu łamania chleba. Takie zachowania były typowe dla Jezusa z czasów Jego publicznej działalności.

Czym jednak było owo „łamanie chleba”? U progu chrześcijaństwa gest łamania chleba właściwy światu semickiemu mówił o wdzięczności wobec Boga za błogosławieństwo, którego był widocznym znakiem, i symbolizował przyjaźń, wspólnotę i jedność tych, którzy spożywali ten sam chleb. Okoliczności decydowały o tym, czy dzielony był wśród biesiadników chleb radości i wesela, czy smutku i utrapienia. Myśl o chlebie dającym życie, powstałym ze zmiażdżonych ziaren, zawierała głęboko ukryty aspekt ofiary.

Jezus łamał chleb w czasie ustanowienia Eucharystii (Mt 26, 26; Mk 14, 22; Łk 22, 19; 1Kor 11, 24). W Łk 24, 30 jest taka sama sekwencja czynności jak w tekstach dotyczących Eucharystii. Nic więc dziwnego, że to opowiadanie jest z tymi tekstami łączone. Ale wiąże się on również z tekstami, w których to pierwsi chrześcijanie łamią chleb (Dz 2, 46; 20, 7.11; 27, 35; 1Kor 10, 16; Dz 2, 42 – klasei tou artou). W 1Kor 10, 16 aluzja do Eucharystii jest oczywista. Jest bardzo prawdopodobne, że Dz 2, 42.46 i 20, 7.11 mówią o Eucharystii, ale nie przesądza to, że o Eucharystii mówi opowiadanie o uczniach z Emaus. Równie dobrze może mówić o zwykłym posiłku, podobnie jak Dz 27, 35.

Problem, czy uczta Jezusa z uczniami to Eucharystia, próbuje się rozwiązać w ten sposób, że wskazuje się, iż epizod z uczniami rozpoznającymi Zmartwychwstałego „po łamaniu chleba” jest konstrukcją literacką Łukasza. Jeśli tak, to ważne jest nie to, czy Jezus mógł sprawować w Emaus Eucharystię, ale to, czy Łukasz zamierzał mówić w tym miejscu o Eucharystii. Wydaje się, że Ewangelista pragnie nawiązać do praktyki sprawowania Ostatniej Wieczerzy w jego czasach. Wyrażenie klasei tou artouma dla niego wyjątkowe znaczenie. Chce przez nie wskazać celebrowaną w jego czasach pamiątkę męki i zmartwychwstania Chrystusa. Pierwsi chrześcijanie spotykają się we wspólnocie: słuchają słowa Bożego i łamią chleb. Łamanie chleba jest dla pierwotnego Kościoła co najmniej znakiem wspólnoty i braterstwa. Rysem charakterystycznym pierwotnej gminy było „trwanie we wspólnocie”. Wzmianka o owej wspólnocie jest stwierdzeniem faktu miłości łączącej pierwszych chrześcijan. Szczególny rodzaj wspólnoty tworzyli oni podczas łamania chleba i na modlitwie.

Rozwiązanie to jest jak najbardziej słuszne, jednak nie przesądza ono, że w istocie łamanie chleba z opowiadania o uczniach z Emaus należy utożsamiać z Eucharystią. Być może opowiadanie to trzeba jednak wiązać ze znaczeniem łączących się z Ostatnią Wieczerzą wspólnych posiłków uczniów i Jezusa po Zmartwychwstaniu. Najbardziej znacząca w tym kontekście jest wzmianka w Dz. Łukasz mówi, że Jezus ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. A podczas wspólnego posiłku przykazał im nie odchodzić z Jerozolimy (Dz 1, 3n). Joseph Ratzinger wskazuje, że jest tu mowa o trzech charakterystycznych elementach przebywania Zmartwychwstałego ze swoimi: ukazywał się, mówił, zasiadał do wspólnego posiłku. Dodajmy, że widać tu duże podobieństwo do opowieści o uczniach z Emaus, bo Jezus też ukazuje się im, rozmawia z nimi w drodze i uczestniczy w posiłku. Według J. Ratzingera są to trzy powiązane ze sobą sposoby Zmartwychwstałego objawienia siebie samego, który ukazuje się jako żyjący. Poprawne zrozumienie trzeciego elementu umożliwia termin sunalizo. Ratzinger odwołuje się do jednej z możliwych etymologii i znaczenia tego słowa, według której oznacza ono „jeść sól”. W Starym Testamencie wspólne spożywanie chleba i soli albo samej soli oznaczało zawieranie trwałych przymierzy. Sól, jako zapobiegająca gniciu, będącemu przejawem śmierci, jest gwarancją trwałości. Spożywanie posiłku jest zapobieganiem śmierci. „Spożywanie soli” przez Jezusa po Zmartwychwstaniu, które jest znakiem nowego, nieprzemijającego życia, wskazuje na nową ucztę Zmartwychwstałego ze swoimi. Jest to wydarzenie przymierza i dlatego jest związane z Ostatnią Wieczerzą, podczas której Pan ustanowił Nowe Przymierze. Jedzenie soli wyraża związek uczty przed Męką z nową wspólnotą biesiadną Zmartwychwstałego. Daje On siebie samego swoim jako pokarm i czyni ich uczestnikami swojego życia. Pan ponownie włącza uczniów we wspólnotę przymierza z sobą i z żywym Bogiem. We wspólnocie liturgicznej, w celebrowaniu Eucharystii to zasiadanie za stołem ze Zmartwychwstałym trwa nadal, mimo że w inny sposób.

Może więc posiłek uczniów z Emaus też jest owym „spożywaniem soli”, wydarzeniem przymierza, uczynieniem Kleofasa i jego towarzysza uczestnikami nowego życia, nową wspólnotą. Ich uczta z jednej strony wiązałaby się więc z Ostatnią Wieczerzą, ale z drugiej strony, właśnie przez związek z wczesnochrześcijańskim łamaniem chleba – z chrześcijańską Eucharystią. Opowiadanie o uczniach z Emaus łączy więc w sobie dwa elementy znaczenia posiłku: zawarcie Nowego Przymierza i wczesnochrześcijańska Eucharystia. Obecność Jezusa wskazuje, że w chrześcijańskiej uczcie następuje spotkanie z Bogiem (wskazanie tej obecności mógł mieć na celu Łukasz, gdy pisał to opowiadanie). Łamanie chleba jest więc znakiem obecności Zmartwychwstałego, wokół którego gromadzą się chrześcijanie, by uczestniczyć w Nowym Przymierzu i w nowej uczcie z Nim. Opowiadanie o Kleofasie i jego towarzyszu wskazuje, iż w nabożeństwie eucharystycznym spotykamy się z Jezusem Chrystusem. Związek ich uczty z wczesnochrześcijańską Eucharystią pokazuje, że jest to ofiarowana przez Boga pamiątka, która jest czymś już nie symbolicznie, ale realnie uobecniającym Jego samego. To, że w nabożeństwie eucharystycznym spotykamy się ze Zmartwychwstałym, oznacza, że staje się on dla nas widzialny, ale ta otwartość oznacza również, że musimy go wypuścić, Zmartwychwstały wciąż znika nam z oczu.

***

Ciekawe, że to właśnie uczniowie z Emaus, którzy niczym szczególnym wcześniej się nie wyróżnili, doznali przywileju spotkania z Jezusem. Wszak można przypuszczać, że uczniów podobnie zagubionych jak oni było o wiele więcej. Dlaczego zatem ci dwaj? Może właśnie dlatego, że rozmawiali o spotkaniu z Bogiem, a do tego, by zrozumieli to spotkanie, brakowało bardzo niewiele. Opowiadanie o Kleofasie i jego towarzyszu trzeba odczytywać jako zachętę do rozmowy o Bogu, rozmowy zaangażowanej, będącej dyskusją zmierzającą do znalezienia rozwiązania problemu, a raczej zrozumienia spotkania człowieka z Bogiem, które czasami jest tak inne od tego, czego się spodziewamy, że nawet dobrze znane Pisma go nie wyjaśniają.

Bibliografia:
B. Costacurta, Eliasz, Kraków 2010.
A. Grün, Ewangelie, Kraków 2009.
A. Ligęza, M. Wilk, Od popiołu do ognia. Rozmowy o czytaniach liturgicznych okresu wielkiego postu, Kraków 2010.
Orygenes, Przeciw Celsusowi, VI, 68.
R. Przybylski, Ogrom zła i odrobina dobra, Warszawa 2006.
J. Ratzinger, Jezus z Nazaretu, t. 2, Kielce 2011.
W. Surmiak, Łamanie chleba” w Nowym Testamencie (Łk 24,35 i Dz 2,42), w: „Śląskie Studia Historyczno-Teologiczne” 36 (2003) nr 2, s. 404–413.
A. Sikora, Gest „łamania chleba” w Nowym Testamencie, [w:] Biblia o Eucharystii, red. S. Szymik, Lublin 1997, s. 111–126.
A. Świderkówna, Rozmowy o Biblii. Nowy Testament, Warszawa 2009.

Skróty polskich przekładów Pisma Świętego:
BT – Biblia Tysiąclecia, wyd. IV; BP – Biblia Poznańska; BW-P – Biblia Warszawsko-Praska; Popowski – Nowy Testament. Przekład na Wielki Jubileusz Roku 2000, ks. Remigiusz Popowski SDB; Wojciechowski – Grecko-polski Nowy Testament, ks. Remigiusz Popowski SDB, Michał Wojciechowski; EPP – Ekumeniczny Przekład Przyjaciół, Jan Turnau, ks. Michał Czajkowski, abp Jeremiasz Jan Anchimiuk, pastor Mieczysław Kwiecień.

Łk 23, 44-56 – Ufność na krzyżu

Jezus na krzyżu składa z pełną ufnością w wybawienie, modlitewnie swój byt, całego siebie z ręce Ojca mocnego i łaskawego.

(44) Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. (45) Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. (46) Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego. Po tych słowach wyzionął ducha. (47) Na widok tego, co się działo, setnik oddał chwałę Bogu, mówiąc: Istotnie, człowiek ten był sprawiedliwy. (48) Wszystkie też tłumy, które zbiegły się na to widowisko, gdy zobaczyły, co się działo, powracały, bijąc się w piersi. (49) Wszyscy Jego znajomi stali z daleka; a również niewiasty, które Mu towarzyszyły od Galilei, przypatrywały się temu. (50) A był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Rady. (51) Nie przystał on na ich uchwałę i postępowanie. Pochodził z miasta żydowskiego, Arymatei, i oczekiwał królestwa Bożego. (52) On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. (53) Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. (54) Był to dzień Przygotowania i szabat zaczynał jaśnieć. (55) Były przy tym niewiasty, które z Nim przyszły z Galilei. Obejrzały grób i w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa. (56) Po powrocie przygotowały wonności i olejki; lecz zgodnie z przykazaniem zachowały spoczynek w szabat.

Czy rzeczywiście podczas śmierci Jezusa miały miejsce wszystkie wydarzenia opisane przez Łukasza i innych ewangelistów: mrok i rozdarcie zasłony? Nie można tego wykluczyć, ale trzeba też pamiętać, że znowu jest to tekst pełen odniesień do Starego Testamentu.

Łukasz mówi o mroku, który ogarnął ziemię od dwunastej do piętnastej. Te ramy czasowe mają zapewne wskazywać na charakter paschalny śmierci Chrystusa (w świątyni składano wtedy ofiarę). Z kolei ciemności (są próby naturalnego ich wyjaśnienia: raczej nie było to zaćmienie słońca, ewentualnie burza piaskowa) w Biblii są znakiem towarzyszącym sądowi nad światem (Iz 13, 10; Am 5, 18; 8, 8-9 itd.)

Zasłona przybytku oddzielała w świątyni Miejsce Święte od Najświętszego. Jej rozdarcie (inni ewangeliści mówią o trzęsieniu ziemi, są badania zdające się potwierdzać, że rzeczywiście w terminie prawdopodobnej śmierci Jezusa miało ono miejsce, a zatem rozdarcie zasłony mogło być jego skutkiem) może symbolizować zniesienie kultu Mojżeszowego i otwarcie przez Jezusa wstępu do przybytku mesjańskiego (por. Hbr 9, 12: „ani nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie”; Hbr 10,19-20: „Mamy więc, bracia, pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego przez krew Jezusa. On nam zapoczątkował drogę nową i żywą, przez zasłonę, to jest przez ciało swoje.”).

Wołanie Jezusa w w. 46 to cytat z Ps 31 (w. 6):

(5) Wydobądź mnie z sieci zastawionej na mnie,
bo Ty jesteś moją ucieczką.
(6) W ręce Twoje powierzam ducha mojego:
Ty mnie wybawiłeś, Panie, Boże wierny!

Wypowiedzenie wersu psalmu oznaczało wypowiedzenie całej jego treści, a zatem trzeba w tym wołaniu Jezusa na krzyżu widzieć również wyznanie ufności względem Boga. Do tego dochodzi dodanie przez Jezusa słowa „Ojcze”, które wskazuje na bliskość Jezusa z Bogiem, a jednocześnie na to, że jest to modlitwa, gdyż Jezus często w modlitwach używał słowa „Ojcze”. Istotne jest również oddanie ducha w ręce Ojca, gdyż ręka była symbolem mocy i łaski Bożej. Duch człowieka (gr. pneuma, hebr. ruah) to Boże tchnienie znajdujące się w człowieku, które należy do człowieka i czyni z niego istotę żywą, to również oddech człowieka, w którym wyrażają się jego uczucia: strach, radość itp. Oddanie Bogu ducha to wydanie ostatniego tchnienia, ale i złożenie Bogu swojego jedynego bogactwa, samego swojego bytu.

Łukasz przedstawia zatem Jezusa jako składającego z pełną ufnością w wybawienie, modlitewnie swój byt, całego siebie z ręce Ojca mocnego i łaskawego.

Łk 23, 39-43 – Dziś do raju

Jezus może obiecywać łotrowi część Szeolu przeznaczoną dla zmarłych sprawiedliwych. Dla tego, który miał podstawy, by spodziewać się raczej Gehenny, to i tak dużo.

(39) Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: Czyż ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas. (40) Lecz drugi, karcąc go, rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? (41) My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. (42) I dodał: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. (43) Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju.

Ukrzyżowanie było hańbiącą i okrutną karą śmierci. W zależności od sposobu ukrzyżowania śmierć następowała po wielu godzinach, a nawet dniach i często była to śmierć w wyniku uduszenia (skazaniec nie miał siły, by utrzymać się na wyprostowanych nogach, w wyniku czego następował ucisk na przeponę i powolne duszenie się). Ten przebieg śmierci tłumaczy, dlaczego zaraz po ukrzyżowaniu skazańcy mogli rozmawiać ze sobą.

Kim mogli być przestępcy ukrzyżowani z Jezusem? Zapewne mieli na sumieniu poważne przestępstwa, skoro jeden z nich uznał, że ponoszą słuszną karę. Nie był to też prawdopodobnie bunt przeciw Rzymianom, bo tego za przestępstwo raczej by nie uznali.

Sporo kontrowersji wywołuje w. 43. Co oznacza bowiem to, że łotr już dziś będzie w raju, skoro zmartwychwstanie dokona się trzeciego dnia? Dokładną analizę tego wersu można znaleźć tu: https://www.psnt.pl/Lk23w43.html. Mówiąc w skrócie, problem sprowadza się do miejsca umieszczenia przecinka (bądź innego znaku interpunkcyjnego): czy po słowie “ci”, jak jest w większości przekładów, czy po słowie “dziś”, jak jest w Biblii Nowego Świata. W zależności od umiejscowienia przecinka sens tego zdania jest inny: w pierwszym przypadku Jezus mówi łotrowi, że natychmiast będzie w raju, w drugim – że w bliżej nieokreślonej przyszłości. Nie ma jednak niezbitych podstaw do tego, żeby przyjąć wersję BNŚ. Warto przy tym zauważyć, że w pismach św. Łukasza (Łk i Dz) słowo semeron (dzisiaj) pojawia się 20 razy na 41 wystąpień w NT. Zatem jest to słowo dla św. Łukasza istotne. Kładzie on bowiem wielki nacisk na realizowanie się królestwa Bożego już teraz, a czyni to właśnie za pomocą słowa “dzisiaj”. Wskazuje na natychmiastową skuteczność Bożych obietnic. Królestwo Boże to nie jest coś, na co trzeba czekać, ono jest już dzisiaj. Chodzi tu więc bardziej o znaczenie teologiczne niż chronologiczne tego terminu “semeron”. A zatem dla dobrego łotra raj, królestwo Boże zaczyna się już dzisiaj.

Pytanie jednak, o jaki raj tu chodzi. Czy jest to to, co rozumiemy jako niebo? Wydaje się, że może chodzić tu raczej o  część Szeolu przeznaczoną dla zmarłych sprawiedliwych (łono Abrahama z przypowieści o Łazarzu i bogaczu). Dla łotra, który miał podstawy, by spodziewać się raczej Gehenny, to i tak dużo.

Łk 22, 14-23 – Wieczerza pożegnalna

Jezus wykorzystuje symbolikę Święta Paschy, by pokazać uczniom istotę swojej misji: zawarcie nowego i ostatecznego przymierza między Bogiem a ludźmi.

(14) A gdy nadeszła pora, zajął miejsce u stołu i Apostołowie z Nim. (15) Wtedy rzekł do nich: Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał. (16) Albowiem powiadam wam: Nie będę już jej spożywać, aż się spełni w królestwie Bożym. (17) Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, rzekł: Weźcie go i podzielcie między siebie; (18) albowiem powiadam wam: odtąd nie będę już pił [napoju] z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże. (19) Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie, połamał go i podał im, mówiąc: To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę! (20) Tak samo i kielich [wziął] po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana. (21) Lecz oto ręka mojego zdrajcy jest obok Mnie na stole. (22) Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi według tego, jak było postanowione, lecz biada temu człowiekowi, przez którego będzie wydany. (23) A oni zaczęli wypytywać jeden drugiego, kto by spośród nich mógł to uczynić.

Pascha (Pesach) była jednym z trzech świąt, które pobożny Żyd powinien celebrować w Jerozolimie. Jednak w czasach Jezusa wielu uważało, że niemożliwe jest – ze względu na odległości – przybycie do Jerozolimy trzy razy w roku, i dlatego przychodzili tylko na najważniejsze święto, czyli Paschę. Łukasz podaje informację, że rodzice Jezusa o roku pielgrzymo­wali do Jerozolimy na Paschę (Łk 2, 41). Łukasz, w przeciwieństwie do Jana, nie informuje o tym, że tak samo robił Jezus, koncentruje się na Jego ostatnim pobycie w Jerozolimie.

Istotą święta Paschy było wspominanie wyzwolenia Izraelitów z niewoli egipskiej. W noc wyjścia z Egiptu Bóg naka­zał im spożyć wieczerzę, której głównym posiłkiem miało być jednoroczne jagnię. Jego krwią należało oznaczyć drzwi domu, aby mógł je omijać anioł przechodzący przez Egipt i ka­rzący jego mieszkańców śmiercią pierworodnych za ucisk, którego doznał lud Boga.

Na święto Paschy do Jerozolimy przybywało od kilkuset tysięcy do kilku milionów pielgrzymów. Uroczystą kolację (seder) należało zjeść w Jerozolimie, dlatego pielgrzymi przybywali wcześniej, by znaleźć nocleg i miejsce do zjedzenia kolacji. Najważniejszym jej elementem był baranek paschalny (jagnię jednoroczne), którego należało złożyć w ofierze w świątyni. Jeden baranek przypadał na około 10 osób, dlatego w świątyni w dniu przygotowania Paschy składano nawet kilkaset tysięcy baranków (Józef Flawiusz pisze o 225 tys.). Krew z baranków była wylewana na ołtarz, a wnętrzności spalane w ofierze. Mięso było zabierane do domów i pieczone.

Kolacja sederowa miała ściśle określony przebieg, a każdy jej element był symboliczny. Chleb niekwaszony, czy­li maca, przypominał Żydom, że ich przodkowie opuszczali Egipt w tak wielkim pośpiechu, że ciasto zagniecione na chleb nie zdążyło się zakwasić. Gorzkie zioła, np. chrzan, sałata, czarna rzodkiew, miały symolizować gorycz Izraelitów z powodu prześladowania przez Egipcjan. Nieodłącznym elementem sederu było wino. Rytuał wymagał wypicia w ciągu wieczerzy czterech kielichów tego napoju (ich symbolika jest różnie określana). Istotnym elementem był odłamany kawałek macy, nazywany afikomanem, który po Hagadzie, czyli  opowieści o Wyjściu z Egiptu, ojciec rodziny zawijał w kawałek białego płótna i kładł na ramieniu sąsiada przy stole. Ten podawał następnemu itd., a ostatni recytował Wj 12,34.

Problem, jaki się pojawia w związku z Ostatnią Wieczerzą, to czy w istocie była to owa kolacja sederowa. Łukasz, podobnie jak inni synoptycy, twierdzi, że tak. Chleb, który Jezus połamał i podał apostołom, mówiąc: „To jest Ciało moje”, byłby wspomnianym afikomanem, a wino zostało przemienione w Jego Krew podczas uroczystego podniesienia trzeciego kielicha wieczerzy paschalnej. Jednak ewangelista Jan pisze, że Ostatnia Wieczerza miała miejsce w przed­dzień Paschy (J 13). Wydaje się, że ma on rację, bo z chronologii Łukasza wynikałoby, że ukrzy­żowanie i śmierć Jezusa miały miejsce dokład­nie w dzień święta Paschy, co jest mało prawdopodobne nie tylko ze względu na czystość rytualną, ale i względy polityczne (obawa przed reakcją tłumu). Słowa z w. 15 świadczyłyby o tym, że Jezus dzień wcześniej spożył kolację paschalną, przewidując, że nie będzie mógł tego zrobić we właściwym terminie. Możliwe więc, że Ostania Wieczerza była uroczystym pożegnaniem z uczniami, w której Jezus wy­korzystał elementy paschalne. Jak wskazuje Benedykt XVI, retrospektywne spojrzenie uczniów na Ostatnią Wieczerzę ujawniło wewnętrzny jej zwią­zek ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa: była to Pascha Jezusa (Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu, cz.II, Kielce 2011; więcej na temat Paschy: Czy Ostatnia Wieczerza była Paschą?).

Istotne jest to, że być może w. 19-20 mogą nie być autorstwa Łukasza, bo w niektórych kodeksach ich nie ma. Jeśli jednak były one od początku w Ewangelii Łukasza, to i tak wyglądają na formułę liturgiczną używaną przez pierwotną wspólnotę chrześcijańską. Nie zmienia to jednak faktu, że Łukasz pokazuje Jezusa, który wykorzystuje symbolikę Święta Paschy, by pokazać uczniom istotę swojej misji. Święto to jednoczy w sobie trzy rzeczywistości: uobecnioną w teraźniejszości przeszłość i spodziewaną przyszłość. Dzięki „uobecnieniu” zostaje przerzucony pomost między przeszłością i teraźniejszością. W ten sposób Pascha i dobra nowina o Wyjściu przekształciła się w treść Nowego Przymierza, wielkiego, ostatecznego (por. https://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TB/rec_wk_rytpaschy.html.

Co jednak oznacza, że Jezus nie będzie spożywał Paschy, aż się spełni w królestwie Bożym? W Jego czasach królestwo Boże miało wymiar eschatyczny, miało ono być powszechne w przyszłości, panowanie Boga miało rozciągnąć się w czasach ostatecznych na wszystkie narody ziemi, przy czym Jezus w swoim nauczaniu wskazywał, że o przynależności do niego decyduje nie narodowość, ale postawa, rzeczywiste uznanie panowania Boga. Królestwo wspomniane przez Jezusa można rozumieć jako to ostateczne, eschatyczne.

Łk 19, 29-40 – Wjazd Króla

Uczniowie byli zapewne przekonani, że nadeszło Królestwo Boże, być może widzieli je jednak jako królestwo Izraela rozciągające się „od morza do morza”.

(29) Gdy przybliżył się do Betfage i Betanii, ku górze zwanej Oliwną, wysłał dwóch spośród uczniów, (30) mówiąc: Idźcie do wsi, która jest naprzeciwko, a wchodząc do niej, znajdziecie uwiązane oślę, którego nie dosiadał żaden człowiek. Odwiążcie je i przyprowadźcie. (31) A gdyby was kto pytał: Dlaczego odwiązujecie?, tak powiecie: Pan go potrzebuje. (32) Wysłani poszli i znaleźli [wszystko] tak, jak im powiedział. (33) A gdy odwiązywali oślę, zapytali ich jego właściciele: Czemu odwiązujecie oślę? (34) Odpowiedzieli: Pan go potrzebuje. (35) I przyprowadzili je do Jezusa, a zarzuciwszy na nie swe płaszcze, wsadzili na nie Jezusa. (36) Gdy jechał, słali swe płaszcze na drodze. (37) Zbliżał się już do zboczy Góry Oliwnej, kiedy całe mnóstwo uczniów zaczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli. (38) I mówili głosem donośnym: Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach. (39) Lecz niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom! (40) Odrzekł: Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą.

Dwie wspomniane przez Łukasza miejscowości znajdują się na Górze Oliwnej przy drodze z Jerycha do Jerozolimy. W czasach Jezusa droga ta biegła przez górę (dzisiaj ją okrąża). Betfage to miejscowość leżąca niedaleko Betanii, Betania położona była na wschodnich zboczach Góry Oliwnej, ok. 4 km od Jerozolimy. Ze szczytu Góry Oliwnej widać było Jerozolimę.

Dlaczego Jezus wjeżdżał do Jerozolimy na ośle? Opis tego wjazdu pełen jest odniesień do Starego Testamentu. Tak jest też w przypadku zwierzęcia, na którym jechał Jezus. Chodzi tu bowiem o odwołanie do Księgi Zachariasza:

(9) Raduj się wielce, Córo Syjonu,
wołaj radośnie, Córo Jeruzalem!
Oto Król twój idzie do ciebie,
sprawiedliwy i zwycięski.
Pokorny – jedzie na osiołku,
na oślątku, źrebięciu oślicy.
(10) On zniszczy rydwany w Efraimie
i konie w Jeruzalem,
łuk wojenny strzaska w kawałki,
pokój ludom obwieści.
Jego władztwo sięgać będzie od morza do morza,
od brzegów Rzeki aż po krańce ziemi. (Za 9, 9-10)

Chociaż jest to więc wjazd sprawiedliwego króla pokoju, jedzie on na zwierzęciu mało królewskim, chociaż też niekojarzącym się z wojną.

Z kolei w w. 38 jest odwołanie do Psalmu 118:

(26) Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie! Błogosławimy wam z domu Pańskiego. (Ps 118, 26)

W w. 40 Jezus odpowiada faryzeuszom odwołując się do Księgi Habakuka:

(11) Kamień ze ściany zawoła, a belka budowy mu zawtóruje (Ha 2, 11)

Nic dziwnego, że faryzeusze, widząc, co się dzieje, usiłowali wymóc na Jezusie, by zabronił uczniom traktowania siebie jak króla mesjańskiego. Może właśnie dlatego zwracają się do Niego „Nauczycielu”. Trudno im było przyjąć, że Jezus jest kimś więcej niż wędrownym nauczycielem. Uczniowie byli zapewne przekonani, że skoro dokonywały się takie cuda, jakie widzieli, to nadeszło Królestwo Boże. Niewykluczone jednak, że to królestwo widzieli jako królestwo Izraela rozciągające się „od morza do morza”.

 

Papieskie krainy śmierci

Głównym zadaniem jest strzeżenie człowieka przed krainami śmierci i zniszczenia.

W homilii papieża wygłoszonej w czasie Mszy św. inaugurującej pontyfikat (19 marca 2013 r.) moją uwagę zwrócił może rzadziej zauważany jej fragment, który jednak zdaje mi się dosyć istotny.

A kiedy człowiekowi brakuje tej odpowiedzialności [polegającej na opiece nad stworzeniem – R.M.R.], kiedy nie troszczymy się o stworzenie i o braci, wówczas jest miejsce na zniszczenie, a serce staje się nieczułe. Niestety w każdej epoce dziejów są „Herodowie”, którzy knują plany śmierci, niszczą, oszpecają oblicze mężczyzny i kobiety.

Wcześniej papież wskazał, że nie strzeżemy dzieła stworzenia wtedy, gdy nie strzeżemy Chrystusa: „Widzimy też jednak, co stanowi centrum powołania chrześcijańskiego: Chrystus! Strzeżemy Chrystusa w naszym życiu, aby strzec innych, strzec dzieło stworzenia!”. Papież wraca tu więc do podstawowej myśli ze swojej pierwszej papieskiej homilii: „jeśli nie wyznajemy Jezusa Chrystusa, to dzieje się źle. Staniemy się pozarządową organizacją pomocową, ale nie Kościołem, Oblubienicą Pana” (14 marca 2013 r.).  Można by więc dopowiedzieć, że bez wyznawania Chrystusa Kościół stanie się jedną z wielu pozarządowych organizacji ekologicznych. Ci, którzy nie są chrześcijanami (chociaż jest to też wyzwanie skierowane do chrześcijan), powinni z kolei czuwać nad swoimi uczuciami, swoim sercem, „gdyż z niego wychodzą intencje dobre i złe: te, które budują i te, które niszczą”. Zatem warunkiem strzeżenia stworzenia jest strzeżenie Chrystusa i samych siebie.

Co się dzieje, gdy tego nie robimy? Naszemu światu towarzyszą „znaki zniszczenia i śmierci”. Ale papież wskazuje tu głównie destrukcyjną działalność człowieka skierowaną przeciw człowiekowi, skoro mówi o herodach knujących plany śmierci. Chociaż więc można przewidywać wrażliwość ekologiczną papieża Franciszka, trzeba raczej zakładać, że będzie głównie się skupiał na – można powiedzieć – ekologii człowieka. Można przypuszczać, że będzie w przeważającej mierze będzie zachęcał do walki z „nieekologicznymi” krainami śmierci, piekłem na ziemi, które jedni ludzi przygotowują innym.

Tak więc głównym zadaniem chrześcijan i wszystkich ludzi dobrej woli jest strzeżenie człowieka przed krainami śmierci i zniszczenia.

Łk 7, 18-23 – Skandal Przychodzącego

Błogosławiony ten, komu to, co się dzieje za sprawą Jezusa, nie stanie się skandalem niepozwalającym uznać, że jest On Przychodzącym – nie tylko w tamtym konkretnym czasie, ale zawsze.

(18) O tym wszystkim donieśli Janowi jego uczniowie. Wtedy Jan przywołał do siebie dwóch spośród swoich uczniów (19) i posłał ich do Pana z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? (20) Gdy ludzie ci zjawili się u Jezusa, rzekli: Jan Chrzciciel przysyła nas do Ciebie z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? (21) W tym właśnie czasie [Jezus] wielu uzdrowił z chorób, dolegliwości i [uwolnił] od złych duchów; także wielu niewidomych obdarzył wzrokiem. (22) Odpowiedział im więc: Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. (23) A błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie.

Perykopa ta pokazuje, że również Jan Chrzciciel, na dodatek w tym samym czasie co Jezus, miał swoich uczniów. Niewykluczone, że niektórzy z nich pozostali przez jakiś czas odrębną grupą, co więcej, przetrwali do czasów działalności apostołów (por. Dz 18, 24-25, 19, 2-7). Tutaj Jan Chrzciciel chce się upewnić, że Jezus jest tym, który ma przyjść, co nie jest dziwne, jeśli weźmie się pod uwagę, że według Łukasza Jan Chrzciciel podczas chrztu Jezusa w Jordanie nie zwrócił na Niego uwagi.

Interesujące jest użyte w w. 19 i 20 wyrażenie ho erchomenos, przetłumaczone jako „Ten, który ma przyjść”. Niektórzy badacze podkreślają, że użycie rodzajnika, który ma funkcję indywidualizującą, sprawia, że jest tu odniesienie do mesjanistycznego tytułu habba’ – Przychodzący, a więc chodzi tu o Mesjasza. Dlatego niektórzy używają tu – i raczej słusznie – wyrażeń „Przychodzący” (EPP) czy „Przybywający” (R. Popowski). Jan Chrzciciel zadawałby tu więc bardzo konkretne pytanie o misję mesjańską Jezusa. Jezus nie odpowiada wprost na pytanie uczniów Jana, może z obawy przed utożsamieniem Go z oczekiwanym mesjaszem politycznym, który przyniesie Żydom wyzwolenie doczesne. Wskazuje raczej na to, co się dzieje.

Interesujące jest tu zwłaszcza to, że umarli zmartwychwstają. Przetłumaczony jako „zmartwychwstają” czasownik egeiro znaczy odbudowywać, wznosić, podnosić, powstawać, obudzić, ale często używany jest na określenie zmartwychwstania czy też wskrzeszenia. Na oznaczenie zmartwychwstania Łukasz używa również słowa anastasis. Trudno jest przeprowadzić takie rozróżnienie, że dane słowo oznacza tylko wstanie albo tylko zmartwychwstanie. Nie jest to zresztą nic dziwnego, bo dla współczesnych Jezusowi zmartwychwstanie było przede wszystkim powrotem do życia ziemskiego, autorom biblijnym trudno więc było znaleźć określenia wyrażające to, co się kryło w zmartwychwstaniu Jezusa. Tutaj prawdopodobnie chodzi o powrót do życia  (uzasadnione jest więc tłumaczenie egeiro jako powstają – EPP, Popowski), co nie znaczy jednak, że nie ma tu jakiegoś odniesienia do zmartwychwstania Jezusa, skoro oddane ono jest tym samym słowem.

Frapujące jest również stwierdzenie, że szczęśliwy jest ten, kto nie zwątpi w Jezusa. Wyraz skandalizo odpowiada polskiemu terminowi „skandal”, czyli chodzi o postępek przynoszący wstyd, rzecz gorszącą i oburzającą. W tym wypadku to coś, co widzimy w innym, a co utrudnia uznanie jego autorytetu. Błogosławiony jest więc ten, komu to, co się dzieje za sprawą Jezusa, nie stanie się skandalem niepozwalającym uznać, że jest On Przychodzącym – nie tylko w tamtym konkretnym czasie, ale zawsze.

Łk 7, 11-17 – wzruszony Bóg

Łukasz pokazuje Boga do głębi wzruszonego losem swego stworzenia i ratującego je od śmierci.

(11) Wkrótce potem udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a podążali z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. (12) Gdy przybliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. (13) Na jej widok Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz. (14) Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, przystanęli – i rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię, wstań! (15) A zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. (16) Wszystkich zaś ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg nawiedził lud swój. (17) I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.

Łukasz ukazuje Jezusa dalej działającego w Galilei. Nain to miasto identyfikowane z leżącą około 10 km od Nazaretu dzisiejszą wioską Najn. W okolicach bramy miejskiej dochodzi do spotkania dwóch pochodów: Jezusa i jego uczniów oraz konduktu pogrzebowego. Rodzina musiała być poważana w mieście, skoro w pogrzebie brał udział duży tłum. A jednak sytuacja matki zmarłego, wdowy, nie była godna pozazdroszczenia. Kobiety, których mężowie zmarli, były zależne od synów, nie dziedziczyły bowiem majątku męża. W sytuacji, gdy zmarł jedyny syn, majątek przechodził na krewnych męża, a kobieta stawała się całkowicie zależna od ich dobrej woli.

Nic dziwnego, że Jezusa poruszył jej widok. Łukasz używa słowa splagchnizomai,które zostało przetłumaczone jako ulitować się. Słowo to, które pochodzi od splanchna – wnętrzności jako siedziba najtkliwszych uczuć: dobroci, współczucia, oznacza raczej poruszenie wnętrzności. Jezus nie tyle zatem lituje się nad wdową, ile jest wzruszony jej losem, porusza on Go do głębi. Lepiej ten aspekt oddaje chyba Biblia Warszawsko-Praska: „Jej widok wzruszył Pana do głębi”. Co ciekawe, Łukasz jako narrator używa w stosunku do Jezusa słowa Pan (Kyrios), czego do tej pory raczej nie robił. Tym samym zdaje się wskazywać, że nieszczęście kobiety porusza do głębi samego Boga. Przemawiałoby za tym również to, że Jezus nie obawia się dotknąć mar (czyli noszy, bo zmarłych nie chowano w trumnach), co powodowało nieczystość rytualną. Ktoś będący bardzo blisko Boga nie musi się tego obawiać. Jezus tak jak w przypadku sługi setnika nie czyni nic innego, jak tylko posługuje się słowem mocy, co też wskazuje na Jego bliskość z Bogiem.

Tłum uznaje w Jezusie wielkiego proroka i uważa, że Bóg spojrzał na swój lud (tak słowo episkeptomai tłumaczy Biblia Poznańska i to tłumaczenie jest chyba właściwe, bo trudno uznać, że tłum, mówiąc o Jezusie jako o proroku, uznaje, że Bóg znalazł się wśród swego ludu). Łukasz pokazuje jednak Boga do głębi wzruszonego losem swego stworzenia i ratującego je od śmierci.

Franciszek i diabeł

Franciszek wie, że w nie ma sensu budowanie zamków na piasku, zwłaszcza przesianym przez ojca kłamstwa.

Dziwna sprawa, ale chyba jak na razie nikt nie zwrócił uwagi na to – może dlatego, że bardziej zajmująca jest przeszłość papieża z okresu junty czy jego faktyczna lub rzekoma odmowa włożenia pelerynki –  że w obydwóch dotychczasowych swoich wystąpieniach wspomniał o diable. Najpierw, 14 marca 2013 r., w pierwszej papieskiej, poniekąd programowej, homilii w kontekście tego, że bez wyznawania Jezusa Chrystusa Kościół staje się pozarządową organizacją pomocową, powiedział: „Kiedy nie wyznaje się Jezusa Chrystusa, przypominają mi się słowa Léona Bloy: „Kto nie modli się do Boga, modli się do diabła”. Kiedy nie wyznajemy Jezusa Chrystusa, to wyznajmy doczesność diabła, doczesność szatana”. Dzień potem, 15 marca 2013 r., w przemówieniu do kardynałów powiedział: „Drodzy bracia, nigdy nie ulegajmy pesymizmowi i temu zgorzknieniu, jakie każdego dnia proponuje nam diabeł. Nie ulegajmy pesymizmowi i zniechęceniu: mamy mocną pewność, że Duch Święty daje Kościołowi, wraz ze swym potężnym tchnieniem, odwagę by wytrwać, a także poszukiwać nowych metod ewangelizacji, aby nieść Ewangelię aż po krańce ziemi (por. Dz 1, 8)”.

Czyżby papież Franciszek miał jakieś szczególne upodobanie do mówienia o diable? Warto zwrócić uwagę na to, na czym jego zdaniem polega to działanie szatańskie. Wygląda na to, że chodzi tu w głównej mierze o działanie przeciw Kościołowi, o zachęcenie go do rezygnacji z wyznawania Jezusa Chrystusa, zwątpienia w działanie Ducha Świętego. O wsączanie pesymizmu, że w dzisiejszym świecie taka wiara nie ma sensu, że trzeba raczej skupić się na doczesności, na świadczeniu pomocy na wzór organizacji pozarządowych i dać sobie spokój z głoszeniem Ewangelii. Zarażenie się tym pesymizmem sprawia, że zamiast Chrystusa wyznaje się doczesność, na dodatek nie doczesność przepełnioną Bogiem, ale uformowaną przez szatana. Ubóstwienie tej doczesności prowadzi do modlitwy do jej twórcy, nie zaś do Boga.

Po papieżu, który widział w swoim kraju piekło na ziemi, zło w czystej postaci, można by się spodziewać, że zwróci uwagę właśnie na ten aspekt diabelskości. A jednak wskazuje na działanie dużo bardziej subtelne, wymierzone w samo sedno wiary chrześcijańskiej i podważające samą jej istotę. To jego zdaniem jest dzisiaj najważniejsze zagrożenie, bez usunięcia którego nie za bardzo ma sens jakakolwiek działalność dobroczynna. Mówiąc więc o diable, mówi w istocie o wierze w Jezusa Chrystusa.

Nic więc dziwnego, że papież, po którym wszyscy spodziewają się, że będzie papieżem ubogich, właściwie jak dotychczas w oficjalnych wystąpieniach nie mówił na ten temat (co nie znaczy, że nie zwraca na to uwagi, bo zachęca swoich rodaków, do tego, by nie przyjeżdżali do Rzymu, a pieniądze przeznaczyli na pomoc ubogim). To papież, który wie, że w przypadku Kościoła nie ma sensu budowanie zamków na piasku, zwłaszcza gdy jest to piasek przesiany przez ojca kłamstwa.