Łk 5, 12-16 – Nieczysty, ale…

Może chodzi tu przede wszystkim o to, by trędowaty nie rozgłaszał swojego przekonania o Boskości Jezusa, co mogłoby uniemożliwić Mu dalsze nauczanie.

(12) Gdy przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem. Gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go: Panie, jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić. (13) Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: Chcę, bądź oczyszczony. I natychmiast trąd z niego ustąpił. (14) A On mu przykazał, żeby nikomu nie mówił: Ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę za swe oczyszczenie, jak przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. (15) Lecz tym szerzej rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i uzyskać uzdrowienie z ich niedomagań. (16) On jednak usuwał się na pustkowie i tam się modlił.

Trędowaci byli zobowiązani do przebywania poza społecznością, byli niejako wykluczeni ze społeczeństwa. Przyjście jednego z nich do miasta nie było więc czymś zwyczajnym, był to ze strony tego człowieka niewątpliwie akt odwagi, ale również niezłomnej wiary, że może zostać uzdrowiony. Nie prosi on nawet o uzdrowienie, ale po prostu stwierdza, że Jezus może to zrobić. Skąd to przekonanie? Wygląda na to, że trędowaty traktuje Jezusa jako kogoś więcej niż zwykłego uzdrowiciela. Podobnie jak wcześniej Szymon upada na twarz i zwraca się do Niego słowem „Kyrios” (por. „Rybak niedoskonały„). A zatem dla niego to ktoś bardzo bliski Bogu, może sam Bóg. Nic więc dziwnego, że trędowaty jest przekonany, że może zostać uzdrowiony, wszak zwraca się bezpośrednio do Boga.

Jezus przekracza pewną granicę. Prawdopodobnie nie znalazłby się wówczas nikt odważny, kto dotknąłby trędowatego. Czy można więc odczytywać tę scenę tak, że Jezus pokazuje, że Bóg przekracza wszelkie granice i dotyka nawet nieczystych, o których sądzono, że to ich grzechy spowodowały chorobę? Być może Łukasz kreśli taką właśnie wizję, chociaż trudno twierdzić to z całą pewnością.

Ciekawe jest żądanie Jezusa, by trędowaty „nikomu nie mówił”. O czym? Bo przecież nie o tym, że został uzdrowiony, skoro ma pokazać się kapłanom. Może więc jednak o tym, co trędowaty sam przeczuł, zwracając się do Jezusa słowem „Kyrios”. Faktem jest, że przyznanie przez Jezusa, że jest Synem Bożym, było głównym powodem żądania Jego śmierci przez Wysoką Radę (Łk 22, 66-71). Być może chodzi tu więc przede wszystkim o to, by trędowaty nie rozgłaszał swojego przekonania o Boskości Jezusa, co mogłoby uniemożliwić Mu dalsze nauczanie.

Papież teolog

Po rezygnacji papież być może będzie służył Kościołowi jako ten, którym jest niejako pierwotnie: jako teolog. Niewykluczone, że Bóg potrzebuje teraz Benedykta XVI w takiej właśnie roli.

Rezygnacja Benedykta XVI z urzędu, owszem, zaskoczyła mnie, ale jakoś specjalnie nie poruszyła. Fakt, jej konsekwencje dla sprawowania tego urzędu przez następców mogą być znaczące. Bardziej interesujące jest jednak dla mnie to, co teraz papież będzie robił. A jeśli założy się, że ma on jeszcze trochę sił duchowych i fizycznych, to mogą to być rzeczy zupełnie interesujące.

Kiedy w ubiegłym roku na zjeździe polskich dogmatyków zastanawiano się, czy należy kontynuować rodzący się właśnie zwyczaj zapraszania na te zjazdy gości z zagranicy, gdzieś na sali ktoś rzucił, że można by zaprosić tego, ktoś inny, że tamtego – nazwiska stawały się coraz poważniejsze. W końcu ktoś zażartował – czym wywołał śmiech – że można zaprosić Benedykta XVI i że na pewno przyjedzie. Dzisiaj ten żart nie byłby już śmieszny, bo papież, o ile zdrowie mu na to pozwoli, może jeździć, gdzie chce, w tym i na zajazdy różnych towarzystw teologicznych, a sądzę, że zaproszeń nie zabraknie. To bez wątpienia jeden z bardziej interesujących obszarów jego ewentualnej dalszej działalności.

Może jednak nie będzie chciał tym się zajmować, i to nie tylko ze względu na stan zdrowia. Wszak zapowiada powrót do swoich ukochanych książek. Mam wielką nadzieję, że będzie to nie tylko czytanie, ale i pisanie. Czy powstanie jakaś znacząca praca teologiczna? Mam nadzieję, że tak, tym bardziej że wszystko zarzuca się papieżowi, ale niewielu jest takich, którzy zarzucają mu, że jest słabym teologiem. Teraz będzie to na dodatek teolog, który będzie miał więcej czasu na to, co dla teologa jest bardzo ważne, czyli modlitwę.

Mam zatem nadzieję, że po rezygnacji papież będzie mógł służyć Kościołowi jako ten, którym jest niejako pierwotnie: jako teolog. Niewykluczone, że Bóg potrzebuje teraz Benedykta XVI w takiej właśnie roli.

Łk 5, 1-11 – Rybak niedoskonały

Jezus nie tylko wstrząsa Szymonem i pozostałymi, ale i wykonuje symboliczny gest prorocki: odtąd Szymon będzie łowił ludzi, chociaż może nieszczególnie do tego się nadaje.

(1) Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – (2) zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. (3) Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. (4) Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! (5) A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. (6) Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. (7) Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. (8) Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. (9) I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; (10) jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. A Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. (11) I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Dopiero teraz dowiadujemy się, że Szymon był rybakiem. Rybacy nie byli raczej ludźmi ubogimi, Szymon miał dom, łódź, wspólników. Okolice jeziora Genezaret też nie należały do najbiedniejszych, a Kafarnaum jako miasto miało wtedy pewne znaczenie (położenie przy szlaku handlowym w rejonie przygranicznym, rzymski garnizon wojskowy).

Łukasz przedstawia ciekawą sytuację. Jezus zaraz ma zacząć nauczać, ale Szymon, chociaż przecież znający Jezusa (był w domu Szymona, uzdrowił jego teściową) i raczej zainteresowany Jego nauką, tym razem jest zajęty swoją pracą po powrocie z nocnego nieudanego połowu ryb, nic nie zdradza, że ma zamiar dołączyć do słuchaczy. Czy takie jego zachowanie miało wpływ na dalszy bieg wypadków? W każdym razie inicjatywa należy  do Jezusa, to On wybiera akurat łódź Szymona jako mównicę. Czy było konieczne wypłynięcie na jezioro, czy Jezus nie mógł sobie poradzić w inny sposób? Być może mógł, z jakichś jednak względów, może właśnie ze względu na zachowanie Szymona, postanowił skorzystać z Jego pomocy.

Jeśli łódź Szymona była podobna do tej, którą wydobyto z jeziora Genezaret, to była to łódź wymagająca obsługiwania przez kilka osób. Łukasz nie precyzuje, kto oprócz Szymona znajdował się w pierwszej łodzi i kto był w drugiej. Prawdopodobnie w jednej z nich byli synowie Zebedeusza (mogli jednak zostać na brzegu). Kto więc zostawił wszystko i poszedł za Jezusem? Może jednak nie wszyscy ci rybacy, skoro ewangelista Jan mówi o tym (J 21, 1-14), że po zmartwychwstaniu Jezusa Piotr zajmował się jeszcze łowieniem (musiał mieć więc sprzęt).

Musiało być coś niezwykłego w tym połowie i nie była to chyba tylko sama ilość ryb, skoro wywołał on taką reakcję Szymona. Skąd jednak to tak szczególne wyznanie człowieka, który przecież widział już uzdrowienia dokonywane przez Jezusa? Szymon używa słowa „Pan” (kyrios), które było odnoszone do Boga, chociaż również do ludzi wysoko stojących w hierarchii społecznej (por. Mt 27, 63). Wykonuje też niezwykły gest przypadnięcia do kolan (prosepesen tois gonasin), a więc oznaczający szczególną cześć. Jest zatem w tej scenie pokazanie uznania przez Szymona szczególnej godności Jezusa, Jego bliskości z Bogiem. Z tym kontrastuje grzeszność Szymona (hamartólos, słowo pochodzące od słowa hamartanó oznaczającego grzech, czyli nietrafienie celu, podążanie niewłaściwą drogą, nieszanowanie woli Boga, niewierność, niedotrzymanie umowy). Może uznanie tej grzeszności wynikało z odwołania się przez Jezusa do jakiegoś znanego tylko Szymonowi nieszanowania woli Boga (może chodziło właśnie o wcześniejsze pewne zdystansowanie się wobec Jezusa). Jezus nie tylko wstrząsa Szymonem i pozostałymi, ale i wykonuje symboliczny gest prorocki: odtąd Szymon będzie łowił ludzi, chociaż może nieszczególnie do tego się nadaje. Tym razem Szymon idzie za Nim.

Łk 4, 42-44 – Nie odchodź

Może Jezus uważał, że od swoich rodaków z Nazaretu może spodziewać się większego zrozumienia swojej nauki niż od mieszkańców Kafarnaum, że może od nich więcej wymagać. Jednak oczekiwania mieszkańców Nazaretu były inne: spodziewali się spektakularnych znaków, uzdrowień, nie zaś trudnej nauki o łasce dla wrogów.

(42) Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich. (43) Lecz On rzekł do nich: Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo po to zostałem posłany. (44) I głosił słowo w synagogach Judei.

Jezus znowu udaje się na pustynię, tutaj nazwaną miejscem pustynnym (użyte jest jednak to samo słowo, które oznacza pustynię: erémos). Jak już było wskazane (wpis „Bóg to nie On„), pustynia może być rozumiana jako miejsce z-którego-przemawia-Bóg (hebrajskie midbār). Charakterystyczne jest to, że Jezus co jakiś czas szuka tego właśnie miejsca rozmowy z Bogiem.

Jego zamiarem jest głoszenie słowa innym miastom. Biblia Warszawsko-Praska podaje jednak, że chodzi tu o miasta Galilei, nie zaś Judei. Rzeczywiście, niektóre kodeksy dają podstawę do takiego tłumaczenia. Jakiego słowa użył Łukasz? Prawdopodobnie słowa „Galilea”, bo w następnym rozdziale ewangelista mówi o tym, że Jezus naucza nad jeziorem Genezaret, a więc w Galilei. Być może ktoś chciał rozszerzyć obszar działalności Jezusa i Galileę zastąpił Judeą (gdyby jednak Łukasz użył słowa „Judea”, to prawdopodobne jest, że zaingerował ktoś z lepszą znajomością geografii). W każdym razie te różnice między kodeksami są zapewne przejawem jakiegoś udoskonalania tekstu Pisma Świętego.

Jezus jest przez mieszkańców Kafarnaum traktowany zupełnie inaczej niż przez mieszkańców swojego rodzinnego Nazaretu. Trzeba jednak powiedzieć, że przyczyną może być to, że w Kafarnaum ujawnia się inny aspekt jego nauki: moc wypowiadanego słowa, któremu posłuszne są demony. To, co mówił w Nazarecie, było o wiele trudniejsze do przyjęcia (por. wpis „Łaska dla wrogów„). Może Jezus uważał, że od swoich rodaków może spodziewać się większego zrozumienia swojej nauki niż od mieszkańców Kafarnaum (nie jest to pierwsza wizyta Jezusa w Kafarnaum, gdyż w opisie wizyty w Nazarecie mowa jest o oczekiwaniu, by dokonał On tego, czego dokonał w Kafarnaum), że może od nich więcej wymagać. Jednak oczekiwania mieszkańców Nazaretu były prawdopodobnie inne: spodziewali się spektakularnych znaków, uzdrowień, nie zaś trudnej nauki o łasce dla wrogów.

Łk 4, 38-41 – Demon nie jest teologiem

Wiedza demonów o Bogu może nie być tak szczególna, jak się nam często wydaje. Być może demony wcale nie są „znawcami” tajemnicy Trójcy Świętej, nie są teologami.

(38) Po opuszczeniu synagogi przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosili Go za nią. (39) On, stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała [uzdrowiona], i usługiwała im. (40) O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. (41) Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: Ty jesteś Syn Boży! Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem.

Łukasz ukazuje Jezusa jako uzdrowiciela. Co ciekawe ewangelista nie tłumaczy, skąd Jezus i Szymon się znali, dopiero w kolejnym rozdziale poinformuje, że Szymon po obfitym połowie poszedł za Jezusem. Może zresztą nie była to znajomość, może Szymon po prostu zaprosił do siebie wędrownego nauczyciela, o którym wiele słyszał.

Interesujące jest również to, że Jezus nie wykonuje żadnych gestów uzdrowiciela wobec teściowej Szymona. Po prostu rozkazuje gorączce, karci ją (epitimaó). To samo słowo, przetłumaczone jako „gromić”, użyte jest również w w. 41 w odniesieniu do demonów. Być może gorączka też była traktowana jako mająca swojego demona (ewentualne majaczenie, a więc mówienie „nie swoim” głosem, w czasie wysokiej gorączki mogłoby za tym przemawiać), któremu należało rozkazywać, by spowodować ozdrowienie.

Działalność uzdrowicielska była traktowana jako swego rodzaju praca, dlatego chorych przynoszono do Jezusa dopiero po zachodzie słońca, kiedy szabat się kończył. W tym wypadku Jezus kładzie ręce na uzdrawianych, co może oznaczać, że chodzi tu o „zwykłe” choroby.

Była już mowa (wpis „Inspirujący rodowód„) o tym, że słowa: „Ty jesteś Syn Boży!” nie muszą oznaczać wyznania wiary w drugą osobę Trójcy Świętej, bo synostwo Boże rozumiano wówczas szerzej. Demony (bo w tekście greckim jest słowo daimonion), a więc związane z szatanem obce siły oddziałujące na człowieka, nie muszą zatem mieć aż tak szczegółowej i niezwykłej wiedzy o Trójcy Świętej, Łukasz niekoniecznie tutaj o tym mówi. One wiedzą, że Jezus jest bardzo blisko Boga, nie ma nic wspólnego ze złem, a skoro to zło zwalcza, to jest Chrystusem, Mesjaszem (prawdopodobne jest, że Jezus nie chciał, żeby uznano Go za Mesjasza politycznego i dlatego nakazywał im milczenie). Może więc wiedza demonów, zwłaszcza tak podrzędnych, demonów choroby, nie jest tak szczególna, jak się nam często wydaje. Być może demony wcale nie są „znawcami” tajemnicy Trójcy Świętej, nie są teologami.

Łk 4, 31-37 – moc słowa

Moc słowa Jezusa może brać się właśnie z Jego radykalnego oddzielenia od zła. Ponieważ Jezus nie ma z nim nic wspólnego, może nad nim panować.

(31) Udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. (32) Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. (33) A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy: (34) Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boga. (35) Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego! Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego, nie wyrządzając mu żadnej szkody. (36) Wprawiło to wszystkich w zdumienie, i mówili między sobą: Cóż to za słowo, że z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą. (37) I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.

W tym opisie pobytu Jezusa w Kafarnaum Łukasz zdaje się przedstawiać inny aspekt, po opisaniu wcześniej aspektu łaski, słowa Jezusa. Tym razem jest to coś, co tłumacze oddają jako moc czy władczość (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół); tak tłumaczony jest bowiem grecki termin exousia. Słuchacze byli zdumieni, porażeni (EPP) tą nauką czy pełni podziwu dla niej (Biblia Poznańska). Co jednak powodowało, że słowa Jezusa wywoływały aż taką reakcję?

Jeśli ducha nieczystego utożsami się z rozumianym w sensie osobowym diabłem, to łatwo przyjąć, że chodzi tu o władzę nad szatanem. To sugeruje też pytanie owego ducha nieczystego: „Przyszedłeś nas zgubić?”. Czym jednak jest ów duch nieczysty? Grecki termin pneuma daimonion oznaczał raczej każdą złą, nierozpoznaną siłę, która szkodzi człowiekowi. Mogła to być choroba mózgu, odurzenie, złośliwy zamiar, szaleństwo czy wpływ szatana. Niekoniecznie musiało tu jednak chodzić o samego szatana niejako mieszkającego w człowieku, choć zgodnie z ówczesnym poglądem wszelkie zło pochodziło od diabła (więcej na ten temat: Michał Wojciechowski, Czym były „złe duchy”?). W tym wypadku Łukasz nie opisuje, na czym polegało szaleństwo (bo o nim raczej trzeba tu mówić) owego człowieka z synagogi. Wprawdzie Jezus zwraca się do ducha nieczystego, by wyszedł z tego człowieka, ale nie jest powiedziane, że to krzyczał właśnie ten duch, rozumiany jako diabeł, tym bardziej że jest tu użyta liczba mnoga (być może to sugestia niezbyt uprawniona, ale niewykluczone, że choroba była dla tego człowieka wygodna). Leczenie szaleństwa z pewnością nie było sprawą łatwą w czasach Jezusa, więc nic dziwnego, że uwolnienie od niego wzbudzało zdumienie.

Zastanawiające są wypowiedziane przez uzdrowionego człowieka słowa „Święty Boży”.  Świętość rozumiano wówczas jako oddzielenie od sfery profanum. Wskazywała ona także na związek z Bogiem i z tym, co Boskie. Święty jest Bóg, lecz świętymi są również związani z Nim ludzie i rzeczy. Idea świętości może zawierać w sobie nadto element poświę­cenia Bogu i uwolnienia od tego, co złe lub niewłaściwe. Trudno więc dopatrywać się w wyznaniu ducha nieczystego wyznania Boskości Jezusa, ale zapewne wskazuje on na niezwykłą bliskość Jezusa z Bogiem oraz na Jego radykalne oddzielenie od zła. Moc słowa Jezusa może więc brać się właśnie z tego oddzielenia. Ponieważ Jezus nie ma z nim nic wspólnego, może nad nim panować.

Łk 4, 16-30 – Łaska dla wrogów

Dla rodaków Jezusa było to jak uderzenie w twarz: rok łaski będzie dla wszystkich, a być może bardziej dla „niewiernych” niż dla nich. Prorok głoszący taką naukę nie może być mile widziany w swojej ojczyźnie.

(16) Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. (17) Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane:

(18) Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, (19) abym obwoływał rok łaski Pana.

(20) Zwinąwszy księgę, oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione. (21) Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. (22) A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa? (23) Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. (24) I dodał: Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. (25) Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; (26) a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. (27) I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. (28) Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. (29) Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. (30) On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się. (Biblia Tysiąclecia, wyd. V)

Przedstawiony przez Łukasza przebieg wydarzeń w czasie nauczania Jezusa w synagodze w Nazarecie jest na pierwszy rzut oka dość zaskakujący. Najpierw Jezus wywołuje podziw, potem słuchacze przypominają Jego pochodzenie, Jezus odgaduje, że słuchacze spodziewają się jakiegoś spektakularnego czynu (może uwolnienia opętanego), po czym ni z tego, ni z owego mówi, że prorocy byli posyłani do nie-Izraelitów, co w sumie dla Jego słuchaczy nie było niczym zaskakującym. Co tak naprawdę powiedział im Jezus i dlaczego (czy w słowach słuchaczy o pochodzeniu było aż tak wielkie powątpiewanie co do Niego, że musiał tak się narażać), że wywołał aż tak gwałtowną reakcję?

Warto zwrócić uwagę na przeczytane przez Jezusa słowa z Księgi Izajasza. Jezus celowo, jak sugeruje Łukasz, odszukuje ten akurat fragment (Iz 61, 1-2). Rozdział 61 Księgi Izajasza tak się rozpoczyna, ale cały mówi raczej o roku łaski obwołanym dla Izraela. Dla jego wrogów przewidziany jest „dzień pomsty naszego Boga”, bo „staną obcokrajowcy, by paść waszą trzodę, cudzoziemcy będą u was orać i uprawiać winnice”, „zużyjecie bogactwo narodów, dobrobyt ich sobie przywłaszczycie”. Zastanawiające jest to, że słowa o „dniu pomsty” znajdują się w tym samym wersie co słowa o „roku łaski”. Jakie więc skojarzenia mógł wywołać odczytany fragment? W wyd. IV Biblii Tysiąclecia (podobnie w Biblii Poznańskiej i Biblii Warszawsko-Praskiej) fraza „pełnym łaski słowom” była przetłumaczona jako  „pełnym wdzięku słowom”. Nie o wdzięk tu jednak chyba chodziło, ale właśnie o łaskę. Tyle że słuchacze prawdopodobnie wiązali ją z łaską dla Izraela (w tym i uzdrowieniami), a pomstą dla jego wrogów (może uzdrowienia Jezusa traktowali jako znak nadchodzącej pomsty). Może więc ich pytanie: czy nie jest to syn Józefa?, było w gruncie rzeczy pytaniem: czy On jest w stanie wyzwolić Izraela, skoro jest tylko synem Józefa?

Jeśli tak rozumieli oni przeczytany przez Jezusa fragment, to nie dziwi ich reakcja na Jego słowa o wdowie i Syryjczyku. Dla rodaków Jezusa było to jak uderzenie w twarz: rok łaski będzie dla wszystkich, a być może bardziej dla „niewiernych” niż dla nich. Prorok głoszący taką naukę nie może być mile widziany w swojej ojczyźnie.

Łk 4, 14-15 – moc Ducha

Być może to właśnie nie tyle sama nauka, ile właśnie ta widoczna w Jezusie moc Ducha sprawiała, że był nawet więcej niż chwalony. To by też tłumaczyło, dlaczego już wkrótce ta nauka wywołała ogromne oburzenie.

(14) Jezus powrócił z mocą Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. (15) I nauczał w synagogach, wychwalany przez wszystkich. (Biblia Poznańska)

Łukasz stosuje z pozoru dość dziwną konstrukcję: najpierw mówi o powrocie Jezusa i rozejściu się wieści o Nim, a dopiero potem o tym, że nauczał w synagogach i był za to chwalony. Wieść o Nim się rozeszła, zanim cokolwiek powiedział? Co sprawiło, że nagle stał się „sławny”? Czy tylko sam powrót? Co miałoby być w nim takiego spektakularnego? Być może rzeczywiście jest to, jak uważają niektórzy bibliści, podsumowanie całej działalności galilejskiej. Ale wyjaśnienie może być i inne. Wskazówką mogą być tutaj słowa „z mocą Ducha”. Duch pojawił się podczas chrztu w Jordanie, towarzyszył również Jezusowi podczas pobytu na pustyni. Moc ta musiała być jakoś widoczna w Jezusie, musiała z Niego emanować, wystarczyła do tego, by wieść o Nim się rozeszła.

Łukasz przedstawia Jezusa jako nauczyciela w synagogach, był On zapewne zapraszany jako wędrowny nauczyciel. Jest wychwalany przez wszystkich czy wręcz wysławiany, co ze względu na zastosowany czasownik doxazó miałoby stanowić odniesienie do czci należnej Bogu. Być może to właśnie nie tyle sama nauka, ile właśnie ta widoczna w Jezusie moc Ducha sprawiała, że był nawet więcej niż chwalony. To by też tłumaczyło, dlaczego już wkrótce ta nauka wywołała ogromne oburzenie. Może tak to już jest, że łatwiej podziwiać moc Ducha, niż słuchać mało przyjemnych dla siebie słów.

Łk 3, 23-38 – inspirujący rodowód

Niebezpodstawnie Łukasz jest uznawany za dobrego pisarza: z nudnej z pozoru genealogii potrafił zrobić interesujący i inspirujący tekst teologiczny.

(23) Sam zaś Jezus, rozpoczynając swoją działalność, miał lat około trzydziestu. Był, jak mniemano, synem Józefa, syna Helego, (24) syna Mattata, syna Lewiego, syna Melchiego, syna Jannaja, syna Józefa, (25) syna Matatiasza, syna Amosa, syna Nahuma, syna Chesliego, syna Naggaja, (26) syna Maata, syna Matatiasza, syna Semei, syna Josecha, syna Jody, (27) syna Jana, syna Resy, syna Zorobabela, syna Salatiela, syna Neriego, (28) syna Melchiego, syna Addiego, syna Kosama, syna Elmadana, syna Hera, (29) syna Jezusa, syna Eliezera, syna Jorima, syna Mattata, syna Lewiego, (30) syna Symeona, syna Judy, syna Józefa, syna Jonama, syna Eliakima, (31) syna Meleasza, syna Menny, syna Mattata, syna Natana, syna Dawida, (32) syna Jessego, syna Jobeda, syna Booza, syna Sali, syna Naassona, (33) syna Aminadaba, syna Admina, syna Arniego, syna Esroma, syna Faresa, syna Judy, (34) syna Jakuba, syna Izaaka, syna Abrahama, syna Tarego, syna Nachora, (35) syna Serucha, syna Ragaua, syna Faleka, syna Ebera, syna Sali, (36) syna Kainama, syna Arfaksada, syna Sema, syna Noego, syna Lamecha, (37) syna Matusali, syna Enocha, syna Jareta, syna Maleleela, syna Kainama, (38) syna Enosa, syna Seta, syna Adama, syna Bożego.

Zapewne mało kto ma dość samozaparcia, żeby przebrnąć przez wszystkie wyliczone imiona ludzkich przodków Jezusa (jeszcze gorzej jest w przypadku genealogii starotestamentowych). A jednak jest to tekst, któremu warto poświęcić nieco uwagi.

Rodowód Jezusa jest konieczny ze względu na skłonność starożytnych do określania tożsamości osoby właśnie przez rodowód. A jednak jest to rodowód w pewnym sensie symboliczny, co nie oznacza, że pozbawiony podstaw, bo Łukasz wskazuje, że  Jezus był domniemanym synem Józefa. Niewykluczone zresztą, że jest to rodowód Maryi, co miałoby tłumaczyć różnice między nim a rodowodem w Ewangelii Mateusza (Mt 1, 1-17, więcej o możliwych przyczynach tych różnic można przeczytać w artykule Sprzeczne rodowody Jezusa?). Łukasz już wcześniej wyjaśnił, kim jest Jezus, jednak tekst ten daje też podstawy do zastanowienia się nad kwestią synostwa Bożego.

Jeśli bowiem przyjmujemy, że Jezus był Synem Bożym (por. Łk 1, 35), czyli kimś równym Bogu, to na pewno kimś takim nie był Adam, stworzony przez Boga. Mówiąc o Adamie jako synu Bożym, Łukasz odwołuje się zapewne do starotestamentowego rozumienia synostwa Bożego jako wybrania kogoś i zlecenia mu specjalnej misji. W tym znaczeniu synem jest cały Izrael (Wj 4,22-23; por. Oz 11,1; Jr 31,9) czy król (Ps 2,7; Ps 89 [88],27-28). Ciekawe jednak jest to, że Jezus w Ewangeliach nigdy nie mówi wprost o sobie jako o Synu Bożym. Może wynika to właśnie ze świadomości, że jego Synostwo jest zupełni innego rodzaju niż synostwo Boże Starego Testamentu. Zarzut, że przekonanie o tym, że Jezus został potraktowany jako Syn Boży, powstało w wyniku literalnego odczytania słów mówiących o Jezusie jako o synu Bożym, jest nietrafny nie tylko ze względu na to, że ci, którzy mieliby dokonać takiego odczytania, musieliby świadomie pominąć chociażby słowa odnoszące się do Adama. Łukasz podobnie jak inni ewangeliści przytacza słowa Jezusa, w których podkreśla On, że jego relacja z Ojcem jest zupełnie innego rodzaju niż innych ludzi: „Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6, 36).

Niebezpodstawnie Łukasz jest zatem uznawany za dobrego pisarza: z nudnej z pozoru genealogii potrafił zrobić interesujący i inspirujący tekst teologiczny.

Łk 3, 21-22 – modlitwa objawia

Modlitwa, a zatem rozmowa z Bogiem, staje się tu niejako przyczyną objawienia Trójcy. Można więc przyjąć, że poznanie czegoś z tajemnicy Boga nie może obyć się bez modlitwy.

(21) Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo (22) i Duch Święty zstąpił nad Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.

Dlaczego Jezus przyjął chrzest od Jana, skoro nie był mu on potrzebny? Chrzest Janowy nie był chrztem gładzącym grzech pierworodny czy grzechy uczynkowe, był on jednym z rozpowszechnionych wówczas wśród Żydów obmyć rytualnych. Był on jednak specyficzny o tyle, że łączył się z wezwaniem do pokuty i nawrócenia. Przyjęcie chrztu przez Jezusa można więc rozumieć jako wyraz solidarności z grzesznikami, których przyszedł zbawić. Zastanawiać może ascetyczność opisu Łukasza, zwłaszcza gdy porówna się go z opisem w Ewangelii Mateusza (Mt 3, 13-17). Być może istotne jest wzięcie pod uwagę adresatów Ewangelii, dla których zapisana przez Mateusza rozmowa Chrzciciela z Jezusem, dotycząca potrzeby chrztu, mogłaby być nie do końca zrozumiała.

Opis chrztu Jezusa jest jednym z tych nielicznych miejsc w Biblii, w którym można dopatrzyć się objawienia Trójcy Świętej. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że Łukasz przeciwnie niż inni ewangeliści podkreśla, że to objawienie nastąpiło wtedy, gdy Jezus się modlił. Modlitwa, a zatem rozmowa z Bogiem, staje się tu niejako przyczyną objawienia Trójcy. Można więc przyjąć, że poznanie czegoś z tajemnicy Boga nie może obyć się bez modlitwy.