Łk 6, 17-19 – Moc uzdrawiania

Uzdrowienie zatem to przede wszystkim przywrócenie komunikacji z Bogiem.

(17) Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie; był tam liczny tłum Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jeruzalem oraz z nadmorskich okolic Tyru i Sydonu; (18) przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. (19) A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich.

W Ewangelii Łukasza fragment ten jest wstępem do pierwszej nauki Jezusa skierowanej właściwie do Jego uczniów, nazywanej kazaniem na równinie, w celu odróżnienia od Mateuszowego kazanie na górze. Widać, że grono Jego uczniów jest już całkiem spore, że Jezus miał z kogo wybierać apostołów.

Zanim jednak wygłosi swoje kazanie, realizuje się zapowiedziany w Nazarecie (Łk 4, 16-30) „rok łaski Pana”, czyli uzdrawiani są chorzy. Łukasz pokazuje, że po uzdrowienie przychodzą nie tylko mieszkańcy Galilei, ale również Judejczycy, a więc sława Jezusa się rozszerza. Jest to uzdrawianie z chorób ciała i ducha, bo na określenie ducha nieczystego ewangelista używa słów pneumatōn akathartōn. Greckie słowo pneuma nie miało sensu osobowego, oznaczało nierozpoznane siły, które naciskały na człowieka. Chodzi tu więc o choroby psychiczne i im podobne, nie zaś opętania.

Interesujące jest sformułowanie mówiące o mocy (dynamis) wychodzącej z Jezusa. Nie chodzi tu o jakąś moc bioenergoterapeutyczną lub inną współczesnych uzdrowicieli. To co prawda moc uzdrawiająca, której nie mogła oprzeć się żadna choroba, ale nie działała ona automatycznie (potrzebna była wiara). Przy tym moc w Biblii oznaczała w istocie Boga, w pismach rabinicznych słowo to było synonimem imienia Boga. Ta moc jest mocą Boga, który działa w Nim, Bogiem, który sam uzdrawia, co potwierdza Jego misję jako Syna Bożego (por. Dz 2, 22).

Być może to uzdrawianie miało też i inny aspekt. Choroba, podobnie jak i inne stany zagrożenia, były rozumiane jako przejaw śmierci, ta zaś oznaczała pogrążenie się w Szeolu, stanie, w którym nie ma komunikacji z Bogiem. Śmierć dla Izraelity była straszna dlatego, że oznaczała utratę kontaktu z Bogiem. Łukasz pokazuje, jak Bóg sam przychodzi, by wyprowadzić ludzi ze stanu oddalenia od siebie. Uzdrowienie zatem to przede wszystkim przywrócenie komunikacji z Bogiem.

Łk 6, 12-16 – Apostołowie

Apostołowie byli podobni do innych wybranych przez Boga: bywali słabi. Większość potrafiła swoją słabość uczynić siłą.

(12) W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc trwał na modlitwie do Boga. (13) Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: (14) Szymona, któremu nadał imię Piotr, i brata jego, Andrzeja, Jakuba, Jana, Filipa, Bartłomieja, (15) Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Szymona z przydomkiem Gorliwy, (16) Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą.

Pierwszy raz w swojej ewangelii Łukasz pokazuje Jezusa jako modlącego się na górze, nie zaś w miejscu pustynnym. Góry w Biblii są miejscami świętymi, na górze Bóg objawił się Mojżeszowi i rozmawiał z nim twarzą w twarz. Wybór dwunastu najbliższych współpracowników wymagał tak intensywnej, całonocnej modlitwy. A jednak wśród nich znalazł się również ten, który zdradził. Zresztą i inni, na czele z Piotrem nie byli wiele lepsi od Judasza. Przy tym nie mieli wykształcenia rabinicznego i pochodzili z Galilei, raczej mało poważanej przez mieszkańców Judei. Czy zatem modlitwa okazała się nieskuteczna?

Można jednak postawić pytanie, apostołowie nie byli w gruncie rzeczy podobni do innych wybranych przez Boga: Mojżesza, za którego mówił Aaron, czy Jeremiasza, który skarżył się, że nie umie mówić, Dawida czy Salomona, którzy nie dotrzymali przymierza z Bogiem. Większość potrafiła tę swoją słabość uczynić siłą, Judaszowi to się nie udało.

Łk 6, 6-11 – Ocalić czy zgubić?

Jezus ocala przede wszystkim z grzechu. A takie ocalenie jest ważniejsze niż najbardziej drobiazgowe przestrzeganie szabatu.

(6) W inny szabat wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę. (7) Uczeni zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód do oskarżenia Go. (8) On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: Podnieś się i stań na środku! Podniósł się i stanął. (9) Wtedy Jezus rzekł do nich: Pytam was: Czy wolno w szabat czynić coś dobrego, czy coś złego, życie ocalić czy zniszczyć? (10) I spojrzawszy dokoła po wszystkich, rzekł do niego: Wyciągnij rękę! Uczynił to, i jego ręka stała się znów zdrowa. (11) Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, jak mają postąpić wobec Jezusa.

Łukasz pokazuje coraz bardziej zaostrzający się konflikt między Jezusem a faryzeuszami. Poprzednio ten konflikt wywoływany był mniej lub bardziej jawnymi pytaniami i wątpliwościami faryzeuszów, skierowanymi bezpośrednio do Niego bądź do Jego uczniów. Tym razem Jezus niejako sam wywołuje ich negatywną reakcję. Łukasz mówi o tym, że znał ich myśli. Niekoniecznie oznacza to „paranormalną” umiejętność czytania w myślach, bo i bez tej umiejętności Jezus musiał wiedzieć, że faryzeusze szukają dowodów przeciwko Niemu. Uzdrawianie rozumiane było jako praca, więc w szabat nie można było uzdrawiać. Zastanawia to dążenie Jezusa do konfrontacji, bo przecież Jezus mógł uzdrowić tego człowieka po szabacie, nie znajdujemy w tekście informacji, że coś zagrażało jego życiu. Prawdopodobnie trzeba to uzdrowienie traktować jako czyn prorocki, symboliczny, mający z całą mocą, z wywołaniem wielkiego poruszenia u obserwatorów, pokazać, że szabat, tak ściśle przestrzegany przez faryzeuszów, nie jest wartością samą w sobie, że człowiek i jego los jest ważniejszy.

Jezus używa tu mocnych słów o ocaleniu życia (gr. psyche) lub zniszczeniu go. Psyche, tłumaczone zazwyczaj jako dusza (tak w tym fragmencie przetłumaczone jest w Ekumenicznym Przekładzie Przyjaciół), wcale nie oznacza duszy. Kryje się pod nim hebrajskie słowo nefesz oznaczające szyję, gardło, a ponieważ przechodzi przez nie powietrze – również tchnienie, oddychanie, z kolei dlatego, że oddech jest cechą istoty żywej – życie, a ponieważ żywy człowiek jest odrębnym podmiotem – również osobę. Być może – a nie jest to bezpodstawne przypuszczenie w kontekście całej opowieści – lepiej byłoby psyche przetłumaczyć jako „człowiek”. Może chodziło tu o ocalenie człowieka, a Jezus mówił nie tylko o ocaleniu jego zdrowia, ale odwoływał się również do popularnego poglądu, że choroba jest skutkiem grzechu. Pozostawienie człowieka w takim stanie oznacza jego zgubę. Jezus już wcześniej pokazywał (Łk 5, 17-26), że ocala przede wszystkim z grzechu. A takie ocalenie jest ważniejsze niż najbardziej drobiazgowe przestrzeganie szabatu.

Łk 9, 28-36 – Przemienienie i rozmowa

Mojżesz i Eliasz są nie tylko symbolami Prawa i proroków, ale są też niejako najlepiej przygotowani do rozmowy z Bogiem i o nadchodzących wydarzeniach, najważniejszych dla historii zbawienia.

(28) W jakieś osiem dni po tych naukach wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. (29) Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. (30) A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. (31) Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dopełnić w Jeruzalem. (32) Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwu mężów, stojących przy Nim. (33) Gdy oni się z Nim rozstawali, Piotr rzekł do Jezusa: Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co mówi. (34) Gdy jeszcze to mówił, pojawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy weszli w obłok. (35) A z obłoku odezwał się głos: To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie! (36) W chwili gdy odezwał się ten głos, okazało się, że Jezus jest sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie opowiedzieli o tym, co zobaczyli.

Łukasz wskazuje, że w sposób szczególny, jako najbardziej zaufanych Jezus traktował tych apostołów, którzy poszli za Nim najwcześniej (Łk 5, 1-11).

Głos z obłoku mówi o Wybranym (gr. eklelegmenos). Być może jest tu odwołanie do Sługi Jahwe z Księgi Izajasza, o którym mowa jest jako o wybranym (Iz 41, 9). W każdym razie był to raczej jeden z tytułów mesjańskich.

Dlaczego jednak Jezus rozmawiał akurat z Mojżeszem i Eliaszem? Obecność Mojżesza i Eliasza oznacza, że o Jezusie mówią Prawo i prorocy. Jak wskazuje Michał Wilk, oprócz tego, że Mojżesz i Eliasz są świadkami Syna Bożego – podobnie jak Prawo i prorocy od wieków były świadectwem tego, co miało stać się ich wypełnieniem i doskonałością – życie Chrystusa rzuca światło na Stary Testament i wyjaśnia jego sens, On sam jest żywą egzegezą Pism. Ważne jest jednak to, że ci dwaj mężowie nie są tylko biernymi świadkami, bo Jezus z nimi rozmawia. Co ciekawe, Mojżesz to ten, z którym Bóg rozmawiał jak z przyjacielem: Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem (Wj 33,11). Z kolei Eliasz, jak wskazuje Bruna Costacurta, poznał obecność Boga w szmerze łagodnego powiewu, czy raczej głosie delikatnej, nieuchwytnej ciszy (1 Krl 19,12), a więc Bóg ukazał mu się w zupełnie inny sposób niż wcześniej, bo słowo było obecne w ciszy, zaś Eliasz musiał być zdolny do rozpoznania znaków obecności Boga i rozpoznania nieoczekiwanego przejścia Boga, który objawił się w nieuchwytnej ciszy.

Może więc Mojżesz i Eliasz są nie tylko symbolami Prawa i proroków, ale też są niejako najlepiej przygotowani do rozmowy z Bogiem i o nadchodzących wydarzeniach, najważniejszych dla historii zbawienia, do odczytywania Pism w kontekście męki Jezusa, bo jak informuje Łukasz, mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jeruzalem? Podczas przemienienia dokonuje się więc egzegeza Pism, i to z tymi, którzy są najlepiej przygotowani do rozmowy. Warto przy tym zwrócić uwagę na to, że „odejście w Jeruzalem” też w głównej mierze odbywało się w ciszy, było to niejako przejście od rozmowy do obecności słowa w ciszy, Jezus mówiący, rozmawiający zmienił się w Jezusa milczącego. Może dlatego konieczna była obecność na Górze Przemienienia Eliasza, który poznał obecność Boga w nieuchwytnej ciszy.

Łk 6, 1-5 – Pan szabatu

Określenie się przez Jezusa mianem Pana szabatu oznaczało, że przypisuje On sobie niezwykłą pozycję.

(1) W szabat przechodził wśród zbóż, a uczniowie zrywali kłosy i jedli, wykruszając [ziarna] rękami. (2) Niektórzy zaś z faryzeuszów mówili: Czemu czynicie to, czego nie wolno w szabat? (3) Wtedy Jezus, odpowiadając im, rzekł: Nawet tego nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy poczuł głód, on i jego ludzie? (4) Jak wszedł do domu Bożego i wziąwszy chleby pokładne, sam jadł i dał swoim ludziom? Chociaż samym tylko kapłanom wolno je spożywać. (5) I dodał: Syn Człowieczy jest Panem także szabatu.

To, co czynili uczniowie, raczej nie było przestępstwem, było dopuszczalne. Głodny wędrowiec mógł się pożywić ziarnem z pola, przez które przechodził, byleby tylko nie zabrał go ze sobą i byleby plewy zostawił na polu. Dlatego faryzeusze nie zarzucają uczniom Jezusa kradzieży. Jednak bardzo ściśle przestrzegając przepisów dotyczących szabatu, traktowali to łuskanie ziaren jako zbiór plonu i jego omłot, czego w szabat nie wolno było robić. Ten kolejny już zarzut faryzeuszów był więc bardzo mocny. Jednak Jezus na przykładzie króla Dawida, którego postępowanie jako niemal wzorowego króla trudno było zakwestionować, wskazuje, że są sytuacje, gdy dobro człowieka jest ważniejsze niż przepis prawny.

Najistotniejszy jest tutaj jednak ostatni wers. Szabat, siódmy dzień był rozumiany jako uświęcony przez Boga w czasie stworzenia. Jednak ten szczególny status nie został objawiony całej ludzkości, lecz tylko Izraelowi. Dlatego też zachowywanie szabatu przez Izrael podkreślało jego szczególne relacje z Bogiem. Był to dzień Pana. A skoro tak, to określenie się przez Jezusa mianem Pana (kyrios – słowo odnoszone do Boga, chociaż czasem i do ludzi) szabatu oznaczało, że przypisuje On sobie niezwykłą pozycję.

Łk 5, 33-39 – post

Potrzeba ukształtowania się na nowo, mimo przyzwyczajenia się do starego.

(33) Oni zaś rzekli do Niego: Uczniowie Jana dużo poszczą i modły odprawiają, podobnie też uczniowie faryzeuszów; natomiast Twoi jedzą i piją. (34) A Jezus rzekł do nich: Czy możecie nakłonić gości weselnych do postu, dopóki pan młody jest z nimi? (35) Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli. (36) Opowiedział im też przypowieść: Nikt nie przyszywa do starego ubrania jako łaty tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego. (37) Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki, i samo wycieknie, i bukłaki przepadną. (38) Lecz młode wino należy wlewać do nowych bukłaków. (39) Kto się napił starego, nie chce potem młodego – mówi bowiem: Stare jest lepsze.

Łukasz ukazuje, jak rozmówcy, może faryzeusze, stosują dość sprytny zabieg, by pokazać, że w postępowaniu Jezusa nie wszystko jest w porządku. Trudno bowiem ocenić ich pytanie o post jako zupełnie neutralne, wynikające tylko z chęci, by dowiedzieć się, skąd biorą się różnice w zachowaniu jednych uczniów i drugich. Na pierwszy plan wysuwają uczniów Jana Chrzciciela (o tym, że przetrwali oni jako odrębna grupa, była mowa we wpisie „Jan Chrzciciel – nierozumiany prorok?„), którzy  pewnie byli poważani, uczniowie faryzeuszy są na drugim planie. Przy tym zarzut jest dość poważny, bo post był rozumiany nie jako tylko powstrzymanie się od jedzenia, ale jako coś, co wyraża pokorę człowieka wobec Boga, bycie otwartym na Jego działanie i stawienie się w Jego obecność. Zarzut można więc rozumieć tak, że uczniowie Jezusa nie stawiają się w obecności Boga.

Jezus również w innych sytuacjach odnosi do siebie termin „pan młody” (np. Mt, 25, 1-13). Na podstawie przypowieści o pannach rozsądnych i nierozsądnych można przypuszczać, że termin ten rozumiał jako wskazujący kogoś bardzo bliskiego Bogu. Niewykluczone, że jest to odwołanie do starotestamentowej idei zaślubin Boga ze swoim ludem. A zatem trudno, by uczniowie Jezusa poprzez post otwierali się na obecność Boga, skoro jest On bardzo blisko nich. Pościć będą wtedy, gdy takiej bliskości już nie będzie.

Pierwszy raz w Ewangelii Łukasza pojawia się słowo „przypowieść”. Problem jednak w tym, że użyte tu greckie słowo parabole określa wiele gatunków literackich (było już ono użyte w Łk 4, 23, gdy chodziło o przysłowie). Już samo hebrajskie słowo maszal stosowane w ST określało kilka form gatunkowych: przysłowie ludowe, satyrę, maksymę, utwór dydaktyczny roztrząsający trudny problem, który wiele osób zastanawia i zaciekawia, proroctwo i alegorię, być może również przypowieść (por. Iz 5, 1-7). Wspólną cechą wszystkich odmian gatunkowych określanych terminem maszal jest porównanie oparte na podobieństwie. Formę właściwej przypowieści (określanej zazwyczaj słowem parabole, w Ewangelii Jana jest to paroimia) wypracował Jezus, który udoskonalił formy znane słuchaczom. Przypowieść w Nowym Testamencie to rodzaj porównania zawartego w rozwiniętym i poszerzonym opowiadaniu, ułożonym przez Chrystusa i opartym na życiu przyrody czy człowieka celem przedstawienia prawd wyższych, tyczących się zbawienia (więcej na temat tego, czym jest przypowieść:  „Co warto wiedzieć o paraboli biblijnej?„).

Czy mamy tu do czynienia z klasyczną przypowieścią? Wydaje się, że jest to raczej rozbudowana maksyma albo kilka maksym. Zdają się one pokazywać, że rozmówcy Jezusa są nieprzygotowani do przyjęcia nowości Jego nauki, tego, że to On jest panem młodym dla Izraela. Potrzeba im ukształtowania się na nowo, mimo przyzwyczajenia się do starego.

Łk 5, 27-32 – metanoia

Wezwanie do metanoi oznacza, iż należy pojąć, że bycie grzesznikiem nie oznacza konieczności bycia nim na zawsze.

(27) Potem wyszedł i zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego na komorze celnej. Rzekł do niego: Pójdź za Mną! (28) On zostawił wszystko, wstał i z Nim poszedł. (29) Lewi zaś wydał dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a był spory tłum celników oraz innych [ludzi], którzy zasiadali z nimi do stołu. (30) Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie, mówiąc do Jego uczniów: Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami? (31) Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. (32) Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników.

Celnik Lewi utożsamiany jest z celnikiem Mateuszem z Ewangelii św. Mateusza (Mt 9, 9-13), jednym z apostołów (Mt, 10, 3, por. Łk 6, 15); przypisuje mu się również autorstwo pierwszej ewangelii.  Skąd ta rozbieżność imion? Być może Jezus zmienił mu imię podobnie jak Szymonowi Piotrowi.

Lewi był poborcą podatków i ceł. Jako taki był uważany za grzesznika, który wysługuje się Rzymianom, nadto celnikom, zapewne niebezpodstawnie, zarzucano nieuczciwość. Dlatego przebywanie w towarzystwie celników powodowało nieczystość. Nic więc dziwnego, że jeśli nawet Lewiego, który zapewne widział niejeden cud Jezusa i słyszał jego naukę, pociągały Jego słowa, to nie przypuszczał, że może zostać Jego uczniem, że Jezus może go powołać, przyjść do jego domu. Jak wielka musiała być radość Lewiego z tak niezwykłego przełamania bariery między tymi, którzy uważani byli za nieczystych, a „sprawiedliwymi”, pokazuje to, że wydaje on przyjęcie na cześć Jezusa.

Jednak skupieni na utrzymaniu własnej czystości faryzeusze nie rozumieją tego. Łukasz, mówiąc o nawróceniu, używa słowa metanoia, które oznacza zmianę myślenia, przemianę intelektualną i odnosi się raczej do umysłu (nous) niż do serca, będącego synonimem najgłębszego jestestwa człowieka i miejscem spotkania z Bogiem. Umysł oznacza zdolności intelektualne, rozumienie. To wezwanie do zmiany rozumienia oznacza więc, iż należy pojąć, że bycie grzesznikiem nie oznacza konieczności bycia nim na zawsze, że w kręgu grzechu może znaleźć się ktoś tak bliski Bogu jak Jezus, Syn Boży, oczywiście po to, by z tego kręgu wyprowadzić. Zdaje się, że taka metanoia nastąpiła w przypadku Lewiego (może właśnie dlatego Jezus zmienił mu imię na „dar Boga”). W przypadku sprawiedliwych nie jest ona konieczna. Nie jest jednak powiedziane, że tych sprawiedliwych należy utożsamiać z faryzeuszami.

Wikary na papieża?

W nowej sytuacji, którą dał jako szansę Kościołowi Benedykt XVI, należałoby w nowy sposób zastanawiać się, kto najlepiej nadaje się na kolejnego papieża

Giełda papabile trwa na dobre. Wymienia się kardynała takiego czy innego. Dziwna sprawa, ale chyba nikt poważnie nie bierze pod uwagę możliwości, że mógłby to być ktoś spoza grona kardynalskiego: jakiś arcybiskup, biskup czy… nawet zwykły ksiądz. A tymczasem konstytucja apostolska Universi Dominici Gregis mówi: „Mając natomiast przed oczami jedynie chwałę Boga i dobro Kościoła, po wezwaniu pomocy Bożej niech oddadzą [kardynałowie elektorzy] swój głos na tego, kogo także poza Kolegium Kardynałów uznają za bardziej godnego od innych do owocnego i skutecznego zarządzania Kościołem powszechnym” (nr 83) oraz „Jeśli natomiast elekt nie posiada sakry biskupiej, winien zaraz otrzymać święcenia biskupie” (nr 88) [kardynałowie elektorzy ją mają]. Jest więc, przynajmniej teoretycznie, możliwe, że papieżem zostanie wikary z jakiejś parafii albo zakonnik (był nim Celestyn V). Wystarczy, by 2/3 kardynałów na konklawe uznało, że to właśnie ktoś taki najlepiej nadaje się na papieża. Fakt, w najnowszej historii Kościoła to się nie zdarzało, ale rezygnacja papieża z urzędu też ostatni raz zdarzyła się 700 lat temu.

Przymierzanie do szat papieskich tylko któregoś ze 117 kardynałów elektorów traktowałbym więc jako pewne nie do końca uprawnione zawężenie. Lista papabile może być bowiem  rozszerzona o wiele innych nazwisk. I właściwie dobrze by było, gdyby tak się stało (choć pewnie nie stanie się to przy okazji tego konklawe), możliwość wyboru papieża spoza grona kardynałów należy bowiem traktować jako pewną szansę.

Benedykt XVI swoją rezygnacją z urzędu (kto wie, czy i tego aspektu nie miał na względzie) dał kardynałom, ale przecież i wszystkim katolikom na świecie, szansę na dokładne przemyślenie, kto ich zdaniem najbardziej nadaje się na papieża. Dobrowolne opróżnienie tronu papieskiego nie jest takim zaskoczeniem jak śmierć papieża, jest więc dużo spokojnego w miarę czasu na przygotowanie się do konklawe, na wybór naprawdę najlepszego kandydata. Niewykluczone, że ktoś spoza kardynalskiego grona mógłby wnieść nowego ducha nie tylko do Kościoła, ale i do Watykanu, mógłby spowodować ożywienie działań Kościoła, jakiego nie jest w stanie spowodować żaden kardynał. I myślę, że nie będzie niczym niewłaściwym (nawet jeśli weźmie się pod uwagę to, że kardynałowie podejmują w pełni suwerenne decyzje i mają się kierować wyłącznie swoim rozumem i sumieniem) pewne wskazanie kardynałom innych kandydatów niż oni sami. Uczynienie tego w sposób odpowiedzialny i przy kierowaniu się dobrem Kościoła mogłoby im pomóc w wyborze.

W nowej sytuacji, którą dał Kościołowi Benedykt XVI, należałoby w nowy sposób zastanawiać się, kto najlepiej nadaje się na kolejnego papieża. I myślę, że sporą rolę do odegrania mają w tym wszyscy katolicy.

Łk 5, 17-26 – uzdrowienie z grzechu

Myśli faryzeuszy kontrastują z wiarą paralityka i być może uniemożliwiają uzdrowienie ich.

(17) Pewnego dnia, gdy nauczał, siedzieli faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przyszli ze wszystkich miejscowości Galilei, Judei i z Jeruzalem. A była w Nim moc Pańska, tak że mógł uzdrawiać. (18) Wtem jacyś mężczyźni, niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. (19) Nie mogąc w żaden sposób go przenieść z powodu tłumu, weszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem na sam środek, przed Jezusa. (20) On, widząc ich wiarę, rzekł: Człowieku, odpuszczone są ci twoje grzechy. (21) Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić: Kimże on jest, że wypowiada bluźnierstwa? Któż może odpuścić grzechy prócz samego Boga? (22) Lecz Jezus przejrzał ich myśli i w odpowiedzi [na nie] rzekł do nich: Co za myśli nurtują w sercach waszych? (23) Cóż jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczone są ci twoje grzechy, czy powiedzieć: Wstań i chodź? (24) Otóż żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do sparaliżowanego: Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu! (25) I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do swego domu, wielbiąc Boga. (26) Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: Przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj.

Najpierw o szczegółach technicznych tego fragmentu. Łukasz używa dwóch słów, które w Biblii Tysiąclecia przetłumaczone są jako łoże. W w. 18 jest to kline, a w w. 19 i 24 będące zdrobnieniem tego pierwszego – klinidion. W czasach Jezusa często sypiano na zwykłej słomianej lub trzcinowej macie, na której kładziono czasami jakąś narzutę czy materac. Były też łóżka z drewnianą ramą, dzięki której posłanie znajdowało się ponad ziemią (por. Mk 4,21). Najprostsze łóżko przypominało nosze, można je było dość łatwo przenosić. Być może na czymś takim przyniesiono chorego. Dlaczego Łukasz użył zatem dwóch słów? Niewykluczone, że przed wniesieniem chorego na dach został on przełożony na coś jeszcze lżejszego i stąd ta różnica. To by tłumaczyło, dlaczego mógł wziąć ze sobą to, na czym leżał.

Warto też zwrócić uwagę na to, że Łukasz mówi o wejściu na wierzch domu, dach (gr. dōma), czyli płaski dach, na którym w lato można było również spać, i spuszczeniu chorego przez dach (gr. keramos). Drugie słowo oznacza wszystko, co z gliny, dachówkę albo sam dach. Może ono oznaczać również wejście na dach, co tłumaczyłoby, w jaki sposób udało się chorego spuścić przez dach bez jego niszczenia.

Łukasz używa na określenie Jezusa nowego wyrażenia: „Syn Człowieczy” (huios tou anthrōpou). W bliskich czasom Jezusa tekstach biblijnych i pozabiblijnych jest to tytuł określający godność Bożego wysłannika czasów ostatecznych. Jezus również go używa na określenie siebie, ale zawsze w trzeciej osobie (nie mówi „ja, Syn Człowieczy”). W tym tekście dość wyraźnie odnosi ten tytuł do siebie, tak że można Go utożsamiać z Synem Człowieczym.

Łukasz ukazuje Jezusa jako mającego już taką sławę, że przychodzą Go słuchać faryzeusze i uczeni w Prawie z Jerozolimy. Kim byli jedni i drudzy? Greckie słowo pharisaios pochodzi od hebrajskiego peruszim, które można przetłumaczyć jako „oddzielony”, „odróżniający się”. Faktycznie faryzeusze chcieli się odróżniać od innych żydów wiernością wobec Prawa i gorliwością religijną. Obok Prawa spisanego uznawali także ustną tradycję przodków, stosowali wiele drobiazgowych przepisów pozwalających utrzymać czystość kultową. Cieszyli się poważaniem społecznym. Z kolei uczeni w Prawie czy Piśmie często utożsamiani są z faryzeuszami i byli to prawdopodobnie mistrzowie faryzejscy interpretujący teksty biblijne, swego rodzaju teologowie.

Dość zagadkowa jest końcówka w. 17: kai dynamis kyriou én eis to iasthai auton. Tłumaczenie Biblii Tysiąclecia zdaje się sugerować, że owa moc uzdrawiania nie była przy Jezusie zawsze obecna, że czasem mógł On uzdrawiać, a czasem nie. Bodaj najbardziej dosłownie przetłumaczony jest ten fragment w Ekumenicznym Przekładzie Przyjaciół: A moc Pana była, aby uzdrawiał. Czy nie słusznie Biblia Poznańska dodaje jednak na końcu „ich” (zgodnie z tekstem greckim)? Wówczas chodziłoby bowiem o uzdrawianie faryzeuszów i uczonych w Piśmie.

Taka interpretacja tłumaczyłaby, dlaczego Jezus nie uzdrawia paralityka, ale mówi, że odpuszczone są jego grzechy. Choroba była rozumiana jako skutek grzechu, Jezus leczy więc przyczynę choroby (zgodnie z potocznym rozumieniem), ujawniając tym samym, że jest kimś więcej niż prorokiem. Mógł On uzdrowić tego człowieka poprzez odpuszczenie jego grzechów ze względu na jego wiarę, która polegała na otwarciu na Boskie posłannictwo mistrza z Nazaretu. Być może w taki sam sposób mógłby uleczyć faryzeuszy. Nie byli oni jednak skłonni uznać, że może On być kimś więcej niż człowiekiem. Istotne jest to, że Jezus mówi o rozmyślaniu w sercach faryzeuszy. Serce w Biblii to najczęściej najgłębsze jestestwo człowieka, siedlisko świadomej, rozumnej i wolnej osobowości człowieka, miejsce podejmowania decyzji i spotkania z Bogiem. Myśli faryzeuszy w tym miejscu spotkania z Bogiem kontrastują zatem z wiarą paralityka i być może uniemożliwiają uzdrowienie ich.

Łk 4, 1-13 – Bóg to nie On

Istota szatańskiego kuszenia to próba wejścia diabła w relację człowieka z Bogiem, przecięcia jej, przestawienia na relację Ja-On. Jezus tej pokusie się oparł, ale jak wskazuje Łukasz, szatan nie zrezygnował ze swoich zamiarów: odstąpił od Niego do czasu.

(1) Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni (2) czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. (3) Rzekł Mu wtedy diabeł: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem. (4) Odpowiedział mu Jezus: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek. (5) Wówczas powiódł Go [diabeł] w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata (6) i rzekł do Niego diabeł: Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je dać, komu zechcę. (7) Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje. (8) Lecz Jezus mu odrzekł: Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. (9) Zawiódł Go też do Jerozolimy, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. (10) Jest bowiem napisane: Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, żeby cię strzegli, (11) i na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. (12) Lecz Jezus mu odparł: Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. (13) Gdy diabeł dopełnił całego kuszenia, odstąpił od Niego do czasu.

Opis Łukasza zdaje się nie pozostawiać wątpliwości co do tego, że właśnie na pustyni Jezus miał do czynienia z rozumianym osobowo (w sensie postaci, a nie jakiegoś nieokreślonego zła) diabłem. W tekście ewangelii stosowane jest bowiem słowo diabolos, oznaczające przeciwnika, oskarżyciela, oszczercę, używane zamiast hebrajskiego słowa śatan, wskazującego kusiciela pierwszych ludzi czy Hioba.

Po co jednak Jezus miałby być kuszony? Przecież trudno sobie wyobrazić, że jako Bóg-Człowiek mógłby ulec diabelskiej pokusie. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że „nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu” (Hbr 4,15). Zatem Jezus po to jest kuszony jako człowiek, by poznać, czym jest człowieczeństwo, by być Bogiem bliskim nam wszystkim. Najchętniej używany przez Niego na określenie samego siebie tytuł „Syn Człowieczy” to po hebrajsku ben-’ādām i przypomina on, że każdy człowiek jest synem Adama, potomkiem pierwszego człowieka. Trudno więc wyobrazić sobie potomka Adama, któremu obce byłyby doświadczenie pokusy i konieczność walki duchowej.

Dlaczego jednak kuszenie odbywa się na pustyni? Ważna jest symbolika liczby czterdzieści i pustyni. Czterdzieści to symbol odpowiednio długiego czasu, dojrzałości i cierpliwości człowieka, gotowości nasłuchiwania. Trzy cytaty z Księgi Powtórzonego Prawa, do których Jezus się odwołuje, gdy odpowiada diabłu (por. Pwt 6,13; 6,16; 8,3), to głos ludu Izraela pod koniec wędrówki przez pustynię, gdy Izraelici doświadczali dużych pokus. Oni im ulegli, Jezus – nie. Ale istotne jest również to, że według rabinów hebrajskie słowo midbār oznaczające pustynię jest złożeniem dwóch słów: przyimka min/mi oznaczającego między innymi kierunek pochodzenia, a więc „od”, „z”, oraz słowa dābār, które jako rzeczownik znaczy „słowo”, a jako czasownik – „mówić”, „rozmawiać”. Tak więc po hebrajsku „pustynia” to miejsce z-którego-przemawia-Bóg (więcej: Kuszenie Jezusa na pustyni). Może zatem tę zbitkę należy rozumieć tak, że jest to miejsce, w którym rozmawia, spotyka się z Bogiem, co zwłaszcza w przypadku Jezusa miałoby głęboki sens. Tak więc na pustyni Jezus jest sam na sam ze swoim Ojcem, rozmawia z Nim w modlitwie.

Na czym w gruncie rzeczy polega istota szatańskiego kuszenia? Jest w tym kuszeniu podobieństwo do rozmowy węża z Ewą w rajskim ogrodzie (Rdz 3, 1-7). Relację Ja-Ty, w której pierwsi rodzice bezpośrednio spotykali się i rozmawiali z Bogiem, przestawia na relację Ja-On, czyli rozmowę o Bogu jako o Nim („Czy rzeczywiście Bóg powiedział”…). Istota szatańskiego kuszenia to próba wejścia diabła w relację człowieka z Bogiem, przecięcia jej, przestawienia na relację Ja-On. Czymże innym jak nie próbą wciągnięcia Jezusa w rozmowę o Bogu jako o Nim jest mówienie o Bogu w taki sposób, że Jezus musiałby sobie zadać pytanie, czy rzeczywiście Bóg ma rację, gdy mówi, że nie samym chlebem człowiek żyje, że nie należy wystawiać Go na próbę i że Jemu samemu należy służyć? Jezus tej pokusie się oparł, ale jak wskazuje Łukasz, szatan nie zrezygnował ze swoich zamiarów: odstąpił od Niego do czasu.